Co weterynarz to inna opinia, dlatego szukam już wszędzie, zapytam więc i tu, może ktoś zna podobny przypadek.aktualnie moja klacz ma rok i 8 msc. Pół roku temu miał miejsce pierwszy incydent. Zanim jednak stwierdzono że to rzepka (btw stwierdził to wet który na co dzień pracuje z krowami a nie końmi) kilku innych weterynarzy rzucało czarne scenariusze typu wybite biodro, pozrywne ścięgna po moim opisie dolegliwości (rozmowy telefoniczne, żaden konował nie miał czasu przyjechać obejrzeć konia) a wyglądało to w następujący sposób:kobyła powłóczyła tylną lewą nogą, noga sztywna, wyprostowana od biodra, kopytu "przewrócone" - noga była oparta o podłoże na stawie pęcinowym.Udało mi się ściągnąć wtedy tylko tego weta od krów, ale facet zawsze był na każde wezwanie, stwierdził rzepke, nastawił, po czym po chwili wypadła, nastawił znów i tak ze 3 razy, za 4 razem rzepka sama wskoczyła na miejsce kiedy kobyła próbowała zrobić krok. Dostaliśmy wtedy kupę witamin w zastrzykach plus 2 dawki sterydu na wzmocnienie stawów.po 4 miesiącach sprawa się powtórzyła ale.. w drugiej nodze.. po nastawieniu rzepka następnego dnia wyskoczyła znów, ale zanim zdążył zainterweniować wet wskoczyła na swoje miejsce.Niedawno przy okazji wizyty "końskiego" weta poruszyłam temat, obejrzał kobyłe i kazał czekać do wiosny, dostałam takie propozycje, albo chirurgia (podcięcię ścięgna w kolanie, co miałoby zapobiec nawykowemu wypadaniu rzepek , albo suplementacja specjalnymi paszami (tu kręcił nosem że wrzuce kupe kasy a efekty raczej nie będą rewelacyjne, mogą tylko zmniejszyć ilość "incydentów" ) albo dość "chamski" i bardzo bolesny dla konia sposób, choć ponoć skuteczny czyli smarowanie pewnymi drażniącymi substancjami, które mają za zadanie wywoływać stan zapalny a w rezultacie wzmocnienie wiązadeł podtrzymujących rzepkę.Nie wiem czy po 2 epizodach można od razu stawiać takie czarne scenariusze i myśleć o tak daleko idących metodach leczenia, dlatego pytam czy ktoś z wam miał do czynienia z koniem któremu w młodości wypadały rzepki?? dodam jeszcze (bo to też ma zaczenie) że kobyła ma strasznie chude nogi w porównaniu do reszty ciała i być może powodem jest właśnie za duże ich obciążenie.
Nieproporcjonalne ciało (zbyt chude nogi) może być przyczyną, ale nie musi. Może zacznijmy od tego, że z czasem wzrostu konia, MOŻE skończyć się wypadanie rzepki, ale MOŻE, a nie musi. Niehumanitarną metodą jest wywołanie stanu zapalnego. Pasze też nie są obiecujące, często to faktycznie tani pic na wodę. Jeżeli masz możliwość skupienia się na operacji, czyli fundusze i nie masz obaw co do tego, radziłabym zdecydować się na zabieg. To wydaje się najbardziej rozsądne, bo zdawanie się na to "MOŻE", czasami jeszcze zaszkodzi konikowi. Życzę Ci i Twojemu konikowi szczęścia w leczeniu.*Czasami ten wet. od krów ma więcej doświadczenia, wiem, bo miałam podobnie, jak mój koń kolkował...*
Dokładnie tak, wiadomo- nogi to u konia najważniejsza sprawa, nie wybaczyłabym sobie gdyby coś poszło nie tak, już wolałabym żeby kobyła była tylko do kochania i jako kosiarka niż gdybym skazała ją na jeszcze większe cierpienie.Ciężka decyzja przede mną i nie wiem czy wystarczy mi na jej podjęcie czasu do wiosny..
Nie ma 13 lat, więc nie wypowiem się jako autorytet.Decyzję i tak podejmiesz sama, ale zdecydowanie doradzałabym konsultację z jeszcze jednym dobrym weterynarzem (bo jak zrozumiałam, "koński" oglądał ją jeden). Dobrym, czyli z doświadczeniem w końskiej ortopedii i z odpowiednim sprzętem diagnostycznym. Lepiej zainwestować w porządną diagnostykę niż pchać się w niepewne leczenie.Na pocieszenie powiem, że znam kucyka, który miał problem z wypadającą rzepką i... przeszło. Samo. Jest dobrze przebadany i nic mu nie dolega. Co nie znaczy oczywiście, że masz zostawić konia bez leczenia, ale trzeba być dobrej myśli.Zastanawia mnie co oznacza, że klacz ma chude nogi w stosunku do reszty. Czyli jest gruba? To może warto odchudzić? Nadwaga na pewno nie pomaga w żadnym schorzeniu, a najmniej w dotyczącym nóg.
