U mnie to konie są atakowane raczej przez muchy końskie i bąki bydlęce. I jeden i drugi gatunek tych latających robajstw to strasznie uciążliwe paskudztwa, a gryzą tak boleśnie, że dziękuję..Pewnie nie chodziło Ci o typowe pszczoły, bo one nie atakują po prostu zwierząt czy ludzi. Ale na te wszelkie owady, które są udręką pewnie każdego koniarza, są preparaty - w sumie na długo to one nie działają, no ale trudno, jakoś ratować się trzeba. A więc pomocny jest preparat Cit Bremsentod:http://www.agrosklep24.pl/agrosklep_zwalczanieszkodnikow_1/agrosklep_zwalczanieszkodnikow_1_07.html1000 ml kosztuje około 90 zł.
Oczywiście mnie też już kilka osób dało propozycję zabijania tych gryzących ..... jednak ja po ich ugryzieniach już tak zaczęłam się ich bać, że nie dam rady czegoś takiego klepnąć ręką, bo bym chyba przy tym wydała z siebie paniczny krzyk ;) ;P Za bardzo się boję tego latającego świństwa ;/
Jak łapka na muchy ma rączkę do zawieszenia na Twojej rączce,to też jestem "za" :-) Chociaż te paskudy są wyjątkowo odporne na takie klepanie...Albo bacikiem :-), ja go zawsz właśnie po to zabieram,nawet pod brzusio konia nim sięgnę.A tak naprawdę,to tak,jak pisała rolphinka- te preparaty są drogie a działają dosyć krótko.Na meszki dobry jest olejek waniliowy,a na te paskudy-muchy końskie i gzy-ocet.Zawsze przed jazdą lekko nim konia nasmarować.Ale po jeździe pamiętajcie przetrzeć te miejsca wilgotną szmatką
hehe :P nie no preparaty są do kitu bo działają jak koń nie jest spocony, spoci się i jest lipa ;/ wtedy wszystko się zlatuje z okolicy. Z batem to ja nie jeżdżę, ale czasami jak już jest tak tragicznie z muchami czyli koniec czerwca i początek lipca, i kiedy te muchy są takie natarczywe, to zrywam sobie gałąź w lesie, taką dużą co ma wiele liści i nią macham, w szczególności w okolicach głowy, pod brzuchem i z przodu szyi, bo z tyłu to koń ma ogon więc daje rady :P To pomaga, bo odgania bardzo skutecznie, faktem jest że ciągle trzeba machać, ale w sumie tylko w stępie i w wolnym kłusie, w galopie wyrzucam gałąź bo już z reguły wiele liści straciła i jak skończę galop zrywam kolejną :) Po co mi sznurek na rękę ? jeszcze się gdzieś na drzewie powieszę :P Bo ja mam pecha do wszelkich gadżetów :P Jedynie normalna jazda konna bez jakiś pomocy u mnie w grę wchodzi, pomocy nie uznaję, a zresztą korzystanie z nich nie jest dla mnie przyjemne i pomocne, raczej mi przeszkadza dodatkowo :P.Dlatego w terenie kiedyś 3 baty zgubiłem, skoro musiałem uzmysłowić pracodawcy że z batem nie lubię jeździć :P
aha ;d jeszcze jedno co do gubienia przedmiotów w terenie ;D.Kiedyś zdarzyło mi się nawet strzemię zgubić w terenie :D. Zorientowałem się jak przejechałem kilometr, ale na szczęście znalazłem :)
Też kiedyś używałam gałązki,ale jak mnie taki wielki pająk z tej gałęzi przyatakował,to stwierdziłam,że nigdy więcej! :-D wolę jednak bacik,na sznureczku przy ręce.Przynajmniej nic się z niego na mnie do tej pory nie rzuciło :-/A to,żeś sierota i masz między innymi problemy z oceną odległości w kasku,to już ustaliliśmy :-D :-PHeh,przydałby mi się taki kompan z poczuciem humoru i wiedzą do wyjazdów w teren :-)
Heh,przydałby mi się taki kompan z poczuciem humoru i wiedzą do wyjazdów w teren :-)Hehe ;d wiesz, jak chcesz możesz mnie zatrudnić :P, bo ta praca którą mam zaczyna mnie wkurzać a w sumie właściciele jacyś walnięci są ;/. Byli początkowo w porządku a teraz coś im odbija ;/.A co do terenów ze mną to są serio mega trudne momentami :D. Kiedyś jak uczyłem ludzi jeździć konno i robiłem wyjazdy w teren, to gdy ludzi się pytałem jak jeżdżą, a oni mi mówili ile to nie potrafią, jak długo jeżdżą i że ich poziom jest zaawansowany, to dochodziłem do wniosku - twierdząc że mój poziom jest średniozaawansowany i to początkowe stadium tegoż poziomu - to jak pojadę w teren z nimi który dla mnie będzie dość trudny, to dla nich będzie lajtowy. Jedziemy no i po pół godziny terenu zaczęli coś tam jęczeć że aż tak dobrze w terenie nie jeżdżą itd, i że ruszać między drzewami galopem w tak gęstym lesie to dla nich za dużo, że mogą nogi na drzewach zostawić, nie wspominając galop ze stromych wzgórz lub podjazd pod strome skarpy, pod które w sumie pieszo to bym chyba na czworaka się wspinał :P.Ale wiesz zawsze można się wpierw przygotować do takiego terenu :P.
