Co sądzicie o złamaniu konia? Mam do czynienia z bardzo agresywnym koniem już o nim pisałam w tamtym roku zaczynało być lepiej ale na zimę nie mieliśmy możliwości pracować gdyż bardzo nas zasypało a nie posiadamy krytej ujeżdżalni. Koń jest miły ufa ludziom ale jak już zaczyna się ją czyścić np na pastwisku to nie można skończyć bo gdy tylko chce się od niej odejść rzuca się z kopytami kuli uszy i staje dęba idąc na człowieka ;/ jest okropna pracuję już z nią rok w tym pół roku z bardzo doświadczona trenerką i niestety doszliśmy tylko do tego że chodzi na dwóch lonżach w lonżowniku (na jednej nie może gdyż też rzuca się z kopytami i trzeba korygować ją zewnętrzną lonżą) o metodach naturalnych można zapomnieć. Ostatnio byłam na "pokazie" i tam że tak powiem cowboy pracował z koniem z ziemi mówił że koń musi mieć szacunek do człowieka itp i że jeśli od małego się go tego nie nauczy to można opornego konia (tak jak moja Tercja) "złamać" tj. położyć go na chama ale nie robiąc mu krzywdy i trzymać kiedy będzie sam chciał w stać dopiero jak np ja mu każę żeby wstał to będzie mógł to zrobić. Osobiście uczyłam konie kłaść się nawet córkę Tercji ale nigdy nie stosowałam tego żeby pokazać koniu że ja tu rządzę. W tamtym roku wylądowałam przez nią w szpitalu z połamanymi żebrami bo stanęła dęba a ja nie zdąrzyłam odskoczyć jest to koń zimnokrwisty co utrudnia mi pracę ;/ Mojej trenerce juz ręce opadają a właściciel chce ją sprzedać na rzeź bo boi się że ona może komuś zrobić prawdziwą krzywdę ;/ Tylko nie piszcie żebym ją zostawiła czy coś bo mam za mało doświadczenia jeżdże już 10 lat ciągle się uczę ale kocham tego konika i chcemy ją jakos uratować z pania trener. a może powinnam dalej ją męczyć na tych 2 lonżach i pomału na nią wsiadać (już na niej siedziałam do póki jej nie odwaliło) i przetrwać to co zrobi Tu są zdj Tercji :) https://lh5.googleusercontent.com/-qBV4QvNkXxE/UGSD-DNQ1jI/AAAAAAAABRk/nV-snDBGvY4/s640/DSC01828.JPG https://lh6.googleusercontent.com/-IhOWtK2t60c/UGShbXOIeYI/AAAAAAAABZ8/r70JyeZ0Nvk/s512/DSC06435.JPG
Co ci można poradzić ? Ostatnią
szansą dla was jest ktoś w rodzaju „ Zaklinacza Koni” są to
ludzie dogłębnie znający psychologię koni ,bo układanie konia
nie opiera się na sile i brutalność , tylko na zrozumieniu jego
psychiki i zachowań . Jest to pewnego rodzaju dar. A w ogóle
pisanie o układaniu konia przez internet jest bezsensowne , każdy
koń jest inny ma własną nie powtarzalną osobowość , nie da się
napisać instrukcji układania konia .
Jeja jak Szary Pielgrzym ładnie napisał "Ktoś w rodzaju "Zaklinacza koni" :D. Co znaczy znać psychologię koni dogłębnie, skoro każdy koń jest inny? No ale mniejsza o to, mieliśmy tutaj mówić o łamaniu koni to mówmy...Słuchaj lotna110, na pewno nie będę twierdził że masz konia zostawić, bo to nie rozwiązanie :P, ani żebyś szukała Zaklinacza koni, bo o takich to ciężko, jeśli w ogóle istnieją. Sam Monty Roberts twierdził że nie poznał jeszcze w 100% psychiki koni, bo jest ona zbyt rozbudowana. Więc ja uważam że zaklinacz koni to bajka i film, więc też abstrakcji go pozostawmy. Po prostu sama stań się zaklinaczką tegoż konia. Do każdego konia trzeba mieć indywidualne podejście. Nie wiem jak Wy to robicie, ja bardzo często (w szczególności tzw. trudne konie) obserwuję wpierw, zanim zrobię chociaż milimetr w ich stronę. Patrzę jak się zachowuje, jak reaguje na moje zachowanie i analizuję. Tak wygląda nauka. Uczę się zachowania danego konia (bo jeden koń nie pokaże Tobie zachowań wszystkich koni, dlatego jeździectwa uczymy się całe życie). Jeśli masz tą trenerkę to super, bo wówczas gdy ona coś robi, Ty możesz stać dalej, przyglądać się i analizować. Potem omawiać z tą trenerką i próbować czegoś innego. Nie wiem dokładnie w czym jest problem więc dlatego piszę ogólnikowo. Teraz jeśli chodzi o łamanie koni. Możliwe że po tym co teraz powiem, wszyscy "miłośnicy koni" będą mnie wytykać palcami i bluzgać na mnie, ale mi to w sumie nie robi. Konia zawsze TRZEBA ZŁAMAĆ. Łamanie konia nie polega na ostrych narzędziach pracy (ale też ich nie wyklucza). Nawet samym spokojem i cierpliwością łamiemy konia. Koń musi być złamany, by nas się słuchał, by Nas rozumiał i żeby mógł w pewnym momencie współpracować, gdzie owa współpraca może się opierać na przyjaźni. Konie jak każde inne zwierze, opiera swoją psychikę na powtórzeniach, ale co najważniejsze na komforcie. A mianowicie gdy jeździmy na koniu to nie dlatego bo powiedzieliśmy do niego "Zenek, jak tak przyłożę łydki to masz iść do przodu, a jak tak, to masz zwolnić albo się zatrzymać, czy też skręcić", po czym Zenek odpowiada "No spoko - to do dzieła!" Po prostu jak tak przykładamy łydki, cały nasz dosiad, cały tyłek idzie do przodu, porusza grzbiet konia do przodu, więc koniowi jest wygodnie iść do przodu niż stać w miejscu. Gdy się zajeżdża konia, koń początkowo szuka komfortu, gdy go znajdzie, to odpuszcza, bo np zrozumie o co Nam chodzi. Więc łamanie konia nie opiera się tylko na powaleniu konia na glebę i trzymanie go aż koń nie odpuści. Łamanie konia polega na tym, żeby z nim wygrywać. Dlatego w jeździectwie jest zasada "NIGDY NIE KOŃCZYMY ŹLE, ZAWSZE KOŃCZYMY PRACĘ Z KONIEM DOBRZE I NA DOBRYM POPRZESTAJEMY". Gdy koniowi się uda Nas w jajo zrobić raz, drugi i enty to zawsze będzie kombinował by nas robić w jajo i postawić na swoim a tak być nie może. Przykładowo kiedyś Hiszpańscy cowboy"e łamali w nieco specyficzny sposób konie, ale skuteczny. A mianowicie, przynajmniej trzech ludzi trzymało w zagrodzie tak konia, żeby ten nie mógł ani wierzgnąć, ani dać kroku do przodu, do tyłu czy też na bok. Wówczas jeden śmiałek wsiadał na tegoż konia. Otwierano drzwi zagrody i koń sunął przez łąki pola tyle co mu fabryka dała, a śmiałek nic nie miał robić, tylko siedzieć. W pewnym momencie po zmierzchu, śmiałek wracał na tym koniu do stajni, bo gdy ten cwałem zasuwał kilometrami w końcu był padnięty, wtedy śmiałek miał nad nim władzę i do stajni wracali stępem. Po prostu koń zobaczył, że się zmęczył, zdyszał, stracił całą energię, a nic tym nie zyskał. Jeśli chodzi o mnie to kiedyś u Aleksa Jarmuły nauczyłem się łamać w inny sposób konie. A mianowicie dostałem niezajeżdżonego ogiera do jeżdżenia. Ja nie lubię lonżować koni przed wejściem na nie, a o tym nawet nie wiedziałem że nie jest zajeżdżony. Więc wyczyściłem, osiodłałem i poszedłem z nim na halę. Wtedy się dowiedziałem, że konik nigdy nie był dosiadany, no ale skoro już na niego miałem wsiąść to nie chciało mi się wracać po lonżę. Uznałem, że jakoś wytrzymam te jego barany i walenie zadem. Tylko problem polegał na czym innym, nie byłem w stanie nawet na niego wsiąść by spróbować to wysiedzieć, bo co wkładałem nogę w strzemię, ten wręcz odskakiwał na zewnątrz zadem. Wtedy zrobiłem tak, że wziąłem jedną wodzę, owinąłem ją o horn (bo miałem kulbakę westową) i tak zostawiłem konia na minutę. Owinąłem tak, że koń miał szyję tak skręconą, że pysk był przy samym hornie. Może z tej długiej wodzy zostało od hornu do pyska z jakieś 10 cm długości. Potem odwiązuję, ten dalej tak robił. W końcu postanowiłem wsiąść na konia który jest z tak zgiętą szyją. Stwierdziłem że nic nie może zrobić, jedyne co może w najgorszym wypadku zrobić to przewrócić się. Wsiadłem na konia i powoli odwiązywałem wodzę z hornu, koń prostował szyję, troszkę cwaniakował, ale wiedział, że ze mnie też jest niezły cwaniak. Następnym razem nie miałem takich problemów z wejściem na niego. Ale istotne jest, że jeśli się za coś bierzemy to żeby to zrobić od A do Z. Ja jedynie raz chciałem koniowi odpuścić nie robiąc wszystkiego od A do Z, ale prawie. Lecz sam koń powiedział mi że mam mu nie odpuszczać. Chodziło konkretnie 2 letniego dopiero wywałaszonego ogiera, żeby nauczyć dawać nogi do czyszczenia, bez dudki, bez pętania itd. Z wielkim trudem udało mi się wyczyścić trzy kopyta. Z czwartym miałem taki problem, że ten ciągle siekał tą pyrą i to tak chamsko. Było widać, że on to robi po złości, a nie bo się boi czy coś. Po jakiś 10 min męki z jednym, ostatnim kopytem, doszedłem do wniosku, że już koń jest zmęczony i znudzony, ja również, więc spróbuję jeszcze dwa razy, jak się nie uda, odstawię go do stajni i wezmę się za to wieczorkiem. No i gdy powiedziałem, że jeszcze dwa razy, próbując wziąć jego nogę, źle się ustawiłem, dostałem ostro w brzuch, że z bólu się zwijałem przez jakieś 10 min, ale cieszyłem się że nie było parę cm niżej :D. Wtedy się tak na niego wkurzyłem, że stwierdziłem "Nie ma bata, teraz nie odpuszczę Tobie" i zrobiłem mu to ostatnie kopyto, ale tak mega na chama. Po prostu wziąłem lonżę, owinąłem mu nogę ściągnąłem z całej siły pod brzuch, wyciągnąłem do tyłu, a on nawet nie wiedział co się dzieje. Złapałem jego nogę i zrobiłem co do mnie należało. Wtedy stwierdziłem, że dobrze się stało, bo jakbym go zostawił to potem mógłbym mieć dużo większy problem z tą nogą, albo nawet ze wszystkimi może mi fisiować. Po co to wszystko napisałem? Po to, że łamanie konia, musi być konsekwentne. Jeśli bym wiedział że taki problem będę miał z tym ostatnim kopytem to bym w ogóle go nie ruszał, tylko zostawił na następny dzień, albo na wieczór, ale tego nie przewidziałem. Dlatego jeśli łamiąc swoją klacz, nie będziesz pewna czy zrobisz to, czy się Tobie uda dany etap, to go po prostu nie rób. Poćwicz to co wychodzi dobrze, żeby być konsekwentnym. Jeśli chodzi o konie to ten koleś miał rację, bo koń ma czuć respekt wobec Ciebie, ale pamiętaj, że Ty również masz czuć respekt wobec konia. Tylko w ten sposób zachowasz równowagę, w ten sposób będziesz mogła go zrozumieć i starać się myśleć jak on. Pozdrawiam i życzę powodzenia. Jakbyś lepiej opisała, to myślę że bardziej bym tę wypowiedź mógł ułożyć pod Twój problem, ale po tym co napisałaś, to się jedynie zakręciłem, wiem że jest jakiś problem z koniem, ale właściwie nie wiem z czym konkretnie. Jeśli będę mógł pomóc to pisz śmiało, a postaram się pomóc, tylko wówczas musisz opisać dokładnie co było robione z koniem od początku, jak się wówczas zachowywał oraz co chciałaś zrobić i jak się zachował.
