Hej!Na początku, chciałabym wszystkich galopowiczów powitać. <br>Mam taki trudny problem. Może ktoś coś wie? <br>Bardzo chciałabym być wolontariuszką. Zmieniłam stajnię, w poprzedniej miałam kiepską relację z intruktorami. Nie umiałam się tam nawet niczego nauczyć. <br>W teraźniejszej chyba mi lepiej. <br>Mam jedną instruktorkę, i tak jest ok. <br>Coś tam o mnie:<br>--> Jeszcze jestem na lonży--> Mam 13 lat--> Umiem rozsiodływać, siodłać i czyścić konie. --> W poprzedniej stajni jeździłam już sama. Ale tak jak mówię, zmieniłam stajnię. I instruktorka, powiedziała, że kompletnie nic nie umiem. Wróciłam na lonże :) --> Jestem na poziomie galopu. Chodzi mi o te nadgarstki ''pompowanie'' i o za wysokie podnoszenie rąk. --> Boję się za wysokich koni. Np. Boję się tych metr 80 koni. Są olbrzymie. Chociaż prowadziłam na uwiązie metr siedemdziesiąt dziewięć. (Ale centymetr robi różnicę! haha) --> Sama mam prawie metr siedemdziesiąt. I jeżdżę na koniach metr piędziesiąt, lub nawet metr czterdzieści (hah! - Teorytycznie = nie mierzę koni, określam ile <b>MOGĄ</b> mieć) <br>A więc pytanie brzmi:<br><ul><li>Co <b>MUSZĘ </b>lub <b>POWINNAM </b>umieć?</li><li>Czy ten strach do dużych koni, nie będzie nikomu przeszkadzał?</li><li> I co wykonywałabym będąc wolontariuszką? - tu chodzi ogólnie o moje możliwości, i wiek ;) </li><li>Można pomagać, że tak powiem ''za nic''? W sensie ja nie oczekuje jazd, czy coś. Chodzi po prostu o większą możliwość spędzania czasu :D. = kocham jednego konia ze stajni, i normalnie będąc jak najbliżej niego czy cokolwiek to po prostu jestem w<b> NIEBIE</b> </li></ul><br><br>To chyba tyle. <br>dzięki i pozdrawiam! <3
A i zapomniałam dopisać, że raczej jestem osobą pomocną i opiekuńczą. - Dowód? Mam dwójke rodzeństwa :) Wywiązuje sie ze swoich obowiązków i nie zostawiam nic na ''potem''
Cześć.Więc tak: chciałabyś być wolontariuszką w swojej stajni, czy w jakiejś fundacji?Jeśli w swojej stajni to raczej nic nie stoi na przeszkodzie. Tak naprawdę ktoś, kto np. galopuje może mieć większe pojęcie o koniach, niż osoba która np. skacze. Musisz się zapytać instruktorek czy możesz pomagać i oczywiście rodziców. Więc co się robi jako wolontariusz, wolontariuszka? Z mojej własnej obserwacji wynika, że czyści boksy (może śmierdzieć!) A czasami, gdy trener prowadzi jazdę, a w stajni przygotowują się osoby, które nie umią oporządzić, osiodłać czy okiełznać konia, to się im pomaga. Jeśli ktoś się spóźnia na jazdę, można mu wyczyścić konia (ale to jak trenerka pozwoli). Wypuszcza się też konia na pastwisko/padoki, można też konie z nich sprowadzać. Dawanie siana koniom, czy czyszczenie poideł. Ważna umiejętnością jest poznanie mowy ciała koni. Wbrew pozorom same kładzenie uszu po sobie nie musi oznaczać wściekłość - koń może nasłuchiwać, czy drzemać. Ważne też są oczy. Można na nie popatrzeć (ale w nie nie zaglądać!) i stwierdzić, jak koń się czuje Oczywiście prace wykonywane w stajni różnią się od siebie. Nie ma na to reguły, że w każdej stadninie jest to, to i to do zrobienia. Trzeba po prostu obserwować sytuację, wiedząc, że czasami, co za dużo, to niezdrowo. Jeśli masz podziw dla koni i stanowczość, lecz nie agresję - sukces murowany.Co do obawy przed dużymi końmi: nic na siłę. Myślę, że to samo przejdzie z czasem. Jeśli jednak nie, wiedz, że koniki nie wybierają, ile mają cm wzrostu. One chcą się z tobą zaprzyjaźnić, by im i tobie się lepiej pracowało.Co do wolontariatu w fundacji ( co prawda tobie chodzi o pracę w stajni, jednak wiele osób tak zaczynało, a potem szło do fundacji). Trzeba być spokojnym, wyrozumiałym i opiekuńczym - nie karać konia za jego naturalny odruch. Wyrobić sobie wyczucie i intuicję, wiedzę i świadomość o koniach - to klucz. Praca z końmi po przejściach nie jest łatwa, ale może zmienić przyszłość konia - a czy to nie jest warte trudów, męk i czasu?Mam nadzieję że pomogłam chociaż trochę.Pozdrawiam :)
