oj upadkówbyło wiele....
Ale taki najbardziej pechowy to chyba podczas przygotowania do brązowej odznaki.
Skakaliśmy parkur. ja jechałam na koniku polskim, który strrrrrrasznie pędzi, a zwłaszcza w galopie. No i przyszła pora na okserek... nie wiem w sumie jak to się stało, bo koń przeleciał, a ja zostałam xD
Uderzyłam w stojak, a jakby tego było mało CAŁA przeszkoda zawaliła się na mnie ;p
To był jeden z tych nielicznych przypadków, gdy nie wiedziałam jak znów znalazłam sie na koniu i musiałam odczekać parę minut przed ponowną próbą, bo ręce mi się trzęsły.
Do tych smieszniejszych to zaliczam zostanie na galezi podczad galopu lub zostanie z siodlem pod koniem podczas skretu (jazda w stylu west i te niedociagniete popregi ) :)
a ja jeżdżę tak ogólnie jakieś 3 lata. tzn. w przerwami. :P ale w wakacje jeździłam i wgl. a swój pierwszy upadek zaliczyłam dopiero w te ferie. i to miałam takie szczęście, że spadłam w swoje urodziny. :P więc ten dzień będzie dla mnie niezapomniany. :P ale cóż. jak kierowca głupi to aż miło. no bo jedziemy sobie drogą i w naszą stronę jedzie traktorem facio. no i się nie zatrzymał. konie wszystkie się spłoszyły. mi wskoczył w taką metrową zaspę. a za zaspą był taki mały rów. koń mi się potknął. mi wypadło strzemię i zleciałam. :P a tego samego dnia zaliczyłam drugi upadek. ale to jak wracaliśmy. no i wyprzedzał nas szybko jadący samochód. i dalej potoczyło się tak jak za pierwszym razem. sorry, że się tak rozpisałam. ;]
Wczoraj koń się czegoś wystraszył i zaczął galop a ja dopiero jestem przy kłusie :D. I na zakręcie się poślizgnął a ja wleciałam pod płot ;DHehe ;d Byłam przy tym...Akcja była niezła xd
Ja miałam dwa upadki w swojej przygodzie jeźdizeckiejjeden no nie można tego nazwać "upadkiem" ale ok.zsunęłam się z ogiera arabskiego z lonży-co prawda nie spadłam ale się zsunęłam.drugi upadek też z ląży z kłusa z kuca.spadłam na plecy,a ostatni upadek zaliczyłam po skuku.kucyk skoczył i pochylił się a ja zjechałam mu z szyi. xDa P.Instruktorka tak-Nie spadaj,nie spadaj ! xDale spadłam :) taki śmieszny.
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.
ja tydzień temu w weekend byłam na wsi. u koni. :) i w niedzielę pojechaliśmy sobie w teren. no i pojechaliśmy na taką górkę z piachem i Mag (koń na którym jechałam) położył się. zeskoczyłam z niego i wylądowałam na brzuchu. :P a koń przy okazji dostał lekko z kopa w łeb.tego dnia położył mi się 3 razy i trzy razy się tarzał. :P a ja za każdym razem leżałam na ziemi na plecach albo na brzuchu.to nie był upadek ale coś w tym rodzaju. :)
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.Wy, te konie musicie mieć tam bardzo rzadko objeżdżane...No wiesz, przy tak krótkim okresie czasu spaść aż tyle razy...Dziwne trochę, no ale O.K ;)...
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.
Ja jeżdżę 3 lata z przerwami a mój pierwszy upadek zaliczyłam dzisiaj .To było przy skoku no to był mój drugi skok przy pierwszym prawie nie spadłam a za drugim razem stało się xd
Ja jeżdżę 3 lata z przerwami a mój pierwszy upadek zaliczyłam dzisiaj .To było przy skoku no to był mój drugi skok przy pierwszym prawie nie spadłam a za drugim razem stało się xdTo przykre. Ja jeżdzę 4 lata i upadłam już ze 20 razy. Dlatego jak koń strzeli mi byle barana to nie spadam, bo juą umiem się w takich sytuacjach utrzymać w siodle. Dlatego ostatni raz spadłam pół roku temu, ale to na wyjądkowym bydlaku* który strzelił mi cabriole**(wtedy bolało- podobno)
*mówiąc bydlak nie chciałam obrazić żadnego konia( to kąplement)
**nie wiem jak to się pisze czy coś
W pewnym momencie jeździeckiej kariery już się nie spada,a jeśli to raz na kilka lat.) dlatego jeśli się już spadnie to nie można się nadziwić ,że jednak się zdarzyło.Zasada jest jedna ,jeśli koń się uprze to zsadzi każdego i nie ma co oszukiwać,ze są ludzie którzy wysiedzą wszystko.)Nawet najwięksi profesjonaliści maja takie przygody tylko nie lubią się nimi chwalić.