Aha, jeszcze dodam, że mi się zdaje iż dwie lonże, to jest już bardzo bardzo daleko i moim zdaniem powinniście powrócić do poprzedniego etapu, bo nie wykonasz poprawnie lonżowania konia na dwóch lonżach nie dochodząc do tego etapu krok po kroku. To tak samo jakbyś chciała wejść od razu na 10 piętro bloku, mając do pokonania całą klatkę schodową. Po prostu nierealne. U koni nie ma guziczka jak w windzie, gdzie możesz wjechać sobie na 10 piętro nie oglądając 9 pozostałych.
Aha, jeszcze dodam, że mi się zdaje iż dwie lonże, to jest już bardzo bardzo daleko i moim zdaniem powinniście powrócić do poprzedniego etapu, bo nie wykonasz poprawnie lonżowania konia na dwóch lonżach nie dochodząc do tego etapu krok po kroku. To tak samo jakbyś chciała wejść od razu na 10 piętro bloku, mając do pokonania całą klatkę schodową. Po prostu nierealne. U koni nie ma guziczka jak w windzie, gdzie możesz wjechać sobie na 10 piętro nie oglądając 9 pozostałych. tyle że koń potrafi chodzić na lonży ale strasznie kombinuje przyjęła sidło chodzi chodzi w pasie wszystko jest super ale wręcz nie na widzi ludzi
a jeśli mam opisać wszytko od początku to ok :) Koń został kupiony przez właścicieli głównie do "produkowania" źrebaków nikt nigdy z nią nic nie robił była wypuszczana na pastwisko i z powrotem do stajni potrafiła tylko chodzić na uwiązie. Zanim się za nią zabrałam to pogadałam z jej właścicielem ale dowiedziałam się tylko że jego syn próbował na niej jeździć ale bez siodła ( koń miał na sobie pierwszy raz ogłowie i pierwszy raz jeźdźca) wszystko było robione na chama i po kilku dębach po prostu zrezygnowali (koń należy do takiego typowego chłopa ze wsi więc chcieli wziąć konia i heja w pole). No więc nie było mowy o tym żebym od razu brała ją na lonże więc na początku spędzałam z nią dużo czasu czyściłam bawiłam się z nią w 7 gier no i dużo spacerowałam. Koń nie boi się niczego potrafiłam iść z nią przez ulicę a ona nic naprawdę jest bardzo odważna ale już wtedy były z nią problemy. Np w boksie przygniatała do ściany do żłobu rzucała się jak głupia nie ważne czy ktoś przed nią stał czy też nie. Fakt faktem nigdy mi się nie wyrwała ani nic ale kiedy tylko jej się coś nie spodobało to stawała dęba i szła na mnie. zazwyczaj robiła to jak szłyśmy i ona jadła trawę a ja ją odciągałam. Po jakimś pół roku było już naprawdę super miała czasami swoje zaskoki ale myślałam że to już taki charakter. Chodziła ładnie na jednej lonży przyjęła siodło chodziła na wypinaczach. Nawet na niej jeździłam jest bardzo mądrym koniem w pierwszy dzień od razu załapała łydki i skręcanie po dwóch dniach nawet kłusowałyśmy nie było z nią problemów parę buntów ale łydka lekki bacik i poszła :) byłam z niej bardzo zadowolona. Niestety przez tydzień nie było mnie u koni kiedy przyjechałam zastałam jakieś dwie małe gówniary biegające po zewnętrznej stronie lonżownika z batem i ganiające moją Tercję ;/ Koń biegał nie wiedział co się dzieje mało nie rozwalił lonżownika. Oczywiście zaraz do nich poleciałam i mało ich nie zabiłam ;/ niestety dużo zrobic nie mogłam bo jedna z dziewczynek okazała się wnuczką właściciela zabrałam je z tam tond a sama chciałam podejść do Tercji niestety nie dało już rady była okropnie przerażona więc ją zostawiłam na chwilę.Po jakiejś pół godzinie poszłam po nią bała się dalej ale jakoś ją sprowadziłam do koni na pastwisko. Od tej pory nie idzie zrobić z nią dosłownie nic ;/. Ciężko stwierdzić czy robi to bo się boi czy po prostu siadło jej na psychikę i nienawidzi ludzi. Potem już pracowałam z nią z trenerką ale i jej ręce opadają. Z jednej strony nie chcemy jej stresować ale z drugiej strony nie dać się zrobić nic bez używania siły. Nie jest to może bicie jej czy coś ale np nie ma opcji o lonżowaniu jej na jednej lonży bo trzeba cały czas ją pilnować. Nie potrafię się już nią porozumieć kompletnie. Tercja jest szczęśliwa jej koło niej nie ma człowieka. Nawet jak jest lato a stado chowa się pod drzewami a ja siedzę koło nich i czytam książkę albo słucham muzyki wszystkie konie stoją nade mną młodziaki kładą się koło mnie i odpoczywają tylko ona trzyma się z daleka tak co najmniej 3 metry ode mnie. Co do tych dziewczynek pokłóciłam się o to z właścicielem koni aż w końcu przyznał mi racje. Podobno jego wnuczka chciała pojeździć z koleżanką ale on kazał im najpierw ja wylonżować bo wiedział że to młody koń. Niestety Tercja stanęła dęba raz a one sie wystraszyły więc zaczęły ja ganiać w około lonżownika na zewnątrz ;/ Teraz na szczęście do koni podchodzę tylko ja i nikt inny nie ma do nich prawa prócz mojej trenerki właściciel kupił wnuczce kucyka na którym uczy się jeździć i jest spokój. Całe szczęście że dało się z nim dogadać bo strach pomyśleć co by sie działo gdyby ktoś jeszcze próbował coś z nimi robić ;/ ale właścicielowi zależy na kasie i dało mu sie przetłumaczyć że ujeżdżone konie sprzeda drożej ale będę z nimi pracować tylko ja inaczej nie będę z nimi pracować
Tzn powiem tak. Gdyby to był mój koń, ja bym się w trenowaniu tego konia cofnął do etapu odbudowywania zaufania u konia. To że umie chodzić na lonży nie znaczy że to jest ten czas. Czasami lepiej się cofnąć i popracować więcej z koniem od początku niż zaczynać od "10 piętra" i nagle niespodziewanie spaść z wysoka, bo to wtedy na prawdę boli. Nie wiem konkretnie na czym polega to nienawidzenie ludzi, więc ciężko mi stwierdzić co masz zrobić. Jeśli dokładnie opiszesz w którym momencie nienawidzi, co robi i co Wy robicie gdy ona to robi, będzie mi łatwiej coś doradzić. Ja rozumiem, że jak się ma konia to chciałoby się, żeby od razu był czempionem i skoro dobrze coś robi to się to szlifuje, ale na prawdę czasami warto jest się cofnąć, by dopracować pewne rzeczy, bo potem mogą być niezłe jaja. Np. jeśli będzie super chodziła, jakimś (nie wiem jakim) cudem uda Wam się fajnie zajeździć tegoż konia (mimo braku zaufania z jego strony), to współczuję pierwszej osobie która np na tej klaczy pojedzie w teren. Wiem co znaczy brak zaufania u konia i wiem ile w to pracy trzeba włożyć. Możecie pracować z nią mimo wszystko na lonży, ale jako kolejny etap pracy z ziemi. Najpierw postarajcie się ją zrozumieć, wtedy może i ona postara się Was zrozumieć. Jak możesz opisz dokładniej problem związany z tym koniem, bo stwierdzenie "ale wręcz nie na widzi ludzi" za wiele nie mówi.