aha co do tego że jestem mega zakręcony to jest fakt :d, Kiedyś jechałem w parku na rowerze i wjechałem w krzaki bo na taką jedną dziewczynę się zagapiłem ;d, jadę sobie, jadę i nagle w krzakach byłem :D.Innym razem jechałem na rowerze z kolegą no i jechałem bez trzymanki, chciałem sobie tiktaka wrzucić od razu z pudełka do ust, bo jak bym brał na rękę mógłby mi wylecieć, się męczę, trzęsę tym pudełkiem i był zakręt, a ja w krzakach - kolega nie ostrzegł ;/.Jak jechałem kiedyś w terenie galopem to też, odwracam się do kolegi bo on coś do mnie mówi, no i jak już uzyskałem informację, obracam się i tak centralnie w twarz gałęzią dostałem, ale cóż ja zawsze tak beztrosko żyłem :P.Ale nie polecam skakania sporego rowu na oklep na koniu ze stępu :P. Efekt był taki że jak koń skoczył i wylądował to ja też wylądowałem ale centralnie na jego kłębie :P, normalnie ciemność przed oczyma zobaczyłem :D
aha ;d jeszcze jedno :D jakiś zapominalski jestem.Jeśli chodzi o jazdę w kasku. W kasku tylko raz z konia spadłem, no i jak uderzyłem głową to ten kask w jakiś sposób zrobił mi czerwoną pręgę na głowie i mimo wszystko bolało, a miałem wiele upadków bez kasku, które może trochę bardziej bolały, ale jak coś to na głowie miałem jakieś siniaki, a nie wyglądałem jak idiota z pręgą przez środek głowy i jeszcze dookoła, a z racji że miałem krótkie włosy to było widać i tak przez parę dni :/.
może nie pisz tu o jeździe bez kasku,bo zdarzają się ludzie,młodzież i dzieci,które zaraz to podchwycą,a nie mają wystarczających umiejętności,żeby sobie na to pozwolić.Bezpieczeństwo przede wszystkim,nawet wtedy,gdy w ten diabelski kask grzeje ponad 30stopni!!!
Ale faktem jest w zimę lubię jeździć w kasku jeśli zapomnę jakiejś ciepłej czapki :P. A najlepiej w toczku w zimę jeździć bo toczki nie mają tych różnych wywietrzników, które przynajmniej mój zakurzony kask ma :D. Do tego wszędzie zabieram swój kask, bo jestem sentymentalny, teraz też leży za mną na szafie, cały zakurzony :P. Mało tego jest tak zniszczony jakby przetrwał wiele upadków a nie przetrwał ani jednego upadku :D. Tzn w sumie przetrwał, bo zawsze go gdzieś rzucałem ;d.
Najgorsze są podogonówki ; P Włażą tam gdzie nazwa wskazuje i żeby je zabić trzeba je przepołowić ( FUJ ) Preparaty wszelkiego rodzaju są do kitu, bo jak konik się spoci, to one spływają. Musisz je chyba bacikiem lub ręką zabijać : )
Proszę o pomoc, nic nie działa, zaraz go całego pogryzą.
Przepraszam, nie muchy tylko pszczoły
Preparat trzeba kupić.. A tak to musisz te pszczoły zabić..