ja także miałam sporo upadków ;)Moim najgorszym upadkiem był upadek podczas lata, jechaliśmy sobie galopem przez łąkę wszystko super i nagle konie się spłoszyły, no i spadłam walnęłam nieźle bo nie mogłam oddychać ale ogólnie to mi się podobało, warto czasem spaść ;)
Ja też lubię spadać ponieważ jest to pewnego typu wyzwanie i walka z koniem czy coś... Też uwazam, że jak koń chce zrzucić to to zrobi, ale chodzi mi o tą adrenalinę
PS: Niestety taki kozak jestem tylko na ujeżdzalni.(ale z koleji tak długo i dobrze to nie jeżdzę więc co się dziwić)
ja także miałam sporo upadków ;)Moim najgorszym upadkiem był upadek podczas lata, jechaliśmy sobie galopem przez łąkę wszystko super i nagle konie się spłoszyły, no i spadłam walnęłam nieźle bo nie mogłam oddychać ale ogólnie to mi się podobało, warto czasem spaść ;)konie się spłoszyły. ale raczej nie same. :P to była moja wina przecież. a akurat dzisiaj rozmawialiśmy z p. Maćkiem o tym. :P
Nie ględź Majka; niewiele w tym było Twojej winy. Ja też przez kilka lat myślałem, że z koni spadają tylko ofermy; nawet na kursie instruktorskim w Rzecznej u p. A. Orłosia jako jedyny nie spadłem, pomimo codziennych kilkudziesięciu skoków przez różne przeszkody, ale 2009 rok okazał się przełomem. Ujeżdżając naszego "Dzikiego" Mustanga - Falona, cztery razy zaliczyłem glebę i to tak, że gdy podczas buntu Palomy podczas skoków i kolejnego upadku, uznałem to za normalność i uwierzyłem w starą zasadę: " Tylko ten z konia nie spada, kto na niego nie wsiada". Ucząc jeździć, każdemu z uczniów daję też szansę bezpiecznego kontaktu z ziemią poprzez ćwiczenie kontrolowanych upadków. Jest to chwila, podczas której wiele się dzieje, a my wcale nie musimy zamierać w panicznym bezruchu.
Jaką ja ostatnio zaliczyłam glebę.... no peozja poprostu.
byłam w stajni jako pierwsza po świętach wielkanocnych no i konie 4 dni stały w boksach...
Wszystko było dobrze, konik podbrykiwał, ale za każdym razem się uspokajał. Do czasu...
Machnął głową, jak on to zresztą zwykły robić, z całej siły w dół, a ja nie miałam rękawiczek i oferma, wypuściłam wodze! Jak on poczuł totalny luz w pysku... poleciał przed siebie tak cudownie szybkich tempem, że aż ;) No i byłoby świetnie, ale na domiar złego zgubiłam strzemię. Sama sie dziwię, że utrzymałam sie tak długo i może nawet bym nie spadła, gdyby nie to, że zobaczyłam na drdze konia płot i jak zobaczyłam wizję, że z pełnego galopu konik przejdzie na hamulec, a ja nie mam strzemienia, to postanowiłam się ewakuować xD niestety niedokońca zdążyłam, więc ostatecznie nie był to kontrolowany upadek. Wpadłam pod konia, ale naszczęście nic poważnego sie nie stało, został tylko wielki siniak. Koń był tak dumny z siebie, że zrobił jeszcze kilka okrążeń pięknym, wesolutkim galopem ;)
Ja przestałam liczyć po dziesiątym upadku. Z takich ciekawszych to kiedyś poleciałam w ścianę na hali i odpadły mi (nie wiem jakim cudem) podeszwy od butów. Kiedyś młodziutka klacz sprawiła, że spotkałam się z drzewem. To już było mniej przyjemne, krew się nawet polała (moja oczywiście :P ). Raz na zawodach, na szczęście już po przejeździe, kiedyś też całkiem niemiło urządził mnie pewien kucyk. Niestety upadki zdarzają się każdemu. Znam mistrza Polski w WKKW, którego ostatnio zrzucił koń i to tak nieszczęśliwie, że skończyło się szpitalem :( .
Ja spadłam 2 miesiące temu ;( galopowałam na wałachu o imieniu Joker (czytaj Dżoker) i koń się wystraszył jakiegoś dziecka, które się darło ;/ schylił główkę, i bryknął a na dodatek sam się wywalił bo pośliznął się (straszne błoto) ;( dobrze że w miarę szybko "wyskoczyłam" z siodła bo bym miała lewą nogę zmiażdżoną ;( MASAKRA a skończyło się w szpitalu lewy obojczyk złamany z przemieszczeniem, lekki wstrząs mózgu i pare siniaków i zadrapań ;[ chcieli mi robić operacje ale zostawili mnie w gipsie miesiąc ;/ alle teraz jest już ok ;p pozdr ;*
taak strasznie bolało najgorzej jak w szpitalu mi nastawiali ;<tydzień po wypadku poszłam do konika i widziałam w jego oczkach takie coś, że wydawało się jakby mnie przepraszał za to co się wydarzyło, jakby to wszystko rozumiał, ten mój ból;( aż mi się łezki w oku zaczeły kręcić ;[
wiesz teraz to musze na siebie mocniej uważać bo jeszcze raz spadne ( oby nie ) to będę miała operacje ;[ bo jestem przecież świeżo po wypadku ;[ Rodzice nie chcieli mnie puszczać ale jakoś ich przekonałam ;D alle teraz już jeżdżę alle tylko stęp kłus i bardzo woolny gallop ;/ za jakieś 20 dni będę mogła już skakać ;D
Pierwszy upadek z kuca o imieniu Nelly, stwierdził, że po co przez drążki jechać kłusem skoro można zawrócić pełnym galopem. Potem był bliski kontakt z ogrodzeniem, upadek pod konia, który lekko (całe szczęście)kopytem w kark mnie musnął. Do najzabawniejszych należy ten: Robiłam młynek, siedziałam już tyłem i kuc wtedy 25 letni wysadził tak z zadu, że mało fikołka nie zrobiłam :P . Potem była przewrotka z koniem gdy ten trafił kopytem w dziurę skończyło się na 10 metrowym ślizgu na łokciu a koń zjechał zadem w dół po wale. Z tego samego konia też spadłam później gdy wziął oksera w nogi. Po skoku na oklep zaliczyłam kontakt z zamarzniętą ziemią (ziemia pod przeszkodą była rozbita i nie zamrznięta) - pamiętam, że mnie zatkało. Z mojego Siwego zwierza nie spadałm. Zaliczaliśmy upadki oboje : pierwszy był po skoku przez balot słomy, zahaczył tyłem i nie chcąc mnie przygnieść bo niechybnie by zrobił na mnie fikołka wylądował sobie na głowie. Do tej pory zastanawiam się jak udało mi się go unieść na tyle, że wyswobodził głowę. Następny upadek był kontrolowany. 5 m przed zakrętem wiedziałam, że się wywrócimy bo Głupol się zatrzymać nie chciał. Wyjęłam nawet nogi ze strzemion. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie gałąż na ziemi, w którą przywaliłam głową, a że jeżdżę bez kasku skończyło się na guzie wielkości kurzego jajka ;) Dwa razy też spadłam gdy koń stwierdził, że robi zwrot w galopie o 180* za pierwszym razem przeciągnął mnie na wodzach jeszcze 20 metrów za drugim stał już nademną i potem się wyrwał. Pamiętam też jak pies zza domu wyskoczył a ja na zamarzniętą miedzę tyłkiem trafiłam -> mięsnia do tej pory tam nie mam xD Jakieś jeszcze napewno były ale już ich nie pamiętam. Po prostu nie liczę.
