Mam pytanie - czy używacie wielokrążka, inaczej wędzidła pessoa? Pewnie niektórzy oskarżą mnie, że chcę stosować złe metody, ale niestety mój koń nie ma do mnie zaufania i nie stosuje się do moich poleceń. Jesteście zadowoleni z zakupu czy raczej uważacie, że to pieniądze wyrzucone w błoto? Będę wdzięczna za rady ; )
Szczerze mówiąc jestem przeciwna patentom- koń jest tak twardy w pysku(znieczulony ) jak ręka jeźdźca, nawet z trudnymi końmi można się porozumieć łagodną oddającą i elastyczną ręką.Jeżdżę na bardzo trudnej klaczy na samym halterze,również na nim skaczę .Jak się chce to można-tylko czy się chce?Patenty to często przysłowiowa brzytew w rekach małpy-są modne bo sugeruja że natychmiast rozwiążą zaistniałe problemy,ale czy tak jest na pewno??
Ja polecam pracę z ziemi jeśli chodzi o brak zaufania. Trzeba ćwiczyć, głaskać, dużo razem przebywać. Wiem to z własnego doświadczenJeśli masz jakiś problem konkretny napisz. Mozże pomogę Ci jakoś przez swojwgo trudnego konia?
Prawie kazdy kochajacy konie mowi patentom nie-ostrzejsze wedzidlo to droga na skroty, meczenie konia, chociaz problem twki w jezdzcu, ogolnie be. Musze sie z tym zgodzic, ale nie zawsze jest tak, ze kon bedzie chodzil na oliwce, czy na zwyklym lamanym wedzidle. Sa takie sytuacje, kiedy innego wyjscia. Jezdzilam na obecnie 10 letnim koniku polskim. Chodzi na wielokrazku od zawsze. Wodze przypiete sa na 1 kolko, zaraz przy tym normalnym, wiec jego dzialanie jest nieznacznie silniejsze niz dzialanie zwyklego wedzidla, ale tez odbywa sie na innej zasadzie. Kiedy zaczynalam z nim prace, wodze byly przypiete na ostatnim kolko-czy wedzidlo bylo cholernie mocne. Postanowilam sobie, ze doprowadze do tego, zeby kon chodzil na oliwce. Powoli pracowalismy-duzo przejsc, skretow, zakretow, wolt, polwolt, zatrzyman, jezdzenia bez kontaktu, chodzenie od samych lydek, i doszlismy do tego, ze z 3 kolka teraz wodze sa na 2. Kon chodzi swietnie-zbiera sie, reaguje na wedzidlo, slini sie porzadnie, ogolnie git. Ktoregos dnia zapielam wodze na 1 kolko, czyli na to "normalne". Ruszylismy na manez. Wsiadlam, jedziemy. Na poczatku wodze luzne, z kazdym okrazeniem zbieram po troche wodze. Kiedy mam je juz na normalnym kontakcie chcialam zrobic wolte. Kon w ogole nie reagowal na wodze, na lydki tez nie chcial, po rpostu sie zablokowal. Po prostu nie wiem, co sie z nim dzialo. Byl spiety, nie bawil sie wedzidlem, nie chcial sie zatrzymywac... Zsiadlam, zapielam wodze tak, jak byly wczesniej i nagle kon jest normalny.Widac jemu po prostu takie wedzidlo odpowiada. Ono dziala na zasadzie dzwigni;zapiete tak, jak ja mam, zwieksza sile dzialania w niewielkim stopniu. Kiedy jezdze na tym koniu delikatniej uzywam wodzy, po prostu jezdze inaczej. Jesli problem