Tu jest zdj moje na Tercji jak jeszcze była "normalna" A co do złamania jej to z tego co pamiętam położenie jej nie ma na celu bicia jej i pokazania NA CHAMA kto tu rządzi. Podobno koń kiedy leży koło człowieka to znaczy że nam ufa. Naturą koni jest ucieczka w pozycji leżącej nie ma takiej możliwości. Kiedy położę Tercję mam zamiar jej pokazać że owszem to ja jestem górą ale tez to że może mi ufać i że nie chce zrobić jej krzywdy nawet gdy jest w tak "niebezpiecznej" pozycji jak leżenie, może to jest dość brutalny sposób ale z panią trener nie mamy już innych pomysłów
Tzn powiem tak. Gdyby to był mój koń, ja bym się w trenowaniu tego konia cofnął do etapu odbudowywania zaufania u konia. To że umie chodzić na lonży nie znaczy że to jest ten czas. Czasami lepiej się cofnąć i popracować więcej z koniem od początku niż zaczynać od "10 piętra" i nagle niespodziewanie spaść z wysoka, bo to wtedy na prawdę boli. Nie wiem konkretnie na czym polega to nienawidzenie ludzi, więc ciężko mi stwierdzić co masz zrobić. Jeśli dokładnie opiszesz w którym momencie nienawidzi, co robi i co Wy robicie gdy ona to robi, będzie mi łatwiej coś doradzić. Ja rozumiem, że jak się ma konia to chciałoby się, żeby od razu był czempionem i skoro dobrze coś robi to się to szlifuje, ale na prawdę czasami warto jest się cofnąć, by dopracować pewne rzeczy, bo potem mogą być niezłe jaja. Np. jeśli będzie super chodziła, jakimś (nie wiem jakim) cudem uda Wam się fajnie zajeździć tegoż konia (mimo braku zaufania z jego strony), to współczuję pierwszej osobie która np na tej klaczy pojedzie w teren. Wiem co znaczy brak zaufania u konia i wiem ile w to pracy trzeba włożyć. Możecie pracować z nią mimo wszystko na lonży, ale jako kolejny etap pracy z ziemi. Najpierw postarajcie się ją zrozumieć, wtedy może i ona postara się Was zrozumieć. Jak możesz opisz dokładniej problem związany z tym koniem, bo stwierdzenie "ale wręcz nie na widzi ludzi" za wiele nie mówi. Napisałam już u góry wszystko od początku. Więc co powinnam z nią robić od czego zacząć ?
ok, w takim wypadku te dziewczynki zrobiły mega źle, no ale cóż, niestety dzieci miewają ciekawe pomysły i niektóre chcąc piąć do swego, podejmują niekonwencjonalne działania, w tym wypadku żeby koniecznie wylonżować konia. Pewnie będąc w środku również robiły to mega nieumiejętnie, co skłoniło konia do zaatakowania ich. Jakby nie patrzeć, nie każdy koń jest taki. Ja powiem tak, moim zdaniem na pewno najistotniejsza jest konsekwencja w działaniu. Czy kładzenie konia jest dobrym rozwiązaniem? Ludzie miewają różne metody, może w pewnym sensie, ma jakiś sens metoda kładzenia konia, chociaż ja nigdy w ten sposób nie starałem się egzekwować zaufania oraz respektu. Bo tutaj chodzi raczej nie o to żeby koń ufał i sobie pomyślał "Hmmm... leżałam, ona nic mi nie zrobiła, więc przy niej jestem bezpieczna" raczej chodzi tutaj o powiedzenie koniowi "Widzisz, możesz mi dokazywać, ale ja i tak wygram, nie wstaniesz, puki nie pozwolę, będziesz leżeć spokojnie, będziesz się podporządkowywać mi, to ja będę krócej Tworzyła Tobie niewygodę". Tak mi się wydaje przynajmniej, ale nie wiem, jak wspominałem nigdy nie łamałem konia w takowy sposób. Wiem jak się kładzie konie (i to nie tak na chama), ale nie przepadam za tym i dlatego też tego nie robię. No ale pytanie brzmi, co powinnaś zrobić. 1. Dużo pracy z ziemi. Lonża (skoro chodzi na dwóch lonżach) jak najbardziej, ale po pracy z ziemi. Staraj się podchodzić do niej nie od przodu ani nie od tyłu. Podchodź do niej jak do dzikiego konia, którego chciałabyś złapać, który niemalże wcale nie widuje ludzi. Dlaczego tak najlepiej? Po pierwsze podchodząc w ten sposób, znajdujesz się w najbezpieczniejszym miejscu przy koniu, po drugie, masz dostęp do każdego miejsca u konia, po trzecie, koń nie czuje się osaczony przez Ciebie. Grunt to też spokojnie i wolno oddychać, żeby koń nie wyczuwał w Tobie napięcia. 2. Owszem praca na lonży, ale nie długa. Chodzi o to, żeby dawać jej odpocząć w momencie gdy coś dobrze robi. Co to znaczy? Przykładowo bierzesz konika sobie na lonżę, chodzi cudownie, bo ma bardzo dobry dzień, w stępie i kłusie, jest super po prostu. Wiem, że gdy jest tak super, to się chce maglować tę pracę ile wlezie będąc zadowolonym z efektu pracy. Ale właśnie chodzi o to, że jak ładnie chodzi to powinna szybciej mieć spokój. Czyli np. Jedno kółko stępem, cztery kółka kłusem, jedno kółko stępem, trzy kółka kłusem, jedno kółko stępem, i ewentualnie jeszcze trzy kółka kłusem, kółko stępem, nagrodzić i zakończyć pracę. Konie bardzo szybko się nudzą i męczą, ona jest koniem, któremu umysł musisz czymś zająć. Nie zajmiesz jej umysłu przez chwilę, zaśpisz, ona się rozkojarzy i będzie gorzej. Takim koniom agresywnym, ciągle trzeba wynajdować zadania. Tak samo jak się pracuje z ziemi. Często trzeba coś zmieniać w takowej pracy. Staraj się ją wszędzie dotykać, smyrać i czyścić. 3. Konsekwencja w działaniu. Nie możesz pozwolić by koń Tobie dokazywał. Tutaj wyrabiasz respekt wobec konia. Jeśli jest coś dla konia trudnego do zrobienia, może być to bardzo łatwe, ale dla niej akurat ta czynność może być bardzo trudna, bo jej się nie chce. Jeśli widzisz oznaki że potrafi, że się uda, to maglujesz ją do momentu aż się uda. Jeśli ją gdzieś dotykasz, czyścisz a ona Ciebie zaatakuje to reagujesz NATYCHMIASTOWO. Nawet koń który kiedyś był bity, nie zrazi się gdy go uderzysz, zareagujesz, ale w odpowiednie chwili. Konia trzeba nagradzać i karać. Ale nigdy do karcenia nie używaj narzędzi "obcych", nigdy nie karć konia batem, czy czymś bato-pochodnym. Reaguj szybko i krótko. Masz czas od 3 MAX do 5 sekund by zareagować i tylko przez ten czas możesz reagować. Ja z reguły reaguję impulsowo, czyli jedno przewinienie jeden impuls, w ciągu 2 do 3 sekund od zdarzenia. Poniżej opiszę Tobie sytuację, z jaką miałem do czynienia przy jednym z koni. Koń mega agresor (oczywiście z winy właścicieli). Była niegdyś taka sytuacja (całe szczęście mnie przy niej nie było i słyszałem to tylko z opowiadań, bo bym właścicieli za to zatłukł). Konik ma na imię Atłas. Prowadzili lekcje jazdy konnej na maneżu, no i pewna dziewczyna jechała na Atłasie (oczywiście ona jest główną winną tego zamieszania), przed nią na szetlandzie jechała córka właścicieli. Taka mega malutka dziewczynka. Dziewczyna na Atłasie za blisko podjechała, Atłas złapał ich córkę za fraki, wywiną nią w powietrzu i rzucił na środek maneżu (normalnie historia jak z jakiegoś filmu :D ). No i właściciel zareagował właściwie, od razu po zdarzeniu Atłas oberwał za to. No i potem lekcja jeszcze trwała przez pół godziny. Po lekcji, Atłas trafił do boksu. Właściciel był ponoć tak wpieniony, że wleciał do stajni i zaczął Atłasa nawalać widłami (za co już właściciel sam powinien oberwać tymi widłami, gdyż koń już nie wiedział za co obrywa). Potem po dwóch godzinach, z rykiem, mega wkurzona wparowała żona tegoż właściciela, złapała takie plastykowe strzemionka (które się na horn zarzuca dla małych dzieci) i tymi strzemionkami zaczęła okładać Atłasa. Mogę się założyć, że od tamtej pory Atłas regularnie wpiernicz dostawał, od tak po prostu (ale tego nie wiem, wiem tylko to co opowiedzieli). Atłasa wówczas można było uznać za konia bitego, nad którym się znęcano. Jak ja przyjechałem, on miał tak psychikę zrąbaną, że strach było wejść do niego do boksu. Wchodziło się a ten od razu zębami atakował. Wszyscy się bali do niego wchodzić bo ich atakował i się rzucał na nich. W sumie mnie początkowo też. Jak dawałem mu jeść to od razu się rzucał na wiadro co mi się nie spodobało, nie lubię wrzucać do żłobu żarcie z pyskiem konia w wiadrze. Wtedy doszedłem do wniosku że za tego konia trzeba się wziąć. Jak się z pastwiska chciało go ściągnąć, to on potrafił biec centralnie na Ciebie, gdy się udało w ostatniej chwili odskoczyć, to jeszcze wyciągał szyję, żeby chapnąć zębami. Jak go zacząłem wychowywać? Moje wychowywanie było efektowne, krótkie i jako jedyny mogłem wejść do Atłasa, usiąść w boksie na ziemi i nic mi nie zrobił. Jak dawałem jedzenie, to Atłas czekał grzecznie aż wrzucę mu jedzenie, po czym wyjdę, zamknę boks i wtedy jadł. Nie był, on jakiś wystraszony, tylko mi ufał i się z nim dogadałem. Teraz z pewnością się zastanawiasz, jak tego dokonałem? 