Bede mieć możliwość wkrótce zajeździć konia gościowi, a nie mam pojęcia ile mniej więcej to kosztuje.Zastanawiałam się czy nie brać np. 20zł za godzinę pracy z koniem. Jaki mniej więcej jest koszt z góry?
jeśli się bierze pieniądze za zajeżdżanie konia i nie jest to po znajomości to cena się waha od 80 do 130 zł / godzinę, w zależności od umiejętności jeźdźca oraz od tego co ten koń ma robić, czyli do jakiego poziomu się go zajeżdża. Najtańsze zajeżdżanie, dla początkujących w tej branży lub po znajomości to od 60 zł/godzinę. Za jeżdżenie koni się z reguły bierze tyle co kosztuje mniej więcej lekcja jazdy prowadzonej z instruktorem, czyli od 35 zł do 50 zł za godzinę pracy z koniem.20 zł za godzinę pracy z koniem, to nie obraź się ale dla mnie by była jałmużna. Aczkolwiek faktem jest że jak gdzieś pracowałem i zajeżdżałem przy okazji konie co miałem wliczone w pensję to słabo na tym wychodziłem, ale to już inna bajka, bo wówczas nawet że konia zajeździsz, dalej masz pracę, a w zajeżdżaniu i trenowaniu koni, doprowadzisz konia do określonego poziomu i jest koniec pracy. Tylko faktem jest też to, że aby takowe stawki ustalać to trzeba mieć doświadczenie, chociaż znikome w tym oraz trzeba mieć spore umiejętności w samej jeździe konnej.
to zależy od twojego doświadczenia. Moja trenerka, która jest świetna dość tanio zajeżdża konia 40zł za jazdę. Cena zależy jeszcze od konia, czy jest trudny czy nie.
ja właśnie nie mam zbytniego doświadczenia. Tzn pracowałam z młodymi, trudnymi końmi, choć w sumie nie były aż tak trudne, Bo postępy były.Facet też nie jest zbyt kasiasty, więc za wole dostać mniej niz nic i by miał kogos innego wziać. Zobaczymy co gościu powie
ale za mniej kogoś innego to może mieć problem znaleźć, więc stawkę spokojnie możesz podwyższyć. A tak w ogóle jak nie masz doświadczenia, to nie wiem czy warto się za to brać ;/, długo się konie zajeżdża, jeszcze dłużej się je naprawia, a bardzo szybko konia można zepsuć ;/.Nie chodzi o samą pracę z trudnymi końmi, lecz o zajeżdżanie koni. Praca z trudnym koniem zajeżdżonym jest czymś zupełnie innym i na czym innym polega niż zajeżdżanie, trenowanie i układanie koni. Bo tak to Ty musisz konia uczyć i to w 100 %. Musisz nauczyć go odpowiadania na łydki, ustępowania od łydki, musisz nauczyć go właściwego oddziaływania na działanie wodzy, oraz ustępowania od wodzy, musisz go nauczyć umiarkowanego tempa a nie gnanie lub wleczenie się itd. A więc w skrócie mówiąc, musisz to umieć i wiedzieć dokładnie na jakiej zasadzie to działa, dlaczego to tak się robi a nie inaczej itp.
o tym pojęcie mam. Czytałam dużo książek i teraz innej koleżance pomagałam zajeżdzać młodziaka i coś z tego konia jest. Mojego Miska kupiłam "zajeżdzonego" choć wyszło że parę razy ktoś na nim siedział. Więc uczyłam go chodzenia na łydki. Nawet zaczynał się z czasem na lonży buntować ale już wszytsko naprawione. Widziałm też jak naturalnymi metodami zajeżdżano konie. Więc jakąs podstawe mam
PannoJoanno-ja też sama zajeździłam swoją kobyłkę.I mogę powiedzieć,że owszem,mam o tym jakieś pojęcie.Ale sprawa wygląda tak,że na swoim koniu będę jeździła tylko ja i nawet jeśli jakieś błędy popełniłam,to nie ma to wielkiego znaczenia,bo sygnały,których ją nauczyłam będą nadal kontynuowane w naszej jeździe.Dążę do tego,że jak ujeżdżamy konia dla siebie,to możemy sobie nawet wymyśleć pociągniecie za ucho jako komenda do galopu.Zajeżdżania konia dla kogoś obcego nigdy bym się nie podjęła.To duża odpowiedzialność.A ceny wyglądają tak,jak wspomniał superhorse.