tkwi w braku zaufania, jezdzenie na takim kielznie moze pogorszyc sprawe, choc tak nie musi byc. Ja na Twoim miejscu postaralabym sie pozyczyc takie wedzidlo i zobaczyc, jak kon bedzie na nie reagowal.Najlepszym rozwiazaniem bedzie jednak powrot do podstaw. Zacznij traktowac tego konia jak swiezo ujezdzonego konia, ktroy dopiero wszystkiego sie uczy. Loznuj go, pracuj na dragach. Przez jakis czas na jazdach odpusc sobie klus. Narazie sam step, postaraj sie zebrac konia, zachec go do zaakceptowania wedzidla. Cwicz zatrzymywanie, skrecanie, rob wolty, polwolty, serpentyny, cokolwiek. Mozliwosci jest naprawde duzo. Najwazniejsze jest, zeby konia bardzo, ale to bardzo czesto chwalic. Chwalic za kazde poprawnie wykonane cwiczenie. Za kazda pierdole, ktora dobrze zrobi. Wazne jest, zebys na jezdze myslala tylko o tym, co sie dzieje. nie mozesz sie spieszyc. Wyobraz sobie, ze masz caly dzien. Rozmawiaj z koniem, glaszcz go i klep za kazde posluszenstwo.Problem moze dotyczyc nie tylko jazd. Podczasz pielegnacji zwracaj uwage na to, jak kon wobec Ciebie sie odnosi, czy szanuje Ciebie i Twoja wolna przestrzen. Jesli nie to zastanow sie nad join-upem. Na stronie jest dobry artykul na ten temat. Poszperaj w internecie. Nie musisz byc halterowa fanatyczka zeby sprobowac. Tak jakby troche sie rozpisalam. ;-)
Kiedyś w moje ręce wpadła pewna klacz, bardzo trudna, nieufna. Taka już była z natury. Pracowano z tą klaczą i metodami naturalnymi, i z ziemi, lonżowano. Stwierdziłam, że widocznie za mało skoro nic nie poskutkowało ... Trafiła do mnie, pracowałam sama z tą klaczą dłuższy okres czasu, różnymi metodami... nic nie dawało zadowalających efektów. Klacz nie dawała się siodłać, dosiadać, jazda była bardzo trudna, a samodzielne wyjazdy w teren wręcz niemożliwe, klacz ponosiła, była bardzo twarda w pysku. Po pewnym czasie, wspólnej pracy było lepiej, lecz nie to czego oczekiwałam.Postanowiłam wypróbować wielokrążek - patent, klacz się na początku buntowała, ale po czasie widziałąm że wcześniejsza praca nie poszła na marne, a jedynie brakowało czegoś by to dopełniło, by ją uruchomiło. Klacz nie zmieniła się radykalnie, ale nabrała do mnie dużego zaufania, chętnie współpracowała pod siodłem jak i z ziemi. Patenty są po to by je używać, w końcu ktoś je wymyślił by pomagały, nie szkodziły, lecz uważam że wszystko z głową i jest to ostateczne rozwiązanie dla trudnego konia, a nie jest to jeszcze tak "radykalne" wędzidło w porównaniu z innymi dostępnymi na rynku. Jednakże, jeżeli mamy konia młodego i go układamy to nic nie zastąpi pracy! Tylko praca, praca i praca a efekty będą!!
W wielu przypadkach schemat postępowania jest prosty: problem z koniem +
bezsilność jeźdźca = nowe wędzidło, i tak stopniowo coraz mocniejsze.
