Opis z Wakacji 2011 widzianych okiem Karoliny Matyjaszczyk , "Wakacje w siodle" zaczęły się 9 lipca 2011r. Przyjechałam do stajni jako jedna z pierwszych. U Anety były już 2 dziewczyny, które były tu stałymi gośćmi - 18-letnią Dominikę i 11-letnią Karolinę (Mała). Następna przyjechała 14-letnia Wiktoria (Rudzia), potem 16-letnia Magda a na końcu 13-letnia Marta razem z 12-letnią Karoliną (Średnia).Na początku niewiele ze sobą gadałyśmy, ale szybko się rozluźniłyśmy i zaprzyjaźniłyśmy. Wiktoria, którą nazywałyśmy Rudzią z jazdą konną była nieco obeznana: wcześniej była na obozie jeździeckim. Wiele opowiadała swoich znajomych i sytuacjach z nimi związanymi. Wszystkie bardzo ją lubiłyśmy, miała jednak parę wad: była leniwa, często uciekała od pracy, i mimo częstego tłumaczenia dalej nie umiała wykonać niektórych rzeczy. Najgorsze było jednak to, że zaniedbała swojego przydziałowego konia - El-Huzarię (każdy miał przydzielonego jednego lub więcej koni do opieki). Marta była zupełnie niejeżdżąca. Nie licząc kilku lonży w dzieciństwie na obozie miała pierwszy w życiu kontakt z koniem wierzchowym. Była bardzo ambitna i zawzięta. W 2 tygodnie trwania obozu nauczyła się opanowywać konia w stępie kłusie (anglezowanym i ćwiczebnym). Po dodatkowym tygodniu nauczyła się wystarczająco dużo, by móc zacząć naukę galopu. Była bardzo dla wszystkich miła, jednak często okazywała swoje lenistwo, zwłaszcza przy sprzątaniu stajni.Karolina Średnia przyjechała razem z Martą (koleżanki ze szkoły). Była również niejeżdżąca. Nauka jazdy szła jej bardzo dobrze, jenak nieco gorzej niż Marcie. Podczas 2 tygodni (jedyna nie została dłużej) nauczyła się jazdy stępem i nieco samodzielnej jazdy kłusem. Była dość miła, ale zdarzały jej się kąśliwe uwagi. Dominika ma u Anety własnego konia - 8-letią Wielkopolankę o gniado-srokatej maści i imieniu Ruanda. Właściwie nie przyjechała tu na obóz,ale była na dość podobnych warunkach. Jeździ konno już o dłuższego czasu, lecz z powodu złego nauczania jej poprzedniej trenerki i niezbyt poprawnego zajeżdżenia jej konia ma kilka niezbyt łatwych do korygowania błędów dosiadu i oddziaływania pomocami. Niestety niedawno wykryto u niej chorobę stawów kolanowych i przez jakiś czas nie będzie mogła jeździć konnoKarolina Mała jeździ konno już od 7 lat i trzeba jej przyznać, że radzi sobie bardzo dobrze. Jej rodzice trzymają u Anety w pensjonacie swojego konia - Celta. Była czasami leniwa, denerwująca i zazdrosna, ale częściej była jednak miła i słodka, więc wszystkie bardo ją lubiłyśmy. Magda od początku nie zapowiadała się zbyt dobrze. Z nikim nie rozmawiała , chciała mieć własny pokój, wymigiwała się od sprzątania stajni i wszelkiej innej roboty i ciągle na oś narzekała. Nic jej się nie podobało i wyjechała 3-ciego dnia obozu. Konie u Anety są wyjątkowe. Od 7-8 rano do 18 pasą się na łąkach, a resztę czasu stoją w boksach. Babcia (Dania) jest białą 23-letnią Arabką. Ma bardzo wygodne chody i jest idealnym wprost koniem dla mniej zaawansowanych jeźdźców, lecz jeśli umie się ją umiejętnie poganiać potrafi pokazać na co ją stać. Kucysia (Karina) jest 11-letnimkasztanowym kucem. Jest bardzo bystra i szyba. Jest bardzo dobrym koniem dla bardziej zaawansowanych jeźdźców. .Ma z Niuńkiem 4-miesięcznego źrebaczka Karmelka. EsPoi nazywany