Zapewne część niepełnoletnich miłośników/miłośniczek jazdy konnej zwracając się do rodziców z pytaniem o możliwość jazdy konnej usłyszała w odpowiedzi coś w stylu: "Wykluczone! To jest niebezpieczne!". Jak przekonać rodziców?Wygrzebałem przed chwilą z domowego archiwum artykuł z czasopisma "Focus" z 1997 r. pt. "Słodki smak ryzyka". Przytoczono tam ciekawe dane nt. wielu dyscyplin sportu, m.in. o jeździectwie. Otóż w Wielkiej Brytanii, gdzie jeździ konno 2,5 mln osób [przypominam - dane sprzed 17 lat!], zaledwie 2% kontuzji odniesionych we wszystkich dyscyplinach sportu zostało spowodowanych upadkiem z konia. Dla porównania - gra w piłkę nożną powoduje 29% wszystkich urazów! Prawdopodobieństwo kontuzji podczas jazdy konnej jest dużo mniejsze niż przy grze w tenisa, koszykówkę czy też podczas ćwiczeń wyszczuplających.
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
Zorkana - podam za tym samym artykułem...Więcej wypadków śmiertelnych niż jazda konna powoduje uprawianie żeglarstwa a nawet... wędkowanie (znane przypadki zarzucenia wędki na przewody elektryczne). Do poważnych uszkodzeń kręgosłupa dochodzi w jeździectwie niezwykle rzadko. Nie ma na ten temat globalnych danych ze świata, ale można przyjąć, że takie wypadki zdarzają się średnio cztery na rok. Częściej trafiają pod opiekę lekarzy ofiary nurkowania (że nie wspomnę o ofiarach wypadków drogowych). Oczywiście bardzo negatywną "reklamę" zyskało jeździectwo po poważnym wypadku amerykańskiego aktora Christophera Reeve"a. Dla przypomnienia: "27 maja 1995 roku na planie filmowym spłoszony koń zrzucił go z siodła. W wyniku upadku aktor skręcił kark i doznał paraliżu. W przebiegu ogólnoustrojowego zakażenia mającego źródło w odleżynach aktor zapadł w śpiączkę 9 października 2004 roku, a dzień później zmarł.Z mniej odległego "podwórka", mianowicie z własnych doświadzeń. Jako nauczyciel miałem kiedyś nauczanie indywidualne u nastolatki, która spadła z konia i miała bardzo poważne problemy z kolanem (nie opiszę ich dokładnie, bo nie jestem chirurgiem, ortopedą ani nikim podobnym). Skończyło się na operacji i dość długiej rehabilitacji, ale uczennica wróciła do szkoły i chodziła bez kul (choć była zwolniona z zajęć wychowania fizycznego).
jejku, przepraszam za te podwójne posty, coś mi chyba komp wariuje ;-)a z naszego podwórka to jeszcze dodam przypadek Henryka Machalicy, zmarł w wyniku obrażeń spowodowanych upadkiem z konia, czy Maciej Frankiewicz (wiceprezydent Poznania) tez zmarł w wyniku wielonarządowych obrażeń spowodowanych przewrotką z koniem, a to tylko znane osoby, to ilu musi być jeszcze takich niesławnych co się zabili na koniu ?
Ale jak tak bysmy patrzyli, to nawet na spacerze na chodniku nie znamy dnia i godziny kiedy wjedzie w nas pijany kierowca..... Kazdy sport jest ryzykiem urazow, z tym sie trzeba liczyc, albo zamknijmy sie w domu bo kazde wyjscie nam czyms grozi.. Myslcie pozytywnie z frajdy ze sportu i zyjcie ta chwila :) inaczej strach was pokona ;)
jejku, przepraszam za te podwójne posty, coś mi chyba komp wariuje ;-)a z naszego podwórka to jeszcze dodam przypadek Henryka Machalicy, zmarł w wyniku obrażeń spowodowanych upadkiem z konia, czy Maciej Frankiewicz (wiceprezydent Poznania) tez zmarł w wyniku wielonarządowych obrażeń spowodowanych przewrotką z koniem, a to tylko znane osoby, to ilu musi być jeszcze takich niesławnych co się zabili na koniu ?
Nie ma za co :) Kilka lat temu był przypadek kobiety, któr spadła z konia w Polsce na plaży (Sopot? Gdynia? Gdańsk?) i wskutek obrażeń zmarła. Dość makabrycznym przykładem jest też wizja filmowców, którzy w filmie "Łowcy skór" (na bazie wydarzeń w łódzkim pogorowiu, pavulonu etc. - starsi wiedzą, o co chodzi) jako pierwszą ofiarę "anioła śmierci" uczynił osobę, która miała powązny wypadek jeździecki.
Ale jak tak bysmy patrzyli, to nawet na spacerze na chodniku nie znamy dnia i godziny kiedy wjedzie w nas pijany kierowca..... Kazdy sport jest ryzykiem urazow, z tym sie trzeba liczyc, albo zamknijmy sie w domu bo kazde wyjscie nam czyms grozi.. Myslcie pozytywnie z frajdy ze sportu i zyjcie ta chwila :) inaczej strach was pokona ;)
Ja tam mam nadzieję, że we mnie nie wjedzie żaden samochód, a że szczęściu trzeba pomóc, w miejskiej dżungli jestem bardzo ostrożny i uważnie obserwuję otoczenie ;) Generalnie motywem przewodnim tego wątku, o czym świadczy zresztą jego tytuł, nie jest zniechęcenie kogokolwiek do uprawiania jeździectwa, ale zbicie argumentu "to niebezpieczne!". Kurde - życie jest niezdrowe, bo się umiera :P
a tak na poważnie : myślę, że stopień urazowości jeździectwa można porównać do narciarstwa zjazdowego, jak jeździsz w kasku, po wyznaczonych trasach, z rozwagą, bez szarżowania, z niezbędną dozą pokory, to minimalizujesz szanse na kontuzję,jednakże, od czasu do czasu głośno jest o jakimś wyjątkowo pechowym, dramatycznym w skutkach wypadku, często śmiertelnym .... i nie ma się co oszukiwać, chociaż ryzyko kontuzji w ogóle jest na pewno w przypadku jeździctwa jest mniejsze niż przy siatkówce, to jednak ryzyko poważnego urazu powodującego kalectwo czy śmierci, w przypadku jeździectwa jest większe :-(no chyba, że ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie :-D
a tak na poważnie : myślę, że stopień urazowości jeździectwa można porównać do narciarstwa zjazdowego, jak jeździsz w kasku, po wyznaczonych trasach, z rozwagą, bez szarżowania, z niezbędną dozą pokory, to minimalizujesz szanse na kontuzję,jednakże, od czasu do czasu głośno jest o jakimś wyjątkowo pechowym, dramatycznym w skutkach wypadku, często śmiertelnym .... i nie ma się co oszukiwać, chociaż ryzyko kontuzji w ogóle jest na pewno w przypadku jeździctwa jest mniejsze niż przy siatkówce, to jednak ryzyko poważnego urazu powodującego kalectwo czy śmierci, w przypadku jeździectwa jest większe :-(no chyba, że ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie :-D
Zorkana - z jeździectwem jest jak z wieloma (wszystkimi?) dziedzinami życia. Mój tato mawia, że jak masz pecha, to dostaniesz cegłą w drewnianym kościele ;) Jak masz pecha, to nawet superspokojny koń, który nie ma w kłębie 1,8 m, toczek, kamizelka etc. nie zapewni pełnego bezpieczeństwa. Nikt chyba na siłę nie próbuje doznać kontuzji podczas jazdy konno (no, chyba że jakiś cwany Polak stwierdzi, że to lepszy sposób na wyciągnięcie kasy z firmy ubezpieczeniowej niż kolejna pozorowana stłuczka...), ale czasem im bardziej się staramy, tym czasem mniej na coś wychodzi :) "ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie"Jutro się przejdę do Urzędu Statystycznego i spytam, czy gromadzą dane o wypadkach w czasie jazdy konnej. A może od razu mail do GUS-u w tej sprawie (dane zbiorcze z całego kraju, a nie jednego województwa)? :D Na zakończenie - dowcip dotyczący II wojny światowej, ale powiązany z tematyką tego wątku.Londyn. Na słupie ogłoszeniowym wisi plakat z tekstem: "Zaciągnij się do wojsk spadochronowych. Teraz bezpiecznej jest skoczyć ze spadochronem, niż przejść na drugą stronę ulicy." Pod spodem ktoś dopisał: "Chętnie bym się zaciągnął, ale biuro werbunkowe jest po drugiej stronie ulicy" ;)
hanke - jakieś źródła poza Fokusem? Bo w cztery złamania kręgosłupa na rok na całym świecie nie uwierzę za Chiny Ludowe (podkreślam - złamania kręgosłupa, wszystkie). I zlituj się - nie kopiuj każdego postu w tym wątku, w dodatku w osobnym poście...