Kłopot niestety nie znika, ponieważ zmiana wędzidła działa tylko na
chwilę, koń się przyzwyczaja (do bólu), a problem jak był, tak jest i to
za zwyczaj większy. Często ta bezsilność jeźdźca może po prostu wynikać
ze zbyt małego doświadczenia w pracy z końmi lub niewielkich
umiejętności jeździeckich. Zastanówmy się czy problem rzeczywiście tkwi w
końskim pysku, być może po prostu koń nie wszedł na wędzidło i
praktycznie nie wie co ma z nim zrobić. Dlatego broniąc się przed
twardym metalem zaczyna ciągniąć, wieszać się na wodzach, zadziera lub
macha głową itp. A im bardziej kiełzno jest ostrzejsze tym bardziej koń
się broni. Zwykle wystarczy popracować nad żuciem wędzidła, a także
nad swoimi umiejętnościami (ręką, równowagą, dosiadem), by nie utrudniać
koniowi uzyskania kontaktu. Więc zanim zdecydujemy się na zmianę
kiełzna, zasięgnijmy opinii ekspertów, zapytajmy chociaż w sklepie
jeździeckim, nie kupujmy czegoś co naszym zdaniem wydaje się
odpowiednie. Kolejna rzecz, która strasznie razi w oczy w polskim
jeździectwie, to zawody i walka z koniem na parkurze. Nie pchajmy się do
konkursów, podczas gdy nasz kontakt z pyskiem konia daje dużo do
życzenia. Kolejne ostre wędzidło sprawy nie załatwi, a widok szarpiącego
się jeźdźca i broniącego się za wszelką cenę konia, nie należy do
najprzyjemniejszych i pozostawia niesmak. Na wielu zawodach mamy okazje
zobaczyć jakich wędzideł używają zawodnicy. Im łagodniejsze tym lepsze i
świadczy o dobrym przygotowaniu konia. Dość spory przegląd wędzideł
mogliśmy podziwiać na WKKW w Strzegomiu. Ranga tych zawodów jest zbyt
wysoka, by wyrażać tu swoją opinię i raczej zawodnicy wiedzą co robią
ale zwycięstwo Michaela Junga mówi samo za siebie. Zwróćmy uwagę na
jakich kiełznach prowadzi swoje konie...
myśle że powinnaś poprosić jakiegoś dobrego i zaufanego szkoleniowca o opinię - tutaj możemy tylko zgadywać w czym tkwi problem. Powinien on obejrzec twojego konia podczas jazdy, powiedz mu co chciałabyś poprawić i razem na pewno coś wymyślicie.
Co do patentów- tak, ale rozsądnie, z głową i tylko wtedy kiedy są potrzebne i przynoszą korzyść a nie szkodę
A ja będę oryginalna i powiem,że nie wiem! :D I że jeśli jesteś na tyle doświadczona,że chcesz używać wielokrążka [wędzidła pessoa] to proszę bardzo jeśli naprawdę jest potrzebne. [Nie miałam na myśli urazić nikogo ani podważać jego opinii!]
Ja uważam że każdy koń jest inny, Różne pomoce czy patenty są po to żeby z nich korzystać ale z głową. Uważam że z niektórymi końmi po prostu nie da się pracować bez mocniejszego wędzidła. Każdy koń ma inny pysk i czego innego potrzebuje. Oczywiście nie popieram bezpodstawnego używania wielokrążka itp. Mam dwie klacze z którymi pracuję od źrebaka poświęcam im tyle samo czasu jedna jest bardzo grzeczna ""łatwa w jeździe"" i przyjemna druga ile czasu bym jej nie poświęciła bez wielokrążka nie podchodź zanim założyłam jej to wędzidło mineło bardzo dużo czasu ale to była droga przez mękę wypróbowałam chyba wszystkie metody aby nie jeździć na wielokrążku ale nie da się koń jak ma wielokrążek jest idealny lecz gdy próbuję jeździć na normalnym wędzidle jest nie do zniesienia Więc chyba lepiej założyć koniu mocniejsze wędzidło niż dać się zabić, oczywiście wszytko z głową i z dużą ilością pracy bo to jest najważniejsze.
Ja pracowałam na wielokrążku i byłam zadowolona. Dostałam kiedyś do jeżdżenia konia potwornie idącego do przodu, który chodził od młodości tylko na pelhamie... Wielokrążek okazał się idealny jako "przejściówka" z pelhamu na zwykłe.