częściej Niuńkiem jest ukochanym koniem Anety, na którym tylko ona jeździ. Jest pięknym 4-letnim gniadym ogierem czystej krwi arabskiej po przejściach: gdy miał kilka dni położył się w gorący popiół z ogniska i doznał silnych poparzeń. Jego poprzedni właściciel oddał go Anecie twierdząc, że nic z niego nie będzie, jednak ona dobrze się nim zaopiekowała i koń jest dziś w pełni sprawny. Jest bardzo bystry i bardzo szybko się uczy. Gala to 7-letnia siwa arabka. Nie chodzi pod siodłem, gdyż od czasu pobytu w klinice po zakolkowaniu nieco zdziczała i gdy tylko ktoś próbuje na nią wejść robi mini rodeo. Jednak mimo to jest wyjątkowo ładna i po głębszym poznaniu okazuje się być bardzo urokliwym koniem. Kruszyna to 17-letnia kasztanowa klacz rasy wielkopolskiej. Razem ze swoją 2-letnią córką Kastyminą należy do Magdy (nie tej co wyjechała), a u Anety jest na pensjonacie. Kruszynka jest bardzo bystrą i nieco złośliwą klaczą, który jest też nieco leniwa ale bardzo kochana. Kastymina jest do niej bardzo podobna, jednak ma inne umaszczenie – podobnie jak Ruanda jest gniadosrokata. Wcześniej już wspomniany Celt jest siwym wielkopolakiem. Jest wyjątkowo mądry - rozumie że nie może zrobić dzieciom krzywdy. Ma potężną budowę, ale nie jest w super kondycji, gdyż dwukrotnie złamał on nogę. Jest bardzo wygodny w każdym chodzie i czuły na pomoce, a w szczególności wodze. El-Huzaria jest piękną siwą 7-letnią arabką. Ma charakterystyczny stęp - często chodzi "przeplatając" przednie nogi. Ma wygodne chody i jest dość szybka. Jest bardzo czuła na pomoce. Ma 5-cio miesięcznego źrebaka o imieniu El-Mo. Plan dnia był na ogół niezmienny : śniadanie, sprzątanie stajni, jazdy na ujeżdżalni, obiad, wyjazd w teren (dla lepiej jeżdżących), czyszczenie koni, nauka teorii i spanie. Co jakiś czas chodziłyśmy na spacery z dziećmi działkowiczów oraz naszymi niejeżdżącymi, jednak te ostatnie szybko przystosowały swoje umiejętności do jazd w terenie. W wolnym czasie polepszałyśmy stosunki między sobą i z końmi oraz pogłębiałyśmy wiedzę o koniu, jego cechach oraz teorii jazdy konnej. Pomagałyśmy też sobie nawzajem np. w pisaniu SMS-ów do chłopaków czy koleżanek. Oczywiście nie obyło się bez różnych wariactw typu tarzanie się w sianie czy bitwa na końskie gówno. Ogólnie było bardzo wesoło, mimo czasem występujących spięć pomiędzy nami. Nauka jazdy była bardzo ciekawa i intensywna. Na początku jeździłyśmy głównie w tereny, by się rozluźnić i zapoznać z końmi, ich chodami, temperamentami i potrzeb w zakresie działania pomocami. Później zaczęłyśmy naukę jazdy na ujeżdżalni. Jazdy były krótsze (w terenie bywałyśmy po 2-3 godziny a na „padoku” nie więcej niż 2 godziny), ale o wiele bardziej intensywniejsze. Miałyśmy okazję podszlifować nasze umiejętności manewrowania koniem i wzmocnienia mięśni. Kiedy na padoku osiągnęłyśmy zamierzony Wszystkiego dopełniała nauka teorii. Kiedy na padoku osiągnęłyśmy zamierzony efekt, w nagrodę wyjeżdżałyśmy w teren, głównie na stępo-kłusa. Pierwszy turnus bardzo szybko zleciał. Kilka dziewczyn postanowiło zostać na trochę dłużej więc ostatecznie w terminie wyjazdu zamiast 5-ciu osób (Dominika wyjechała wcześniej) wyjechały 2 – Marta (na tydzień, bo potem wróciła) i KarolinaŚrednia. W dniu, kiedy dziewczyny wyjechały przyjechał nasi specjalni