taaak, cztery złamane kręgosłupy rocznie po upadku z konia na całym świecie - to niemożliwe ! zresztą kto prowadziłby taki statystyki chociażby w krajach trzeciego świata, spadł, zabił się czy złamał kręgosłup to leży w grobie albo przykuty do wózka i tyle, nikt nie słyszał, nikt nic nie wie ,może chodzi o cztery złamane kręgosłupy rocznie w czasie zawodów jeździeckich ?
Drogie panie! Rozwiązania techniczne na niniejszym forum nie ja projektowałem, lecz gdybym mógł to zrobić, zastosowałbym "cytowanie" i "cytowanie selektywne" w jednym poście, a nie cytowałbym w trzech osobnych, po każdym dodając jeszcze własny komentarz. Proszę napisać do administracji w tej sprawie. Przyłączę się do apelu ;) jestemzlasu - nie, brak innych źródeł. Artykuł wykopałem z teczki, do której chyba z 5 lat nie zaglądałem. Nie zbieram tego typu tekstów, bo to daleko poza moimi zainteresowaniami. Nie wiem, może w PZJ mają jakąś komórkę od wypadków jeździckich i ich analizy statystycznej (podobnie jak np. TOPR analizuje wypadki w Tatrach)? Ja tylko wrzuciłem jeden skromny kamyczek do dużego ogródka ;) Zorkana - w artykule wyraźnie podkreślono (i ja to wyżej też zaakcentowałem), że globalnych statystyk nie ma. Jest to więc opinia autora artykułu (a zwie się on Marcin Raffa). Czy wysnuł tą liczbę z komina, internetu czy skądinąd, nie jest mi wiadome. Ja tam proponuję nie rozmawiać tutaj o złamanych kręgosłupach, bo ten wątek miał być w idei przełamywaniem stereotypów o zagrożeniu, a tymczasem zgłębiamy coraz mroczniejsze klimaty :P
Szkoda w takim razie, ponieważ Focus nie jest dla mnie źródłem w jakimkolwiek stopniu wiarygodnym. PZJ nie ma komórki od wypadków, obawiam się, że nikt takiej statystyki nie prowadzi.Zgłębiamy klimaty, ponieważ jazda konna jest sportem potencjalnie urazowym i według mnie nie należy tego bagatelizować. Wręcz przeciwnie, trzeba ludziom tłuc do głowy, żeby uważali, nie szarżowali, nosili kaski i tak dalej...Naprawdę byłam świadkiem wielu wypadków podczas jazdy konnej, sama miałam wypadki, kask uratował mi życie (a przynajmniej całość czaszki i zapewne mózgu). Trzeba pamiętać, że nawet jeśli istnieją statystyki dotyczące sportu jeździeckiego, to na 100% (jestem tego pewna) nie ma statystyk dotyczących rekreacji. A to przecież o nią chodzi.Cytowanie może nie jest najszczęśliwiej rozwiązane, ale skoro ja jestem w stanie to zrobić, to chyba nie jest to szczyt hakerskich umiejętności. I nadal nie rozumiem po co kopiować cały post, tym bardziej bezpośrednio pod oryginalnym. Jeśli się odpowiada na post od razu pod nim, to się go nie cytuje. A jak już ktoś musi, zawsze można tak: "Rozwiązania techniczne na niniejszym forum nie ja projektowałem, lecz gdybym mógł to zrobić, zastosowałbym "cytowanie" i "cytowanie selektywne" w jednym poście, a nie cytowałbym w trzech osobnych, po każdym dodając jeszcze własny komentarz."
Nasza świadomość, że zarówno jazda konna jak i samo "obchodzenie się" z koniem w potocznym tego słowa /szerokim/ znaczeniu czyni nas bardziej bezpiecznymi. Nie tłumacz więc rodzicom, ze to jest bezpieczne, ale staraj się spokojnie i konsekwentnie kazdego dnia udawadniac czynem, a nie słowem, ze masz pełną świadomość tegoż niebezpieczeństwa. Nie chodzi wszak o radę przysłowiowej "matki pilota" - Synku lataj tylko nisko i powoli, ale o to by zmniejszać ryzyko, mając pełną świadomość, że je tylko możemy minimalizować, a nie całkowicie wykluczyć.
Oczywiście jeździectwo jest niebezpieczne jak większość sportów. Praktycznie chyba w każdej dziedzinie można nabawić się jakieś poważnej kontuzji, zostać kaleką albo stracić życie. Ale nikt świadomie nie wsiada na konia żeby się zabić (mam nadzieję). Nikt nie trenuje narciarstwa, skoków, snowboardu, saneczkarstwa, kolarstwa górskiego żeby sprawdzić jak wiele zdoła przeżyć. Po to są toczki, kaski, kamizelki, sztylpy, ochraniacze itp. żeby zminimalizować ryzyko urazów. Może dziwnie to zabrzmi, ale koń również ponosi ryzyko. Ile było przypadków na torach wyścigowych, że trzeba było uśpić konia, bo doznał kontuzji. Albo złamanie kręgosłupa konia przy potędze skoku na pokazie Kraśko. Oby dwie strony ryzykują, ale to od nas zależy na ile zaufamy koniowi, sobie, naszym umiejętnościom i nauce. Zawsze i wszędzie istnieje ryzyko, ale czy to znaczy, że należy zabronić jazdy konnej?
hanke - wracając do Twego postu. Widzisz jeździectwo może i jest
niebezpiecznym sportem wystarczy obejrzeć sobie parę filmików na
youtubie z wypadkami koni, trzeba mieć tą świadomość że jest to dalej
zwierzę i w każdej chwili może coś się stać, może się spłoszyć może się
potknąć z Tobą na grzbiecie, dlatego trzeba o tym pamiętać i nie
szarżować na tych zwierzętach. Przykład mojego narzeczonego, który
był pierwszy raz na koniu pojechaliśmy do stadniny gdzie właściciel nie
patrzył czy ktoś pierwszy raz na koniu czy nie. Pojechaliśmy w teren.
Ja ogólnie trochę już jeździłam i miałam świadomość że konie są
płochliwe, a w terenie może wydarzyć się wszystko. Za to mój narzeczony
mimo mojego wcześniejszego uprzedzania co może się wydarzyć, próbował
udowodnić że też potrafi i koń będzie się go słuchał.Byliśmy ustawieni w
odpowiedniej kolejności i tego mieliśmy się tylko trzymać. Konie
naprawdę spokojne jak pierwszy się zatrzymywał tak i wszystkie stały
grzecznie. Jechałam ostatnia przed mną mój narzeczony. Jednak
postanowił, że to on będzie jechał ostatni aby tak jak ja sobie móc
podjechać kłusem, doganiając resztę. Fakt, tutaj też był mój błąd bo gdy
ten robił koślawe kółko z koniem aby zając ostatnie miejsce ja za
kłusowałam aby dogonić resztę, i w tym momencie jego koń wyrwał galopem.
