Ostatnoi jak byłam miałam kuca który mi zagalopował ja mu na to pozwolilam na co on przyspieszył i zaczal brykać a ja spadlam:] Za drugim razem się utrzymałam;]
Na obozie jak byłam początkująca pojechałam w teren na klaczy która w galopie wszystkie konie wyprzedziła a z czołowym zaczęla się kopać ja spadłam i prawie uderzyłam głową w pień.
Na hali konik mi w galopie scioł zakręt a ja spadłam uderzając głową w sścianę i spadając nie fartownie na bark który złamałam :[
mój ostatni upadek? hmmm.
to było chyba przy skokach. xd
jeździłam wtedy na Palomie. troszkę mi wtedy wariowała, ale ja się nie
poddaję tak łatwo. w czasie lekcji miałam pierwsze skoki na padoku.
wcześniej trochę galopu. u mnie na lekcjach jest tak, że najpierw są
koziołki a zaraz za nimi przeszkoda. no więc tak. wjechałam na koziołki.
Paloma szła ładnym kłusem spokojnym przez sam środek a przed samą
przeszkodą skręciła mi w bok, a ja niestety nie utrzymałam równowagi i
przeleciałam nad przeszkodą. xd
upadłam na tyłek. a mam takiego pecha, że nie mogę spadać, ponieważ mam
problemy z kręgosłupem. wieczorem trochę bolało ale nic poważnego nie
było :)
daję jeszcze zdjęcie.
Maciek (instruktor) wychwycił dobry moment. xd
HA HA ja miałam tyle upadków że nie potrafię ich zliczyć.. Zawsze dostawałam najcięższe konie takie z którymi ciężko sobie poradzić i szczerze zawsze upadałam na głowę i nic mi do tej pory nie jest. Dzięki takim wypadkom u mnie w stajni mam przydomek porażka:)Ale jeżdżę dobrze i mam dwa swoje koniki:> Siwego araba i kucyka:P
Kilka razy zdarzyło się spaść z konia, ale pamiętny upadek był gdy jechałam na temperamentnym angloarabie. Po niedługim czasie spokojnej jazdy po prostu zacwałował i nie dałam rady go zatrzymać ponieważ automatycznie położyłam mu się na szyję co go dodatkowo przyspieszyło. Przerzucił mnie przez szyję i jeszcze mnie podeptał po nogach. Szczęście miałam, że nic mi się nie stało a koń podeptał mnie jakoś wyjątkowo delikatnie ;) Staram się zawsze pamiętać o odchylaniu się do tyłu przy nagłym cwałowaniu konia, ale mi to jakoś nie wychodzi ;P
w sumie to miałam jeszcze 3 upadki. mój pierwszy upadek zaliczyłam w tym roku w ferie. i to na dodatek w swoje urodziny. xdjechaliśmy szosą. ja jechałam na Magu. i mieliśmy mijać się z traktorem. kierowca zamiast się zatrzymać i wyłączyć silnik jechał dalej. konie się spłoszyły. wbiegły w zaspy. zgubiłam jedno strzemię i stwierdziłam, że lepiej spaść, niż panikować i rąbnęłam w metrowy śnieg.drugi upadek był, jak wracaliśmy. wyprzedzał nas samochód z plandeką i znów to samo.mój koń w bok. i leżę w śniegu. xddo stajni wróciłam cała mokra.trzeci upadek był w marcu. pojechałam na wieś. razem z Maćkiem, Eweliną i Asią pojechaliśmy w teren. ja oczywiście byłam na Magu. byliśmy na takich górkach z piachem. i Mag położył się pode mną i zaczął tarzać. xd no dobra. ale najlepsze było to, że jak wstawał to chciałam na niego wskoczyć, żeby wstać razem z nim. no i nie zdążyłam. zaczepiłam tylko nogą i walnęłam o ziemię. xd
Dzisiaj miałam dość nieprzyjemną sytuację. Jechałyśmy w czteroosobowym zastępie. Wszystko było bardzo dobrze. Każdy mógł jechać we własnym tempie, bo czołowy miał szybkiego konia (wyrywał do przodu), ten za nim chciał mu dorównać, ja przytrzymywałam konia i miała sporą lukę między przodem, a za mną jeszcze jeden jeździec proszący o zwolnienie. Wszystko było dobrze. Był kłus i nagle ostatni koń zaczął strzelać baranki, mój przestraszył się czegoś w krzakach i odbił mocno w lewo, a ja zostałam z przodu. Czyli jednym słowem upadłam. Konie wyrwały do przodu chcąc się prześcignąć. Te dwa z przodu wyrwały cwałem. Rozpoczął się wyścig. Koni nie można było zatrzymać. Kiedy to się skończyło ja z koleżanką pozbierałyśmy się z ziemi i poszłyśmy w kierunku już stojących koni. Wyglądało, że już się wyszalały. Chcę podejść do konia, jestem już przy siodle a ten mi z tylnego kopyta. Coś jednak czuwało nade mną i walnął mnie w udo. Jakby trafił w kolano miałbym już po nim. Teraz mam odciśnięte kopyto w kolorze niebieskim ze szramą po środku. Boli jak nie wiem co, ale kości są całe. Aż wstyd się przyznać, ale naprawdę się przestraszyłam i zaczęłam się bać. Jasne, wiadomo koń jest zwierzęciem płochliwym i takie sytuacje są wpisane w jeździectwo, ale to mnie przekonało, że chyba nie jestem na to gotowa. Jutro nie mam zamiaru galopować. Chcę wsiąść na konia i przynajmniej samą siebie przekonać, że nie wszystkie konie ponoszą. Na małej ujeżdżalni poćwiczę dosiad, żeby przy nagłych skrętach jakoś utrzymać się w siodle o ile jeszcze się zdecyduję na jazdę...