goście- Kuba i Paweł. Paweł był dzieckiem z autyzmem, który przyjechał razem ze swoim opiekunem z domu dziecka (Kuba). Przyjechali tu na jednotygodniowy turnus. Ich jazda ograniczała się do spacerów stępa po lesie, dla Pawła miały one charakter bardziej hipoterapeutyczny. Plan dnia nie zmienił się za bardzo. Pozmieniał się nieco przydział koni, i podział boksów do sprzątania (Paweł i Kuba nie zawsze z nami sprzątali). Jeśli chodzi o relacje z dziewczynami, to zaczęłyśmy się coraz częściej kłócić, bo już za długo ze sobą przebywałyśmy. Niektóre coraz częściej olewały swoje obowiązki i w ogóle nie starały się w trakcie jazd. W międzyczasie przyjechała właścicielka Kruszyny i Kastyminy- Magda. Z każdym dniem Paweł robił się coraz bardziej otwarty. Często z Kubą jeździli na wycieczki rowerowe, zwykle wtedy, gdy my byłyśmy na jazdach. Bardzo polubił konia na którym jeździł – Babcię. Kiedy Kuba z Pawłem wyjechali przyjechała z powrotem Marta. Niedługo potem wyjechała Magda. Był to wolny tydzień przed następnym turnusem. Coraz bardziej przyzwyczajałyśmy się do wiejskiego trybu życia. Plan dnia pozostawał niezmienny, czasami tylko coś się zmieniało z powodu wizyt, albo kar, które dostawałyśmy coraz częściej, gdyż przyznam szczerze, byłyśmy nieznośne. Tydzień ten szybko nam zleciał. Jak to często bywa najlepszą zabawę miałyśmy ostatniego dnia wyjazdu, dnia w którym miałyśmy przywieźć z pola kostki siana i wyładować je na strychu stajni. Z samego rana po posprzątaniu stajni wzięłyśmy rowery i pojechałyśmy na pole. Po chwili przyjechał Wujek Wiesiek ze swoim traktorem z przyczepą. Podział pracy był następujący: jedna kierowała traktorem i jeździła po polu podjeżdżając po kolejne kostki, reszta znosiła okoliczne kostki na „tor” dla traktora. Aneta układała kostki na przyczepie, a Wujek podrzucał je do niej z ziemi. Po załadowaniu całej przyczepy wróciłyśmy do domu i wyładowałyśmy kotki. W następnej rundzie na polu dołączył do nas drugi traktor. Ostatecznie do domu dojechały 4-5 przyczep z kostkami i jedna z „resztkami” zebranymi z pola przyczepą samo zbierającą. Po pracy, około południa pojechałyśmy na krótki teren, a o 16 przyjechały 3 dziewczyny z 3 turnusu. Z poprzednich zostałam tylko ja i Karolina Mała. Maja ma 15 lat i była niejeżdżąca, aczkolwiek miała kontakt z końmi u swojego wujka. Jest bardzo miła, jednak miewa swoje złe chwile, kiedy jest zdenerwowana praktycznie na wszystko. Jest pracowita, nie narzeka przy sprzątaniu stajni i chętnie bierze udział w jazdach na padoku, jednak chwilami niezbyt słucha instruktora. Kasia (Duża) również ma 15 lat, jeździ od 5 lat, jednak głównie w sezonach wakacyjnych. Miała sporo błędów dosiadu z powodu niekompetentnych instruktorów: przykładowy dosiad fotelowy. Jednak Aneta szybko ją skorygowała i teraz jest znacznie lepiej. Jest również pracowita i stara się jak najwięcej wyciągnąć z lekcji. Często śpiewała podczas jazd i odkurzania, i całkiem ładnie jej to wychodziła. Czasami ma tendencje do wydawania ludziom rozkazów, zapewne nieświadomie ale jednak. Mimo to jednak jest bardzo miła i wszyscy bardzo ją lubimy Kasia (Mała) ma 13 lat i umiejętnościami prawie dorównuje Anecie. Jeździ już ponad 6 lat i ma własnego konia – 8-letniego siwego arabka o imieniu Carewicz. Podobnie jak reszta dziewczyn z 3-ciego