1. Jeśli chodzi nie atakowanie mnie to wyglądało tak. Wchodzę do niego do boksu, ten mnie ugryzł, a ja go od razu, bez zastanowienia i zbędnego czekania kopnąłem go między przednie łopatki. Dlaczego tam? Tam dosyć boli. Nie zrobiłem tego mocno, nawet rzekłbym że leciutko. Ale on to poczuł a nie widział, bo to miejsce jest martwym punktem, czyli poczuł jedynie ból, jeśli go bolało, ale to go zaskoczyło i to mega i o to mi chodziło. Mi nie chodziło o to żeby go bolało i żeby kwiczał z bólu, ale chodziło o zaskoczenie. Drugi raz wyglądał tak, że czyściłem mu przednie kopyto. Ten mnie chapnął w plecy, tak że aż się wyprostowałem. Wówczas automatycznie, chciałem go kopnąć w brzuch, lecz pośliznąłem się i zaliczyłem glebę. Nie uderzyłem go, ale była gwałtowna reakcja i on to widział. Nie musiał dostać i nie musiało go zaboleć, by zrozumiał. Wtedy mimo że go nie uderzyłem, a to ugryzienie bolało, nie wyżywałem się na nim. Nie zdążyłem powtórzyć, gdyż zanim się pozbierałem to już minęły te przysłowiowe sekundy o których wcześniej wspomniałem. Wtedy jedynie powiedziałem do nie (czego pewnie i tak nie zrozumiał, ale to było dla zachowaniu własnej równowagi psychicznej) "Spokojnie Atłas, jeszcze oddam Tobie za to, bo następnym razem dostaniesz dziesięć razy mocniej, tak że poczujesz i oczy Tobie z orbit wyskoczą", ale następnego razu nie było. On wyrobił wobec mnie respekt. Może byłby następny raz, gdyby nie fakt że też wprowadzałem u niego szkolenie kulturalnego jedzenia i czekania na jedzenie. Jakby nie patrzeć tutaj również wyrabiał wobec mnie respekt. 2. Więc jak wyglądało szkolenie tego jedzenia? Hmmm... początkowo jak wchodziłem, tak jak wcześniej wspomniałem ten od razu wkładał łeb do wiadra. Jedzenie dawałem z wiadra bo tam była spora mieszanka, buraki moczone wcześniej, ziemniaki gotowane na parze i czasami jeszcze inne dodatki. Do tego tak napierał że nawet nie patrzył gdzie staje i potrafił nie dość że łbem ciągnąc wiadro do ziemi to jeszcze deptać po nogach. Mi się zdaje, że możliwe, iż po tamtym zdarzeniu również jedzenia nie dostawał. Bo gdy już udało mi się wrzucić mu żarcie, jadł mega łapczywie, przez co mimo że miał taką papkę, owsa nie potrafił przemielić i źle go trawił. Atłas mógł dostać jedzenie jako ostatni z 9 koni a zjeść potrafił jako pierwszy. Więc wprowadziłem taki sposób. Atłasowi dawałem jedzenie jako pierwszemu koniowi (bo na jego karmienie sporo czasu traciłem, początkowo nawet dwie godziny, a raz nawet na głodniaka szedł do pracy). Robiłem to tak, że wchodzę do Atłasa, ten się chce rzucić na wiadro z jedzeniem, więc wychodzę i stawiam wiadro pod boksem. Zawsze stawiałem tak, żeby on mógł sobie patrzeć na to jedzonko, żeby mógł je powąchać, ale logiczne że nie mógł go jeść. Momentami on szału dostawał, widząc jak inne konie jedzą. Wtedy karmiłem pozostałą 8 koni i znowu chciałem mu dać jeść, ale ten dalej się pchał, więc ponownie wystawiałem. Wtedy poszedłem sam sobie coś zjeść bo byłem głodny i tak kilka podejść, aż stał spokojnie, wtedy mu dałem jeść. Powtórzyłem to parę razy, ta praca z Atłasem trwała ponad tydzień czasu dzień w dzień przy każdym posiłku, ale się opłaciło. Po jakichś 1,5 tygodnia czasu on doskonale zrozumiał o co chodzi. Czekał najgrzeczniej ze wszystkich koni, dostał, ja wyszedłem, wtedy zaczynał jeść. Oczywiście za to że ładnie czekał, zanim wyszedłem, nagrodziłem dodatkowo go dobrym słowem i pogłaskałem po szyi, czy też pomiziałem w okolicach kłębu bo on bardzo to lubił. Mało tego, uważam to za podwójny sukces, gdyż nie dość że nie miałem problemów z jego karmieniem, to dodatkowo on przestał jeść tak łapczywie. On jadł spokojnie, nie wywalał żarcia dookoła tak jak wcześniej, przeżuwał i ładnie zaczął wszystko trawić, w jego kale nie było drobinek owsa, tylko wszystko ładnie przetrawione. Więc tutaj masz przykład podwójnej pracy nad zaufaniem u konia oraz nad respektem. Nigdy nie biję konia po głowie, uważam to za głupi i chory nawyk, ale u 90 % jeźdźców niestety jest często spotykany a wymówki takie że "no bo, pcha się z łbem gdy go karmię", "bo chciał mnie ugryźć to pacnąłem/pacnęłam go w pysk" itd. Grunt to konsekwencja i działanie impulsowe. Dlatego najistotniejsze etapy to etap pierwszy, gdzie uczysz się właściwego podejścia do konia, przyjacielskiego podejścia do konia i koń nie czuje się osaczony. Oraz trzeci etap, gdzie pokazujesz że z Tobą się nie igra, bo Ty tutaj rządzisz, nie jesteś jakimś agresorem, jedyne czego wymagasz to współpracy, a dzięki temu koń otrzyma od Ciebie to na czym mu zależy, czyli albo spokój, albo dobre słowo, smakołyka czy też pogłaskanie i pomizianie tam gdzie lubi, oraz nie robienie tego czego nie lubi.Staraj się skupić nad jej zachowaniem i analizować wszystko po kolei.Myślę że będzie dobrze i sądzę z tego co opisujesz, że jeśli będziesz tak robić jak wyżej napisałem, będziesz konsekwentna i nie będziesz dla niej agresorką, to szybko uzyskasz fajnego konika. Pozdrawiam i powodzenia.No i sorry, że tak późno odpisuję, ale to dlatego bo wczoraj nie miałem zbytnio czasu.
lonżujesz na wędzidle? Jeśli tak, to ja bym ją na chama ściągnął na ziemię, może się stawiać, ale gwałtowny ruch i stanowczy. Jeśli nie lonżujesz na wędzidle, radzę zastosować chociaż kantar sznurkowy, wówczas też dostanie ostry nacisk na potylicę i schowa łeb przez wywarty nacisk na kość nosową, także zrozumie intencje w takim wypadku, i jedno co jest istotne, bat w takim momencie trzymaj na ziemi. Jeśli się obawiasz że pod wpływem emocji może bat pójść w górę, to go po prostu puść na ziemię. Po takiej reakcji automatycznie musisz uspokoić konia głosem i jeśli to się stało w kłusie, od razu pracuje w stępie dłużej. Kontroluj konia i staraj się nie pozwolić na stawanie dęba. Że tak powiem, staraj się swoim zachowaniem, wyprzedzać zachowanie konia, czyli staraj się nie pozwalać na stawanie dębem, skracając konia gwałtownym ruchem. Wiem że niektórzy mogą stwierdzić, że to jest złe jechać koniowi po zębach, ale wierz mi że od jednego szarpnięcia koń nie będzie zaciągnięty na pysku, on ma wiedzieć że to jest mega niewygodne i powinnaś w taki właśnie sposób eliminować to zachowanie. Ja bym przynajmniej tak zrobił mimo że jestem mega przeciwny jechaniu koniowi po zębach, ale w takim momencie tak właśnie bym postąpił. Zobaczysz że po dwóch razach już będzie się zastanawiała "czy stanąć dębem, czy może jednak odpuścić sobie".