Jestemzlasu weterynarz od krów jako jedyny zdjagnozował roblem w chwili gdy pojawił się po raz pierwszy.Metody leczenia konsultowałam już z wetem który w naszym regionie jest uważany za jednego z guru w końskim świecie i to właśnie on te metody mi proponował.Co do proporcji nóg do reszty ciała- kobyła nie jest gruba tylko ma wyjątkowe chude i słabe giry jak to wet "guru" określił.
to tak... ja mam pod opieką kobyłkę 11 z podobnym schorzeniem które jest niestety konsekwencjom 2 urazów, konsultowałam to z kilkoma weterynarzami i dostałam podobna diagnozę jak ty że albo operacja albo w sumie trawka, po takiej diagnozie nie podałam się jednak skonsultowałam się z kilkoma koniarzami (którzy są z zawodu weterynarzami, co prawda małych zwierząt ale jednak), a oni konsultowali to ze znajomymi z zagranicznych klinik, więc okazuje się ze jest trzecie wyjście bardzo pracochłonne i czasochłonne ale jest otóz nalezy wzmocnić końskie nogi poprzez prace z ziemi regularne chodzenie najpierw stęp potem kłus ( to u mnie jest to jednostronne, więc zamiast kłusa zalecany jest galop), a także co chyba najważniejsze trzymanie konia na właściwym podłożu zarówno w boksie jak i na wybiegu, nie może być śliskie ani nierówna, chodzi o o żeby w żaden sposób konik nie mógł sobie jej nadwyrężyć ślizgając się lub potykając, efekty są jednak dopiero po 3-4 miesiącach regularnej pracy
stan, o którym piszesz jest najbardziej powszechny właśnie wśród młodych koni oraz kucy i zwykle jest związany ze zbyt słabo rozwiniętymi mięśniami kończyn miednicznych, zwłaszcza czworogłowego i dwugłowego uda, które utrzymują rzepkę w prawidłowym położeniu. dodatkowo, bardziej predysponowane są konie ze zbyt stromo skątowanymi kończynami (rycina D ). w łagodniejszych stanach zwiększenie ruchu, w kierunku rozbudowy mięśni zadu wystarcza, by zapobiec ponownym zwichnięciom. 2 "epizody" to jeszcze za mało by wyrokować, ale wystarczająco dużo żeby podjąć się konkretnej diagnostyki (badaniem palpacyjne + RTG). ważne jest, by nie zwlekać, bo czas jak zwykle w niezdiagnozowanych przypadkach, działa tu na szkodę! desmotomia, o której piszesz jest procederem OSTATECZNYM, kiedyś bardzo częstym, dziś już nie cieszącym się popularnością, ze względu na występujące nierzadko powikłania pooperacyjne. jeśli znasz angielski dość dobrze, polecam zapoznać się z tą stroną: http://www.equestmagazine.com/v4s2/article03-02-c3.php - rzeczowo i zwięźle wszystko wyjaśnili. w razie czego pomogę. pozdrawiam.
dziękuje za odpowiedzi, podsumowując- młoda ma bardzooo dużo ruchu, padokowana codziennie, maltretuje ją również na ujeżdżalni- ganiam z nią ręku, na lonze jeszcze za wcześnie bo nawet 2 lat nie ma.ale jest jedno ALE- mianowicie zejście na łąki jest strome, więc tu dodatkowo dochodzi możliwość naciągania ścięgien, choć z drugiej strony to też dobre ćwiczenie dla mięśni.Operacji mimo wszystko jednak się raczej nie podejmę. już wolę żeby za kosiarke do końca swych dni robiła niż gdyby miało pójść coś nie tak.Dziękuje bardzo za artykuł, zaraz będę się wczytywać.
wszelkiego rodzaju pagórki, w przypadku niedostatecznej rozbudowy mięśni zadu są jak najbardziej wskazane, ale w połączeniu z wadami anatomicznymi rzeczywiście mogą stanowić pewien problem, zwłaszcza jeśli są bardzo strome.kobyłka jest jeszcze bardzo młoda, więc głowa do góry! incydenty zwichnięcia są dla zwierzaka z pewnością bolesne i stresujące, więc zadbaj tylko, żeby ją zbadał ktoś kompetentny i podpowiedział Ci jak pokierować ewentualną terapią/leczeniem.życzę pomyślności i pozdrawiam!