turnusu nie narzeka przy sprzątaniu, jednak zdarzają jej się momenty lenistwa. Wspomaga Anetę prowadząc jazdy na ujeżdżalni, i szczerze powiedziawszy jest w tym całkiem niezła. Podjęła się też dość trudnej pracy z Galą – na razie tylko ją lonżuje, ale to i tak wyjątkowo trudno robota zwłaszcza gdy klaczy coś „odwala”. Kasia trochę wkurza nas swoimi zachowaniami, ale ogólnie to jest super. W tym turnusie nieco zmienił się plan dnia: najpierw sprzątamy stajnię, potem jemy śniadanie, a przed obiadem, lub czasami po nim jeździmy. Reszta bez zmian. Ostatnio wyjechała Mała Karolina, za którą, mimo iż była trochę denerwująca bardzo tęsknimy. Zrobiło się bez niej tak cicho i nudno.Na razie turnus jeszcze trwa, ale już mamy wiele przeżyć. Jako pierwszy turnus jeździmy (większość) w tereny galopem. Mamy także ciekawe plany dotyczące np. urządzenia dłuższej wyprawy konnej lub jeżdżenia po zmroku po okolicznych wioskach przebrane za zjawy.Podsumowując, wakacje u Anety uważam je za jedne z najlepszych w moim życiu. Moim zdaniem wakacje były wyjątkowo udane. Może było nieco za dużo kar, ale na ogół na nie zasługiwałyśmy. Obóz był dobrą okazją nie tylko by podszkolić się w jeździe, ale też poznać nowych ludzi, ukształtować nieco swoją osobowość, wzmocnić swoje mięśnie i wytrzymałość. Chciałabym też dodać, że sporo schudłyśmy, ale to niestety niemożliwe, gdyż jedzenie było zbyt smaczne i obfite. W imieniu wszystkich dziewczyn bardzo dziękuję Anecie za możliwość spędzania tu wakacji i proszę o więcej obozów (i tostów) w przyszłości.
Opis z Wakacji 2011 widzianych okiem Karoliny Matyjaszczyk , "Wakacje w siodle" zaczęły się 9 lipca 2011r. Przyjechałam do stajni jako jedna z pierwszych. U Anety były już 2 dziewczyny, które były tu stałymi gośćmi - 18-letnią Dominikę i 11-letnią Karolinę (Mała). Następna przyjechała 14-letnia Wiktoria (Rudzia), potem 16-letnia Magda a na końcu 13-letnia Marta razem z 12-letnią Karoliną (Średnia).Na początku niewiele ze sobą gadałyśmy, ale szybko się rozluźniłyśmy i zaprzyjaźniłyśmy. Wiktoria, którą nazywałyśmy Rudzią z jazdą konną była nieco obeznana: wcześniej była na obozie jeździeckim. Wiele opowiadała swoich znajomych i sytuacjach z nimi związanymi. Wszystkie bardzo ją lubiłyśmy, miała jednak parę wad: była leniwa, często uciekała od pracy, i mimo częstego tłumaczenia dalej nie umiała wykonać niektórych rzeczy. Najgorsze było jednak to, że zaniedbała swojego przydziałowego konia - El-Huzarię (każdy miał przydzielonego jednego lub więcej koni do opieki). Marta była zupełnie niejeżdżąca. Nie licząc kilku lonży w dzieciństwie na obozie miała pierwszy w życiu kontakt z koniem wierzchowym. Była bardzo ambitna i zawzięta. W 2 tygodnie trwania obozu nauczyła się opanowywać konia w stępie kłusie (anglezowanym i ćwiczebnym). Po dodatkowym tygodniu nauczyła się wystarczająco dużo, by móc zacząć naukę galopu. Była bardzo dla wszystkich miła, jednak często okazywała swoje lenistwo, zwłaszcza przy sprzątaniu stajni.Karolina Średnia przyjechała razem z Martą (koleżanki ze szkoły). Była również niejeżdżąca. Nauka jazdy szła jej bardzo dobrze, jenak nieco gorzej niż Marcie. Podczas 2 tygodni (jedyna nie została dłużej) nauczyła się jazdy stępem i nieco samodzielnej jazdy kłusem. Była dość miła, ale zdarzały jej się kąśliwe