Hej!Na początku, chciałabym wszystkich galopowiczów powitać. <br>Mam taki trudny problem. Może ktoś coś wie? <br>Bardzo chciałabym być wolontariuszką. Zmieniłam stajnię, w poprzedniej miałam kiepską relację z intruktorami. Nie umiałam się tam nawet niczego nauczyć. <br>W teraźniejszej chyba mi lepiej. <br>Mam jedną instruktorkę, i tak jest ok. <br>Coś tam o mnie:<br>--> Jeszcze jestem na lonży--> Mam 13 lat--> Umiem rozsiodływać, siodłać i czyścić konie. --> W poprzedniej stajni jeździłam już sama. Ale tak jak mówię, zmieniłam stajnię. I instruktorka, powiedziała, że kompletnie nic nie umiem. Wróciłam na lonże :) --> Jestem na poziomie galopu. Chodzi mi o te nadgarstki ''pompowanie'' i o za wysokie podnoszenie rąk. --> Boję się za wysokich koni. Np. Boję się tych metr 80 koni. Są olbrzymie. Chociaż prowadziłam na uwiązie metr siedemdziesiąt dziewięć. (Ale centymetr robi różnicę! haha) --> Sama mam prawie metr siedemdziesiąt. I jeżdżę na koniach metr piędziesiąt, lub nawet metr czterdzieści (hah! - Teorytycznie = nie mierzę koni, określam ile <b>MOGĄ</b> mieć) <br>A więc pytanie brzmi:<br><ul><li>Co <b>MUSZĘ </b>lub <b>POWINNAM </b>umieć?</li><li>Czy ten strach do dużych koni, nie będzie nikomu przeszkadzał?</li><li> I co wykonywałabym będąc wolontariuszką? - tu chodzi ogólnie o moje możliwości, i wiek ;) </li><li>Można pomagać, że tak powiem ''za nic''? W sensie ja nie oczekuje jazd, czy coś. Chodzi po prostu o większą możliwość spędzania czasu :D. = kocham jednego konia ze stajni, i normalnie będąc jak najbliżej niego czy cokolwiek to po prostu jestem w<b> NIEBIE</b> </li></ul><br><br>To chyba tyle. <br>dzięki i pozdrawiam! <3
A i zapomniałam dopisać, że raczej jestem osobą pomocną i opiekuńczą. - Dowód? Mam dwójke rodzeństwa :) Wywiązuje sie ze swoich obowiązków i nie zostawiam nic na ''potem''
Cześć.Więc tak: chciałabyś być wolontariuszką w swojej stajni, czy w jakiejś fundacji?Jeśli w swojej stajni to raczej nic nie stoi na przeszkodzie. Tak naprawdę ktoś, kto np. galopuje może mieć większe pojęcie o koniach, niż osoba która np. skacze. Musisz się zapytać instruktorek czy możesz pomagać i oczywiście rodziców. Więc co się robi jako wolontariusz, wolontariuszka? Z mojej własnej obserwacji wynika, że czyści boksy (może śmierdzieć!) A czasami, gdy trener prowadzi jazdę, a w stajni przygotowują się osoby, które nie umią oporządzić, osiodłać czy okiełznać konia, to się im pomaga. Jeśli ktoś się spóźnia na jazdę, można mu wyczyścić konia (ale to jak trenerka pozwoli). Wypuszcza się też konia na pastwisko/padoki, można też konie z nich sprowadzać. Dawanie siana koniom, czy czyszczenie poideł. Ważna umiejętnością jest poznanie mowy ciała koni. Wbrew pozorom same kładzenie uszu po sobie nie musi oznaczać wściekłość - koń może nasłuchiwać, czy drzemać. Ważne też są oczy. Można na nie popatrzeć (ale w nie nie zaglądać!) i stwierdzić, jak koń się czuje Oczywiście prace wykonywane w stajni różnią się od siebie. Nie ma na to reguły, że w każdej stadninie jest to, to i to do zrobienia. Trzeba po prostu obserwować sytuację, wiedząc, że czasami, co za dużo, to niezdrowo. Jeśli masz podziw dla koni i stanowczość, lecz nie agresję - sukces murowany.Co do obawy przed dużymi końmi: nic na siłę. Myślę, że to samo przejdzie z czasem. Jeśli jednak nie, wiedz, że koniki nie wybierają, ile mają cm wzrostu. One chcą się z tobą zaprzyjaźnić, by im i tobie się lepiej pracowało.Co do wolontariatu w fundacji ( co prawda tobie chodzi o pracę w stajni, jednak wiele osób tak zaczynało, a potem szło do fundacji). Trzeba być spokojnym, wyrozumiałym i opiekuńczym - nie karać konia za jego naturalny odruch. Wyrobić sobie wyczucie i intuicję, wiedzę i świadomość o koniach - to klucz. Praca z końmi po przejściach nie jest łatwa, ale może zmienić przyszłość konia - a czy to nie jest warte trudów, męk i czasu?Mam nadzieję że pomogłam chociaż trochę.Pozdrawiam :)