I.
mi się dzisiaj śmiać chce. :Pmiałam dzisiaj jazdę na Palomce. :)jeździłam najpierw na lonżowniku a później na padok. :)no i jeżdżę sobie jeżdżę i najazd na przeszkodę. :P jadę sobie spokojnie kłusem przez koziołki a przed samą przeszkodą Paloma odskakuje mi w bok. :P Paloma biegnie w bok a ja nie wyrabiam i lecę nad przeszkodą. :P jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" :)i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :Pmiałam dzisiaj lekcję na Palomce.najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :)jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;]jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten słupek.instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P
miałam dzisiaj lekcję na Palomce.
najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :)
jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;]
jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w
bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i
przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek.
tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten
słupek.
instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek
zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P
miałam dzisiaj lekcję na Palomce.
najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :)
jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;]
jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w
bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i
przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek.
tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten
słupek.
instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek
zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P
miałam dzisiaj lekcję na Palomce.
najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :)
jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;]
jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w
bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i
przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek.
tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten
słupek.
instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek
zaliczony. :)
nie szkodzi nostalgiaa każdemu zdarzyć się może ;) też miałaś nie złą glebę ;D Brava dla fotografa ze uchwycił taki moment ;)cudne koniki ;) pozdrawiam ;*
hah ja ostatnio mialam boleesny upadek ;d no więc jeżdżę sobie na siwku kłusikiem a ze on twardo nosi wiec na poczatku latalam w siodle i sie slabo trzymalam, Konik sie sploszyl i do przodu a ja zostalam ;p polecialam prosto na drąga ;o żebrami tak przywalilam ze z bolu ciezko mi bylo oddech zregulowac, nadgarstek b.mocno potluklam i w przedramieniu mnie bolalo, po dwoch tygodniach nadgarstek przestal bolec calkowicie a na konia wsiadlam znowu 3-4 dni po upadku ; D (P.S oczywiscie chwile po upadku znow siedzialam na konikowym grzbieciku ;) )
Ja miałam na szczęście tylko trzy upadki na ostatnim obozie. Pierwszy, gdy po przeskoczeniu przeszkody ledwo zaczęłam się zbierać z powrotem do dobrego dosiadu, a koń odskoczył mi w bok.Drugi również po przeszkodzie tyle, że koniowi poplątały się nogi i stracił równowagę. Więc zaliczyłam kolejny upadek.A trzeci raz poznałam się bliżej z ziemi kiedy kręciłam woltę i koń się spłoszył. Dobrze, że instruktorka była w pobliżu przy każdym upadku i pomogła mi się pozbierać :)
Ja w swojej karierze jeździeckiej spadłam trzy razy :) Pierwszy upadek zaliczyłam na hucule o imieniu Karino.Kiedy skakałam stacjonatę wybił się strasznie daleko od przeszkody i wybiło mnie z siodła i przeleciałam przez szyję ;) To był mój skok bez konia ;p Drugi raz spadłam z arabo-konika polskiego o gorącym temperamencie Diamenta.Galopowałam na oklep i w pewnym momencie koń zatrzymał się,a ja spadłam przez szyję na ziemię.Ale i tak kocham tego drania ;* Trzeci upadek zaliczyłam z klaczy małopolskiej Pizadory w terenie.Jechałam szybkim galopem i kobyłka zaczęła mi wyrywać wodze.Straciłam równowagę i poleciałam na jakieś kamienie ;p Dobrze,że miałam kask nie toczek bo do dzisiaj zostało mi porządne wgniecenie na daszku.Złapałam konia i pojechałam dalej :)
Moje upadki o dziwo przeważnie zdarzają się w kłusie. Po którymś już z kolei dużym kółku anglezowania zaczynam się już "twardo" odbijać od siodła. Ostatnio były cztery konie na jeździe. Ja jechałam trzecia. Dwa pierwsze wyrwały galopem. Ja przytrzymywałam mojego konia w kłusie, ale najwidoczniej on miał inne plany. Wyrwał w bok, a ja zostałam na swoim miejscu. Tyle, że już nie miałam pod sobą konia. Wylądowałam w trawie, a koń puścił się galopem za resztą koni. Koleżanka za mną przeżyła to samo. Konie po swoim wyścigu zatrzymały się jakby nigdy nic. Widocznie chciało im się trochę pobiegać.
Rozumiem, ze dwaj pierwsi jeźdzcy mieli w planach galop ? Widocznie konie sa nauczone galopowac jeden za drugim...?
Najlepiej jak byście wjechały do środka koła i najlepiej jeździły w odwrotnym kierunku jeśli same nie umiecie powstrzymać konia.