Postaram się nagrać film z jak koń się zachowuje w stajni, na lonży, no i pod czas jakiejkolwiek próby podejścia i zrobienia czegokolwiek. Może to pomoże być może to my robimy jakiś błąd może czegoś nie zauważamy przy prasy z nią :) zresztą w padłam na pomysł żeby każdą prace na lonży nakręcać a potem analizować ją z panią trener może akurat coś z tego wyniknie :)I tak lonżuję ją na wędzidle :) postaram się dodać film z soboty i niedzieli o ile pogoda nam dopisze :)
Z filmikiem to bardzo dobry pomysł. Na pewno dużo pomoże i Wam, bo możecie analizować własne zachowanie i jeśli będziecie miały jakiś problem, to też lepiej jest pokazać filmik niż opisywać, gdyż opis nigdy nie odzwierciedla wszystkiego. Bo Ty możesz opisać mi zachowanie konia, które widzisz i ewentualnie co wtedy robiłaś, ale nie opiszesz zachowania swojego, bo nie wiesz dokładnie jak ono wygląda. Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Co sądzicie o złamaniu konia? Mam do czynienia z bardzo agresywnym koniem już o nim pisałam w tamtym roku zaczynało być lepiej ale na zimę nie mieliśmy możliwości pracować gdyż bardzo nas zasypało a nie posiadamy krytej ujeżdżalni. Koń jest miły ufa ludziom ale jak już zaczyna się ją czyścić np na pastwisku to nie można skończyć bo gdy tylko chce się od niej odejść rzuca się z kopytami kuli uszy i staje dęba idąc na człowieka ;/ jest okropna pracuję już z nią rok w tym pół roku z bardzo doświadczona trenerką i niestety doszliśmy tylko do tego że chodzi na dwóch lonżach w lonżowniku (na jednej nie może gdyż też rzuca się z kopytami i trzeba korygować ją zewnętrzną lonżą) o metodach naturalnych można zapomnieć. Ostatnio byłam na "pokazie" i tam że tak powiem cowboy pracował z koniem z ziemi mówił że koń musi mieć szacunek do człowieka itp i że jeśli od małego się go tego nie nauczy to można opornego konia (tak jak moja Tercja) "złamać" tj. położyć go na chama ale nie robiąc mu krzywdy i trzymać kiedy będzie sam chciał w stać dopiero jak np ja mu każę żeby wstał to będzie mógł to zrobić. Osobiście uczyłam konie kłaść się nawet córkę Tercji ale nigdy nie stosowałam tego żeby pokazać koniu że ja tu rządzę. W tamtym roku wylądowałam przez nią w szpitalu z połamanymi żebrami bo stanęła dęba a ja nie zdąrzyłam odskoczyć jest to koń zimnokrwisty co utrudnia mi pracę ;/ Mojej trenerce juz ręce opadają a właściciel chce ją sprzedać na rzeź bo boi się że ona może komuś zrobić prawdziwą krzywdę ;/ Tylko nie piszcie żebym ją zostawiła czy coś bo mam za mało doświadczenia jeżdże już 10 lat ciągle się uczę ale kocham tego konika i chcemy ją jakos uratować z pania trener. a może powinnam dalej ją męczyć na tych 2 lonżach i pomału na nią wsiadać (już na niej siedziałam do póki jej nie odwaliło) i przetrwać to co zrobi Tu są zdj Tercji :) https://lh5.googleusercontent.com/-qBV4QvNkXxE/UGSD-DNQ1jI/AAAAAAAABRk/nV-snDBGvY4/s640/DSC01828.JPG https://lh6.googleusercontent.com/-IhOWtK2t60c/UGShbXOIeYI/AAAAAAAABZ8/r70JyeZ0Nvk/s512/DSC06435.JPG
Co ci można poradzić ? Ostatnią szansą dla was jest ktoś w rodzaju „ Zaklinacza Koni” są to ludzie dogłębnie znający psychologię koni ,bo układanie konia nie opiera się na sile i brutalność , tylko na zrozumieniu jego psychiki i zachowań . Jest to pewnego rodzaju dar. A w ogóle pisanie o układaniu konia przez internet jest bezsensowne , każdy koń jest inny ma własną nie powtarzalną osobowość , nie da się napisać instrukcji układania konia .
Jeja jak Szary Pielgrzym ładnie napisał "Ktoś w rodzaju "Zaklinacza koni" :D. Co znaczy znać psychologię koni dogłębnie, skoro każdy koń jest inny? No ale mniejsza o to, mieliśmy tutaj mówić o łamaniu koni to mówmy...Słuchaj lotna110, na pewno nie będę twierdził że masz konia zostawić, bo to nie rozwiązanie :P, ani żebyś szukała Zaklinacza koni, bo o takich to ciężko, jeśli w ogóle istnieją. Sam Monty Roberts twierdził że nie poznał jeszcze w 100% psychiki koni, bo jest ona zbyt rozbudowana. Więc ja uważam że zaklinacz koni to bajka i film, więc też abstrakcji go pozostawmy. Po prostu sama stań się zaklinaczką tegoż konia. Do każdego konia trzeba mieć indywidualne podejście. Nie wiem jak Wy to robicie, ja bardzo często (w szczególności tzw. trudne konie) obserwuję wpierw, zanim zrobię chociaż milimetr w ich stronę. Patrzę jak się zachowuje, jak reaguje na moje zachowanie i analizuję. Tak wygląda nauka. Uczę się zachowania danego konia (bo jeden koń nie pokaże Tobie zachowań wszystkich koni, dlatego jeździectwa uczymy się całe życie). Jeśli masz tą trenerkę to super, bo wówczas gdy ona coś robi, Ty możesz stać dalej, przyglądać się i analizować. Potem omawiać z tą trenerką i próbować czegoś innego. Nie wiem dokładnie w czym jest problem więc dlatego piszę ogólnikowo. Teraz jeśli chodzi o łamanie koni. Możliwe że po tym co teraz powiem, wszyscy "miłośnicy koni" będą mnie wytykać palcami i bluzgać na mnie, ale mi to w sumie nie robi. Konia zawsze TRZEBA ZŁAMAĆ. Łamanie konia nie polega na ostrych narzędziach pracy (ale też ich nie wyklucza). Nawet samym spokojem i cierpliwością łamiemy konia. Koń musi być złamany, by nas się słuchał, by Nas rozumiał i żeby mógł w pewnym momencie współpracować, gdzie owa współpraca może się opierać na przyjaźni. Konie jak każde inne zwierze, opiera swoją psychikę na powtórzeniach, ale co najważniejsze na komforcie. A mianowicie gdy jeździmy na koniu to nie dlatego bo powiedzieliśmy do niego "Zenek, jak tak przyłożę łydki to masz iść do przodu, a jak tak, to masz zwolnić albo się zatrzymać, czy też skręcić", po czym Zenek odpowiada "No spoko - to do dzieła!" Po prostu jak tak przykładamy łydki, cały nasz dosiad, cały tyłek idzie do przodu, porusza grzbiet konia do przodu, więc koniowi jest wygodnie iść do przodu niż stać w miejscu. Gdy się zajeżdża konia, koń początkowo szuka komfortu, gdy go znajdzie, to odpuszcza, bo np zrozumie o co Nam chodzi. Więc łamanie konia nie opiera się tylko na powaleniu konia na glebę i trzymanie go aż koń nie odpuści. Łamanie konia polega na tym, żeby z nim wygrywać. Dlatego w jeździectwie jest zasada "NIGDY NIE KOŃCZYMY ŹLE, ZAWSZE KOŃCZYMY PRACĘ Z KONIEM DOBRZE I NA DOBRYM POPRZESTAJEMY". Gdy koniowi się uda Nas w jajo zrobić raz, drugi i enty to zawsze będzie kombinował by nas robić w jajo i postawić na swoim a tak być nie może. Przykładowo kiedyś Hiszpańscy cowboy"e łamali w nieco specyficzny sposób konie, ale skuteczny. A mianowicie, przynajmniej trzech ludzi trzymało w zagrodzie tak konia, żeby ten nie mógł ani wierzgnąć, ani dać kroku do przodu, do tyłu czy też na bok. Wówczas jeden śmiałek wsiadał na tegoż konia. Otwierano drzwi zagrody i koń sunął przez łąki pola tyle co mu fabryka dała, a śmiałek nic nie miał robić, tylko siedzieć. W pewnym momencie po zmierzchu, śmiałek wracał na tym koniu do stajni, bo gdy ten cwałem zasuwał kilometrami w końcu był padnięty, wtedy śmiałek miał nad nim władzę i do stajni wracali stępem. Po prostu koń zobaczył, że się zmęczył, zdyszał, stracił całą energię, a nic tym nie zyskał. Jeśli chodzi o mnie to kiedyś u Aleksa Jarmuły nauczyłem się łamać w inny sposób konie. A mianowicie dostałem niezajeżdżonego ogiera do jeżdżenia. Ja nie lubię lonżować koni przed wejściem na nie, a o tym nawet nie wiedziałem że nie jest zajeżdżony. Więc wyczyściłem, osiodłałem i poszedłem z nim na halę. Wtedy się dowiedziałem, że konik nigdy nie był dosiadany, no ale skoro już na niego miałem wsiąść to nie chciało mi się wracać po lonżę. Uznałem, że jakoś wytrzymam te jego barany i walenie zadem. Tylko problem polegał na czym innym, nie byłem w stanie nawet na niego wsiąść by spróbować to wysiedzieć, bo co wkładałem nogę w strzemię, ten wręcz odskakiwał na zewnątrz zadem. Wtedy zrobiłem tak, że wziąłem jedną wodzę, owinąłem ją o horn (bo miałem kulbakę westową) i tak zostawiłem konia na minutę. Owinąłem tak, że koń miał szyję tak skręconą, że pysk był przy samym hornie. Może z tej długiej wodzy zostało od hornu do pyska z jakieś 10 cm długości. Potem odwiązuję, ten dalej tak robił. W końcu postanowiłem wsiąść na konia który jest z tak zgiętą szyją. Stwierdziłem że nic nie może zrobić, jedyne co może w najgorszym wypadku zrobić to przewrócić się. Wsiadłem na konia i powoli odwiązywałem wodzę z hornu, koń prostował szyję, troszkę cwaniakował, ale wiedział, że ze mnie też jest niezły cwaniak. Następnym razem nie miałem takich problemów z wejściem na niego. Ale istotne jest, że jeśli się za coś bierzemy to żeby to zrobić od A do Z. Ja jedynie raz chciałem koniowi odpuścić nie robiąc wszystkiego od A do Z, ale prawie. Lecz sam koń powiedział mi że mam mu nie odpuszczać. Chodziło konkretnie 2 letniego dopiero wywałaszonego ogiera, żeby nauczyć dawać nogi do czyszczenia, bez dudki, bez pętania itd. Z wielkim trudem udało mi się wyczyścić trzy kopyta. Z czwartym miałem taki problem, że ten ciągle siekał tą pyrą i to tak chamsko. Było widać, że on to robi po złości, a nie bo się boi czy coś. Po jakiś 10 min męki z jednym, ostatnim kopytem, doszedłem do wniosku, że już koń jest zmęczony i znudzony, ja również, więc spróbuję jeszcze dwa razy, jak się nie uda, odstawię go do stajni i wezmę się za to wieczorkiem. No i gdy powiedziałem, że jeszcze dwa razy, próbując wziąć jego nogę, źle się ustawiłem, dostałem ostro w brzuch, że z bólu się zwijałem przez jakieś 10 min, ale cieszyłem się że nie było parę cm niżej :D. Wtedy się tak na niego wkurzyłem, że stwierdziłem "Nie ma bata, teraz nie odpuszczę Tobie" i zrobiłem mu to ostatnie kopyto, ale tak mega na chama. Po prostu wziąłem lonżę, owinąłem mu nogę ściągnąłem z całej siły pod brzuch, wyciągnąłem do tyłu, a on nawet nie wiedział co się dzieje. Złapałem jego nogę i zrobiłem co do mnie należało. Wtedy stwierdziłem, że dobrze się stało, bo jakbym go zostawił to potem mógłbym mieć dużo większy problem z tą nogą, albo nawet ze wszystkimi może mi fisiować. Po co to wszystko napisałem? Po to, że łamanie konia, musi być konsekwentne. Jeśli bym wiedział że taki problem będę miał z tym ostatnim kopytem to bym w ogóle go nie ruszał, tylko zostawił na następny dzień, albo na wieczór, ale tego nie przewidziałem. Dlatego jeśli łamiąc swoją klacz, nie będziesz pewna czy zrobisz to, czy się Tobie uda dany etap, to go po prostu nie rób. Poćwicz to co wychodzi dobrze, żeby być konsekwentnym. Jeśli chodzi o konie to ten koleś miał rację, bo koń ma czuć respekt wobec Ciebie, ale pamiętaj, że Ty również masz czuć respekt wobec konia. Tylko w ten sposób zachowasz równowagę, w ten sposób będziesz mogła go zrozumieć i starać się myśleć jak on. Pozdrawiam i życzę powodzenia. Jakbyś lepiej opisała, to myślę że bardziej bym tę wypowiedź mógł ułożyć pod Twój problem, ale po tym co napisałaś, to się jedynie zakręciłem, wiem że jest jakiś problem z koniem, ale właściwie nie wiem z czym konkretnie. Jeśli będę mógł pomóc to pisz śmiało, a postaram się pomóc, tylko wówczas musisz opisać dokładnie co było robione z koniem od początku, jak się wówczas zachowywał oraz co chciałaś zrobić i jak się zachował.