Popieram Karinę. Spieprzyć swojego konia, każdemu wolno, ale spieprzyć cudzego za co bierze się kasę to raczej nie bardzo ;/. Wiesz to że patrzysz i wiesz o co chodzi nie znaczy że umiesz. Też nie raz widziałem woltyżerkę, różne kaskaderskie wyczyny z końmi, przyglądałem się i wiem mniej więcej o co chodzi, ale co z tego ? Mogę wyjaśnić komuś o co chodzi, ale tego nie zrobię, ani nikogo nie nauczę tego robić. Gdyby każdy wszystko potrafił od patrzenia, to po co komuś szkółka jazdy konnej ? Niech kupi sobie film na dvd obejrzy 2, 3 lub 10 razy i będzie wszystko potrafił.Do tego zwróć uwagę na taki motyw. Faktem jest że chcesz grosze czyli 20 zł za godzinę. Załóżmy przepracujesz z koniem 40 godzin, więc koleś Tobie łącznie zapłaci 800 zł. Faktem jest, jak zresztą wspomniałaś że koleś nie ma dużo kasy, czyli 800 zł to dla niego dotkliwa sumka. Okaże się że załóżmy po tych 40 godzinach pracy, koń w kłusie ma nie równy chód, galopuje, ale na złą nogę, w stępie nie potrafi iść żywo, a w terenie się wszystkiego boi, do tego skoczenie małej przeszkody wysokości 40 do 50 cm graniczy z cudem (zakładając że ma ok 4 lata, bo na młodszym skakać to kręgosłup można mu zniszczyć), do tego nie ganaszuje się, tylko łeb wyrywa do przodu, albo macha głową. No i koleś rzuca do Ciebie tekstem. "Proszę Pani, wyjeździła Pani na tym koniu 40 godzin, a on nic nie potrafi, więc jak mam to rozumieć ? Co Pani przez ten czas robiła ?" No i twierdzi przykro mi bardzo ale się rozstaniemy raczej. Wzywa kogoś innego, albo jakiegoś znajomego, w każdym bądź razie kogoś kto się zna na rzeczy. Ten ktoś przyjeżdża, patrzy na konia i mówi "Panie, ja powiedziałem/am że wezmę 40 zł/godzinę zajeżdżania konia, ale ten koń jest totalnie zepsuty a naprawienie go, jest dużo trudniejsze od zajeżdżenia, więc minimum mogę wziąć 80 zł / h" Zakładając że ta osoba idzie po znajomości, bo ludzie zatrudniani do takich rzeczy nie biorą takich groszowych rzeczy, lecz często biorą za wyzbycie konia danego narowu. Wówczas taki zniesmaczony klient, nie dość że kiepską opinię może Tobie wyrobić w świecie jeździeckim to dodatkowo nie wypłacić należnej Tobie kwoty, twierdząc że to musi dołożyć do naprawy konia. Reasumując, żeby zajeżdżać konie musisz umieć je również naprawiać, a nie tylko zajeżdżać.Niestety, życie swego czasu bywa okrutne i wiem że wielu ludzi, tak samo jak ja, stara się przekroczyć pewne poprzeczki.Ja np obecnie zajeżdżam 4 letniego konia, ale zajeżdżam go za darmo, a właściwie pracuję sobie i przy okazji w wolnych chwilach zajeżdżam tegoż konika. Konik nie jest łatwy, ale jest do ułożenia. Zajeżdżałem już 3 inne konie, przy czym jednego trenowałem do skoków. Pracowałem z młodymi i trudnymi końmi. Ale właścicielowi tegoż konia powiedziałem jasno "mogę spróbować go zajeździć, ale od razu mówię że nie mam zbytniego doświadczenia, bo to co robiłem z końmi to o niczym nie świadczy. Tylko że boję się, aby tego konia nie zepsuć, ale skoro Pan twierdzi że mam tego konia robić jak chcę, to będę go robił i zobaczymy co z tego wyjdzie". Wyżej opisałem swoje doświadczenie, gdyż domyślam się, iż Twoje doświadczenie jest mniejsze, i to dużo mniejsze i śmiem myśleć, że właściciel tego konia nie wie o tym, że nie posiadasz takowego doświadczenia. A ja serio uważam że należy zajeździć kilkanaście różnych koni, kilka naprawić i popracować z wieloma trudnymi końmi. Ja jak na razie mam zaliczony ten trzeci etap, chociaż tez nie do końca, bo miałem do czynienia z ok 15 trudnymi końmi. Jeśli chodzi o zajeżdżanie, to ten teraz którego robię jest 4, a jeśli chodzi o naprawianie koni, to naprawiłem 2 konie. Czyli jeszcze dużo przede mną. Jedyne co dobre w moim doświadczeniu to miałem do czynienia z wieloma młodymi końmi, bo tych to by było ok 80, no i jeśli do trudnych zaliczyć źrebaki to można doliczyć dodatkowe 4 koniki :P. Piszę to tylko po to, aby Tobie uzmysłowić, że zajeżdżenie konika, to nie jest takie hop siup i jest.