Tak w sumie to było ich 12.Na skoku próbnym na zawodach obozowych skakałam kopertkę i po niej koń skręcił, a ja zostałam na ziemi za przeszkodą.Robiłam lotną, kon mi bryknął, spadłam na kolana i podniósł mnie za małego palca u lewej ręki.Koleżanka robiła mi oprowadzkę na oklep na kantarze (2 lata temu), koń bryknął w innego konia i spadłam i wylądowałam centralnie twarzą nad krowią kupą.Galopowałam na oklep na koniku polskim i po serii bryków i baranów spadłam instruktorce prosto pod nogi.Skakałam na koniku polskim oksera na oklep i w skoku mnie strasznie wybiło, a po nim zrobiłam jeszcze 3 foule galopu i wylądowałam w zaspie. (bo to było w zimę).
Polecenie było "kłusem". No to szliśmy kłusem. Tyle, że konie z przodu były szybsze. Powstała między nami dość spora przerwa. Mój koń odbił nagle do środka (być może jeszcze bardziej to spotęgował fakt, że się czegoś przestraszył w krzakach, bo za każdym razem jak tamtędy jechaliśmy starał się omijać to miejsca odchodząc do środka). W stępie to szło opanować, ale w kłusie tak się odbił, że nie mogłam się utrzymać. Konie na przodzie nie szło zatrzymać. Dziewczyny po prostu się przykleiły do nich i mogły ich zwolnić. Jedynym ratunkiem było wjechanie w ogrodzenie. Wtedy się zatrzymały. Nie wiem co wstąpiło w te konie. Wyglądało to jakby na prawdę umówiły się i urządziły sobie bez świadomości jeźdźców własne wyścigi.
(jazda w stylu west i te niedociagniete popregi ) :)Nie tylko niedociągnięte, ale też takie odpinające się ;)Niedawno, bo w lutym, jechałam na kucu w siodle west. Postanowił zostawić mnie na drzewie, ha ha, a ocierając się o nie odpiął jakimś cudem popręg z przodu (bo były dwa, z przodu i z tyłu). Ruszył galopem, a ja tylko czułam jak się z siodłem zsuwam.;pSiodło pod brzuch Frankowy, a ja leżę i nie wiem co się dzieje.Ale całe szczęście nic się nie stało, tylko siodło lekko poturbowane ;)
Nie licząc ześlizgnięć się podczas nuki galopowania na oklep spadłam 2 razy! ;)jeżdżę 4 lata ;pZa pierwszym razem koń mi zadębował, gdy w jego stronę zaczęło biec stado dzieciaków... ;D
a ja fikołka -.- moja głowa wylądowała kilka cm. od betonowej studzienki ściekowej.Następnym razem, to było mój najstraszniejszy dzień w życiu...chyba go nie zapomnę nigdy.Koń spłoszył się słysząc kociaki w krzakach...Zaczął cwałować po zaoranym polu, zapadły mu się nogi, a ja fik! przez szyje...a koń?leci dalej!Podbiegł do zaparkowanego nie daleko [na polu] czerwonego auta*. Powąchał je i spłoszył się ponownie! i koło ulicy biegł cwałem.. wzdłuż. Myslałam, ze wleci pod auto i juz spodziewałam się najgorszego...a on tymczasem porwał ogłowie, wypadło mu wędzidło i on, jak gdyby nigdy nic jadł sobie słomę...
a ja czerwona jak burak, po biegu [wstałam od razu, jak jeszcze nie zdąrzyłam spaść do końca xD ]... zgubiłam palcat xD [który później znalazłam ;] i ogarniam to ogłowie ;DW biegu zdązyłam zadzwonić po Tatę i ten na szczęście pomógł mi ogarnąć te nieszczęsne porwane paski ;)
a gdy siadłam z powrotem w oczach stanęły mi łzy z bólu -.-musiałam zlecieć na jakieś kamienie, czy coś ;)
TO dobre jesteście. 2 lata 11 upadków. xdTen najśmieszniejszy to było kiedy zaczęłam się śmiać i nagle znalazłam się pod koniem. A najgorszy, to jak spadłam na nerki i przy tym walnęłam głową w ogrodzenie. Bolało, ale przestało po 2 miesiącach. Ciekawe również było spadanie z kucyka, który ma metr w kłębie na skoku przez drążek.
ja powiem wam szczerze, że jeżdzę 5 lat a trzy dni przed zawodami towarzyskimi w stajni na treningu skokowym spadłam dwa razy. za pierwszym razem uderzyłam głową o ogrodzenie i spadłam od zewnętrznej strony pod konia. szybko sie pozbierałam rozruszałam i pojechałam odważnie jeszcze raz parkur. za drugim razem spadłam z własnej winy na biodro pod konia.. niestety nie wystartowałam w zawodach, bo nie mogłam się podnieść z łóżka na drugi dzień. ale na szczęście nic mi się nie stało. żyje i pracujemy dalej. ;d
Opiszcie tu swoje upadki z koni...Te śmieszne jak i bolesne.
oj upadkówbyło wiele.... Ale taki najbardziej pechowy to chyba podczas przygotowania do brązowej odznaki. Skakaliśmy parkur. ja jechałam na koniku polskim, który strrrrrrasznie pędzi, a zwłaszcza w galopie. No i przyszła pora na okserek... nie wiem w sumie jak to się stało, bo koń przeleciał, a ja zostałam xD Uderzyłam w stojak, a jakby tego było mało CAŁA przeszkoda zawaliła się na mnie ;p To był jeden z tych nielicznych przypadków, gdy nie wiedziałam jak znów znalazłam sie na koniu i musiałam odczekać parę minut przed ponowną próbą, bo ręce mi się trzęsły.