Aha, jeszcze dodam, że mi się zdaje iż dwie lonże, to jest już bardzo bardzo daleko i moim zdaniem powinniście powrócić do poprzedniego etapu, bo nie wykonasz poprawnie lonżowania konia na dwóch lonżach nie dochodząc do tego etapu krok po kroku. To tak samo jakbyś chciała wejść od razu na 10 piętro bloku, mając do pokonania całą klatkę schodową. Po prostu nierealne. U koni nie ma guziczka jak w windzie, gdzie możesz wjechać sobie na 10 piętro nie oglądając 9 pozostałych.
Aha, jeszcze dodam, że mi się zdaje iż dwie lonże, to jest już bardzo bardzo daleko i moim zdaniem powinniście powrócić do poprzedniego etapu, bo nie wykonasz poprawnie lonżowania konia na dwóch lonżach nie dochodząc do tego etapu krok po kroku. To tak samo jakbyś chciała wejść od razu na 10 piętro bloku, mając do pokonania całą klatkę schodową. Po prostu nierealne. U koni nie ma guziczka jak w windzie, gdzie możesz wjechać sobie na 10 piętro nie oglądając 9 pozostałych. tyle że koń potrafi chodzić na lonży ale strasznie kombinuje przyjęła sidło chodzi chodzi w pasie wszystko jest super ale wręcz nie na widzi ludzi
a jeśli mam opisać wszytko od początku to ok :) Koń został kupiony przez właścicieli głównie do "produkowania" źrebaków nikt nigdy z nią nic nie robił była wypuszczana na pastwisko i z powrotem do stajni potrafiła tylko chodzić na uwiązie. Zanim się za nią zabrałam to pogadałam z jej właścicielem ale dowiedziałam się tylko że jego syn próbował na niej jeździć ale bez siodła ( koń miał na sobie pierwszy raz ogłowie i pierwszy raz jeźdźca) wszystko było robione na chama i po kilku dębach po prostu zrezygnowali (koń należy do takiego typowego chłopa ze wsi więc chcieli wziąć konia i heja w pole). No więc nie było mowy o tym żebym od razu brała ją na lonże więc na początku spędzałam z nią dużo czasu czyściłam bawiłam się z nią w 7 gier no i dużo spacerowałam. Koń nie boi się niczego potrafiłam iść z nią przez ulicę a ona nic naprawdę jest bardzo odważna ale już wtedy były z nią problemy. Np w boksie przygniatała do ściany do żłobu rzucała się jak głupia nie ważne czy ktoś przed nią stał czy też nie. Fakt faktem nigdy mi się nie wyrwała ani nic ale kiedy tylko jej się coś nie spodobało to stawała dęba i szła na mnie. zazwyczaj robiła to jak szłyśmy i ona jadła trawę a ja ją odciągałam. Po jakimś pół roku było już naprawdę super miała czasami swoje zaskoki ale myślałam że to już taki charakter. Chodziła ładnie na jednej lonży przyjęła siodło chodziła na wypinaczach. Nawet na niej jeździłam jest bardzo mądrym koniem w pierwszy dzień od razu załapała łydki i skręcanie po dwóch dniach nawet kłusowałyśmy nie było z nią problemów parę buntów ale łydka lekki bacik i poszła :) byłam z niej bardzo zadowolona. Niestety przez tydzień nie było mnie u koni kiedy przyjechałam zastałam jakieś dwie małe gówniary biegające po zewnętrznej stronie lonżownika z batem i ganiające moją Tercję ;/ Koń biegał nie wiedział co się dzieje mało nie rozwalił lonżownika. Oczywiście zaraz do nich poleciałam i mało ich nie zabiłam ;/ niestety dużo zrobic nie mogłam bo jedna z dziewczynek okazała się wnuczką właściciela zabrałam je z tam tond a sama chciałam podejść do Tercji niestety nie dało już rady była okropnie przerażona więc ją zostawiłam na chwilę.Po jakiejś pół godzinie poszłam po nią bała się dalej ale jakoś ją sprowadziłam do koni na pastwisko. Od tej pory nie idzie zrobić z nią dosłownie nic ;/. Ciężko stwierdzić czy robi to bo się boi czy po prostu siadło jej na psychikę i nienawidzi ludzi. Potem już pracowałam z nią z trenerką ale i jej ręce opadają. Z jednej strony nie chcemy jej stresować ale z drugiej strony nie dać się zrobić nic bez używania siły. Nie jest to może bicie jej czy coś ale np nie ma opcji o lonżowaniu jej na jednej lonży bo trzeba cały czas ją pilnować. Nie potrafię się już nią porozumieć kompletnie. Tercja jest szczęśliwa jej koło niej nie ma człowieka. Nawet jak jest lato a stado chowa się pod drzewami a ja siedzę koło nich i czytam książkę albo słucham muzyki wszystkie konie stoją nade mną młodziaki kładą się koło mnie i odpoczywają tylko ona trzyma się z daleka tak co najmniej 3 metry ode mnie. Co do tych dziewczynek pokłóciłam się o to z właścicielem koni aż w końcu przyznał mi racje. Podobno jego wnuczka chciała pojeździć z koleżanką ale on kazał im najpierw ja wylonżować bo wiedział że to młody koń. Niestety Tercja stanęła dęba raz a one sie wystraszyły więc zaczęły ja ganiać w około lonżownika na zewnątrz ;/ Teraz na szczęście do koni podchodzę tylko ja i nikt inny nie ma do nich prawa prócz mojej trenerki właściciel kupił wnuczce kucyka na którym uczy się jeździć i jest spokój. Całe szczęście że dało się z nim dogadać bo strach pomyśleć co by sie działo gdyby ktoś jeszcze próbował coś z nimi robić ;/ ale właścicielowi zależy na kasie i dało mu sie przetłumaczyć że ujeżdżone konie sprzeda drożej ale będę z nimi pracować tylko ja inaczej nie będę z nimi pracować
Tzn powiem tak. Gdyby to był mój koń, ja bym się w trenowaniu tego konia cofnął do etapu odbudowywania zaufania u konia. To że umie chodzić na lonży nie znaczy że to jest ten czas. Czasami lepiej się cofnąć i popracować więcej z koniem od początku niż zaczynać od "10 piętra" i nagle niespodziewanie spaść z wysoka, bo to wtedy na prawdę boli. Nie wiem konkretnie na czym polega to nienawidzenie ludzi, więc ciężko mi stwierdzić co masz zrobić. Jeśli dokładnie opiszesz w którym momencie nienawidzi, co robi i co Wy robicie gdy ona to robi, będzie mi łatwiej coś doradzić. Ja rozumiem, że jak się ma konia to chciałoby się, żeby od razu był czempionem i skoro dobrze coś robi to się to szlifuje, ale na prawdę czasami warto jest się cofnąć, by dopracować pewne rzeczy, bo potem mogą być niezłe jaja. Np. jeśli będzie super chodziła, jakimś (nie wiem jakim) cudem uda Wam się fajnie zajeździć tegoż konia (mimo braku zaufania z jego strony), to współczuję pierwszej osobie która np na tej klaczy pojedzie w teren. Wiem co znaczy brak zaufania u konia i wiem ile w to pracy trzeba włożyć. Możecie pracować z nią mimo wszystko na lonży, ale jako kolejny etap pracy z ziemi. Najpierw postarajcie się ją zrozumieć, wtedy może i ona postara się Was zrozumieć. Jak możesz opisz dokładniej problem związany z tym koniem, bo stwierdzenie "ale wręcz nie na widzi ludzi" za wiele nie mówi.