spokojnie. a pewno się zdecydujesz. to się zdarza. :) widziałam sytuację, jak koń stanął na żebro mojej koleżance. spróbuj o tym zapomnieć.ja kiedyś dostałam od konie z kopa w biodro. :) ale na szczęście lekko.
Pewnie panikuję :) Uświadomiłam sobie jednak, że kiedyś kompletnie się nie bałam koni. Podchodziłam do nich z pewnością. Im dłużej przebywam z nimi widzę po sobie, że zaczynam się ich bać. One to wyczuwają i dzieje się jak dzieje. Ale kto jest na koni bywa i pod koniem ;)
Spoko Becia, przecież chyba każdy z nas tutaj spadł z konia, został podeptany i dostał kopniaka - ja akurat tak i to mnie nie przestraszyło. Wręcz przeciwnie, po każdym upadku wsiadłam od razu na konia, żeby mu nie okazywać strachu i oczywiście sama w sobie musiałam się przemóc żeby opanować strach. Wiadomo, że za pierwszym razem było to dla mnie tak trudne, że chciałam uciec z ujeżdżalni, ale jak się kocha konie, jazdę konną, to nic innego nie jest ważne :) Jeżdżę nadal, bo trzymam się zasady "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" :D
Niestety zdarza się, że po takich wypadkach czlowiek uświadamia sobie jakim stworzeniem jest koń. Te wydarzenie powinno być dla Ciebie ,,silnikiem"" do dalszej pracy, aby byś silną nie mozesz się poddać :)!
Po upadku został siniak, ale na konia da się wsiąść :) Tylko coś mi się wydaje, że jest nie tak. Nie jestem wyśmienitym jeźdźcem, każda jazda jest wyzwaniem. Dosłownie wyzwaniem. Każdą jazdę mam na innym koni i zawsze jest to samo. Jadę po czworoboku, a ten (albo ta) schodzi mi do środka. Jest kałuża to oczywiście musi ją ominąć i ściąć róg. W zastępie nie chciała iść za końmi. Jak byłam sama to samo. Łydka, dosiad, wodze - zero reakcji. Idzie po swojemu. Instruktror zostawił mnie na jakiś czas żebym sama spróbowała dojść co i jak, ale wiadomo jak nie patrzy "ten ważniejszy" to koń możne robić po swojemu. Instruktor ciągle mi wpaje te same śpiewki - to ty rządzisz, to ty musisz zażądać gdzie chcesz iść, to ty masz być bossem, to ty, a nie koń. Coś mi się wydaje, że przed wejściem na konia będę musiała najpierw wyćwiczyć stanowczość, bez tego ani rusz.
Ostatnio na obozie jeździłam na Dumie. Szłyśmy stępem, a ona się czegoś spłoszyła i ruszyła szybkim kłusem (albo galopem, nie pamiętam) ja zgubiłam strzemiona, a ona się potknęła. Przeleciałam przez szyję.
jeszcze nie spadłam z konia, ale gdy ostatnio jeździłam na energicznym koniu to zaczeliśmy od dwóch kółek stempem, a potem zaczeliśmy jechac kłusem ja jechałam akurat ostatnia, i nie kapnełam sie że jedziemy kłusem oni dojechali do 2/5 kółka ja dopiero zaczełam kłusowac, zaczełam anglezowac i nagle teffi zaczą galopowac, myślałam że zaraz znajde sie w piachu, ale tak się nie stało, wtedy złapałam się końskiej grzywy, i jakimś sposobem przeszłam do stempa. Adrenalina mi tak podskoczyła że naprawde.