uwagi. Dominika ma u Anety własnego konia - 8-letią Wielkopolankę o gniado-srokatej maści i imieniu Ruanda. Właściwie nie przyjechała tu na obóz,ale była na dość podobnych warunkach. Jeździ konno już o dłuższego czasu, lecz z powodu złego nauczania jej poprzedniej trenerki i niezbyt poprawnego zajeżdżenia jej konia ma kilka niezbyt łatwych do korygowania błędów dosiadu i oddziaływania pomocami. Niestety niedawno wykryto u niej chorobę stawów kolanowych i przez jakiś czas nie będzie mogła jeździć konnoKarolina Mała jeździ konno już od 7 lat i trzeba jej przyznać, że radzi sobie bardzo dobrze. Jej rodzice trzymają u Anety w pensjonacie swojego konia - Celta. Była czasami leniwa, denerwująca i zazdrosna, ale częściej była jednak miła i słodka, więc wszystkie bardo ją lubiłyśmy. Magda od początku nie zapowiadała się zbyt dobrze. Z nikim nie rozmawiała , chciała mieć własny pokój, wymigiwała się od sprzątania stajni i wszelkiej innej roboty i ciągle na oś narzekała. Nic jej się nie podobało i wyjechała 3-ciego dnia obozu. Konie u Anety są wyjątkowe. Od 7-8 rano do 18 pasą się na łąkach, a resztę czasu stoją w boksach. Babcia (Dania) jest białą 23-letnią Arabką. Ma bardzo wygodne chody i jest idealnym wprost koniem dla mniej zaawansowanych jeźdźców, lecz jeśli umie się ją umiejętnie poganiać potrafi pokazać na co ją stać. Kucysia (Karina) jest 11-letnimkasztanowym kucem. Jest bardzo bystra i szyba. Jest bardzo dobrym koniem dla bardziej zaawansowanych jeźdźców. .Ma z Niuńkiem 4-miesięcznego źrebaczka Karmelka. EsPoi nazywany częściej Niuńkiem jest ukochanym koniem Anety, na którym tylko ona jeździ. Jest pięknym 4-letnim gniadym ogierem czystej krwi arabskiej po przejściach: gdy miał kilka dni położył się w gorący popiół z ogniska i doznał silnych poparzeń. Jego poprzedni właściciel oddał go Anecie twierdząc, że nic z niego nie będzie, jednak ona dobrze się nim zaopiekowała i koń jest dziś w pełni sprawny. Jest bardzo bystry i bardzo szybko się uczy. Gala to 7-letnia siwa arabka. Nie chodzi pod siodłem, gdyż od czasu pobytu w klinice po zakolkowaniu nieco zdziczała i gdy tylko ktoś próbuje na nią wejść robi mini rodeo. Jednak mimo to jest wyjątkowo ładna i po głębszym poznaniu okazuje się być bardzo urokliwym koniem. Kruszyna to 17-letnia kasztanowa klacz rasy wielkopolskiej. Razem ze swoją 2-letnią córką Kastyminą należy do Magdy (nie tej co wyjechała), a u Anety jest na pensjonacie. Kruszynka jest bardzo bystrą i nieco złośliwą klaczą, który jest też nieco leniwa ale bardzo kochana. Kastymina jest do niej bardzo podobna, jednak ma inne umaszczenie – podobnie jak Ruanda jest gniadosrokata. Wcześniej już wspomniany Celt jest siwym wielkopolakiem. Jest wyjątkowo mądry - rozumie że nie może zrobić dzieciom krzywdy. Ma potężną budowę, ale nie jest w super kondycji, gdyż dwukrotnie złamał on nogę. Jest bardzo wygodny w każdym chodzie i czuły na pomoce, a w szczególności wodze. El-Huzaria jest piękną siwą 7-letnią arabką. Ma charakterystyczny stęp - często chodzi "przeplatając" przednie nogi. Ma wygodne chody i jest dość szybka. Jest bardzo czuła na pomoce. Ma 5-cio miesięcznego źrebaka o imieniu El-Mo. Plan dnia był na ogół niezmienny : śniadanie, sprzątanie stajni, jazdy na ujeżdżalni, obiad, wyjazd w teren (dla lepiej jeżdżących), czyszczenie