Mam pytanie - czy używacie wielokrążka, inaczej wędzidła pessoa? Pewnie niektórzy oskarżą mnie, że chcę stosować złe metody, ale niestety mój koń nie ma do mnie zaufania i nie stosuje się do moich poleceń. Jesteście zadowoleni z zakupu czy raczej uważacie, że to pieniądze wyrzucone w błoto? Będę wdzięczna za rady ; )
Szczerze mówiąc jestem przeciwna patentom- koń jest tak twardy w pysku(znieczulony ) jak ręka jeźdźca, nawet z trudnymi końmi można się porozumieć łagodną oddającą i elastyczną ręką.Jeżdżę na bardzo trudnej klaczy na samym halterze,również na nim skaczę .Jak się chce to można-tylko czy się chce?Patenty to często przysłowiowa brzytew w rekach małpy-są modne bo sugeruja że natychmiast rozwiążą zaistniałe problemy,ale czy tak jest na pewno??
Ja polecam pracę z ziemi jeśli chodzi o brak zaufania. Trzeba ćwiczyć, głaskać, dużo razem przebywać. Wiem to z własnego doświadczenJeśli masz jakiś problem konkretny napisz. Mozże pomogę Ci jakoś przez swojwgo trudnego konia?
Prawie kazdy kochajacy konie mowi patentom nie-ostrzejsze wedzidlo to droga na skroty, meczenie konia, chociaz problem twki w jezdzcu, ogolnie be. Musze sie z tym zgodzic, ale nie zawsze jest tak, ze kon bedzie chodzil na oliwce, czy na zwyklym lamanym wedzidle. Sa takie sytuacje, kiedy innego wyjscia. Jezdzilam na obecnie 10 letnim koniku polskim. Chodzi na wielokrazku od zawsze. Wodze przypiete sa na 1 kolko, zaraz przy tym normalnym, wiec jego dzialanie jest nieznacznie silniejsze niz dzialanie zwyklego wedzidla, ale tez odbywa sie na innej zasadzie. Kiedy zaczynalam z nim prace, wodze byly przypiete na ostatnim kolko-czy wedzidlo bylo cholernie mocne. Postanowilam sobie, ze doprowadze do tego, zeby kon chodzil na oliwce. Powoli pracowalismy-duzo przejsc, skretow, zakretow, wolt, polwolt, zatrzyman, jezdzenia bez kontaktu, chodzenie od samych lydek, i doszlismy do tego, ze z 3 kolka teraz wodze sa na 2. Kon chodzi swietnie-zbiera sie, reaguje na wedzidlo, slini sie porzadnie, ogolnie git. Ktoregos dnia zapielam wodze na 1 kolko, czyli na to "normalne". Ruszylismy na manez. Wsiadlam, jedziemy. Na poczatku wodze luzne, z kazdym okrazeniem zbieram po troche wodze. Kiedy mam je juz na normalnym kontakcie chcialam zrobic wolte. Kon w ogole nie reagowal na wodze, na lydki tez nie chcial, po rpostu sie zablokowal. Po prostu nie wiem, co sie z nim dzialo. Byl spiety, nie bawil sie wedzidlem, nie chcial sie zatrzymywac... Zsiadlam, zapielam wodze tak, jak byly wczesniej i nagle kon jest normalny.Widac jemu po prostu takie wedzidlo odpowiada. Ono dziala na zasadzie dzwigni;zapiete tak, jak ja mam, zwieksza sile dzialania w niewielkim stopniu. Kiedy jezdze na tym koniu delikatniej uzywam wodzy, po prostu