U mnie to konie są atakowane raczej przez muchy końskie i bąki bydlęce. I jeden i drugi gatunek tych latających robajstw to strasznie uciążliwe paskudztwa, a gryzą tak boleśnie, że dziękuję..Pewnie nie chodziło Ci o typowe pszczoły, bo one nie atakują po prostu zwierząt czy ludzi. Ale na te wszelkie owady, które są udręką pewnie każdego koniarza, są preparaty - w sumie na długo to one nie działają, no ale trudno, jakoś ratować się trzeba. A więc pomocny jest preparat Cit Bremsentod:http://www.agrosklep24.pl/agrosklep_zwalczanieszkodnikow_1/agrosklep_zwalczanieszkodnikow_1_07.html1000 ml kosztuje około 90 zł.
Oczywiście mnie też już kilka osób dało propozycję zabijania tych gryzących ..... jednak ja po ich ugryzieniach już tak zaczęłam się ich bać, że nie dam rady czegoś takiego klepnąć ręką, bo bym chyba przy tym wydała z siebie paniczny krzyk ;) ;P Za bardzo się boję tego latającego świństwa ;/
łapką na muchy je odgoń ;D
Jak łapka na muchy ma rączkę do zawieszenia na Twojej rączce,to też jestem "za" :-) Chociaż te paskudy są wyjątkowo odporne na takie klepanie...Albo bacikiem :-), ja go zawsz właśnie po to zabieram,nawet pod brzusio konia nim sięgnę.A tak naprawdę,to tak,jak pisała rolphinka- te preparaty są drogie a działają dosyć krótko.Na meszki dobry jest olejek waniliowy,a na te paskudy-muchy końskie i gzy-ocet.Zawsze przed jazdą lekko nim konia nasmarować.Ale po jeździe pamiętajcie przetrzeć te miejsca wilgotną szmatką
hehe :P nie no preparaty są do kitu bo działają jak koń nie jest spocony, spoci się i jest lipa ;/ wtedy wszystko się zlatuje z okolicy. Z batem to ja nie jeżdżę, ale czasami jak już jest tak tragicznie z muchami czyli koniec czerwca i początek lipca, i kiedy te muchy są takie natarczywe, to zrywam sobie gałąź w lesie, taką dużą co ma wiele liści i nią macham, w szczególności w okolicach głowy, pod brzuchem i z przodu szyi, bo z tyłu to koń ma ogon więc daje rady :P To pomaga, bo odgania bardzo skutecznie, faktem jest że ciągle trzeba machać, ale w sumie tylko w stępie i w wolnym kłusie, w galopie wyrzucam gałąź bo już z reguły wiele liści straciła i jak skończę galop zrywam kolejną :) Po co mi sznurek na rękę ? jeszcze się gdzieś na drzewie powieszę :P Bo ja mam pecha do wszelkich gadżetów :P Jedynie normalna jazda konna bez jakiś pomocy u mnie w grę wchodzi, pomocy nie uznaję, a zresztą korzystanie z nich nie jest dla mnie przyjemne i pomocne, raczej mi przeszkadza dodatkowo :P.Dlatego w terenie kiedyś 3 baty zgubiłem, skoro musiałem uzmysłowić pracodawcy że z batem nie lubię jeździć :P
aha ;d jeszcze jedno co do gubienia przedmiotów w terenie ;D.Kiedyś zdarzyło mi się nawet strzemię zgubić w terenie :D. Zorientowałem się jak przejechałem kilometr, ale na szczęście znalazłem :)
Też kiedyś używałam gałązki,ale jak mnie taki wielki pająk z tej gałęzi przyatakował,to stwierdziłam,że nigdy więcej! :-D wolę jednak bacik,na sznureczku przy ręce.Przynajmniej nic się z niego na mnie do tej pory nie rzuciło :-/A to,żeś sierota i masz między innymi problemy z oceną odległości w kasku,to już ustaliliśmy :-D :-PHeh,przydałby mi się taki kompan z poczuciem humoru i wiedzą do wyjazdów w teren :-)
Heh,przydałby mi się taki kompan z poczuciem humoru i wiedzą do wyjazdów w teren :-)Hehe ;d wiesz, jak chcesz możesz mnie zatrudnić :P, bo ta praca którą mam zaczyna mnie wkurzać a w sumie właściciele jacyś walnięci są ;/. Byli początkowo w porządku a teraz coś im odbija ;/.A co do terenów ze mną to są serio mega trudne momentami :D. Kiedyś jak uczyłem ludzi jeździć konno i robiłem wyjazdy w teren, to gdy ludzi się pytałem jak jeżdżą, a oni mi mówili ile to nie potrafią, jak długo jeżdżą i że ich poziom jest zaawansowany, to dochodziłem do wniosku - twierdząc że mój poziom jest średniozaawansowany i to początkowe stadium tegoż poziomu - to jak pojadę w teren z nimi który dla mnie będzie dość trudny, to dla nich będzie lajtowy. Jedziemy no i po pół godziny terenu zaczęli coś tam jęczeć że aż tak dobrze w terenie nie jeżdżą itd, i że ruszać między drzewami galopem w tak gęstym lesie to dla nich za dużo, że mogą nogi na drzewach zostawić, nie wspominając galop ze stromych wzgórz lub podjazd pod strome skarpy, pod które w sumie pieszo to bym chyba na czworaka się wspinał :P.Ale wiesz zawsze można się wpierw przygotować do takiego terenu :P.