No a takie najśmieszniejsze to są jak dla mnie chyba "zsuniecia" sie z konia przy pierwszych próbach kłusa na oklep ;)
Ja spadłam ostatnio w terenie...Była górka i koń ze stępa zarzucił zadem...ja wylądowałam na ziemi, a koń pogalopował dalej...;p
Do tych smieszniejszych to zaliczam zostanie na galezi podczad galopu lub zostanie z siodlem pod koniem podczas skretu (jazda w stylu west i te niedociagniete popregi ) :)
a ja jeżdżę tak ogólnie jakieś 3 lata. tzn. w przerwami. :P ale w wakacje jeździłam i wgl. a swój pierwszy upadek zaliczyłam dopiero w te ferie. i to miałam takie szczęście, że spadłam w swoje urodziny. :P więc ten dzień będzie dla mnie niezapomniany. :P ale cóż. jak kierowca głupi to aż miło. no bo jedziemy sobie drogą i w naszą stronę jedzie traktorem facio. no i się nie zatrzymał. konie wszystkie się spłoszyły. mi wskoczył w taką metrową zaspę. a za zaspą był taki mały rów. koń mi się potknął. mi wypadło strzemię i zleciałam. :P a tego samego dnia zaliczyłam drugi upadek. ale to jak wracaliśmy. no i wyprzedzał nas szybko jadący samochód. i dalej potoczyło się tak jak za pierwszym razem. sorry, że się tak rozpisałam. ;]
Wczoraj koń się czegoś wystraszył i zaczął galop a ja dopiero jestem przy kłusie :D. I na zakręcie się poślizgnął a ja wleciałam pod płot ;D
Wczoraj koń się czegoś wystraszył i zaczął galop a ja dopiero jestem przy kłusie :D. I na zakręcie się poślizgnął a ja wleciałam pod płot ;DHehe ;d Byłam przy tym...Akcja była niezła xd
niektóre te upadki to tak śmiesznie brzmią. :P
Ja miałam dwa upadki w swojej przygodzie jeźdizeckiejjeden no nie można tego nazwać "upadkiem" ale ok.zsunęłam się z ogiera arabskiego z lonży-co prawda nie spadłam ale się zsunęłam.drugi upadek też z ląży z kłusa z kuca.spadłam na plecy,a ostatni upadek zaliczyłam po skuku.kucyk skoczył i pochylił się a ja zjechałam mu z szyi. xDa P.Instruktorka tak-Nie spadaj,nie spadaj ! xDale spadłam :) taki śmieszny.
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.
ja tydzień temu w weekend byłam na wsi. u koni. :) i w niedzielę pojechaliśmy sobie w teren. no i pojechaliśmy na taką górkę z piachem i Mag (koń na którym jechałam) położył się. zeskoczyłam z niego i wylądowałam na brzuchu. :P a koń przy okazji dostał lekko z kopa w łeb.tego dnia położył mi się 3 razy i trzy razy się tarzał. :P a ja za każdym razem leżałam na ziemi na plecach albo na brzuchu.to nie był upadek ale coś w tym rodzaju. :)
O jaaaaaaaaa....... no to nieźle z tym tarzaniem podczas jazdy xD
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.Wy, te konie musicie mieć tam bardzo rzadko objeżdżane...No wiesz, przy tak krótkim okresie czasu spaść aż tyle razy...Dziwne trochę, no ale O.K ;)...
Jeżdżę (już albo tylko) pół roku, a do tej pory zdążyłam spaść z konia piętnaście razy! Tak właściwie, to upadki wcale nie są takie bolesne albo po prostu się do nich już przyzwyczaiłam. Właściwie bolesne są tylko niektóre. Mój pierwszy upadek wyglądał mniej więcej tak: Jechałam w tedy na dość nie mądrym koniu kiedy nagle koń położył się na ziemi i przymierzał się do wytarzania się. Instruktor krzyknął abym szybko z niego zeszła, więc zeszłam ale że noga zaczepiła mi się w strzemieniu koń zaczął galopować i mnie za sobą ciągnąć. Na szczęście byłam w tedy na ląży i udało się go zatrzymać, a mi się nic złego nie stało. Właściwie to nie był upadek, tylko coś w rodzaju upadku.
Kurde, dwa razy się ten sam post wysłał...;p
Ja jeżdżę 3 lata z przerwami a mój pierwszy upadek zaliczyłam dzisiaj .To było przy skoku no to był mój drugi skok przy pierwszym prawie nie spadłam a za drugim razem stało się xd
Ja jeżdżę 3 lata z przerwami a mój pierwszy upadek zaliczyłam dzisiaj .To było przy skoku no to był mój drugi skok przy pierwszym prawie nie spadłam a za drugim razem stało się xdTo przykre. Ja jeżdzę 4 lata i upadłam już ze 20 razy. Dlatego jak koń strzeli mi byle barana to nie spadam, bo juą umiem się w takich sytuacjach utrzymać w siodle. Dlatego ostatni raz spadłam pół roku temu, ale to na wyjądkowym bydlaku* który strzelił mi cabriole**(wtedy bolało- podobno) *mówiąc bydlak nie chciałam obrazić żadnego konia( to kąplement) **nie wiem jak to się pisze czy coś
W pewnym momencie jeździeckiej kariery już się nie spada,a jeśli to raz na kilka lat.) dlatego jeśli się już spadnie to nie można się nadziwić ,że jednak się zdarzyło.Zasada jest jedna ,jeśli koń się uprze to zsadzi każdego i nie ma co oszukiwać,ze są ludzie którzy wysiedzą wszystko.)Nawet najwięksi profesjonaliści maja takie przygody tylko nie lubią się nimi chwalić.