Opisujcie swoje upadki z konia i inne groźne sytuacje, wypadki związane z końmi :-)
Ostatnoi jak byłam miałam kuca który mi zagalopował ja mu na to pozwolilam na co on przyspieszył i zaczal brykać a ja spadlam:] Za drugim razem się utrzymałam;] Na obozie jak byłam początkująca pojechałam w teren na klaczy która w galopie wszystkie konie wyprzedziła a z czołowym zaczęla się kopać ja spadłam i prawie uderzyłam głową w pień. Na hali konik mi w galopie scioł zakręt a ja spadłam uderzając głową w sścianę i spadając nie fartownie na bark który złamałam :[
mój ostatni upadek? hmmm. to było chyba przy skokach. xd jeździłam wtedy na Palomie. troszkę mi wtedy wariowała, ale ja się nie poddaję tak łatwo. w czasie lekcji miałam pierwsze skoki na padoku. wcześniej trochę galopu. u mnie na lekcjach jest tak, że najpierw są koziołki a zaraz za nimi przeszkoda. no więc tak. wjechałam na koziołki. Paloma szła ładnym kłusem spokojnym przez sam środek a przed samą przeszkodą skręciła mi w bok, a ja niestety nie utrzymałam równowagi i przeleciałam nad przeszkodą. xd upadłam na tyłek. a mam takiego pecha, że nie mogę spadać, ponieważ mam problemy z kręgosłupem. wieczorem trochę bolało ale nic poważnego nie było :) daję jeszcze zdjęcie. Maciek (instruktor) wychwycił dobry moment. xd
HA HA ja miałam tyle upadków że nie potrafię ich zliczyć.. Zawsze dostawałam najcięższe konie takie z którymi ciężko sobie poradzić i szczerze zawsze upadałam na głowę i nic mi do tej pory nie jest. Dzięki takim wypadkom u mnie w stajni mam przydomek porażka:)Ale jeżdżę dobrze i mam dwa swoje koniki:> Siwego araba i kucyka:P
Kilka razy zdarzyło się spaść z konia, ale pamiętny upadek był gdy jechałam na temperamentnym angloarabie. Po niedługim czasie spokojnej jazdy po prostu zacwałował i nie dałam rady go zatrzymać ponieważ automatycznie położyłam mu się na szyję co go dodatkowo przyspieszyło. Przerzucił mnie przez szyję i jeszcze mnie podeptał po nogach. Szczęście miałam, że nic mi się nie stało a koń podeptał mnie jakoś wyjątkowo delikatnie ;) Staram się zawsze pamiętać o odchylaniu się do tyłu przy nagłym cwałowaniu konia, ale mi to jakoś nie wychodzi ;P
w sumie to miałam jeszcze 3 upadki. mój pierwszy upadek zaliczyłam w tym roku w ferie. i to na dodatek w swoje urodziny. xdjechaliśmy szosą. ja jechałam na Magu. i mieliśmy mijać się z traktorem. kierowca zamiast się zatrzymać i wyłączyć silnik jechał dalej. konie się spłoszyły. wbiegły w zaspy. zgubiłam jedno strzemię i stwierdziłam, że lepiej spaść, niż panikować i rąbnęłam w metrowy śnieg.drugi upadek był, jak wracaliśmy. wyprzedzał nas samochód z plandeką i znów to samo.mój koń w bok. i leżę w śniegu. xddo stajni wróciłam cała mokra.trzeci upadek był w marcu. pojechałam na wieś. razem z Maćkiem, Eweliną i Asią pojechaliśmy w teren. ja oczywiście byłam na Magu. byliśmy na takich górkach z piachem. i Mag położył się pode mną i zaczął tarzać. xd no dobra. ale najlepsze było to, że jak wstawał to chciałam na niego wskoczyć, żeby wstać razem z nim. no i nie zdążyłam. zaczepiłam tylko nogą i walnęłam o ziemię. xd
Dzisiaj miałam dość nieprzyjemną sytuację. Jechałyśmy w czteroosobowym zastępie. Wszystko było bardzo dobrze. Każdy mógł jechać we własnym tempie, bo czołowy miał szybkiego konia (wyrywał do przodu), ten za nim chciał mu dorównać, ja przytrzymywałam konia i miała sporą lukę między przodem, a za mną jeszcze jeden jeździec proszący o zwolnienie. Wszystko było dobrze. Był kłus i nagle ostatni koń zaczął strzelać baranki, mój przestraszył się czegoś w krzakach i odbił mocno w lewo, a ja zostałam z przodu. Czyli jednym słowem upadłam. Konie wyrwały do przodu chcąc się prześcignąć. Te dwa z przodu wyrwały cwałem. Rozpoczął się wyścig. Koni nie można było zatrzymać. Kiedy to się skończyło ja z koleżanką pozbierałyśmy się z ziemi i poszłyśmy w kierunku już stojących koni. Wyglądało, że już się wyszalały. Chcę podejść do konia, jestem już przy siodle a ten mi z tylnego kopyta. Coś jednak czuwało nade mną i walnął mnie w udo. Jakby trafił w kolano miałbym już po nim. Teraz mam odciśnięte kopyto w kolorze niebieskim ze szramą po środku. Boli jak nie wiem co, ale kości są całe. Aż wstyd się przyznać, ale naprawdę się przestraszyłam i zaczęłam się bać. Jasne, wiadomo koń jest zwierzęciem płochliwym i takie sytuacje są wpisane w jeździectwo, ale to mnie przekonało, że chyba nie jestem na to gotowa. Jutro nie mam zamiaru galopować. Chcę wsiąść na konia i przynajmniej samą siebie przekonać, że nie wszystkie konie ponoszą. Na małej ujeżdżalni poćwiczę dosiad, żeby przy nagłych skrętach jakoś utrzymać się w siodle o ile jeszcze się zdecyduję na jazdę...