koni, nauka teorii i spanie. Co jakiś czas chodziłyśmy na spacery z dziećmi działkowiczów oraz naszymi niejeżdżącymi, jednak te ostatnie szybko przystosowały swoje umiejętności do jazd w terenie. W wolnym czasie polepszałyśmy stosunki między sobą i z końmi oraz pogłębiałyśmy wiedzę o koniu, jego cechach oraz teorii jazdy konnej. Pomagałyśmy też sobie nawzajem np. w pisaniu SMS-ów do chłopaków czy koleżanek. Oczywiście nie obyło się bez różnych wariactw typu tarzanie się w sianie czy bitwa na końskie gówno. Ogólnie było bardzo wesoło, mimo czasem występujących spięć pomiędzy nami. Nauka jazdy była bardzo ciekawa i intensywna. Na początku jeździłyśmy głównie w tereny, by się rozluźnić i zapoznać z końmi, ich chodami, temperamentami i potrzeb w zakresie działania pomocami. Później zaczęłyśmy naukę jazdy na ujeżdżalni. Jazdy były krótsze (w terenie bywałyśmy po 2-3 godziny a na „padoku” nie więcej niż 2 godziny), ale o wiele bardziej intensywniejsze. Miałyśmy okazję podszlifować nasze umiejętności manewrowania koniem i wzmocnienia mięśni. Kiedy na padoku osiągnęłyśmy zamierzony Wszystkiego dopełniała nauka teorii. Kiedy na padoku osiągnęłyśmy zamierzony efekt, w nagrodę wyjeżdżałyśmy w teren, głównie na stępo-kłusa. Pierwszy turnus bardzo szybko zleciał. Kilka dziewczyn postanowiło zostać na trochę dłużej więc ostatecznie w terminie wyjazdu zamiast 5-ciu osób (Dominika wyjechała wcześniej) wyjechały 2 – Marta (na tydzień, bo potem wróciła) i KarolinaŚrednia. W dniu, kiedy dziewczyny wyjechały przyjechał nasi specjalni goście- Kuba i Paweł. Paweł był dzieckiem z autyzmem, który przyjechał razem ze swoim opiekunem z domu dziecka (Kuba). Przyjechali tu na jednotygodniowy turnus. Ich jazda ograniczała się do spacerów stępa po lesie, dla Pawła miały one charakter bardziej hipoterapeutyczny. Plan dnia nie zmienił się za bardzo. Pozmieniał się nieco przydział koni, i podział boksów do sprzątania (Paweł i Kuba nie zawsze z nami sprzątali). Jeśli chodzi o relacje z dziewczynami, to zaczęłyśmy się coraz częściej kłócić, bo już za długo ze sobą przebywałyśmy. Niektóre coraz częściej olewały swoje obowiązki i w ogóle nie starały się w trakcie jazd. W międzyczasie przyjechała właścicielka Kruszyny i Kastyminy- Magda. Z każdym dniem Paweł robił się coraz bardziej otwarty. Często z Kubą jeździli na wycieczki rowerowe, zwykle wtedy, gdy my byłyśmy na jazdach. Bardzo polubił konia na którym jeździł – Babcię. Kiedy Kuba z Pawłem wyjechali przyjechała z powrotem Marta. Niedługo potem wyjechała Magda. Był to wolny tydzień przed następnym turnusem. Coraz bardziej przyzwyczajałyśmy się do wiejskiego trybu życia. Plan dnia pozostawał niezmienny, czasami tylko coś się zmieniało z powodu wizyt, albo kar, które dostawałyśmy coraz częściej, gdyż przyznam szczerze, byłyśmy nieznośne. Tydzień ten szybko nam zleciał. Jak to często bywa najlepszą zabawę miałyśmy ostatniego dnia wyjazdu, dnia w którym miałyśmy przywieźć z pola kostki siana i wyładować je na strychu stajni. Z samego rana po posprzątaniu stajni wzięłyśmy rowery i pojechałyśmy na pole. Po chwili przyjechał Wujek Wiesiek ze swoim traktorem z przyczepą. Podział pracy był następujący: jedna kierowała traktorem i jeździła po polu podjeżdżając po kolejne kostki, reszta znosiła okoliczne kostki na „tor” dla