Bylam w domu w moje urodziny , moj tata , pszyszedł z wodzami ,I powiedial ze dostalam 3 Letniego Nieujezdzonego Karego AngloAraba , , podbieglam przytuliłam go , i zapytałam gdzie jest i powiedzial ze obok samochodu w przyczepie :) . Pobieglam na dwor zobaczylam przyzcepe z Karym koniem , Weszlam do niego pogłaskalam dalam marchewke , i pojechalismy z tata zapłacic za miejsce w stajni.
Na jeździe były skoki. Kiedy przyszedł czas na mój skok popędziłam konia do galopu - przeszkoda była niewielka - 50 cm . Rozpędziliśmy się na prostej i skoczyliśmy . Konik skoczył z takim zapasem, a razem tworzyliśmy jedność . Był to tak piękny skok, że wszyscy zaczęli klaskać .
Zaczęliśmy naukę skoków z Gordonem. Tak świetnie nam to szło, że po miesiącu pojechaliśmy na pierwsze zawody w klasie LL. Narysowałam sobie na ręce kolejność przeszkód i wystartowaliśmy. Prowadziłam Gordona spokojnie i stanowczo, nie denerwując się, nie czując stresu. Zdobyliśmy pierwsze miejsce i pokazaliśmy na co nas stać wszystkim tym, którzy w nas nie wierzyli :D
Muszę uciekać z jakiegoś strasznego powodu więc kradnę swojego ukochanego konia i uciekam przez pustynię albo step. Oczywiście potem znajduje innych uciekinierów. Najlepiej przystojnych i miłych :)
Znalazłam konia, wiek około 17 lat, ślepy i " zapuszczony " . Okazało się, że właściciel go bił. Konia zaadoptowałam, zapłaciłam za operację oczu, a on teraz już widzi .
Kiedy wróciłam z niedzielnego terenu, w którym byłam na Potopie - zaprowadziłam go do stajni, rozsiodłałam i napoiłam. Poszłam zajrzeć do ciężarnej Ognistej - patrzę, oczom nie wierzę ! W jej boksie znajduje się mały źrebaczek, który jak planowałam nazywać się miał Oszinek, a w wypadku gdyby to miała być dziewczynka - Ongora. Okazało się, że to jednak klaczka ! Zadzwoniłam po weterynarza, aby obejrzał źrebię ... c.d.n.
Jexdziłam na b. szybkim i "nerwowym" hucułku na jeździe skokowej... W końcu miałam skoczyc półmetrowa przeszkodę :). Niby mała, ale dawno już nie skakałam... Klaczka bryknęła na zakręcie, ja wyleciałam... A jak podniosłam sie, będąc cała z piachu, okazało się, że hucułek przeskoczył sam przeszkodę i galopował jesczcze kilnkanaście okrążeń, co chwila brykając....HUCUŁ.... "Najwolniejsza" klacz w stajni ... :) XD
Piszcie tutaj jakieś swoje wymyślone przygody z koniem :) Mogą to być dosłownie 2 zdania ale też długie opowiadanie :)
Bylam w domu w moje urodziny , moj tata , pszyszedł z wodzami ,I powiedial ze dostalam 3 Letniego Nieujezdzonego Karego AngloAraba , , podbieglam przytuliłam go , i zapytałam gdzie jest i powiedzial ze obok samochodu w przyczepie :) . Pobieglam na dwor zobaczylam przyzcepe z Karym koniem , Weszlam do niego pogłaskalam dalam marchewke , i pojechalismy z tata zapłacic za miejsce w stajni.
Na jeździe były skoki. Kiedy przyszedł czas na mój skok popędziłam konia do galopu - przeszkoda była niewielka - 50 cm . Rozpędziliśmy się na prostej i skoczyliśmy . Konik skoczył z takim zapasem, a razem tworzyliśmy jedność . Był to tak piękny skok, że wszyscy zaczęli klaskać .
Zaczęliśmy naukę skoków z Gordonem. Tak świetnie nam to szło, że po miesiącu pojechaliśmy na pierwsze zawody w klasie LL. Narysowałam sobie na ręce kolejność przeszkód i wystartowaliśmy. Prowadziłam Gordona spokojnie i stanowczo, nie denerwując się, nie czując stresu. Zdobyliśmy pierwsze miejsce i pokazaliśmy na co nas stać wszystkim tym, którzy w nas nie wierzyli :D
Muszę uciekać z jakiegoś strasznego powodu więc kradnę swojego ukochanego konia i uciekam przez pustynię albo step. Oczywiście potem znajduje innych uciekinierów. Najlepiej przystojnych i miłych :)
Znalazłam konia, wiek około 17 lat, ślepy i " zapuszczony " . Okazało się, że właściciel go bił. Konia zaadoptowałam, zapłaciłam za operację oczu, a on teraz już widzi .
Kiedy wróciłam z niedzielnego terenu, w którym byłam na Potopie - zaprowadziłam go do stajni, rozsiodłałam i napoiłam. Poszłam zajrzeć do ciężarnej Ognistej - patrzę, oczom nie wierzę ! W jej boksie znajduje się mały źrebaczek, który jak planowałam nazywać się miał Oszinek, a w wypadku gdyby to miała być dziewczynka - Ongora. Okazało się, że to jednak klaczka ! Zadzwoniłam po weterynarza, aby obejrzał źrebię ... c.d.n.
Jexdziłam na b. szybkim i "nerwowym" hucułku na jeździe skokowej... W końcu miałam skoczyc półmetrowa przeszkodę :). Niby mała, ale dawno już nie skakałam... Klaczka bryknęła na zakręcie, ja wyleciałam... A jak podniosłam sie, będąc cała z piachu, okazało się, że hucułek przeskoczył sam przeszkodę i galopował jesczcze kilnkanaście okrążeń, co chwila brykając....HUCUŁ.... "Najwolniejsza" klacz w stajni ... :) XD