Kontem oka tylko widziałam jak się trzyma szyi konia aby nie spaść. Na
szczęście nic się nie stało, ale nauczyło go to że z końmi nie ma
żartów. Więc jeśli jeździsz " z głową" to możesz uniknąć wypadków z
głupoty. A reszta to tak jak w każdym sporcie i w życiu wszystko może
się zdarzyć. Powiedz rodzicom, że oprócz ryzyka które występuje tak
naprawdę przy każdym sporcie konie idealnie uspakajają i lepiej mieć
jakieś hobby niż bezsensownie siedzieć przy komputerze. A jak dalej nie
będą za ,to możesz zaproponować skoki na bungee :) Myślę, że konie wtedy
będą bardzo bezpiecznym sportem :)
A tym bardziej, że żaden odpowiedzialny człowiek póki się nie nauczysz jeździć dobrze jeździć nie puści Cię w teren. W szkółce będziesz pod okiem instruktora, a jest on w czasie lekcji odpowiedzialny za Ciebie więc uwierz mi nie pozwoli aby coś Ci się stało.
Jak widzę, znów niechcący rozgrzebałem gniazdo szerszeni swym postem (jak przy munsztukach ;) ). Mnie wcale nie chodzi o to, by bagetelizować potencjalną "urazowość" jeździectwa. Widziałem wiele filmów na youtubie, widziałem również co nieco na żywo jako kibic zawodów w skokach przez przeszkody. Ktoś słusznie zauważył, że należy rozgraniczyć jeździectwo sportowe i rekreacyjną jazdę konną. Bo choć pewnie, gdyby zestawić przysłowiowy "lot z konia" w sporcie i rekreacji, to w tej drugiej byłoby więcej takich upadków, trzeba pamiętać, że sportowo uprawia jeździectwo w naszym kraju znacznie mniej osób niż rekreacyjnie, a procentowo (w "koniogodzinach jazdy" ;) ) z pewnością częsciej dochodzi do wypadków na turniejach sportowych czy treningach sportowców, niż podcza rekreacyjnych jazd. Ktoś inny też słusznie zauważył, że w wypadkach jeździeckich skutki są często gorsze dla konia niż jeźdźca (że przypomnę istną rzeź na WKKW podczas igrzysk olimpijskich w Sydney przed laty - 18 koni trzeba było dobić po próbie terenowej, a organizatorzy zakazali retransmisji zawodów w TV!). Przykład Marty Heger i urodzin Kraśki też jest wymowny. Konia trzeba było uśpić, a z tego co wiem, zawodniczka wróciła do zdrowia - i do sportowej jazdy konnej. Częściej to jeździec ściąga urazy na konia, niż na odwrót. A myśleć trzeba zawsze i wszędzie ;)
procentowo (w "koniogodzinach jazdy" ;) ) z pewnością częsciej dochodzi do wypadków na turniejach sportowych czy treningach sportowców, niż podcza rekreacyjnych jazd. Chyba raczej na odwrót. Powód jest prosty - sportowcy potrafią jeździć. Od pewnego momentu w "rozwoju jeździeckim" praktycznie przestaje się spadać. Nie całkowicie, ale nie jest to wydarzenie pospolite. Oczywiście pozostają wywrotki z koniem, upadki w sytuacjach ekstremalnych, ale ilościowo ani się to umywa do rekreacji. Poza tym jak ktoś już jeździ sportowo, to inwestuje w bezpieczeństwo - dobry kask, kamizelka, także jazda na dobrym podłożu. W rekreacji też są rozsądne osoby, ale całe rzesze jeżdżą w byle jakich toczkach albo galopują z gołą głową i rozwianym włosem (tak romantycznie, wow) po wertepach i skaczą przez co popadnie. Celują w tym wszystkowiedzące czternastki i panowie w średnim wieku (bez urazy dla nielicznych rozsądnych z tych grup).Zafrapowało mnie to co piszesz o igrzyskach w Sydney. Tradycyjnie spytam - podasz jakieś źródła? W skokach nie wystartowało tylko 13 par (to sporo, ale jednak nie 18, co najmniej jeden koń z tej trzynastki później startował), a na youtube można znaleźć retransmisję telewizyjną. Taka hekatomba powinna odbić się szerokim echem, nie tylko w środowisku jeździeckim, a jakoś sobie nie przypominam...
One horse, Bermuda"s Gold, was put down after it broke its left front leg a stride after successfully clearing the second fence. It was the first equine fatality in an Olympics since 1968.Źródło: http://sportsillustrated.cnn.com/Tyle znalazłam na ten temat, zauważam pewną rozbieżność ;)
spróbuj namówić rodziców na chociaż jedną jazdę, sami przekonają się, że to nie jest niebezpieczne, może instruktor też im coś powie i zmienią zdanie? jeżeli nie zabraknie ci podczas jazdy zdrowego rozsądku to nic się nie stanie :D u mnie też było ciężko ale udało się i jeżdżę :>
a jak pójdą i przekonają się , że to jest nawet bardziej niebezpieczne niż sądzili ? ;-Dprzeczytaj uważnie pierwszy post - autor tego wątku nie musi już przekonywać rodziców, żeby pozwolili mu pojeździć konno , chyba ..... ;-)
Z tego, co wiem to sytuacja z upadkami wygląda tak, że w rekreacji się spada, co chwila i nie jest to nic strasznego, bo zazwyczaj się kończy tym, że trzeba kupić flaszkę i powiedzieć, że jest się "dupa, a nie jeździec" (czy inne takie ceregiele). Za to w sporcie może zdarzyć się, że spadnie się raz i już na konia nie wsiądzie. Proste, gdy umie się jeździć to spada się tylko w wyjątkowych sytuacjach i to jest już wyjątkowo niebezpieczne. Zgadzam się w tym z jestemzlasu (właściwie to ja chyba zazwyczaj się zgadzam z jestemzlasu, ale spoko). Na początku częściej się spada, ale to dobrze. Spadać też się trzeba nauczyć. ;) Z własnego doświadczenia powiem, że miałam taki okres, gdy spadałam dosłownie co drugi dzień. Teraz trudno jest mi sobie przypomnieć kiedy ostatnio spadłam, bo po wyjeżdżeniu wielu godzin w siodle się trzymam mimo, że sportowo nie jeżdżę. Jazda konna bezpiecznym sportem nie jest, ale czy któryś sport jest tak naprawdę bezpieczny? Właściwie to nawet wychodzenie z domu też bezpieczne nie jest, bo może nas przejechać tramwaj, czy cokolwiek.