Co weterynarz to inna opinia, dlatego szukam już wszędzie, zapytam więc i tu, może ktoś zna podobny przypadek.aktualnie moja klacz ma rok i 8 msc. Pół roku temu miał miejsce pierwszy incydent. Zanim jednak stwierdzono że to rzepka (btw stwierdził to wet który na co dzień pracuje z krowami a nie końmi) kilku innych weterynarzy rzucało czarne scenariusze typu wybite biodro, pozrywne ścięgna po moim opisie dolegliwości (rozmowy telefoniczne, żaden konował nie miał czasu przyjechać obejrzeć konia) a wyglądało to w następujący sposób:kobyła powłóczyła tylną lewą nogą, noga sztywna, wyprostowana od biodra, kopytu "przewrócone" - noga była oparta o podłoże na stawie pęcinowym.Udało mi się ściągnąć wtedy tylko tego weta od krów, ale facet zawsze był na każde wezwanie, stwierdził rzepke, nastawił, po czym po chwili wypadła, nastawił znów i tak ze 3 razy, za 4 razem rzepka sama wskoczyła na miejsce kiedy kobyła próbowała zrobić krok. Dostaliśmy wtedy kupę witamin w zastrzykach plus 2 dawki sterydu na wzmocnienie stawów.po 4 miesiącach sprawa się powtórzyła ale.. w drugiej nodze.. po nastawieniu rzepka następnego dnia wyskoczyła znów, ale zanim zdążył zainterweniować wet wskoczyła na swoje miejsce.Niedawno przy okazji wizyty "końskiego" weta poruszyłam temat, obejrzał kobyłe i kazał czekać do wiosny, dostałam takie propozycje, albo chirurgia (podcięcię ścięgna w kolanie, co miałoby zapobiec nawykowemu wypadaniu rzepek , albo suplementacja specjalnymi paszami (tu kręcił nosem że wrzuce kupe kasy a efekty raczej nie będą rewelacyjne, mogą tylko zmniejszyć ilość "incydentów" ) albo dość "chamski" i bardzo bolesny dla konia sposób, choć ponoć skuteczny czyli smarowanie pewnymi drażniącymi substancjami, które mają za zadanie wywoływać stan zapalny a w rezultacie wzmocnienie wiązadeł podtrzymujących rzepkę.Nie wiem czy po 2 epizodach można od razu stawiać takie czarne scenariusze i myśleć o tak daleko idących metodach leczenia, dlatego pytam czy ktoś z wam miał do czynienia z koniem któremu w młodości wypadały rzepki?? dodam jeszcze (bo to też ma zaczenie) że kobyła ma strasznie chude nogi w porównaniu do reszty ciała i być może powodem jest właśnie za duże ich obciążenie.
Nieproporcjonalne ciało (zbyt chude nogi) może być przyczyną, ale nie musi. Może zacznijmy od tego, że z czasem wzrostu konia, MOŻE skończyć się wypadanie rzepki, ale MOŻE, a nie musi. Niehumanitarną metodą jest wywołanie stanu zapalnego. Pasze też nie są obiecujące, często to faktycznie tani pic na wodę. Jeżeli masz możliwość skupienia się na operacji, czyli fundusze i nie masz obaw co do tego, radziłabym zdecydować się na zabieg. To wydaje się najbardziej rozsądne, bo zdawanie się na to "MOŻE", czasami jeszcze zaszkodzi konikowi. Życzę Ci i Twojemu konikowi szczęścia w leczeniu.*Czasami ten wet. od krów ma więcej doświadczenia, wiem, bo miałam podobnie, jak mój koń kolkował...*
No niestety właśnie największe obawy mam co do leczenia operacyjnego...
Chodzi o ryzyko związane z operacją?
Dokładnie tak, wiadomo- nogi to u konia najważniejsza sprawa, nie wybaczyłabym sobie gdyby coś poszło nie tak, już wolałabym żeby kobyła była tylko do kochania i jako kosiarka niż gdybym skazała ją na jeszcze większe cierpienie.Ciężka decyzja przede mną i nie wiem czy wystarczy mi na jej podjęcie czasu do wiosny..
Nie ma 13 lat, więc nie wypowiem się jako autorytet.Decyzję i tak podejmiesz sama, ale zdecydowanie doradzałabym konsultację z jeszcze jednym dobrym weterynarzem (bo jak zrozumiałam, "koński" oglądał ją jeden). Dobrym, czyli z doświadczeniem w końskiej ortopedii i z odpowiednim sprzętem diagnostycznym. Lepiej zainwestować w porządną diagnostykę niż pchać się w niepewne leczenie.Na pocieszenie powiem, że znam kucyka, który miał problem z wypadającą rzepką i... przeszło. Samo. Jest dobrze przebadany i nic mu nie dolega. Co nie znaczy oczywiście, że masz zostawić konia bez leczenia, ale trzeba być dobrej myśli.Zastanawia mnie co oznacza, że klacz ma chude nogi w stosunku do reszty. Czyli jest gruba? To może warto odchudzić? Nadwaga na pewno nie pomaga w żadnym schorzeniu, a najmniej w dotyczącym nóg.