Tu jest zdj moje na Tercji jak jeszcze była "normalna" A co do złamania jej to z tego co pamiętam położenie jej nie ma na celu bicia jej i pokazania NA CHAMA kto tu rządzi. Podobno koń kiedy leży koło człowieka to znaczy że nam ufa. Naturą koni jest ucieczka w pozycji leżącej nie ma takiej możliwości. Kiedy położę Tercję mam zamiar jej pokazać że owszem to ja jestem górą ale tez to że może mi ufać i że nie chce zrobić jej krzywdy nawet gdy jest w tak "niebezpiecznej" pozycji jak leżenie, może to jest dość brutalny sposób ale z panią trener nie mamy już innych pomysłów
Tzn powiem tak. Gdyby to był mój koń, ja bym się w trenowaniu tego konia cofnął do etapu odbudowywania zaufania u konia. To że umie chodzić na lonży nie znaczy że to jest ten czas. Czasami lepiej się cofnąć i popracować więcej z koniem od początku niż zaczynać od "10 piętra" i nagle niespodziewanie spaść z wysoka, bo to wtedy na prawdę boli. Nie wiem konkretnie na czym polega to nienawidzenie ludzi, więc ciężko mi stwierdzić co masz zrobić. Jeśli dokładnie opiszesz w którym momencie nienawidzi, co robi i co Wy robicie gdy ona to robi, będzie mi łatwiej coś doradzić. Ja rozumiem, że jak się ma konia to chciałoby się, żeby od razu był czempionem i skoro dobrze coś robi to się to szlifuje, ale na prawdę czasami warto jest się cofnąć, by dopracować pewne rzeczy, bo potem mogą być niezłe jaja. Np. jeśli będzie super chodziła, jakimś (nie wiem jakim) cudem uda Wam się fajnie zajeździć tegoż konia (mimo braku zaufania z jego strony), to współczuję pierwszej osobie która np na tej klaczy pojedzie w teren. Wiem co znaczy brak zaufania u konia i wiem ile w to pracy trzeba włożyć. Możecie pracować z nią mimo wszystko na lonży, ale jako kolejny etap pracy z ziemi. Najpierw postarajcie się ją zrozumieć, wtedy może i ona postara się Was zrozumieć. Jak możesz opisz dokładniej problem związany z tym koniem, bo stwierdzenie "ale wręcz nie na widzi ludzi" za wiele nie mówi. Napisałam już u góry wszystko od początku. Więc co powinnam z nią robić od czego zacząć ?
ok, w takim wypadku te dziewczynki zrobiły mega źle, no ale cóż, niestety dzieci miewają ciekawe pomysły i niektóre chcąc piąć do swego, podejmują niekonwencjonalne działania, w tym wypadku żeby koniecznie wylonżować konia. Pewnie będąc w środku również robiły to mega nieumiejętnie, co skłoniło konia do zaatakowania ich. Jakby nie patrzeć, nie każdy koń jest taki. Ja powiem tak, moim zdaniem na pewno najistotniejsza jest konsekwencja w działaniu. Czy kładzenie konia jest dobrym rozwiązaniem? Ludzie miewają różne metody, może w pewnym sensie, ma jakiś sens metoda kładzenia konia, chociaż ja nigdy w ten sposób nie starałem się egzekwować zaufania oraz respektu. Bo tutaj chodzi raczej nie o to żeby koń ufał i sobie pomyślał "Hmmm... leżałam, ona nic mi nie zrobiła, więc przy niej jestem bezpieczna" raczej chodzi tutaj o powiedzenie koniowi "Widzisz, możesz mi dokazywać, ale ja i tak wygram, nie wstaniesz, puki nie pozwolę, będziesz leżeć spokojnie, będziesz się podporządkowywać mi, to ja będę krócej Tworzyła Tobie niewygodę". Tak mi się wydaje przynajmniej, ale nie wiem, jak wspominałem nigdy nie łamałem konia w takowy sposób. Wiem jak się kładzie konie (i to nie tak na chama), ale nie przepadam za tym i dlatego też tego nie robię. No ale pytanie brzmi, co powinnaś zrobić. 1. Dużo pracy z ziemi. Lonża (skoro chodzi na dwóch lonżach) jak najbardziej, ale po pracy z ziemi. Staraj się podchodzić do niej nie od przodu ani nie od tyłu. Podchodź do niej jak do dzikiego konia, którego chciałabyś złapać, który niemalże wcale nie widuje ludzi. Dlaczego tak najlepiej? Po pierwsze podchodząc w ten sposób, znajdujesz się w najbezpieczniejszym miejscu przy koniu, po drugie, masz dostęp do każdego miejsca u konia, po trzecie, koń nie czuje się osaczony przez Ciebie. Grunt to też spokojnie i wolno oddychać, żeby koń nie wyczuwał w Tobie napięcia. 2. Owszem praca na lonży, ale nie długa. Chodzi o to, żeby dawać jej odpocząć w momencie gdy coś dobrze robi. Co to znaczy? Przykładowo bierzesz konika sobie na lonżę, chodzi cudownie, bo ma bardzo dobry dzień, w stępie i kłusie, jest super po prostu. Wiem, że gdy jest tak super, to się chce maglować tę pracę ile wlezie będąc zadowolonym z efektu pracy. Ale właśnie chodzi o to, że jak ładnie chodzi to powinna szybciej mieć spokój. Czyli np. Jedno kółko stępem, cztery kółka kłusem, jedno kółko stępem, trzy kółka kłusem, jedno kółko stępem, i ewentualnie jeszcze trzy kółka kłusem, kółko stępem, nagrodzić i zakończyć pracę. Konie bardzo szybko się nudzą i męczą, ona jest koniem, któremu umysł musisz czymś zająć. Nie zajmiesz jej umysłu przez chwilę, zaśpisz, ona się rozkojarzy i będzie gorzej. Takim koniom agresywnym, ciągle trzeba wynajdować zadania. Tak samo jak się pracuje z ziemi. Często trzeba coś zmieniać w takowej pracy. Staraj się ją wszędzie dotykać, smyrać i czyścić. 3. Konsekwencja w działaniu. Nie możesz pozwolić by koń Tobie dokazywał. Tutaj wyrabiasz respekt wobec konia. Jeśli jest coś dla konia trudnego do zrobienia, może być to bardzo łatwe, ale dla niej akurat ta czynność może być bardzo trudna, bo jej się nie chce. Jeśli widzisz oznaki że potrafi, że się uda, to maglujesz ją do momentu aż się uda. Jeśli ją gdzieś dotykasz, czyścisz a ona Ciebie zaatakuje to reagujesz NATYCHMIASTOWO. Nawet koń który kiedyś był bity, nie zrazi się gdy go uderzysz, zareagujesz, ale w odpowiednie chwili. Konia trzeba nagradzać i karać. Ale nigdy do karcenia nie używaj narzędzi "obcych", nigdy nie karć konia batem, czy czymś bato-pochodnym. Reaguj szybko i krótko. Masz czas od 3 MAX do 5 sekund by zareagować i tylko przez ten czas możesz reagować. Ja z reguły reaguję impulsowo, czyli jedno przewinienie jeden impuls, w ciągu 2 do 3 sekund od zdarzenia. Poniżej opiszę Tobie sytuację, z jaką miałem do czynienia przy jednym z koni. Koń mega agresor (oczywiście z winy właścicieli). Była niegdyś taka sytuacja (całe szczęście mnie przy niej nie było i słyszałem to tylko z opowiadań, bo bym właścicieli za to zatłukł). Konik ma na imię Atłas. Prowadzili lekcje jazdy konnej na maneżu, no i pewna dziewczyna jechała na Atłasie (oczywiście ona jest główną winną tego zamieszania), przed nią na szetlandzie jechała córka właścicieli. Taka mega malutka dziewczynka. Dziewczyna na Atłasie za blisko podjechała, Atłas złapał ich córkę za fraki, wywiną nią w powietrzu i rzucił na środek maneżu (normalnie historia jak z jakiegoś filmu :D ). No i właściciel zareagował właściwie, od razu po zdarzeniu Atłas oberwał za to. No i potem lekcja jeszcze trwała przez pół godziny. Po lekcji, Atłas trafił do boksu. Właściciel był ponoć tak wpieniony, że wleciał do stajni i zaczął Atłasa nawalać widłami (za co już właściciel sam powinien oberwać tymi widłami, gdyż koń już nie wiedział za co obrywa). Potem po dwóch godzinach, z rykiem, mega wkurzona wparowała żona tegoż właściciela, złapała takie plastykowe strzemionka (które się na horn zarzuca dla małych dzieci) i tymi strzemionkami zaczęła okładać Atłasa. Mogę się założyć, że od tamtej pory Atłas regularnie wpiernicz dostawał, od tak po prostu (ale tego nie wiem, wiem tylko to co opowiedzieli). Atłasa wówczas można było uznać za konia bitego, nad którym się znęcano. Jak ja przyjechałem, on miał tak psychikę zrąbaną, że strach było wejść do niego do boksu. Wchodziło się a ten od razu zębami atakował. Wszyscy się bali do niego wchodzić bo ich atakował i się rzucał na nich. W sumie mnie początkowo też. Jak dawałem mu jeść to od razu się rzucał na wiadro co mi się nie spodobało, nie lubię wrzucać do żłobu żarcie z pyskiem konia w wiadrze. Wtedy doszedłem do wniosku że za tego konia trzeba się wziąć. Jak się z pastwiska chciało go ściągnąć, to on potrafił biec centralnie na Ciebie, gdy się udało w ostatniej chwili odskoczyć, to jeszcze wyciągał szyję, żeby chapnąć zębami. Jak go zacząłem wychowywać? Moje wychowywanie było efektowne, krótkie i jako jedyny mogłem wejść do Atłasa, usiąść w boksie na ziemi i nic mi nie zrobił. Jak dawałem jedzenie, to Atłas czekał grzecznie aż wrzucę mu jedzenie, po czym wyjdę, zamknę boks i wtedy jadł. Nie był, on jakiś wystraszony, tylko mi ufał i się z nim dogadałem. Teraz z pewnością się zastanawiasz, jak tego dokonałem? 