Mam mały problem, ciężko jest mi zagalopować. Uczono mnie tak: (przy narożniku) delikatnie rozluźnione wodze, kłus ćwiczebny, (w samym narożniku) zamknięta wewnętrzna wodza, działanie zewnętrzną łydką, przesuniętą do tyłu i "wypychający " dosiad. W skrócie, ja robię coś takiego, ale nie bardzo mi to wychodzi. Czy to może być spowodowane słabymi łydkami? Bo wydaje mi się, że takie , bo przy pewnym szkółkowym koniku jest mi dosyć ciężko do samego kłusa przejść. Proszę o pomoc :)
Nie ma pojedynczej pomocy do zagalopowania. Jest to ciąg pomocy, które należy poprawnie wykonać, żeby uzyskać pożądany efekt jakim jest poprawne zagalopowanie. Trzeba jechać aktywnym kłusem (co nie znaczy "szybkim"). Gdy chcemy przejść do galopu trzeba delikatnie przesunąć do tyłu zewnętrzną łydkę, drugi etap to półparada i dopiero przyłożenie wewnętrznej łydki i delikatne wypchnięcie do galopu. Ale wypchnięcie ma być delikatne, a nie rzucanie się po siodle, bo koń nie będzie wiedział o co Ci chodzi. Oczywiście zewnętrzna wodza napięta, wewnętrzna rozluźnia, ale to banał.
Ćwicz ćwicz, aż się uda :D U nas w szkółce mamy takiego konia, że aby w ogóle ruszył to trzeba się wysilić. Do kłusa bez pomocy bata/palcata się nie przejdzie, nie mówiąc już o galopie... Więc radzę Ci wziąć bat czy palcat i spróbować. Może jeden klaps wystarczy? No chyba, że koń boi się batów, to wtedy lepiej nie próbować. W ćwiczebnym nie spinaj się, siedź prosto a przede wszystkim się nie pochylaj. Ćwiczebnym spróbuj pojechać nie w samym narożniku, ale kilka metrów przed nim. To pozwoli Ci dopasować rytm i uspokoi łydkę. Wtedy będzie Ci łatwiej. Ja sama jeżdżę z pół roku, od 3 miesięcy galopuję. Stosuję te techniki i tylko kilka razy nie udało mi się wykonać galopu, bo np. kucykowi się kupki zachciało, czy ptak jakiś wleciał na ujeżdżalnię.
Mnie uczono tak (sprawdza się przy każdym koniu, nawet po drugiej stronie Polski):Jedziesz kłusem anglezowanym w prawo.Jeśli chcesz zagalopować na prawą nogę, to robisz tak:- lewą nogę dajesz za popręg lub w razie potrzeby nieco dalej,- prawą nogę dajesz na popręg, lub w tych okolicach (ogólnie żeby lewa była dale niż prawa),- luzujesz trochę wodze (nie potrzeba, chodzi o to, żeby konik mógł wyciągać szyję i nie ciągnął ciebie do przodu)- kłus ćwiczebny, dociskasz łydki (lub wypychasz) w dobrym ułożeniu i oddajesz na czas zagalopowania wodze.
Jednego chyba nie ma w twoim zagalopowaniu sliwka19 (a jeżeli nie doczytałam, to przepraszam). Owszem, zewnętrzna łydka musi cofnąć się o 1-2 dłonie za popręg i dać koniowi impuls, ale nie zapominajmy o tej wewnętrznej. Ona także musi się cofnąć za popręg, ale już tylko pół dłoni i także pobudzić konia. Przynajmniej w mojej stajni konie są do tego przyzwyczajone i na coś takiego reagują jeśli chodzi o łydki. Oczywiście wszystkie inne elementy, które opisałaś też są potrzebne.Powodzenia.
Mam mały problem, ciężko jest mi zagalopować. Uczono mnie tak: (przy narożniku) delikatnie rozluźnione wodze, kłus ćwiczebny, (w samym narożniku) zamknięta wewnętrzna wodza, działanie zewnętrzną łydką, przesuniętą do tyłu i "wypychający " dosiad. W skrócie, ja robię coś takiego, ale nie bardzo mi to wychodzi. Czy to może być spowodowane słabymi łydkami? Bo wydaje mi się, że takie , bo przy pewnym szkółkowym koniku jest mi dosyć ciężko do samego kłusa przejść. Proszę o pomoc :)
Nie ma pojedynczej pomocy do zagalopowania. Jest to ciąg pomocy, które należy poprawnie wykonać, żeby uzyskać pożądany efekt jakim jest poprawne zagalopowanie. Trzeba jechać aktywnym kłusem (co nie znaczy "szybkim"). Gdy chcemy przejść do galopu trzeba delikatnie przesunąć do tyłu zewnętrzną łydkę, drugi etap to półparada i dopiero przyłożenie wewnętrznej łydki i delikatne wypchnięcie do galopu. Ale wypchnięcie ma być delikatne, a nie rzucanie się po siodle, bo koń nie będzie wiedział o co Ci chodzi. Oczywiście zewnętrzna wodza napięta, wewnętrzna rozluźnia, ale to banał.
Ćwicz ćwicz, aż się uda :D U nas w szkółce mamy takiego konia, że aby w ogóle ruszył to trzeba się wysilić. Do kłusa bez pomocy bata/palcata się nie przejdzie, nie mówiąc już o galopie... Więc radzę Ci wziąć bat czy palcat i spróbować. Może jeden klaps wystarczy? No chyba, że koń boi się batów, to wtedy lepiej nie próbować. W ćwiczebnym nie spinaj się, siedź prosto a przede wszystkim się nie pochylaj. Ćwiczebnym spróbuj pojechać nie w samym narożniku, ale kilka metrów przed nim. To pozwoli Ci dopasować rytm i uspokoi łydkę. Wtedy będzie Ci łatwiej. Ja sama jeżdżę z pół roku, od 3 miesięcy galopuję. Stosuję te techniki i tylko kilka razy nie udało mi się wykonać galopu, bo np. kucykowi się kupki zachciało, czy ptak jakiś wleciał na ujeżdżalnię.
Dzięki za rady, jak bd teraz, to się zastosuję :) Dziękiii ;*
Mnie uczono tak (sprawdza się przy każdym koniu, nawet po drugiej stronie Polski):Jedziesz kłusem anglezowanym w prawo.Jeśli chcesz zagalopować na prawą nogę, to robisz tak:- lewą nogę dajesz za popręg lub w razie potrzeby nieco dalej,- prawą nogę dajesz na popręg, lub w tych okolicach (ogólnie żeby lewa była dale niż prawa),- luzujesz trochę wodze (nie potrzeba, chodzi o to, żeby konik mógł wyciągać szyję i nie ciągnął ciebie do przodu)- kłus ćwiczebny, dociskasz łydki (lub wypychasz) w dobrym ułożeniu i oddajesz na czas zagalopowania wodze.
Jednego chyba nie ma w twoim zagalopowaniu sliwka19 (a jeżeli nie doczytałam, to przepraszam). Owszem, zewnętrzna łydka musi cofnąć się o 1-2 dłonie za popręg i dać koniowi impuls, ale nie zapominajmy o tej wewnętrznej. Ona także musi się cofnąć za popręg, ale już tylko pół dłoni i także pobudzić konia. Przynajmniej w mojej stajni konie są do tego przyzwyczajone i na coś takiego reagują jeśli chodzi o łydki. Oczywiście wszystkie inne elementy, które opisałaś też są potrzebne.Powodzenia.