mi sie zdaje, ze jezdziectwo jest sportem ekstremalnym, jednym z najbardziej niebezpiecznych... Wiekszosc ludzi i tak nie ma swiadomosci, jakie wypadki zdarzaja sie podczas jazdy konnej. Podstawowym argumentem sa dane od ubezpieczycieli- stawka ubezpieczeniowa od intruktora rekeacji jezdziectwa jest najwyzsza sposród wszystkich innych instruktorów rekreacji, z czego nalezy wnioskowac, ze własnie w rekreacyjnym jezdziectwie dochodzi do najwiekszej ilosci wypadków. CZytalam tez , ze ilosc urazów glowy podczas jazdy konnej jest wieksza niz u motocyklistów... Tylko w moim rejonie- Poznan- słyszałam o co najmniej kilku wypadkach smiertelnych. Te 4 kregosłupy rocznie to pewnie były dane z jednego wiekszego osrodka jezdzieckiego, a nei całego swiata... :p Na poznańskiej Woli był chocby taki koń Dalivar, który dwóm osobom połamał kregosłup, po tym nadal chodził w szkołce...Podstawa powinna byc jazda w kasku, i najlepiej ochornnej kamizelce, co znacznie zredukuje to niebezpiczeństwo, to jest argument na korzysc. No i samochodami wiekszosc ludzi jednak jezdzi, a ilosc wypadków, to kazdy chyba wie
Hippika napisała: Jazda konna bezpiecznym sportem nie jest, ale czy któryś sport jest tak naprawdę bezpieczny?Owszem są takie - np. szachy albo brydż sporotowy. Słyszałem jednak, że przy tej pierwszej dyscyplinie wielu łamie sobie głowę :D izapyza napisała: mi sie zdaje, ze jezdziectwo jest sportem ekstremalnym, jednym z najbardziej niebezpiecznych... A mi się zdaje, że nie. Podstawowym argumentem sa dane od ubezpieczycieli- stawka ubezpieczeniowa od intruktora rekeacji jezdziectwa jest najwyzsza sposród wszystkich innych instruktorów rekreacji, z czego nalezy wnioskowac, ze własnie w rekreacyjnym jezdziectwie dochodzi do najwiekszej ilosci wypadków.Czemu podstawowym? Stawki są wyższe niż dla kierowców samochodów? Albo dla instruktorów wspinaczki (skałkowej, tatrzańskiej - whatever...)? Byłem związany swego czasu zawodowo z branżą ubezpieczeniową i jakoś nie mam takiego samego poglądu na zależność cena-niebezpieczeństwo jak Ty. "CZytalam tez , ze ilosc urazów glowy podczas jazdy konnej jest wieksza niz u motocyklistów..."A gdzie, jeśli można spytać?Bo ja z kolei zapoznałem się w książce Aleksandra Lwowa pt. "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" (Kraków 2014) z wykresem "Dzienne ryzyko uprawiania aktywności" sporządzonym przez Bruce"a Trempera i w ogóle jazdy konnej tam nie ma. Skala logarytmiczna w tym wykresie obrazuje "śmierci na milion dni". I tak (przykładowo):wstanie z łóżka - 1jazda na nartach - 2spadochroniarstwo - 8bieganie maratonu - 8jazda samochodem (8 h dziennie) - 16jazda motocyklem (1 h dziennie) - 60jazda motocyklem (8 h dziennie) - 605alpinizm - 650himalaizm na wys. pow. 8 tys. metrów - 12000
Czemu podstawowym? Stawki są wyższe niż dla kierowców samochodów? Albo dla instruktorów wspinaczki (skałkowej, tatrzańskiej - whatever...)? Byłem związany swego czasu zawodowo z branżą ubezpieczeniową i jakoś nie mam takiego samego poglądu na zależność cena-niebezpieczeństwo jak Ty.xxNie umiesz czytac ze zrozumieniem, bo ja pisalam o rekreacji ruchowej, a ty piszesz o kierowcach samochodow... Stawki były wyzsze- przynajmniej z tego co słyszałam, od instruktora wspinaczki, przy niej z reguły nic sie nie dzieje, wprawdzie wypadek jak juz sie zdarza, jest najczesciej b powazny, moze dlatego ludzie sie tego boja. Tytuł ksiazki poszukam i podam pózniej... Ja jezdze juz kilkanascie lat, i praktycznie kazda osoba która znam z b długim stazem miała juz wypadek mniej lub bardziej powazny... Najczesciej to wstrzasnienia mózgu, złamane ręce, nogi... Znam z widzenia dwie osoby co jezdza na wózku inwalidzkim dzięki wieloletniemu uprawianiu jazdy konnej... POznałam niedawno goscia co sie zajmuje zajezdzaniem koni od ponad 30 lat i miał juz: kilka urazów głowy (powaznych), pekniety jeden z kregów w kregosłupie, złamany obojczyk, noge, i chyba to nawet nie wszystko... NAwet z ziemi, nie wsiadajac na konie jest masa urazów, jednej instruktorce co znalam koń odgryzł dolna warge ust... :( Sama juz raz zaliczyłam szpital zaraz po jezdzie, i lekarz jak mnie badał to mówił, ze jazda konna b niebezpieczna, ze widział po tym mase urazów. Przykłądy mogłabym mnozyc do poznej nocy, ale tylko poczatkujacy ignoranci twierdza, ze jazda konna jest bezpieczna, soryDlaczgo Tremper jazdy konnej nie wliczył? Pewnie nigdy na koniu nie siedział, i nie ma o tym bladego pojecia.
Stawki były wyzsze- przynajmniej z tego co słyszałam, od instruktora wspinaczki"Słyszałaś" czy "wiesz" (bo sama sprawdziłaś)? To różnica - dosyć zasadnicza. Słyszałem wiele dziwnych i nie mających nic wspólnego z rzeczywistością opowieści ;) przy niej z reguły nic sie nie dzieje, wprawdzie wypadek jak juz sie zdarza, jest najczesciej b powazny, moze dlatego ludzie sie tego boja. A znasz jakiegoś wspinacza osobiście lub sama uprawiałaś wspinaczkę, że takie opinie wygłaszasz? Chyba nie. Tak się składa, że znam osobiście iluś tam wspinaczy (w tym instruktorów) i oni pewnie by wybuchnęli śmiechem po lekturze zacytowanego przez Ciebie fragmentu... Ja jezdze juz kilkanascie lat, i praktycznie kazda osoba która znam z b długim stazem miała juz wypadek mniej lub bardziej powazny... Najczesciej to wstrzasnienia mózgu, złamane ręce, nogi... Znam z widzenia dwie osoby co jezdza na wózku inwalidzkim dzięki wieloletniemu uprawianiu jazdy konnej... POznałam niedawno goscia co sie zajmuje zajezdzaniem koni od ponad 30 lat i miał juz: kilka urazów głowy (powaznych), pekniety jeden z kregów w kregosłupie, złamany obojczyk, noge, i chyba to nawet nie wszystko... Twierdzisz, że Twoje osobiste doświadczenia i doświadczenia osób, które znasz/z którymi się stykałaś tworzą normę? Na jakiej podstawie, że tak spytam? "NAwet z ziemi, nie wsiadajac na konie jest masa urazów, jednej instruktorce co znalam koń odgryzł dolna warge ust... :("A ja z rodzinnych opowieści słyszałem o pewnym rolniku, który niegdyś na grzbiecie swego konia połamał widły. Pewnie świadczy to o tym, że wszyscy rolnicy posiadający konie są sadystami? [patrz moja uwaga akapit wyżej] "Sama juz raz zaliczyłam szpital zaraz po jezdzie, i lekarz jak mnie badał to mówił, ze jazda konna b niebezpieczna"Tak, a lekarze to sami prowadzą bardzo zdrowy tryb życia - wielu pali papierosy (mówiąc pacjentom, żeby nie palili), niektórzy piją alkohol nawet w czasie pełnienia dyżurów/przyjęć pacjentów w przychodni (ileż to doniesień o pijanych lekarzach) apelując do pacjentów, by nie pili, zalecają dużo ruchu samemu siedząc godzinami w gabinetach. Mógłbym podawać podobne uogólnienia co Ty całymi seriami...A właśnie - powiedziano mi kiedyś, żebym nie oddawał honorowo krwi, bo to niezdrowe, prowadzi do nadciśnienia itd. Jestem Zasłużonym Honorowym Dawcą Krwi i jakoś nie uskarżam się na nadciśnienie po 11 latach działalności. "Przykłądy mogłabym mnozyc do poznej nocy"Podobnie jak ja... "tylko poczatkujacy ignoranci twierdza, ze jazda konna jest bezpieczna, sory"A kto w tym wątku stwierdził, że nie ma bezpieczniejszego hobby na świecie niż jk, że tak spytam? Wymieniam owych "ignoratów" z nicka, proszę. "Dlaczgo Tremper jazdy konnej nie wliczył?"Najlepiej zapytaj go o to osobiście (wszak żyjemy w epoce internetu i na pewno da się go przez niego namierzyć), miast snuć swoje autorytatywne wizje. PS Przy okazji - byłoby miło, gdybyś bardziej dbała o stronę językową swych wypowiedzi (polskie znaki diakrytyczne itd.). To świadczy m.in. o szanowaniu czytelnika Twych wypowiedzi...