spokojnie. a pewno się zdecydujesz. to się zdarza. :) widziałam sytuację, jak koń stanął na żebro mojej koleżance. spróbuj o tym zapomnieć.ja kiedyś dostałam od konie z kopa w biodro. :) ale na szczęście lekko.
Pewnie panikuję :) Uświadomiłam sobie jednak, że kiedyś kompletnie się nie bałam koni. Podchodziłam do nich z pewnością. Im dłużej przebywam z nimi widzę po sobie, że zaczynam się ich bać. One to wyczuwają i dzieje się jak dzieje. Ale kto jest na koni bywa i pod koniem ;)
Spoko Becia, przecież chyba każdy z nas tutaj spadł z konia, został podeptany i dostał kopniaka - ja akurat tak i to mnie nie przestraszyło. Wręcz przeciwnie, po każdym upadku wsiadłam od razu na konia, żeby mu nie okazywać strachu i oczywiście sama w sobie musiałam się przemóc żeby opanować strach. Wiadomo, że za pierwszym razem było to dla mnie tak trudne, że chciałam uciec z ujeżdżalni, ale jak się kocha konie, jazdę konną, to nic innego nie jest ważne :) Jeżdżę nadal, bo trzymam się zasady "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" :D
Niestety zdarza się, że po takich wypadkach czlowiek uświadamia sobie jakim stworzeniem jest koń. Te wydarzenie powinno być dla Ciebie ,,silnikiem"" do dalszej pracy, aby byś silną nie mozesz się poddać :)!
cóż jest też takie powiedzenie "kto z konia nie spada, kto na niego nie wsiada" (czy coś takiego, nie pamiętam dokładnie)
Po upadku został siniak, ale na konia da się wsiąść :) Tylko coś mi się wydaje, że jest nie tak. Nie jestem wyśmienitym jeźdźcem, każda jazda jest wyzwaniem. Dosłownie wyzwaniem. Każdą jazdę mam na innym koni i zawsze jest to samo. Jadę po czworoboku, a ten (albo ta) schodzi mi do środka. Jest kałuża to oczywiście musi ją ominąć i ściąć róg. W zastępie nie chciała iść za końmi. Jak byłam sama to samo. Łydka, dosiad, wodze - zero reakcji. Idzie po swojemu. Instruktror zostawił mnie na jakiś czas żebym sama spróbowała dojść co i jak, ale wiadomo jak nie patrzy "ten ważniejszy" to koń możne robić po swojemu. Instruktor ciągle mi wpaje te same śpiewki - to ty rządzisz, to ty musisz zażądać gdzie chcesz iść, to ty masz być bossem, to ty, a nie koń. Coś mi się wydaje, że przed wejściem na konia będę musiała najpierw wyćwiczyć stanowczość, bez tego ani rusz.
Ostatnio na obozie jeździłam na Dumie. Szłyśmy stępem, a ona się czegoś spłoszyła i ruszyła szybkim kłusem (albo galopem, nie pamiętam) ja zgubiłam strzemiona, a ona się potknęła. Przeleciałam przez szyję.
jeszcze nie spadłam z konia, ale gdy ostatnio jeździłam na energicznym koniu to zaczeliśmy od dwóch kółek stempem, a potem zaczeliśmy jechac kłusem ja jechałam akurat ostatnia, i nie kapnełam sie że jedziemy kłusem oni dojechali do 2/5 kółka ja dopiero zaczełam kłusowac, zaczełam anglezowac i nagle teffi zaczą galopowac, myślałam że zaraz znajde sie w piachu, ale tak się nie stało, wtedy złapałam się końskiej grzywy, i jakimś sposobem przeszłam do stempa. Adrenalina mi tak podskoczyła że naprawde.