ja także miałam sporo upadków ;)Moim najgorszym upadkiem był upadek podczas lata, jechaliśmy sobie galopem przez łąkę wszystko super i nagle konie się spłoszyły, no i spadłam walnęłam nieźle bo nie mogłam oddychać ale ogólnie to mi się podobało, warto czasem spaść ;)
Ja też lubię spadać ponieważ jest to pewnego typu wyzwanie i walka z koniem czy coś... Też uwazam, że jak koń chce zrzucić to to zrobi, ale chodzi mi o tą adrenalinę PS: Niestety taki kozak jestem tylko na ujeżdzalni.(ale z koleji tak długo i dobrze to nie jeżdzę więc co się dziwić)
ja także miałam sporo upadków ;)Moim najgorszym upadkiem był upadek podczas lata, jechaliśmy sobie galopem przez łąkę wszystko super i nagle konie się spłoszyły, no i spadłam walnęłam nieźle bo nie mogłam oddychać ale ogólnie to mi się podobało, warto czasem spaść ;)konie się spłoszyły. ale raczej nie same. :P to była moja wina przecież. a akurat dzisiaj rozmawialiśmy z p. Maćkiem o tym. :P
Nie ględź Majka; niewiele w tym było Twojej winy. Ja też przez kilka lat myślałem, że z koni spadają tylko ofermy; nawet na kursie instruktorskim w Rzecznej u p. A. Orłosia jako jedyny nie spadłem, pomimo codziennych kilkudziesięciu skoków przez różne przeszkody, ale 2009 rok okazał się przełomem. Ujeżdżając naszego "Dzikiego" Mustanga - Falona, cztery razy zaliczyłem glebę i to tak, że gdy podczas buntu Palomy podczas skoków i kolejnego upadku, uznałem to za normalność i uwierzyłem w starą zasadę: " Tylko ten z konia nie spada, kto na niego nie wsiada". Ucząc jeździć, każdemu z uczniów daję też szansę bezpiecznego kontaktu z ziemią poprzez ćwiczenie kontrolowanych upadków. Jest to chwila, podczas której wiele się dzieje, a my wcale nie musimy zamierać w panicznym bezruchu.
Jaką ja ostatnio zaliczyłam glebę.... no peozja poprostu. byłam w stajni jako pierwsza po świętach wielkanocnych no i konie 4 dni stały w boksach... Wszystko było dobrze, konik podbrykiwał, ale za każdym razem się uspokajał. Do czasu... Machnął głową, jak on to zresztą zwykły robić, z całej siły w dół, a ja nie miałam rękawiczek i oferma, wypuściłam wodze! Jak on poczuł totalny luz w pysku... poleciał przed siebie tak cudownie szybkich tempem, że aż ;) No i byłoby świetnie, ale na domiar złego zgubiłam strzemię. Sama sie dziwię, że utrzymałam sie tak długo i może nawet bym nie spadła, gdyby nie to, że zobaczyłam na drdze konia płot i jak zobaczyłam wizję, że z pełnego galopu konik przejdzie na hamulec, a ja nie mam strzemienia, to postanowiłam się ewakuować xD niestety niedokońca zdążyłam, więc ostatecznie nie był to kontrolowany upadek. Wpadłam pod konia, ale naszczęście nic poważnego sie nie stało, został tylko wielki siniak. Koń był tak dumny z siebie, że zrobił jeszcze kilka okrążeń pięknym, wesolutkim galopem ;)
Ja przestałam liczyć po dziesiątym upadku. Z takich ciekawszych to kiedyś poleciałam w ścianę na hali i odpadły mi (nie wiem jakim cudem) podeszwy od butów. Kiedyś młodziutka klacz sprawiła, że spotkałam się z drzewem. To już było mniej przyjemne, krew się nawet polała (moja oczywiście :P ). Raz na zawodach, na szczęście już po przejeździe, kiedyś też całkiem niemiło urządził mnie pewien kucyk. Niestety upadki zdarzają się każdemu. Znam mistrza Polski w WKKW, którego ostatnio zrzucił koń i to tak nieszczęśliwie, że skończyło się szpitalem :( .
Ja spadłam 2 miesiące temu ;( galopowałam na wałachu o imieniu Joker (czytaj Dżoker) i koń się wystraszył jakiegoś dziecka, które się darło ;/ schylił główkę, i bryknął a na dodatek sam się wywalił bo pośliznął się (straszne błoto) ;( dobrze że w miarę szybko "wyskoczyłam" z siodła bo bym miała lewą nogę zmiażdżoną ;( MASAKRA a skończyło się w szpitalu lewy obojczyk złamany z przemieszczeniem, lekki wstrząs mózgu i pare siniaków i zadrapań ;[ chcieli mi robić operacje ale zostawili mnie w gipsie miesiąc ;/ alle teraz jest już ok ;p pozdr ;*
To przykre i dobrze ze już wyzdrowiałaś. Pozdrawiam
taak strasznie bolało najgorzej jak w szpitalu mi nastawiali ;<tydzień po wypadku poszłam do konika i widziałam w jego oczkach takie coś, że wydawało się jakby mnie przepraszał za to co się wydarzyło, jakby to wszystko rozumiał, ten mój ból;( aż mi się łezki w oku zaczeły kręcić ;[
i jak Sara44, możesz jeździć dalej?