Hanke, piszesz jakbys nie miał bladego pojecia o jezdzie konnej. Wypadki sie biora z upadków z konia głównie, kiedy sie spada z rozpedzonego konia z wysokosci 1,70 to nawet zderzenie z piaskiem czesto sie kończy np. złamaniem. Widziałam jak sie ludzie łamali, spadajac na piaseczek na swojej pierwszej jezdzie, czasem nawet były złamania otwarte, ze kosc przebijała skóre...Zgodze sie z jestemzlasu, ze najwiecej wypadków sie zdarza podczas poczatków jazdy konnej, kiedy się spada znacznie czesciej. Jedno czego nie widze, to uzywania kasków przez osoby co jezdza sportowo, poza zawodami, to sie zdarza b rzadko...Pierwszy raz spotykam sie z opinia, zeby jezdziectwo było bezpieczne, wiec dlatego mysle, ze ty Hanke nic z nim dotychczas nie miałes do czynienia, pewnie poza ksiazkami? LOLJuz nawet w wikipedii jezdziectwo figuruje jako sport tzw wysokiego ryzyka:"sporty wysokiego ryzyka - uważa się rafting i inne sporty wodne uprawiane na rzekach górskich, nurkowanie z wykorzystaniem aparatów oddechowych, wspinaczkę ,chodzenie po górach powyżej 1600m , Snurkowanie w rafach koralowych , loty na spadochronie nad motorówką ,sport spadochronowy i balonowy, paralotniarstwo, sztuki walki i wszelkiego rodzaju sporty obronne, myślistwo, jazdę konną, narciarstwo, snowboard, bobsleje, skoki narciarskie, surfing, windsurfing, jazdę na nartach wodnych oraz sporty, w których wykorzystywane są pojazdy przeznaczone do poruszania się po śniegu lub lodzie"Tutaj jakis profesor wyliczył, ze jazda konna odpowiada za wiecej zgonów niz ecstasy:http://kopalniawiedzy.pl/ecstasy-jazda-konna-David-Nutt-ACMD,6765Figuruje tez na wiekszosci list najbardziej niebezpiecznych sportów:http://listdose.com/top-10-most-dangerous-sports-in-the-world/
Jeszcze jedno co chciałam zauwazyc... ,my tu piszemy głónie o rekreacji, bo takie było pytanie w tytule postu, dziewczynka chciała przekonac rodziców zeby jej pozwolili jezdzic rekreacyjnie. Wiadomo, ze sa b niebezpieczne sporty, np. formula 1, albo himalaizm, ale nikt przeciez nie uprawia tego rekreacyjnie. Co do wspinaczki- podstawowa róznica miedzy nia a jazda konna jest taka, ze da sie ja uprawiac bezpiecznie, mozna isc do klubu na sztuczna sciane i byc asekurowanym przez instruktora lina, tak ze nic sie absolutnie nie moze stac, moze poza kontuzja palca... A przy jezdzie konnej nie da sie zapewnic bezpieczeństwa w zaden sposób. Na tej liscie jazda konna jest na drugiej pozycji:http://www.thetoptens.com/most-dangerous-sports/
Chyba cheerleading nie jest bezpieczny takze, co najwyzej sie tak wydaje... Póki człowiek czegos nie spróbuje, to nie ma sensu sie wypowiadac, ja cheerleaderka nie bylam. :)http://www.ciop.lodz.pl/sport/konie1.phptu znalazłam b ciekawy arrtykul o urazach
izapyza czy ja wiem czy to miarodajny ranking? Widziałaś co jest na pierwszym miejscu? Tak naprawdę możemy tylko przerzucać się własnymi obserwacjami, bo założę się, że nikt nie znajdzie wiarygodnych statystyk dotyczących wypadków w jeździectwie - całym, sporcie i rekreacji. Moje obserwacje nie są może bardzo obszerne, ale coś tam mogę zauważyć - obozy jeździeckie po około 50 osób, na różnym poziomie, około 70-80 koniogodzin dziennie, 5 turnusów - prawie 1000 koniogodzin - to w wakacje, dochodzą ferie, reszta roku, hubertusy, inne imprezy i tak dobrych parę lat. Można powiedzieć tyle, że wypadki są, całkiem sporo, od niegroźnych do złamań, wstrząśnień mózgu, jeden przypadek który wymagał transportu helikopterem do szpitala w mieście wojewódzkim. Tylko w rekreacji. Ale pozostaje kwestia, że nie mam z czym porównać. Nie prowadziłam statystyk, chociaż mogłabym od biedy oszacować częstotliwość wypadków w wakacje. Zostaje mi tylko subiektywna opinia.A jest ona taka, że lepiej nie ściemniać rodzicom, że to całkowicie bezpieczne i nieszkodliwe. Lepiej żeby wiedzieli z czym można się liczyć, żeby zadbali o bezpieczeństwo kupując dobry kask, wybierając dobrą stajnię, powierzając dziecko opiece instruktora. I mieli świadomość, że wypadki się zdarzają, często z niczyjej winy, bo konie są po prostu nieprzewidywalne. A nie mieli pretensji do instruktora, właściciela ośrodka, konia, pogody i nie wiadomo czego jeszcze, bo dziecko spadło i się potłukło.
No własnie, ja tez uwazam, ze wypadków jest duzo. Poczytałam wypowiedzi tego Hanke, i on nigdy nie siedział na koniu! LOL Super jak sie ludzie wypowiadaja na tematy, o których nie maja pojecia. Wypalił z tymi czterema złamanymi kregosłupami jak gajowy o sosne, na co tak ogłupiac ludzi? Jak w tym artykule o ecstasy pisze, z ew wyniku jezdziectwa umiera 100 osób rocznie, niestety nie pisza czy tylko w Wielkiej Brytanii, czy na całym swiecie, ale gdyby to był cały swiat, to liczba zlamanych kregosłupów pewnie siega tysiecy, jesli zgonów jest 100..Ja uwazam takie gadanie bzdur za szkodliwe, nie to, ze chce ludzi zniechcecac do jezdziectwa, ale gadanie, ze to bezpieczne moze spowodowac, ze ludzie nie beda zakładac kasków, albo kamizelek i tragedia gotowa.
http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/magazine/8339097.stmTu tez znalazłam dla Hanke artykuł o niebezpieczeństwach jazdy konnej, z porównaniem do jazdy motocyklem, oto fragment:"In his paper Hazards of Horse-riding as a Popular Sport, Dr Silver cited a study from 1985 that suggested motorcyclists suffered a serious accident once every 7,000 hours but a horse rider could expect a serious incident once in every 350 hours."Jak ktos nie zna angielskiego to w skrócie: wg danych od roku 1985 motocyklista moze sie spodziewac wypadku średnio co 7 tys godzin, a jezdziec co 350... masakra
http://www.nature.com/sc/journal/v40/n6/full/3101280a.htmltu sa w miare kompletne statystyki... wyglądaja niewesoło:It is a dangerous recreation as a large number of accidents occur; the British Horse Society is made aware of eight accidents per day involving horses and over one-third may result in head injuries. In 1992 the Office of Population Census listed 12 equestrian related fatalities in 2.87 million participants.2 In a study of medical examiner reports from 10 states in the USA it was found that as many as 217 deaths per year were attributable to horseback riding.
