Ja w terenie już byłam wiele razy i muszę przyznać, że jest to najprzyjemniejsze w jeździe konnej. :) Jestem wtedy bardziej wyluzowana niż na ujeżdżalni i tak jakoś mi się bardziej podoba :)Co do mojego pierwszego terenu to był on paskudny. Jechałam na obozie jeździeckim i był sam stęp. Prawdę mówiąc byłam początkująca, ale kłusować jakoś umiałam. Wtedy byłam zachwycona, ale teraz taka jazda by mnie zanudziła :P
Miałam tak samo i szczerze mówiąc nie miałam za bardzo z tego przyjemności :1. bałam się że mi się koń spłoszy2. nie umiałam galopować a przedemną był koń który lubił sobie podgalopowywać3. było gorąco4. przez 3/4 terenu miałam kolkę a trzeba było kłusowaćWięc ogółem cieszę się że to przeżyłam :D A co do galopu to było z 2 foule i myślałam że już za chwilę będzie go więcej bo konie zaczną się ścigać. No i nie miałam kompletnie formy a byliśmy w terenie 2 godziny! Myślałam że umrę!
mój pierwszy teren wspominam bardzo dobrze.to było w tamtym roku na obozie. :) to był mój pierwszy obóz jeźziecki i bardzo chciałam pojechać w teren.i trzeciego dnia mi się udało. xdbyło super.do Olki96.czy Ty jechałaś w swój pierwszy teren na obozie w tym roku? tam u Maćka w "Stajni u Macieja"?czy gdzieś indziej?bo jeśli u Maćka to na jakim koniu i za jakim koniem.?
Ja pierwszy teren wspominam raczej fajnie, ale kilka rzeczy mi go zatruwało. Teren sobie wykupiłam w takiej prywatnej stajence na wakacjach. Właścicielka okazała się być chyba gorzej poinformowana o koniach niż ja. Według mnie jak ktoś nie ma warunków żeby zapewnić koniom dobre życie, to niech nie hoduje koni u siebie. Baba zupełnie szczerze powiedziała, że na klaczy, którą ujeździła (samodzielnie) w styczniu, jeździła od wtedy pięć razy (czyli raz na miesiąc w takim razie). Sama jedna miała tam z siedem koni. Maleńki padok ogrodzony palikami i taśmą. I jeszcze jak zapytałam, gdzie jest kopystka, odpowiedziała "nie ma". Okazało się, że koniom kopyta czyści co tydzień. Dziwne, że jej jeszcze żaden nie okulał.
A oprócz tego to ładny teren, nad jakimś zalewem, którego nazwy nie pamiętam. Dużo galopu było. Chociaż żal mi było tych jej koni, to przyznam, teren był miły.
na ranczu się źle ubrałam, było mi zimno ;D, byłam poddenerwowana, a Kamisia jeszcze mi glową machała ;|, ale i tak było ok. a swój pierwszy teren na Atrakcji .... wg. go nie pamiętam ;/ ;D! bo zawsze jeżdże w tereny, no może 2 lekcje były na ""ujeżdżalni"" przy stajni :)
Jak wspominacie wasz pierwszy teren? A może dopiero się przygotowujecie?
Ja w terenie już byłam wiele razy i muszę przyznać, że jest to najprzyjemniejsze w jeździe konnej. :) Jestem wtedy bardziej wyluzowana niż na ujeżdżalni i tak jakoś mi się bardziej podoba :)Co do mojego pierwszego terenu to był on paskudny. Jechałam na obozie jeździeckim i był sam stęp. Prawdę mówiąc byłam początkująca, ale kłusować jakoś umiałam. Wtedy byłam zachwycona, ale teraz taka jazda by mnie zanudziła :P
Miałam tak samo i szczerze mówiąc nie miałam za bardzo z tego przyjemności :1. bałam się że mi się koń spłoszy2. nie umiałam galopować a przedemną był koń który lubił sobie podgalopowywać3. było gorąco4. przez 3/4 terenu miałam kolkę a trzeba było kłusowaćWięc ogółem cieszę się że to przeżyłam :D A co do galopu to było z 2 foule i myślałam że już za chwilę będzie go więcej bo konie zaczną się ścigać. No i nie miałam kompletnie formy a byliśmy w terenie 2 godziny! Myślałam że umrę!
mój pierwszy teren wspominam bardzo dobrze.to było w tamtym roku na obozie. :) to był mój pierwszy obóz jeźziecki i bardzo chciałam pojechać w teren.i trzeciego dnia mi się udało. xdbyło super.do Olki96.czy Ty jechałaś w swój pierwszy teren na obozie w tym roku? tam u Maćka w "Stajni u Macieja"?czy gdzieś indziej?bo jeśli u Maćka to na jakim koniu i za jakim koniem.?
Tak tak na obozie :) Na Rewolcie :D
za Leksusem
Ja pierwszy teren wspominam raczej fajnie, ale kilka rzeczy mi go zatruwało. Teren sobie wykupiłam w takiej prywatnej stajence na wakacjach. Właścicielka okazała się być chyba gorzej poinformowana o koniach niż ja. Według mnie jak ktoś nie ma warunków żeby zapewnić koniom dobre życie, to niech nie hoduje koni u siebie. Baba zupełnie szczerze powiedziała, że na klaczy, którą ujeździła (samodzielnie) w styczniu, jeździła od wtedy pięć razy (czyli raz na miesiąc w takim razie). Sama jedna miała tam z siedem koni. Maleńki padok ogrodzony palikami i taśmą. I jeszcze jak zapytałam, gdzie jest kopystka, odpowiedziała "nie ma". Okazało się, że koniom kopyta czyści co tydzień. Dziwne, że jej jeszcze żaden nie okulał. A oprócz tego to ładny teren, nad jakimś zalewem, którego nazwy nie pamiętam. Dużo galopu było. Chociaż żal mi było tych jej koni, to przyznam, teren był miły.
oj tam. Leksus jest spokojny. nie zawsze galopuje. zależy jeszcze kto na nim jedzie i czy umie go przytrzymać.
na ranczu się źle ubrałam, było mi zimno ;D, byłam poddenerwowana, a Kamisia jeszcze mi glową machała ;|, ale i tak było ok. a swój pierwszy teren na Atrakcji .... wg. go nie pamiętam ;/ ;D! bo zawsze jeżdże w tereny, no może 2 lekcje były na ""ujeżdżalni"" przy stajni :)