1. Jeśli chodzi nie atakowanie mnie to wyglądało tak. Wchodzę do niego do boksu, ten mnie ugryzł, a ja go od razu, bez zastanowienia i zbędnego czekania kopnąłem go między przednie łopatki. Dlaczego tam? Tam dosyć boli. Nie zrobiłem tego mocno, nawet rzekłbym że leciutko. Ale on to poczuł a nie widział, bo to miejsce jest martwym punktem, czyli poczuł jedynie ból, jeśli go bolało, ale to go zaskoczyło i to mega i o to mi chodziło. Mi nie chodziło o to żeby go bolało i żeby kwiczał z bólu, ale chodziło o zaskoczenie. Drugi raz wyglądał tak, że czyściłem mu przednie kopyto. Ten mnie chapnął w plecy, tak że aż się wyprostowałem. Wówczas automatycznie, chciałem go kopnąć w brzuch, lecz pośliznąłem się i zaliczyłem glebę. Nie uderzyłem go, ale była gwałtowna reakcja i on to widział. Nie musiał dostać i nie musiało go zaboleć, by zrozumiał. Wtedy mimo że go nie uderzyłem, a to ugryzienie bolało, nie wyżywałem się na nim. Nie zdążyłem powtórzyć, gdyż zanim się pozbierałem to już minęły te przysłowiowe sekundy o których wcześniej wspomniałem. Wtedy jedynie powiedziałem do nie (czego pewnie i tak nie zrozumiał, ale to było dla zachowaniu własnej równowagi psychicznej) "Spokojnie Atłas, jeszcze oddam Tobie za to, bo następnym razem dostaniesz dziesięć razy mocniej, tak że poczujesz i oczy Tobie z orbit wyskoczą", ale następnego razu nie było. On wyrobił wobec mnie respekt. Może byłby następny raz, gdyby nie fakt że też wprowadzałem u niego szkolenie kulturalnego jedzenia i czekania na jedzenie. Jakby nie patrzeć tutaj również wyrabiał wobec mnie respekt. 2. Więc jak wyglądało szkolenie tego jedzenia? Hmmm... początkowo jak wchodziłem, tak jak wcześniej wspomniałem ten od razu wkładał łeb do wiadra. Jedzenie dawałem z wiadra bo tam była spora mieszanka, buraki moczone wcześniej, ziemniaki gotowane na parze i czasami jeszcze inne dodatki. Do tego tak napierał że nawet nie patrzył gdzie staje i potrafił nie dość że łbem ciągnąc wiadro do ziemi to jeszcze deptać po nogach. Mi się zdaje, że możliwe, iż po tamtym zdarzeniu również jedzenia nie dostawał. Bo gdy już udało mi się wrzucić mu żarcie, jadł mega łapczywie, przez co mimo że miał taką papkę, owsa nie potrafił przemielić i źle go trawił. Atłas mógł dostać jedzenie jako ostatni z 9 koni a zjeść potrafił jako pierwszy. Więc wprowadziłem taki sposób. Atłasowi dawałem jedzenie jako pierwszemu koniowi (bo na jego karmienie sporo czasu traciłem, początkowo nawet dwie godziny, a raz nawet na głodniaka szedł do pracy). Robiłem to tak, że wchodzę do Atłasa, ten się chce rzucić na wiadro z jedzeniem, więc wychodzę i stawiam wiadro pod boksem. Zawsze stawiałem tak, żeby on mógł sobie patrzeć na to jedzonko, żeby mógł je powąchać, ale logiczne że nie mógł go jeść. Momentami on szału dostawał, widząc jak inne konie jedzą. Wtedy karmiłem pozostałą 8 koni i znowu chciałem mu dać jeść, ale ten dalej się pchał, więc ponownie wystawiałem. Wtedy poszedłem sam sobie coś zjeść bo byłem głodny i tak kilka podejść, aż stał spokojnie, wtedy mu dałem jeść. Powtórzyłem to parę razy, ta praca z Atłasem trwała ponad tydzień czasu dzień w dzień przy każdym posiłku, ale się opłaciło. Po jakichś 1,5 tygodnia czasu on doskonale zrozumiał o co chodzi. Czekał najgrzeczniej ze wszystkich koni, dostał, ja wyszedłem, wtedy zaczynał jeść. Oczywiście za to że ładnie czekał, zanim wyszedłem, nagrodziłem dodatkowo go dobrym słowem i pogłaskałem po szyi, czy też pomiziałem w okolicach kłębu bo on bardzo to lubił. Mało tego, uważam to za podwójny sukces, gdyż nie dość że nie miałem problemów z jego karmieniem, to dodatkowo on przestał jeść tak łapczywie. On jadł spokojnie, nie wywalał żarcia dookoła tak jak wcześniej, przeżuwał i ładnie zaczął wszystko trawić, w jego kale nie było drobinek owsa, tylko wszystko ładnie przetrawione. Więc tutaj masz przykład podwójnej pracy nad zaufaniem u konia oraz nad respektem. Nigdy nie biję konia po głowie, uważam to za głupi i chory nawyk, ale u 90 % jeźdźców niestety jest często spotykany a wymówki takie że "no bo, pcha się z łbem gdy go karmię", "bo chciał mnie ugryźć to pacnąłem/pacnęłam go w pysk" itd. Grunt to konsekwencja i działanie impulsowe. Dlatego najistotniejsze etapy to etap pierwszy, gdzie uczysz się właściwego podejścia do konia, przyjacielskiego podejścia do konia i koń nie czuje się osaczony. Oraz trzeci etap, gdzie pokazujesz że z Tobą się nie igra, bo Ty tutaj rządzisz, nie jesteś jakimś agresorem, jedyne czego wymagasz to współpracy, a dzięki temu koń otrzyma od Ciebie to na czym mu zależy, czyli albo spokój, albo dobre słowo, smakołyka czy też pogłaskanie i pomizianie tam gdzie lubi, oraz nie robienie tego czego nie lubi.Staraj się skupić nad jej zachowaniem i analizować wszystko po kolei.Myślę że będzie dobrze i sądzę z tego co opisujesz, że jeśli będziesz tak robić jak wyżej napisałem, będziesz konsekwentna i nie będziesz dla niej agresorką, to szybko uzyskasz fajnego konika. Pozdrawiam i powodzenia.No i sorry, że tak późno odpisuję, ale to dlatego bo wczoraj nie miałem zbytnio czasu.
Bardzo dziękuje za rady napewno sie przydadzą a jeszcze mam takie pytanie kiedy ona staje dęba na lonży jak ja za to karać ?
lonżujesz na wędzidle? Jeśli tak, to ja bym ją na chama ściągnął na ziemię, może się stawiać, ale gwałtowny ruch i stanowczy. Jeśli nie lonżujesz na wędzidle, radzę zastosować chociaż kantar sznurkowy, wówczas też dostanie ostry nacisk na potylicę i schowa łeb przez wywarty nacisk na kość nosową, także zrozumie intencje w takim wypadku, i jedno co jest istotne, bat w takim momencie trzymaj na ziemi. Jeśli się obawiasz że pod wpływem emocji może bat pójść w górę, to go po prostu puść na ziemię. Po takiej reakcji automatycznie musisz uspokoić konia głosem i jeśli to się stało w kłusie, od razu pracuje w stępie dłużej. Kontroluj konia i staraj się nie pozwolić na stawanie dęba. Że tak powiem, staraj się swoim zachowaniem, wyprzedzać zachowanie konia, czyli staraj się nie pozwalać na stawanie dębem, skracając konia gwałtownym ruchem. Wiem że niektórzy mogą stwierdzić, że to jest złe jechać koniowi po zębach, ale wierz mi że od jednego szarpnięcia koń nie będzie zaciągnięty na pysku, on ma wiedzieć że to jest mega niewygodne i powinnaś w taki właśnie sposób eliminować to zachowanie. Ja bym przynajmniej tak zrobił mimo że jestem mega przeciwny jechaniu koniowi po zębach, ale w takim momencie tak właśnie bym postąpił. Zobaczysz że po dwóch razach już będzie się zastanawiała "czy stanąć dębem, czy może jednak odpuścić sobie".
Postaram się nagrać film z jak koń się zachowuje w stajni, na lonży, no i pod czas jakiejkolwiek próby podejścia i zrobienia czegokolwiek. Może to pomoże być może to my robimy jakiś błąd może czegoś nie zauważamy przy prasy z nią :) zresztą w padłam na pomysł żeby każdą prace na lonży nakręcać a potem analizować ją z panią trener może akurat coś z tego wyniknie :)I tak lonżuję ją na wędzidle :) postaram się dodać film z soboty i niedzieli o ile pogoda nam dopisze :)
Z filmikiem to bardzo dobry pomysł. Na pewno dużo pomoże i Wam, bo możecie analizować własne zachowanie i jeśli będziecie miały jakiś problem, to też lepiej jest pokazać filmik niż opisywać, gdyż opis nigdy nie odzwierciedla wszystkiego. Bo Ty możesz opisać mi zachowanie konia, które widzisz i ewentualnie co wtedy robiłaś, ale nie opiszesz zachowania swojego, bo nie wiesz dokładnie jak ono wygląda. Pozdrawiam i życzę powodzenia :)