izapyza - czytam i oczom nie wierzę. Zadałem bardzo konkretne pytania i na część z nich nie doczekałem się odpowiedzi. Czemu ich unikasz? To "pierwsze primo". Secundo: siedziałem na koniu i to nie raz, nawet jeśli Ty autorytatywnie stwierdzasz inaczej. To teraz ja Cię spytam: ile razy byłaś na ścianie wspinaczkowej, ile razy wspinałaś się w skałkach a ile razy w Tatrach, że takie niemające nic wspólnego z rzeczywistością opinie wygłaszasz. Bo ja pójdę w Twoje "wszewiedzące" ślady i stwierdzę: ANI RAZU. Masz jednak na ten temat dużo do powiedzenia... Tertioiza pyza napisała: Wiadomo, ze sa b niebezpieczne sporty, np. formula 1, albo himalaizm, ale nikt przeciez nie uprawia tego rekreacyjnie Patrz punkt 2. Ale coś dodam. "Nikt nie uprawia tego rekreacyjnie"? Otóż zdecydowana większość himalaistów jeździ w najwyższe góry świata w wolnym czasie, więc robi to poniekąd rekreacyjnie. Mają pracę "na dole" (najczęściej w biznesie, gdzie sami sobie są szefami). Nie żyją z himalaizmu (choć jest garstka "zawodowych" himalaistów, jak Simone Moro). Wyjaśnij mi, kim są ludzie z "kolejki" na Mount Everest (dosłownie - w sezonie robią się tam kolejki!)? Tłumem himalistów. Jako zadanie domowe zadaję Ci przeczytania książki Krakauera "Wszystko za Everest". Autor jest dzinnikarzem i chciał wejść na Everest. No i wszedł. Pewnie zrobił to z musu, wg Ciebie? Quarto"Juz nawet w wikipedii jezdziectwo figuruje jako sport tzw wysokiego ryzyka"Wikipedia nie jest dla mnie żadnym argumentem. Pełna jest bzdur porównywalnych z tymi, które Ty wypisujesz o wspinaczce. Poszukaj też (już nie mówię o wiki) czegoś bardziej wiarygodnego niż rankingi niebezpiecznych zajęć, gdzie na 1. miejscu są panie machające pomponami :P:P:P:P Quinto"Super jak sie ludzie wypowiadaja na tematy, o których nie maja pojecia"Z ust mi to wyjęłaś (a propos wspinaczki) "podstawowa róznica miedzy nia a jazda konna jest taka, ze da sie ja uprawiac bezpiecznie, mozna isc do klubu na sztuczna sciane i byc asekurowanym przez instruktora lina, tak ze nic sie absolutnie nie moze stac, moze poza kontuzja palca... "Kolejna opinia "wybirtnej znawczyni wspinaczki" izypyzy. Sam zleciałem kiedyś z 3 metrów ze sztucznej ścianki, bo się nie zdążyłem wpiąć w drugi przelot (nie doszedłem do niego), a wspinałem się z dolną asekuracją. Spadłem z wysokości 3 m -dwa razy wyżej, niż z końskiego grzbietu. I co? Bezpiecznie? A rąbnęłaś kiedyś w ściankę wspinaczkową po wahadle? A o tatrzański granit? W Twoich wypowiedziach wyczuwam wyjątkowo mentorski ton, tyle że niczym nie poparty. Wyluzuj trochę. Ja rozumiem, że Twoja wizja jest najsłuszniejsza, bo "najtwojsza", ale świat to nie tylko Ty - inni też mają swoje zdanie i wcale przy tym nie akcentują swego monopolu na jedynie słuszną wiedzę o jeździectwie. jestem z lasu napisała: " Moje obserwacje nie są może bardzo obszerne, ale coś tam mogę zauważyć - obozy jeździeckie po około 50 osób, na różnym poziomie, około 70-80 koniogodzin dziennie" Ta dane o "koniogodzinach" to w przeliczeniu na jedną osobę czy statystyka dla całej grupy. Bo doba ma tylko 24 h ;)
nie odpowiadam Hanke na wszystkie twoje pytania, bo wg piszesz mało konstruktywnie i sensownie, idac w zaparte, bez zwazania na logiczne argumenty brniesz, sam nie odpowiadajac na pytania, bo pytałam ile jezdziłes, a ty napisałes, ze nieraz siedziałeś na koniu... Tak, byłam na scianie wspinaczkowej, i czułam sie znacznie pewniej niz podczas moich poczatków jazdy konnej, i znam osoby co sie zajmuja wspinaczka... Ale nie ma sensu tu pisac o wspinaczce. Jednak takie sporty jak chocby jazda na nartach czy wspinaczka to sporty, w których prawie wszystko zalezy od samego człowieka, tak powodem wypadku sa jego błedy, a podczas jazdy konnej wystarczy ze sie koń spłoszy i moze cie np. rozgniesc o sciane, moze sie urwac popreg, siodło zsunac, a wytraszony kon cie jeszcze pokopie, kazda najlepiej jezdzaca osoba moze miec pecha i spasc z noga w strzemieniu, wtedy koń pedzi i cie wlecze, bo to tepe zwierze, które jest tak głupie ze potrafi sie wystraszyc własnego cienia. Góra jest przynajmniej nieruchoma... Ty po prostu nie masz pojecia o jezdzie konnej i tylko dlatego tak piszesz. Ja kiedys jadac ulica na kobyle, zaliczyłam zderzenie z samochodem ciezarowym, koń sie grzał i byl podniecony, podstawił sie zadem w ostatniej chwili pod ten samochód jak przejezdzał
to zależy od tego jakie masz relacje z rodzicami i nagle sie nic nie zmieni.Jesli przez cale dotychczasowe zycie oni byli nadopiekuńczy, a ty nie robiłaś też nic żeby wzbudzac ich zaufanie i uspokajac ich obawy,czyli jednym slowem jesli nie sprawialas wrazenie rozsadnej, to na nic sie zda teraz zabieranie ich na wybieg - nic ich nie przekona.
Zapewne część niepełnoletnich miłośników/miłośniczek jazdy konnej zwracając się do rodziców z pytaniem o możliwość jazdy konnej usłyszała w odpowiedzi coś w stylu: "Wykluczone! To jest niebezpieczne!". Jak przekonać rodziców?Wygrzebałem przed chwilą z domowego archiwum artykuł z czasopisma "Focus" z 1997 r. pt. "Słodki smak ryzyka". Przytoczono tam ciekawe dane nt. wielu dyscyplin sportu, m.in. o jeździectwie. Otóż w Wielkiej Brytanii, gdzie jeździ konno 2,5 mln osób [przypominam - dane sprzed 17 lat!], zaledwie 2% kontuzji odniesionych we wszystkich dyscyplinach sportu zostało spowodowanych upadkiem z konia. Dla porównania - gra w piłkę nożną powoduje 29% wszystkich urazów! Prawdopodobieństwo kontuzji podczas jazdy konnej jest dużo mniejsze niż przy grze w tenisa, koszykówkę czy też podczas ćwiczeń wyszczuplających.
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
no dobrze, ale nie słyszałam jeszcze, żeby podczas ćwiczeń wyszczuplających ktoś się zabił ;-Dilość kontuzji to jedna strona medalu, ich rodzaj - druga .......
Zorkana - podam za tym samym artykułem...Więcej wypadków śmiertelnych niż jazda konna powoduje uprawianie żeglarstwa a nawet... wędkowanie (znane przypadki zarzucenia wędki na przewody elektryczne). Do poważnych uszkodzeń kręgosłupa dochodzi w jeździectwie niezwykle rzadko. Nie ma na ten temat globalnych danych ze świata, ale można przyjąć, że takie wypadki zdarzają się średnio cztery na rok. Częściej trafiają pod opiekę lekarzy ofiary nurkowania (że nie wspomnę o ofiarach wypadków drogowych). Oczywiście bardzo negatywną "reklamę" zyskało jeździectwo po poważnym wypadku amerykańskiego aktora Christophera Reeve"a. Dla przypomnienia: "27 maja 1995 roku na planie filmowym spłoszony koń zrzucił go z siodła. W wyniku upadku aktor skręcił kark i doznał paraliżu. W przebiegu ogólnoustrojowego zakażenia mającego źródło w odleżynach aktor zapadł w śpiączkę 9 października 2004 roku, a dzień później zmarł.Z mniej odległego "podwórka", mianowicie z własnych doświadzeń. Jako nauczyciel miałem kiedyś nauczanie indywidualne u nastolatki, która spadła z konia i miała bardzo poważne problemy z kolanem (nie opiszę ich dokładnie, bo nie jestem chirurgiem, ortopedą ani nikim podobnym). Skończyło się na operacji i dość długiej rehabilitacji, ale uczennica wróciła do szkoły i chodziła bez kul (choć była zwolniona z zajęć wychowania fizycznego).
cztery złamania kręgosłupa na rok, ale w skali przeciętnej szkółki jeździeckiej, hrabstwa, kraju czy kontynentu ?
cztery złamania kręgosłupa na rok, ale w skali przeciętnej szkółki jeździeckiej, hrabstwa, kraju czy kontynentu ?
jejku, przepraszam za te podwójne posty, coś mi chyba komp wariuje ;-)a z naszego podwórka to jeszcze dodam przypadek Henryka Machalicy, zmarł w wyniku obrażeń spowodowanych upadkiem z konia, czy Maciej Frankiewicz (wiceprezydent Poznania) tez zmarł w wyniku wielonarządowych obrażeń spowodowanych przewrotką z koniem, a to tylko znane osoby, to ilu musi być jeszcze takich niesławnych co się zabili na koniu ?