Bede mieć możliwość wkrótce zajeździć konia gościowi, a nie mam pojęcia ile mniej więcej to kosztuje.Zastanawiałam się czy nie brać np. 20zł za godzinę pracy z koniem. Jaki mniej więcej jest koszt z góry?
jeśli się bierze pieniądze za zajeżdżanie konia i nie jest to po znajomości to cena się waha od 80 do 130 zł / godzinę, w zależności od umiejętności jeźdźca oraz od tego co ten koń ma robić, czyli do jakiego poziomu się go zajeżdża. Najtańsze zajeżdżanie, dla początkujących w tej branży lub po znajomości to od 60 zł/godzinę. Za jeżdżenie koni się z reguły bierze tyle co kosztuje mniej więcej lekcja jazdy prowadzonej z instruktorem, czyli od 35 zł do 50 zł za godzinę pracy z koniem.20 zł za godzinę pracy z koniem, to nie obraź się ale dla mnie by była jałmużna. Aczkolwiek faktem jest że jak gdzieś pracowałem i zajeżdżałem przy okazji konie co miałem wliczone w pensję to słabo na tym wychodziłem, ale to już inna bajka, bo wówczas nawet że konia zajeździsz, dalej masz pracę, a w zajeżdżaniu i trenowaniu koni, doprowadzisz konia do określonego poziomu i jest koniec pracy. Tylko faktem jest też to, że aby takowe stawki ustalać to trzeba mieć doświadczenie, chociaż znikome w tym oraz trzeba mieć spore umiejętności w samej jeździe konnej.
to zależy od twojego doświadczenia. Moja trenerka, która jest świetna dość tanio zajeżdża konia 40zł za jazdę. Cena zależy jeszcze od konia, czy jest trudny czy nie.
ja właśnie nie mam zbytniego doświadczenia. Tzn pracowałam z młodymi, trudnymi końmi, choć w sumie nie były aż tak trudne, Bo postępy były.Facet też nie jest zbyt kasiasty, więc za wole dostać mniej niz nic i by miał kogos innego wziać. Zobaczymy co gościu powie
ale za mniej kogoś innego to może mieć problem znaleźć, więc stawkę spokojnie możesz podwyższyć. A tak w ogóle jak nie masz doświadczenia, to nie wiem czy warto się za to brać ;/, długo się konie zajeżdża, jeszcze dłużej się je naprawia, a bardzo szybko konia można zepsuć ;/.Nie chodzi o samą pracę z trudnymi końmi, lecz o zajeżdżanie koni. Praca z trudnym koniem zajeżdżonym jest czymś zupełnie innym i na czym innym polega niż zajeżdżanie, trenowanie i układanie koni. Bo tak to Ty musisz konia uczyć i to w 100 %. Musisz nauczyć go odpowiadania na łydki, ustępowania od łydki, musisz nauczyć go właściwego oddziaływania na działanie wodzy, oraz ustępowania od wodzy, musisz go nauczyć umiarkowanego tempa a nie gnanie lub wleczenie się itd. A więc w skrócie mówiąc, musisz to umieć i wiedzieć dokładnie na jakiej zasadzie to działa, dlaczego to tak się robi a nie inaczej itp.
o tym pojęcie mam. Czytałam dużo książek i teraz innej koleżance pomagałam zajeżdzać młodziaka i coś z tego konia jest. Mojego Miska kupiłam "zajeżdzonego" choć wyszło że parę razy ktoś na nim siedział. Więc uczyłam go chodzenia na łydki. Nawet zaczynał się z czasem na lonży buntować ale już wszytsko naprawione. Widziałm też jak naturalnymi metodami zajeżdżano konie. Więc jakąs podstawe mam
PannoJoanno-ja też sama zajeździłam swoją kobyłkę.I mogę powiedzieć,że owszem,mam o tym jakieś pojęcie.Ale sprawa wygląda tak,że na swoim koniu będę jeździła tylko ja i nawet jeśli jakieś błędy popełniłam,to nie ma to wielkiego znaczenia,bo sygnały,których ją nauczyłam będą nadal kontynuowane w naszej jeździe.Dążę do tego,że jak ujeżdżamy konia dla siebie,to możemy sobie nawet wymyśleć pociągniecie za ucho jako komenda do galopu.Zajeżdżania konia dla kogoś obcego nigdy bym się nie podjęła.To duża odpowiedzialność.A ceny wyglądają tak,jak wspomniał superhorse.
