Wystarczy .Znam osoby ,które jeżdzą raz na 3 tygodnie po godzinie i jeżdzą wyśmienicie.Wiado jak będziesz jeździć już tak z 4 lata to obojętnie czy jeździsz raz w tygodniu czy codziennie bo i tak będziesz się na tym znać i wykonywać to dobrze ;)
Ja jeżdżę godzinę tygodniowo i jest ok :). Niektórzy jeżdżą nawet 2 razy w miesiącu i im to starcza... Co prawda nie robią szybko postępów, ale coś tam potrafią.Moja koleżanka miała przerwę ok. 1,5 roku a pierwszą jazdę po tej przerwie wzięła sobie spokojną tz. sam stęp i kłus. Dopiero kolejna to był już galop, potem stopniowo skoki... ;)
Ja przez jakiś czas (około 4 miesięcy) jeździłam dwa razy w miesiącu (finanse) no i nie zapominałam nie, nie cofałam się, ale też nie szłam do przodu. Taka po prostu jazda dla zabawy i rekreacji.
A ja powiem takie dziwne coś, że mi lepiej szło na jazdach jak jeździłam rzadzej. Serio. Jedziłam raz w tygodniu i gdy coś mi wypadło i szłam na jazdę dopero po dwóch tygodniach to od razu szło mi lepiej. Trenerka śmiała się, że "niejeżdżenie mi służy". Podobno to działa w taki sposób, że jak sobie wyobrażasz, że coś robisz to przez to też się uczysz, ale ja tam się na tym nie znam.
Jeżdżeę raz w tygodniu ,le w wakacje i ferie cześciej u kolegi mojego wujka , jak jadę do mojej cicoci i wujka , a mieszkają w woj.łodzkim , a ja śląskim.Raz w tyg.z trenerką a u kolegi wujka sama.Chodziarz czasami przyjeżdż tam trenerka i ćwiczy konie chodów.
Tylko pamiętajcie też o mięśniach- jeżeli jeździ się regularnie,to są one wyrobione,przyzwyczajone do tego wysiłku, a przy jazdach raz w miesiącu,to mięśnie raczej się zastają i nie są tak sprawne,jakbyśmy chcieli.Np uda na pewno będą inaczej "odzywały" się po miesiącu niejeżdżenia niż przy krótkich przerwach.
Ja jeszcze nie umiem skakać.Tz. skaczę, ale popełniam jeszcze duużo błędów. Pierwsze skoki miałam jakieś 4 miesiące po pierwszej jeździe, ale były to malutkie hopsy.Później skakałam coraz częściej i wyżej, potem jakoś skoki zniknęły (miałam jazdy z początkującymi), dopiero na ferie się pojawiły, trochę w wakacje, potem znowu zniknęły... Różnie to bywało, bo różne były czynniki na to wpływające :DAkurat dzisiaj miałam swój pierwszy w życiu 3 przeszkodowy szereg, poszło mi trochę źle bo nie skakałam od wielu miesięcy. Ale ja w sumie wolę się podszkolić ujeżdżeniowo niż pchać się na skoki nie potrafiąc dobrze panować nad koniem. Takie jest moje zdanie, że ujeżdżenie to podstawa. Pozdr :)
Ja gdy zaczęłam jeździć to na stajni byłam 1 w tygodniu. Po ok 3 miesiącach (12 lekcjach) zeszłam z lonży (stęp, kłus i podstawy galopu miałam opanowane). W wakacje - jazdy codziennie lub co 2,3 dni. Teraz w zimie znowu raz na tydzień. Zauważyłam, że (tak jak pisała Nanna) nawet jak się jeździ rzadko, można jeździć dobrze. Ważne, żeby być w formie i między jazdami wykonywać inne sporty (np. pływanie czy bieganie). Wtedy nie ma zakwasów ;p
Czy wystarczy godzina tygodniowo?