Ale jak tak bysmy patrzyli, to nawet na spacerze na chodniku nie znamy dnia i godziny kiedy wjedzie w nas pijany kierowca..... Kazdy sport jest ryzykiem urazow, z tym sie trzeba liczyc, albo zamknijmy sie w domu bo kazde wyjscie nam czyms grozi.. Myslcie pozytywnie z frajdy ze sportu i zyjcie ta chwila :) inaczej strach was pokona ;)
cztery złamania kręgosłupa na rok, ale w skali przeciętnej szkółki jeździeckiej, hrabstwa, kraju czy kontynentu ?
Świata
jejku, przepraszam za te podwójne posty, coś mi chyba komp wariuje ;-)a z naszego podwórka to jeszcze dodam przypadek Henryka Machalicy, zmarł w wyniku obrażeń spowodowanych upadkiem z konia, czy Maciej Frankiewicz (wiceprezydent Poznania) tez zmarł w wyniku wielonarządowych obrażeń spowodowanych przewrotką z koniem, a to tylko znane osoby, to ilu musi być jeszcze takich niesławnych co się zabili na koniu ?
Nie ma za co :) Kilka lat temu był przypadek kobiety, któr spadła z konia w Polsce na plaży (Sopot? Gdynia? Gdańsk?) i wskutek obrażeń zmarła. Dość makabrycznym przykładem jest też wizja filmowców, którzy w filmie "Łowcy skór" (na bazie wydarzeń w łódzkim pogorowiu, pavulonu etc. - starsi wiedzą, o co chodzi) jako pierwszą ofiarę "anioła śmierci" uczynił osobę, która miała powązny wypadek jeździecki.
Ale jak tak bysmy patrzyli, to nawet na spacerze na chodniku nie znamy dnia i godziny kiedy wjedzie w nas pijany kierowca..... Kazdy sport jest ryzykiem urazow, z tym sie trzeba liczyc, albo zamknijmy sie w domu bo kazde wyjscie nam czyms grozi.. Myslcie pozytywnie z frajdy ze sportu i zyjcie ta chwila :) inaczej strach was pokona ;)
Ja tam mam nadzieję, że we mnie nie wjedzie żaden samochód, a że szczęściu trzeba pomóc, w miejskiej dżungli jestem bardzo ostrożny i uważnie obserwuję otoczenie ;) Generalnie motywem przewodnim tego wątku, o czym świadczy zresztą jego tytuł, nie jest zniechęcenie kogokolwiek do uprawiania jeździectwa, ale zbicie argumentu "to niebezpieczne!". Kurde - życie jest niezdrowe, bo się umiera :P
To jest argument nie do zbicia. Jazda konna to, jakby nie patrzeć, sport ekstremalny. Jest niebezpieczna, rodzice mają rację. :(
a tak na poważnie : myślę, że stopień urazowości jeździectwa można porównać do narciarstwa zjazdowego, jak jeździsz w kasku, po wyznaczonych trasach, z rozwagą, bez szarżowania, z niezbędną dozą pokory, to minimalizujesz szanse na kontuzję,jednakże, od czasu do czasu głośno jest o jakimś wyjątkowo pechowym, dramatycznym w skutkach wypadku, często śmiertelnym .... i nie ma się co oszukiwać, chociaż ryzyko kontuzji w ogóle jest na pewno w przypadku jeździctwa jest mniejsze niż przy siatkówce, to jednak ryzyko poważnego urazu powodującego kalectwo czy śmierci, w przypadku jeździectwa jest większe :-(no chyba, że ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie :-D
a tak na poważnie : myślę, że stopień urazowości jeździectwa można porównać do narciarstwa zjazdowego, jak jeździsz w kasku, po wyznaczonych trasach, z rozwagą, bez szarżowania, z niezbędną dozą pokory, to minimalizujesz szanse na kontuzję,jednakże, od czasu do czasu głośno jest o jakimś wyjątkowo pechowym, dramatycznym w skutkach wypadku, często śmiertelnym .... i nie ma się co oszukiwać, chociaż ryzyko kontuzji w ogóle jest na pewno w przypadku jeździctwa jest mniejsze niż przy siatkówce, to jednak ryzyko poważnego urazu powodującego kalectwo czy śmierci, w przypadku jeździectwa jest większe :-(no chyba, że ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie :-D
Zorkana - z jeździectwem jest jak z wieloma (wszystkimi?) dziedzinami życia. Mój tato mawia, że jak masz pecha, to dostaniesz cegłą w drewnianym kościele ;) Jak masz pecha, to nawet superspokojny koń, który nie ma w kłębie 1,8 m, toczek, kamizelka etc. nie zapewni pełnego bezpieczeństwa. Nikt chyba na siłę nie próbuje doznać kontuzji podczas jazdy konno (no, chyba że jakiś cwany Polak stwierdzi, że to lepszy sposób na wyciągnięcie kasy z firmy ubezpieczeniowej niż kolejna pozorowana stłuczka...), ale czasem im bardziej się staramy, tym czasem mniej na coś wychodzi :) "ktoś dysponuje jakimiś aktualnymi , wiarygodnymi danymi statystycznymi, z których wynika cos innego, to chętnie zmienię zdanie"Jutro się przejdę do Urzędu Statystycznego i spytam, czy gromadzą dane o wypadkach w czasie jazdy konnej. A może od razu mail do GUS-u w tej sprawie (dane zbiorcze z całego kraju, a nie jednego województwa)? :D Na zakończenie - dowcip dotyczący II wojny światowej, ale powiązany z tematyką tego wątku.Londyn. Na słupie ogłoszeniowym wisi plakat z tekstem: "Zaciągnij się do wojsk spadochronowych. Teraz bezpiecznej jest skoczyć ze spadochronem, niż przejść na drugą stronę ulicy." Pod spodem ktoś dopisał: "Chętnie bym się zaciągnął, ale biuro werbunkowe jest po drugiej stronie ulicy" ;)
hanke - jakieś źródła poza Fokusem? Bo w cztery złamania kręgosłupa na rok na całym świecie nie uwierzę za Chiny Ludowe (podkreślam - złamania kręgosłupa, wszystkie). I zlituj się - nie kopiuj każdego postu w tym wątku, w dodatku w osobnym poście...
taaak, cztery złamane kręgosłupy rocznie po upadku z konia na całym świecie - to niemożliwe ! zresztą kto prowadziłby taki statystyki chociażby w krajach trzeciego świata, spadł, zabił się czy złamał kręgosłup to leży w grobie albo przykuty do wózka i tyle, nikt nie słyszał, nikt nic nie wie ,może chodzi o cztery złamane kręgosłupy rocznie w czasie zawodów jeździeckich ?