Popieram Karinę. Spieprzyć swojego konia, każdemu wolno, ale spieprzyć cudzego za co bierze się kasę to raczej nie bardzo ;/. Wiesz to że patrzysz i wiesz o co chodzi nie znaczy że umiesz. Też nie raz widziałem woltyżerkę, różne kaskaderskie wyczyny z końmi, przyglądałem się i wiem mniej więcej o co chodzi, ale co z tego ? Mogę wyjaśnić komuś o co chodzi, ale tego nie zrobię, ani nikogo nie nauczę tego robić. Gdyby każdy wszystko potrafił od patrzenia, to po co komuś szkółka jazdy konnej ? Niech kupi sobie film na dvd obejrzy 2, 3 lub 10 razy i będzie wszystko potrafił.Do tego zwróć uwagę na taki motyw. Faktem jest że chcesz grosze czyli 20 zł za godzinę. Załóżmy przepracujesz z koniem 40 godzin, więc koleś Tobie łącznie zapłaci 800 zł. Faktem jest, jak zresztą wspomniałaś że koleś nie ma dużo kasy, czyli 800 zł to dla niego dotkliwa sumka. Okaże się że załóżmy po tych 40 godzinach pracy, koń w kłusie ma nie równy chód, galopuje, ale na złą nogę, w stępie nie potrafi iść żywo, a w terenie się wszystkiego boi, do tego skoczenie małej przeszkody wysokości 40 do 50 cm graniczy z cudem (zakładając że ma ok 4 lata, bo na młodszym skakać to kręgosłup można mu zniszczyć), do tego nie ganaszuje się, tylko łeb wyrywa do przodu, albo macha głową. No i koleś rzuca do Ciebie tekstem. "Proszę Pani, wyjeździła Pani na tym koniu 40 godzin, a on nic nie potrafi, więc jak mam to rozumieć ? Co Pani przez ten czas robiła ?" No i twierdzi przykro mi bardzo ale się rozstaniemy raczej. Wzywa kogoś innego, albo jakiegoś znajomego, w każdym bądź razie kogoś kto się zna na rzeczy. Ten ktoś przyjeżdża, patrzy na konia i mówi "Panie, ja powiedziałem/am że wezmę 40 zł/godzinę zajeżdżania konia, ale ten koń jest totalnie zepsuty a naprawienie go, jest dużo trudniejsze od zajeżdżenia, więc minimum mogę wziąć 80 zł / h" Zakładając że ta osoba idzie po znajomości, bo ludzie zatrudniani do takich rzeczy nie biorą takich groszowych rzeczy, lecz często biorą za wyzbycie konia danego narowu. Wówczas taki zniesmaczony klient, nie dość że kiepską opinię może Tobie wyrobić w świecie jeździeckim to dodatkowo nie wypłacić należnej Tobie kwoty, twierdząc że to musi dołożyć do naprawy konia. Reasumując, żeby zajeżdżać konie musisz umieć je również naprawiać, a nie tylko zajeżdżać.Niestety, życie swego czasu bywa okrutne i wiem że wielu ludzi, tak samo jak ja, stara się przekroczyć pewne poprzeczki.Ja np obecnie zajeżdżam 4 letniego konia, ale zajeżdżam go za darmo, a właściwie pracuję sobie i przy okazji w wolnych chwilach zajeżdżam tegoż konika. Konik nie jest łatwy, ale jest do ułożenia. Zajeżdżałem już 3 inne konie, przy czym jednego trenowałem do skoków. Pracowałem z młodymi i trudnymi końmi. Ale właścicielowi tegoż konia powiedziałem jasno "mogę spróbować go zajeździć, ale od razu mówię że nie mam zbytniego doświadczenia, bo to co robiłem z końmi to o niczym nie świadczy. Tylko że boję się, aby tego konia nie zepsuć, ale skoro Pan twierdzi że mam tego konia robić jak chcę, to będę go robił i zobaczymy co z tego wyjdzie". Wyżej opisałem swoje doświadczenie, gdyż domyślam się, iż Twoje doświadczenie jest mniejsze, i to dużo mniejsze i śmiem myśleć, że właściciel tego konia nie wie o tym, że nie posiadasz takowego doświadczenia. A ja serio uważam że należy zajeździć kilkanaście różnych koni, kilka naprawić i popracować z wieloma trudnymi końmi. Ja jak na razie mam zaliczony ten trzeci etap, chociaż tez nie do końca, bo miałem do czynienia z ok 15 trudnymi końmi. Jeśli chodzi o zajeżdżanie, to ten teraz którego robię jest 4, a jeśli chodzi o naprawianie koni, to naprawiłem 2 konie. Czyli jeszcze dużo przede mną. Jedyne co dobre w moim doświadczeniu to miałem do czynienia z wieloma młodymi końmi, bo tych to by było ok 80, no i jeśli do trudnych zaliczyć źrebaki to można doliczyć dodatkowe 4 koniki :P. Piszę to tylko po to, aby Tobie uzmysłowić, że zajeżdżenie konika, to nie jest takie hop siup i jest.