jezdze inaczej. Jesli problem tkwi w braku zaufania, jezdzenie na takim kielznie moze pogorszyc sprawe, choc tak nie musi byc. Ja na Twoim miejscu postaralabym sie pozyczyc takie wedzidlo i zobaczyc, jak kon bedzie na nie reagowal.Najlepszym rozwiazaniem bedzie jednak powrot do podstaw. Zacznij traktowac tego konia jak swiezo ujezdzonego konia, ktroy dopiero wszystkiego sie uczy. Loznuj go, pracuj na dragach. Przez jakis czas na jazdach odpusc sobie klus. Narazie sam step, postaraj sie zebrac konia, zachec go do zaakceptowania wedzidla. Cwicz zatrzymywanie, skrecanie, rob wolty, polwolty, serpentyny, cokolwiek. Mozliwosci jest naprawde duzo. Najwazniejsze jest, zeby konia bardzo, ale to bardzo czesto chwalic. Chwalic za kazde poprawnie wykonane cwiczenie. Za kazda pierdole, ktora dobrze zrobi. Wazne jest, zebys na jezdze myslala tylko o tym, co sie dzieje. nie mozesz sie spieszyc. Wyobraz sobie, ze masz caly dzien. Rozmawiaj z koniem, glaszcz go i klep za kazde posluszenstwo.Problem moze dotyczyc nie tylko jazd. Podczasz pielegnacji zwracaj uwage na to, jak kon wobec Ciebie sie odnosi, czy szanuje Ciebie i Twoja wolna przestrzen. Jesli nie to zastanow sie nad join-upem. Na stronie jest dobry artykul na ten temat. Poszperaj w internecie. Nie musisz byc halterowa fanatyczka zeby sprobowac. Tak jakby troche sie rozpisalam. ;-)
Kiedyś w moje ręce wpadła pewna klacz, bardzo trudna, nieufna. Taka już była z natury. Pracowano z tą klaczą i metodami naturalnymi, i z ziemi, lonżowano. Stwierdziłam, że widocznie za mało skoro nic nie poskutkowało ... Trafiła do mnie, pracowałam sama z tą klaczą dłuższy okres czasu, różnymi metodami... nic nie dawało zadowalających efektów. Klacz nie dawała się siodłać, dosiadać, jazda była bardzo trudna, a samodzielne wyjazdy w teren wręcz niemożliwe, klacz ponosiła, była bardzo twarda w pysku. Po pewnym czasie, wspólnej pracy było lepiej, lecz nie to czego oczekiwałam.Postanowiłam wypróbować wielokrążek - patent, klacz się na początku buntowała, ale po czasie widziałąm że wcześniejsza praca nie poszła na marne, a jedynie brakowało czegoś by to dopełniło, by ją uruchomiło. Klacz nie zmieniła się radykalnie, ale nabrała do mnie dużego zaufania, chętnie współpracowała pod siodłem jak i z ziemi. Patenty są po to by je używać, w końcu ktoś je wymyślił by pomagały, nie szkodziły, lecz uważam że wszystko z głową i jest to ostateczne rozwiązanie dla trudnego konia, a nie jest to jeszcze tak "radykalne" wędzidło w porównaniu z innymi dostępnymi na rynku. Jednakże, jeżeli mamy konia młodego i go układamy to nic nie zastąpi pracy! Tylko praca, praca i praca a efekty będą!!
Hakamore, bosal, ogłowie dr Cooka, kantarek sznurkowy- cokolwiek BEZ wędzidła.