Wystarczy .Znam osoby ,które jeżdzą raz na 3 tygodnie po godzinie i jeżdzą wyśmienicie.Wiado jak będziesz jeździć już tak z 4 lata to obojętnie czy jeździsz raz w tygodniu czy codziennie bo i tak będziesz się na tym znać i wykonywać to dobrze ;)
Ja jeżdżę godzinę tygodniowo i jest ok :). Niektórzy jeżdżą nawet 2 razy w miesiącu i im to starcza... Co prawda nie robią szybko postępów, ale coś tam potrafią.Moja koleżanka miała przerwę ok. 1,5 roku a pierwszą jazdę po tej przerwie wzięła sobie spokojną tz. sam stęp i kłus. Dopiero kolejna to był już galop, potem stopniowo skoki... ;)
Lilith jeżeli jeździsz raz w tygodniu to możesz mi powiedzieć rzecz? A w ile czasu nauczyłaś się skakać?
Aha i dzięki za odpowiedź Lilith i Nanna.
Myślę że godzina tygodniowo wystarczy :D
Ja przez jakiś czas (około 4 miesięcy) jeździłam dwa razy w miesiącu (finanse) no i nie zapominałam nie, nie cofałam się, ale też nie szłam do przodu. Taka po prostu jazda dla zabawy i rekreacji.
A ja powiem takie dziwne coś, że mi lepiej szło na jazdach jak jeździłam rzadzej. Serio. Jedziłam raz w tygodniu i gdy coś mi wypadło i szłam na jazdę dopero po dwóch tygodniach to od razu szło mi lepiej. Trenerka śmiała się, że "niejeżdżenie mi służy". Podobno to działa w taki sposób, że jak sobie wyobrażasz, że coś robisz to przez to też się uczysz, ale ja tam się na tym nie znam.
Jeżdżeę raz w tygodniu ,le w wakacje i ferie cześciej u kolegi mojego wujka , jak jadę do mojej cicoci i wujka , a mieszkają w woj.łodzkim , a ja śląskim.Raz w tyg.z trenerką a u kolegi wujka sama.Chodziarz czasami przyjeżdż tam trenerka i ćwiczy konie chodów.
Tylko pamiętajcie też o mięśniach- jeżeli jeździ się regularnie,to są one wyrobione,przyzwyczajone do tego wysiłku, a przy jazdach raz w miesiącu,to mięśnie raczej się zastają i nie są tak sprawne,jakbyśmy chcieli.Np uda na pewno będą inaczej "odzywały" się po miesiącu niejeżdżenia niż przy krótkich przerwach.
Ja jeszcze nie umiem skakać.Tz. skaczę, ale popełniam jeszcze duużo błędów. Pierwsze skoki miałam jakieś 4 miesiące po pierwszej jeździe, ale były to malutkie hopsy.Później skakałam coraz częściej i wyżej, potem jakoś skoki zniknęły (miałam jazdy z początkującymi), dopiero na ferie się pojawiły, trochę w wakacje, potem znowu zniknęły... Różnie to bywało, bo różne były czynniki na to wpływające :DAkurat dzisiaj miałam swój pierwszy w życiu 3 przeszkodowy szereg, poszło mi trochę źle bo nie skakałam od wielu miesięcy. Ale ja w sumie wolę się podszkolić ujeżdżeniowo niż pchać się na skoki nie potrafiąc dobrze panować nad koniem. Takie jest moje zdanie, że ujeżdżenie to podstawa. Pozdr :)
Ja gdy zaczęłam jeździć to na stajni byłam 1 w tygodniu. Po ok 3 miesiącach (12 lekcjach) zeszłam z lonży (stęp, kłus i podstawy galopu miałam opanowane). W wakacje - jazdy codziennie lub co 2,3 dni. Teraz w zimie znowu raz na tydzień. Zauważyłam, że (tak jak pisała Nanna) nawet jak się jeździ rzadko, można jeździć dobrze. Ważne, żeby być w formie i między jazdami wykonywać inne sporty (np. pływanie czy bieganie). Wtedy nie ma zakwasów ;p