traktora. Aneta układała kostki na przyczepie, a Wujek podrzucał je do niej z ziemi. Po załadowaniu całej przyczepy wróciłyśmy do domu i wyładowałyśmy kotki. W następnej rundzie na polu dołączył do nas drugi traktor. Ostatecznie do domu dojechały 4-5 przyczep z kostkami i jedna z „resztkami” zebranymi z pola przyczepą samo zbierającą. Po pracy, około południa pojechałyśmy na krótki teren, a o 16 przyjechały 3 dziewczyny z 3 turnusu. Z poprzednich zostałam tylko ja i Karolina Mała. Maja ma 15 lat i była niejeżdżąca, aczkolwiek miała kontakt z końmi u swojego wujka. Jest bardzo miła, jednak miewa swoje złe chwile, kiedy jest zdenerwowana praktycznie na wszystko. Jest pracowita, nie narzeka przy sprzątaniu stajni i chętnie bierze udział w jazdach na padoku, jednak chwilami niezbyt słucha instruktora. Kasia (Duża) również ma 15 lat, jeździ od 5 lat, jednak głównie w sezonach wakacyjnych. Miała sporo błędów dosiadu z powodu niekompetentnych instruktorów: przykładowy dosiad fotelowy. Jednak Aneta szybko ją skorygowała i teraz jest znacznie lepiej. Jest również pracowita i stara się jak najwięcej wyciągnąć z lekcji. Często śpiewała podczas jazd i odkurzania, i całkiem ładnie jej to wychodziła. Czasami ma tendencje do wydawania ludziom rozkazów, zapewne nieświadomie ale jednak. Mimo to jednak jest bardzo miła i wszyscy bardzo ją lubimy Kasia (Mała) ma 13 lat i umiejętnościami prawie dorównuje Anecie. Jeździ już ponad 6 lat i ma własnego konia – 8-letniego siwego arabka o imieniu Carewicz. Podobnie jak reszta dziewczyn z 3-ciego turnusu nie narzeka przy sprzątaniu, jednak zdarzają jej się momenty lenistwa. Wspomaga Anetę prowadząc jazdy na ujeżdżalni, i szczerze powiedziawszy jest w tym całkiem niezła. Podjęła się też dość trudnej pracy z Galą – na razie tylko ją lonżuje, ale to i tak wyjątkowo trudno robota zwłaszcza gdy klaczy coś „odwala”. Kasia trochę wkurza nas swoimi zachowaniami, ale ogólnie to jest super. W tym turnusie nieco zmienił się plan dnia: najpierw sprzątamy stajnię, potem jemy śniadanie, a przed obiadem, lub czasami po nim jeździmy. Reszta bez zmian. Ostatnio wyjechała Mała Karolina, za którą, mimo iż była trochę denerwująca bardzo tęsknimy. Zrobiło się bez niej tak cicho i nudno.Na razie turnus jeszcze trwa, ale już mamy wiele przeżyć. Jako pierwszy turnus jeździmy (większość) w tereny galopem. Mamy także ciekawe plany dotyczące np. urządzenia dłuższej wyprawy konnej lub jeżdżenia po zmroku po okolicznych wioskach przebrane za zjawy.Podsumowując, wakacje u Anety uważam je za jedne z najlepszych w moim życiu. Moim zdaniem wakacje były wyjątkowo udane. Może było nieco za dużo kar, ale na ogół na nie zasługiwałyśmy. Obóz był dobrą okazją nie tylko by podszkolić się w jeździe, ale też poznać nowych ludzi, ukształtować nieco swoją osobowość, wzmocnić swoje mięśnie i wytrzymałość. Chciałabym też dodać, że sporo schudłyśmy, ale to niestety niemożliwe, gdyż jedzenie było zbyt smaczne i obfite. W imieniu wszystkich dziewczyn bardzo dziękuję Anecie za możliwość spędzania tu wakacji i proszę o więcej obozów (i tostów) w przyszłości.
wow, po przeczytaniu obozy konne wydają sie naprawdę ekstra. ile trwa jeden turnus na obozie na którym byłaś?
obozy w mojej stajni trwają od 2 tygodni do 2 miesięcy w zależności od woli klienta , Zapraszamy