aha co do tego że jestem mega zakręcony to jest fakt :d, Kiedyś jechałem w parku na rowerze i wjechałem w krzaki bo na taką jedną dziewczynę się zagapiłem ;d, jadę sobie, jadę i nagle w krzakach byłem :D.Innym razem jechałem na rowerze z kolegą no i jechałem bez trzymanki, chciałem sobie tiktaka wrzucić od razu z pudełka do ust, bo jak bym brał na rękę mógłby mi wylecieć, się męczę, trzęsę tym pudełkiem i był zakręt, a ja w krzakach - kolega nie ostrzegł ;/.Jak jechałem kiedyś w terenie galopem to też, odwracam się do kolegi bo on coś do mnie mówi, no i jak już uzyskałem informację, obracam się i tak centralnie w twarz gałęzią dostałem, ale cóż ja zawsze tak beztrosko żyłem :P.Ale nie polecam skakania sporego rowu na oklep na koniu ze stępu :P. Efekt był taki że jak koń skoczył i wylądował to ja też wylądowałem ale centralnie na jego kłębie :P, normalnie ciemność przed oczyma zobaczyłem :D
aha ;d jeszcze jedno :D jakiś zapominalski jestem.Jeśli chodzi o jazdę w kasku. W kasku tylko raz z konia spadłem, no i jak uderzyłem głową to ten kask w jakiś sposób zrobił mi czerwoną pręgę na głowie i mimo wszystko bolało, a miałem wiele upadków bez kasku, które może trochę bardziej bolały, ale jak coś to na głowie miałem jakieś siniaki, a nie wyglądałem jak idiota z pręgą przez środek głowy i jeszcze dookoła, a z racji że miałem krótkie włosy to było widać i tak przez parę dni :/.
może nie pisz tu o jeździe bez kasku,bo zdarzają się ludzie,młodzież i dzieci,które zaraz to podchwycą,a nie mają wystarczających umiejętności,żeby sobie na to pozwolić.Bezpieczeństwo przede wszystkim,nawet wtedy,gdy w ten diabelski kask grzeje ponad 30stopni!!!
hehe ;d a po czym poznać że się ma wystarczające umiejętności aby móc zacząć jeździć bez kasku ?
Ale faktem jest w zimę lubię jeździć w kasku jeśli zapomnę jakiejś ciepłej czapki :P. A najlepiej w toczku w zimę jeździć bo toczki nie mają tych różnych wywietrzników, które przynajmniej mój zakurzony kask ma :D. Do tego wszędzie zabieram swój kask, bo jestem sentymentalny, teraz też leży za mną na szafie, cały zakurzony :P. Mało tego jest tak zniszczony jakby przetrwał wiele upadków a nie przetrwał ani jednego upadku :D. Tzn w sumie przetrwał, bo zawsze go gdzieś rzucałem ;d.
można zastosować pułapkę na muchy końskie
Najlepszy preparat na rynku
Derka siatkowa z kapturem i maska albo nauszniki albo frędzelki.Ew. jakieś pachnące zielsko bazylia chyba albo jakieś inne...
Najgorsze są podogonówki ; P Włażą tam gdzie nazwa wskazuje i żeby je zabić trzeba je przepołowić ( FUJ ) Preparaty wszelkiego rodzaju są do kitu, bo jak konik się spoci, to one spływają. Musisz je chyba bacikiem lub ręką zabijać : )