wiesz teraz to musze na siebie mocniej uważać bo jeszcze raz spadne ( oby nie ) to będę miała operacje ;[ bo jestem przecież świeżo po wypadku ;[ Rodzice nie chcieli mnie puszczać ale jakoś ich przekonałam ;D alle teraz już jeżdżę alle tylko stęp kłus i bardzo woolny gallop ;/ za jakieś 20 dni będę mogła już skakać ;D
Pierwszy upadek z kuca o imieniu Nelly, stwierdził, że po co przez drążki jechać kłusem skoro można zawrócić pełnym galopem. Potem był bliski kontakt z ogrodzeniem, upadek pod konia, który lekko (całe szczęście)kopytem w kark mnie musnął. Do najzabawniejszych należy ten: Robiłam młynek, siedziałam już tyłem i kuc wtedy 25 letni wysadził tak z zadu, że mało fikołka nie zrobiłam :P . Potem była przewrotka z koniem gdy ten trafił kopytem w dziurę skończyło się na 10 metrowym ślizgu na łokciu a koń zjechał zadem w dół po wale. Z tego samego konia też spadłam później gdy wziął oksera w nogi. Po skoku na oklep zaliczyłam kontakt z zamarzniętą ziemią (ziemia pod przeszkodą była rozbita i nie zamrznięta) - pamiętam, że mnie zatkało. Z mojego Siwego zwierza nie spadałm. Zaliczaliśmy upadki oboje : pierwszy był po skoku przez balot słomy, zahaczył tyłem i nie chcąc mnie przygnieść bo niechybnie by zrobił na mnie fikołka wylądował sobie na głowie. Do tej pory zastanawiam się jak udało mi się go unieść na tyle, że wyswobodził głowę. Następny upadek był kontrolowany. 5 m przed zakrętem wiedziałam, że się wywrócimy bo Głupol się zatrzymać nie chciał. Wyjęłam nawet nogi ze strzemion. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie gałąż na ziemi, w którą przywaliłam głową, a że jeżdżę bez kasku skończyło się na guzie wielkości kurzego jajka ;) Dwa razy też spadłam gdy koń stwierdził, że robi zwrot w galopie o 180* za pierwszym razem przeciągnął mnie na wodzach jeszcze 20 metrów za drugim stał już nademną i potem się wyrwał. Pamiętam też jak pies zza domu wyskoczył a ja na zamarzniętą miedzę tyłkiem trafiłam -> mięsnia do tej pory tam nie mam xD Jakieś jeszcze napewno były ale już ich nie pamiętam. Po prostu nie liczę. I.
mi się dzisiaj śmiać chce. :Pmiałam dzisiaj jazdę na Palomce. :)jeździłam najpierw na lonżowniku a później na padok. :)no i jeżdżę sobie jeżdżę i najazd na przeszkodę. :P jadę sobie spokojnie kłusem przez koziołki a przed samą przeszkodą Paloma odskakuje mi w bok. :P Paloma biegnie w bok a ja nie wyrabiam i lecę nad przeszkodą. :P jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" :)i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :Pmiałam dzisiaj lekcję na Palomce.najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :)jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;]jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten słupek.instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P miałam dzisiaj lekcję na Palomce. najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :) jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;] jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten słupek. instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P miałam dzisiaj lekcję na Palomce. najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :) jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;] jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten słupek. instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek zaliczony. :)
ale się dzisiaj uśmiałam. :P miałam dzisiaj lekcję na Palomce. najpierw na lonżowniku a później wyjazd na padok. :) jeżdżę sobie, jeżdżę i najazd na przeszkodę. ;] jadę spobie spokojnie środkiem przez koziołki i nagle Paloma odskakuje w bok. :) Paloma kłusuje sobie obok przeszkody a ja nie wyrobiłam i przeleciałam nad przeszkodą. jedyna moja myśl to "tylko nie na słupek. tylko nie na słupek.!" i starała się lecieć tak żeby nie uderzyć w ten słupek. instruktor zrobił mi zdjęcie a później miał polewę. :P i kolejny upadek zaliczony. :)
o Boże.1 wybaczcie mi. ale jakimś cudem mój post wstawił się aż 5 razy.:P to nie moja wina przyrzekam. ;]
nie szkodzi nostalgiaa każdemu zdarzyć się może ;) też miałaś nie złą glebę ;D Brava dla fotografa ze uchwycił taki moment ;)cudne koniki ;) pozdrawiam ;*
i dopiero dzisiaj poczułam, że mnie plecy bolą. :) mam nadzieję, że nic sobie nie zrobiłam.
hah ja ostatnio mialam boleesny upadek ;d no więc jeżdżę sobie na siwku kłusikiem a ze on twardo nosi wiec na poczatku latalam w siodle i sie slabo trzymalam, Konik sie sploszyl i do przodu a ja zostalam ;p polecialam prosto na drąga ;o żebrami tak przywalilam ze z bolu ciezko mi bylo oddech zregulowac, nadgarstek b.mocno potluklam i w przedramieniu mnie bolalo, po dwoch tygodniach nadgarstek przestal bolec calkowicie a na konia wsiadlam znowu 3-4 dni po upadku ; D (P.S oczywiscie chwile po upadku znow siedzialam na konikowym grzbieciku ;) )
Ja miałam na szczęście tylko trzy upadki na ostatnim obozie. Pierwszy, gdy po przeskoczeniu przeszkody ledwo zaczęłam się zbierać z powrotem do dobrego dosiadu, a koń odskoczył mi w bok.Drugi również po przeszkodzie tyle, że koniowi poplątały się nogi i stracił równowagę. Więc zaliczyłam kolejny upadek.A trzeci raz poznałam się bliżej z ziemi kiedy kręciłam woltę i koń się spłoszył. Dobrze, że instruktorka była w pobliżu przy każdym upadku i pomogła mi się pozbierać :)
Ja w swojej karierze jeździeckiej spadłam trzy razy :) Pierwszy upadek zaliczyłam na hucule o imieniu Karino.Kiedy skakałam stacjonatę wybił się strasznie daleko od przeszkody i wybiło mnie z siodła i przeleciałam przez szyję ;) To był mój skok bez konia ;p Drugi raz spadłam z arabo-konika polskiego o gorącym temperamencie Diamenta.Galopowałam na oklep i w pewnym momencie koń zatrzymał się,a ja spadłam przez szyję na ziemię.Ale i tak kocham tego drania ;* Trzeci upadek zaliczyłam z klaczy małopolskiej Pizadory w terenie.Jechałam szybkim galopem i kobyłka zaczęła mi wyrywać wodze.Straciłam równowagę i poleciałam na jakieś kamienie ;p Dobrze,że miałam kask nie toczek bo do dzisiaj zostało mi porządne wgniecenie na daszku.Złapałam konia i pojechałam dalej :)
Moje upadki o dziwo przeważnie zdarzają się w kłusie. Po którymś już z kolei dużym kółku anglezowania zaczynam się już "twardo" odbijać od siodła. Ostatnio były cztery konie na jeździe. Ja jechałam trzecia. Dwa pierwsze wyrwały galopem. Ja przytrzymywałam mojego konia w kłusie, ale najwidoczniej on miał inne plany. Wyrwał w bok, a ja zostałam na swoim miejscu. Tyle, że już nie miałam pod sobą konia. Wylądowałam w trawie, a koń puścił się galopem za resztą koni. Koleżanka za mną przeżyła to samo. Konie po swoim wyścigu zatrzymały się jakby nigdy nic. Widocznie chciało im się trochę pobiegać.