Jestemzlasu weterynarz od krów jako jedyny zdjagnozował roblem w chwili gdy pojawił się po raz pierwszy.Metody leczenia konsultowałam już z wetem który w naszym regionie jest uważany za jednego z guru w końskim świecie i to właśnie on te metody mi proponował.Co do proporcji nóg do reszty ciała- kobyła nie jest gruba tylko ma wyjątkowe chude i słabe giry jak to wet "guru" określił.
to tak... ja mam pod opieką kobyłkę 11 z podobnym schorzeniem które jest niestety konsekwencjom 2 urazów, konsultowałam to z kilkoma weterynarzami i dostałam podobna diagnozę jak ty że albo operacja albo w sumie trawka, po takiej diagnozie nie podałam się jednak skonsultowałam się z kilkoma koniarzami (którzy są z zawodu weterynarzami, co prawda małych zwierząt ale jednak), a oni konsultowali to ze znajomymi z zagranicznych klinik, więc okazuje się ze jest trzecie wyjście bardzo pracochłonne i czasochłonne ale jest otóz nalezy wzmocnić końskie nogi poprzez prace z ziemi regularne chodzenie najpierw stęp potem kłus ( to u mnie jest to jednostronne, więc zamiast kłusa zalecany jest galop), a także co chyba najważniejsze trzymanie konia na właściwym podłożu zarówno w boksie jak i na wybiegu, nie może być śliskie ani nierówna, chodzi o o żeby w żaden sposób konik nie mógł sobie jej nadwyrężyć ślizgając się lub potykając, efekty są jednak dopiero po 3-4 miesiącach regularnej pracy
stan, o którym piszesz jest najbardziej powszechny właśnie wśród młodych koni oraz kucy i zwykle jest związany ze zbyt słabo rozwiniętymi mięśniami kończyn miednicznych, zwłaszcza czworogłowego i dwugłowego uda, które utrzymują rzepkę w prawidłowym położeniu. dodatkowo, bardziej predysponowane są konie ze zbyt stromo skątowanymi kończynami (rycina D ). w łagodniejszych stanach zwiększenie ruchu, w kierunku rozbudowy mięśni zadu wystarcza, by zapobiec ponownym zwichnięciom. 2 "epizody" to jeszcze za mało by wyrokować, ale wystarczająco dużo żeby podjąć się konkretnej diagnostyki (badaniem palpacyjne + RTG). ważne jest, by nie zwlekać, bo czas jak zwykle w niezdiagnozowanych przypadkach, działa tu na szkodę! desmotomia, o której piszesz jest procederem OSTATECZNYM, kiedyś bardzo częstym, dziś już nie cieszącym się popularnością, ze względu na występujące nierzadko powikłania pooperacyjne. jeśli znasz angielski dość dobrze, polecam zapoznać się z tą stroną: http://www.equestmagazine.com/v4s2/article03-02-c3.php - rzeczowo i zwięźle wszystko wyjaśnili. w razie czego pomogę. pozdrawiam.
dziękuje za odpowiedzi, podsumowując- młoda ma bardzooo dużo ruchu, padokowana codziennie, maltretuje ją również na ujeżdżalni- ganiam z nią ręku, na lonze jeszcze za wcześnie bo nawet 2 lat nie ma.ale jest jedno ALE- mianowicie zejście na łąki jest strome, więc tu dodatkowo dochodzi możliwość naciągania ścięgien, choć z drugiej strony to też dobre ćwiczenie dla mięśni.Operacji mimo wszystko jednak się raczej nie podejmę. już wolę żeby za kosiarke do końca swych dni robiła niż gdyby miało pójść coś nie tak.Dziękuje bardzo za artykuł, zaraz będę się wczytywać.
wszelkiego rodzaju pagórki, w przypadku niedostatecznej rozbudowy mięśni zadu są jak najbardziej wskazane, ale w połączeniu z wadami anatomicznymi rzeczywiście mogą stanowić pewien problem, zwłaszcza jeśli są bardzo strome.kobyłka jest jeszcze bardzo młoda, więc głowa do góry! incydenty zwichnięcia są dla zwierzaka z pewnością bolesne i stresujące, więc zadbaj tylko, żeby ją zbadał ktoś kompetentny i podpowiedział Ci jak pokierować ewentualną terapią/leczeniem.życzę pomyślności i pozdrawiam!