Hackamore kojarzę, ale co to jest ten wielokrążek coś tam.... Co to w ogóle jest
W wielu przypadkach schemat postępowania jest prosty: problem z koniem + bezsilność jeźdźca = nowe wędzidło, i tak stopniowo coraz mocniejsze. Kłopot niestety nie znika, ponieważ zmiana wędzidła działa tylko na chwilę, koń się przyzwyczaja (do bólu), a problem jak był, tak jest i to za zwyczaj większy. Często ta bezsilność jeźdźca może po prostu wynikać ze zbyt małego doświadczenia w pracy z końmi lub niewielkich umiejętności jeździeckich. Zastanówmy się czy problem rzeczywiście tkwi w końskim pysku, być może po prostu koń nie wszedł na wędzidło i praktycznie nie wie co ma z nim zrobić. Dlatego broniąc się przed twardym metalem zaczyna ciągniąć, wieszać się na wodzach, zadziera lub macha głową itp. A im bardziej kiełzno jest ostrzejsze tym bardziej koń się broni. Zwykle wystarczy popracować nad żuciem wędzidła, a także nad swoimi umiejętnościami (ręką, równowagą, dosiadem), by nie utrudniać koniowi uzyskania kontaktu. Więc zanim zdecydujemy się na zmianę kiełzna, zasięgnijmy opinii ekspertów, zapytajmy chociaż w sklepie jeździeckim, nie kupujmy czegoś co naszym zdaniem wydaje się odpowiednie. Kolejna rzecz, która strasznie razi w oczy w polskim jeździectwie, to zawody i walka z koniem na parkurze. Nie pchajmy się do konkursów, podczas gdy nasz kontakt z pyskiem konia daje dużo do życzenia. Kolejne ostre wędzidło sprawy nie załatwi, a widok szarpiącego się jeźdźca i broniącego się za wszelką cenę konia, nie należy do najprzyjemniejszych i pozostawia niesmak. Na wielu zawodach mamy okazje zobaczyć jakich wędzideł używają zawodnicy. Im łagodniejsze tym lepsze i świadczy o dobrym przygotowaniu konia. Dość spory przegląd wędzideł mogliśmy podziwiać na WKKW w Strzegomiu. Ranga tych zawodów jest zbyt wysoka, by wyrażać tu swoją opinię i raczej zawodnicy wiedzą co robią ale zwycięstwo Michaela Junga mówi samo za siebie. Zwróćmy uwagę na jakich kiełznach prowadzi swoje konie...
myśle że powinnaś poprosić jakiegoś dobrego i zaufanego szkoleniowca o opinię - tutaj możemy tylko zgadywać w czym tkwi problem. Powinien on obejrzec twojego konia podczas jazdy, powiedz mu co chciałabyś poprawić i razem na pewno coś wymyślicie. Co do patentów- tak, ale rozsądnie, z głową i tylko wtedy kiedy są potrzebne i przynoszą korzyść a nie szkodę
A ja będę oryginalna i powiem,że nie wiem! :D I że jeśli jesteś na tyle doświadczona,że chcesz używać wielokrążka [wędzidła pessoa] to proszę bardzo jeśli naprawdę jest potrzebne. [Nie miałam na myśli urazić nikogo ani podważać jego opinii!]
U nas na obozie byłą taka kobyłka Korsyka, czasami nieusłuchana. Dlatego nosiła wielokrążek.
Ja uważam że każdy koń jest inny, Różne pomoce czy patenty są po to żeby z nich korzystać ale z głową. Uważam że z niektórymi końmi po prostu nie da się pracować bez mocniejszego wędzidła. Każdy koń ma inny pysk i czego innego potrzebuje. Oczywiście nie popieram bezpodstawnego używania wielokrążka itp. Mam dwie klacze z którymi pracuję od źrebaka poświęcam im tyle samo czasu jedna jest bardzo grzeczna ""łatwa w jeździe"" i przyjemna druga ile czasu bym jej nie poświęciła bez wielokrążka nie podchodź zanim założyłam jej to wędzidło mineło bardzo dużo czasu ale to była droga przez mękę wypróbowałam chyba wszystkie metody aby nie jeździć na wielokrążku ale nie da się koń jak ma wielokrążek jest idealny lecz gdy próbuję jeździć na normalnym wędzidle jest nie do zniesienia Więc chyba lepiej założyć koniu mocniejsze wędzidło niż dać się zabić, oczywiście wszytko z głową i z dużą ilością pracy bo to jest najważniejsze.
Ja pracowałam na wielokrążku i byłam zadowolona. Dostałam kiedyś do jeżdżenia konia potwornie idącego do przodu, który chodził od młodości tylko na pelhamie... Wielokrążek okazał się idealny jako "przejściówka" z pelhamu na zwykłe.