Rozumiem, ze dwaj pierwsi jeźdzcy mieli w planach galop ? Widocznie konie sa nauczone galopowac jeden za drugim...? Najlepiej jak byście wjechały do środka koła i najlepiej jeździły w odwrotnym kierunku jeśli same nie umiecie powstrzymać konia.
Tak w sumie to było ich 12.Na skoku próbnym na zawodach obozowych skakałam kopertkę i po niej koń skręcił, a ja zostałam na ziemi za przeszkodą.Robiłam lotną, kon mi bryknął, spadłam na kolana i podniósł mnie za małego palca u lewej ręki.Koleżanka robiła mi oprowadzkę na oklep na kantarze (2 lata temu), koń bryknął w innego konia i spadłam i wylądowałam centralnie twarzą nad krowią kupą.Galopowałam na oklep na koniku polskim i po serii bryków i baranów spadłam instruktorce prosto pod nogi.Skakałam na koniku polskim oksera na oklep i w skoku mnie strasznie wybiło, a po nim zrobiłam jeszcze 3 foule galopu i wylądowałam w zaspie. (bo to było w zimę).
Polecenie było "kłusem". No to szliśmy kłusem. Tyle, że konie z przodu były szybsze. Powstała między nami dość spora przerwa. Mój koń odbił nagle do środka (być może jeszcze bardziej to spotęgował fakt, że się czegoś przestraszył w krzakach, bo za każdym razem jak tamtędy jechaliśmy starał się omijać to miejsca odchodząc do środka). W stępie to szło opanować, ale w kłusie tak się odbił, że nie mogłam się utrzymać. Konie na przodzie nie szło zatrzymać. Dziewczyny po prostu się przykleiły do nich i mogły ich zwolnić. Jedynym ratunkiem było wjechanie w ogrodzenie. Wtedy się zatrzymały. Nie wiem co wstąpiło w te konie. Wyglądało to jakby na prawdę umówiły się i urządziły sobie bez świadomości jeźdźców własne wyścigi.
Koza123 dobrze, że nad bo miała byś niezła maseczke hehe :-)
(jazda w stylu west i te niedociagniete popregi ) :)Nie tylko niedociągnięte, ale też takie odpinające się ;)Niedawno, bo w lutym, jechałam na kucu w siodle west. Postanowił zostawić mnie na drzewie, ha ha, a ocierając się o nie odpiął jakimś cudem popręg z przodu (bo były dwa, z przodu i z tyłu). Ruszył galopem, a ja tylko czułam jak się z siodłem zsuwam.;pSiodło pod brzuch Frankowy, a ja leżę i nie wiem co się dzieje.Ale całe szczęście nic się nie stało, tylko siodło lekko poturbowane ;)
Nie licząc ześlizgnięć się podczas nuki galopowania na oklep spadłam 2 razy! ;)jeżdżę 4 lata ;pZa pierwszym razem koń mi zadębował, gdy w jego stronę zaczęło biec stado dzieciaków... ;D a ja fikołka -.- moja głowa wylądowała kilka cm. od betonowej studzienki ściekowej.Następnym razem, to było mój najstraszniejszy dzień w życiu...chyba go nie zapomnę nigdy.Koń spłoszył się słysząc kociaki w krzakach...Zaczął cwałować po zaoranym polu, zapadły mu się nogi, a ja fik! przez szyje...a koń?leci dalej!Podbiegł do zaparkowanego nie daleko [na polu] czerwonego auta*. Powąchał je i spłoszył się ponownie! i koło ulicy biegł cwałem.. wzdłuż. Myslałam, ze wleci pod auto i juz spodziewałam się najgorszego...a on tymczasem porwał ogłowie, wypadło mu wędzidło i on, jak gdyby nigdy nic jadł sobie słomę... a ja czerwona jak burak, po biegu [wstałam od razu, jak jeszcze nie zdąrzyłam spaść do końca xD ]... zgubiłam palcat xD [który później znalazłam ;] i ogarniam to ogłowie ;DW biegu zdązyłam zadzwonić po Tatę i ten na szczęście pomógł mi ogarnąć te nieszczęsne porwane paski ;) a gdy siadłam z powrotem w oczach stanęły mi łzy z bólu -.-musiałam zlecieć na jakieś kamienie, czy coś ;)
TO dobre jesteście. 2 lata 11 upadków. xdTen najśmieszniejszy to było kiedy zaczęłam się śmiać i nagle znalazłam się pod koniem. A najgorszy, to jak spadłam na nerki i przy tym walnęłam głową w ogrodzenie. Bolało, ale przestało po 2 miesiącach. Ciekawe również było spadanie z kucyka, który ma metr w kłębie na skoku przez drążek.
ja powiem wam szczerze, że jeżdzę 5 lat a trzy dni przed zawodami towarzyskimi w stajni na treningu skokowym spadłam dwa razy. za pierwszym razem uderzyłam głową o ogrodzenie i spadłam od zewnętrznej strony pod konia. szybko sie pozbierałam rozruszałam i pojechałam odważnie jeszcze raz parkur. za drugim razem spadłam z własnej winy na biodro pod konia.. niestety nie wystartowałam w zawodach, bo nie mogłam się podnieść z łóżka na drugi dzień. ale na szczęście nic mi się nie stało. żyje i pracujemy dalej. ;d