Drogie panie! Rozwiązania techniczne na niniejszym forum nie ja projektowałem, lecz gdybym mógł to zrobić, zastosowałbym "cytowanie" i "cytowanie selektywne" w jednym poście, a nie cytowałbym w trzech osobnych, po każdym dodając jeszcze własny komentarz. Proszę napisać do administracji w tej sprawie. Przyłączę się do apelu ;) jestemzlasu - nie, brak innych źródeł. Artykuł wykopałem z teczki, do której chyba z 5 lat nie zaglądałem. Nie zbieram tego typu tekstów, bo to daleko poza moimi zainteresowaniami. Nie wiem, może w PZJ mają jakąś komórkę od wypadków jeździckich i ich analizy statystycznej (podobnie jak np. TOPR analizuje wypadki w Tatrach)? Ja tylko wrzuciłem jeden skromny kamyczek do dużego ogródka ;) Zorkana - w artykule wyraźnie podkreślono (i ja to wyżej też zaakcentowałem), że globalnych statystyk nie ma. Jest to więc opinia autora artykułu (a zwie się on Marcin Raffa). Czy wysnuł tą liczbę z komina, internetu czy skądinąd, nie jest mi wiadome. Ja tam proponuję nie rozmawiać tutaj o złamanych kręgosłupach, bo ten wątek miał być w idei przełamywaniem stereotypów o zagrożeniu, a tymczasem zgłębiamy coraz mroczniejsze klimaty :P
Szkoda w takim razie, ponieważ Focus nie jest dla mnie źródłem w jakimkolwiek stopniu wiarygodnym. PZJ nie ma komórki od wypadków, obawiam się, że nikt takiej statystyki nie prowadzi.Zgłębiamy klimaty, ponieważ jazda konna jest sportem potencjalnie urazowym i według mnie nie należy tego bagatelizować. Wręcz przeciwnie, trzeba ludziom tłuc do głowy, żeby uważali, nie szarżowali, nosili kaski i tak dalej...Naprawdę byłam świadkiem wielu wypadków podczas jazdy konnej, sama miałam wypadki, kask uratował mi życie (a przynajmniej całość czaszki i zapewne mózgu). Trzeba pamiętać, że nawet jeśli istnieją statystyki dotyczące sportu jeździeckiego, to na 100% (jestem tego pewna) nie ma statystyk dotyczących rekreacji. A to przecież o nią chodzi.Cytowanie może nie jest najszczęśliwiej rozwiązane, ale skoro ja jestem w stanie to zrobić, to chyba nie jest to szczyt hakerskich umiejętności. I nadal nie rozumiem po co kopiować cały post, tym bardziej bezpośrednio pod oryginalnym. Jeśli się odpowiada na post od razu pod nim, to się go nie cytuje. A jak już ktoś musi, zawsze można tak: "Rozwiązania techniczne na niniejszym forum nie ja projektowałem, lecz gdybym mógł to zrobić, zastosowałbym "cytowanie" i "cytowanie selektywne" w jednym poście, a nie cytowałbym w trzech osobnych, po każdym dodając jeszcze własny komentarz."
Nasza świadomość, że zarówno jazda konna jak i samo "obchodzenie się" z koniem w potocznym tego słowa /szerokim/ znaczeniu czyni nas bardziej bezpiecznymi. Nie tłumacz więc rodzicom, ze to jest bezpieczne, ale staraj się spokojnie i konsekwentnie kazdego dnia udawadniac czynem, a nie słowem, ze masz pełną świadomość tegoż niebezpieczeństwa. Nie chodzi wszak o radę przysłowiowej "matki pilota" - Synku lataj tylko nisko i powoli, ale o to by zmniejszać ryzyko, mając pełną świadomość, że je tylko możemy minimalizować, a nie całkowicie wykluczyć.
Oczywiście jeździectwo jest niebezpieczne jak większość sportów. Praktycznie chyba w każdej dziedzinie można nabawić się jakieś poważnej kontuzji, zostać kaleką albo stracić życie. Ale nikt świadomie nie wsiada na konia żeby się zabić (mam nadzieję). Nikt nie trenuje narciarstwa, skoków, snowboardu, saneczkarstwa, kolarstwa górskiego żeby sprawdzić jak wiele zdoła przeżyć. Po to są toczki, kaski, kamizelki, sztylpy, ochraniacze itp. żeby zminimalizować ryzyko urazów. Może dziwnie to zabrzmi, ale koń również ponosi ryzyko. Ile było przypadków na torach wyścigowych, że trzeba było uśpić konia, bo doznał kontuzji. Albo złamanie kręgosłupa konia przy potędze skoku na pokazie Kraśko. Oby dwie strony ryzykują, ale to od nas zależy na ile zaufamy koniowi, sobie, naszym umiejętnościom i nauce. Zawsze i wszędzie istnieje ryzyko, ale czy to znaczy, że należy zabronić jazdy konnej?
hanke - wracając do Twego postu. Widzisz jeździectwo może i jest niebezpiecznym sportem wystarczy obejrzeć sobie parę filmików na youtubie z wypadkami koni, trzeba mieć tą świadomość że jest to dalej zwierzę i w każdej chwili może coś się stać, może się spłoszyć może się potknąć z Tobą na grzbiecie, dlatego trzeba o tym pamiętać i nie szarżować na tych zwierzętach. Przykład mojego narzeczonego, który był pierwszy raz na koniu pojechaliśmy do stadniny gdzie właściciel nie patrzył czy ktoś pierwszy raz na koniu czy nie. Pojechaliśmy w teren. Ja ogólnie trochę już jeździłam i miałam świadomość że konie są płochliwe, a w terenie może wydarzyć się wszystko. Za to mój narzeczony mimo mojego wcześniejszego uprzedzania co może się wydarzyć, próbował udowodnić że też potrafi i koń będzie się go słuchał.Byliśmy ustawieni w odpowiedniej kolejności i tego mieliśmy się tylko trzymać. Konie naprawdę spokojne jak pierwszy się zatrzymywał tak i wszystkie stały grzecznie. Jechałam ostatnia przed mną mój narzeczony. Jednak postanowił, że to on będzie jechał ostatni aby tak jak ja sobie móc podjechać kłusem, doganiając resztę. Fakt, tutaj też był mój błąd bo gdy ten robił koślawe kółko z koniem aby zając ostatnie miejsce ja za kłusowałam aby dogonić resztę, i w tym momencie jego koń wyrwał galopem. Kontem oka tylko widziałam jak się trzyma szyi konia aby nie spaść. Na szczęście nic się nie stało, ale nauczyło go to że z końmi nie ma żartów. Więc jeśli jeździsz " z głową" to możesz uniknąć wypadków z głupoty. A reszta to tak jak w każdym sporcie i w życiu wszystko może się zdarzyć. Powiedz rodzicom, że oprócz ryzyka które występuje tak naprawdę przy każdym sporcie konie idealnie uspakajają i lepiej mieć jakieś hobby niż bezsensownie siedzieć przy komputerze. A jak dalej nie będą za ,to możesz zaproponować skoki na bungee :) Myślę, że konie wtedy będą bardzo bezpiecznym sportem :)
A tym bardziej, że żaden odpowiedzialny człowiek póki się nie nauczysz jeździć dobrze jeździć nie puści Cię w teren. W szkółce będziesz pod okiem instruktora, a jest on w czasie lekcji odpowiedzialny za Ciebie więc uwierz mi nie pozwoli aby coś Ci się stało.
/.../więc uwierz mi nie pozwoli aby coś Ci się stało....co nie zwalnia Cię z używania własnego rozumu.
Jak widzę, znów niechcący rozgrzebałem gniazdo szerszeni swym postem (jak przy munsztukach ;) ). Mnie wcale nie chodzi o to, by bagetelizować potencjalną "urazowość" jeździectwa. Widziałem wiele filmów na youtubie, widziałem również co nieco na żywo jako kibic zawodów w skokach przez przeszkody. Ktoś słusznie zauważył, że należy rozgraniczyć jeździectwo sportowe i rekreacyjną jazdę konną. Bo choć pewnie, gdyby zestawić przysłowiowy "lot z konia" w sporcie i rekreacji, to w tej drugiej byłoby więcej takich upadków, trzeba pamiętać, że sportowo uprawia jeździectwo w naszym kraju znacznie mniej osób niż rekreacyjnie, a procentowo (w "koniogodzinach jazdy" ;) ) z pewnością częsciej dochodzi do wypadków na turniejach sportowych czy treningach sportowców, niż podcza rekreacyjnych jazd. Ktoś inny też słusznie zauważył, że w wypadkach jeździeckich skutki są często gorsze dla konia niż jeźdźca (że przypomnę istną rzeź na WKKW podczas igrzysk olimpijskich w Sydney przed laty - 18 koni trzeba było dobić po próbie terenowej, a organizatorzy zakazali retransmisji zawodów w TV!). Przykład Marty Heger i urodzin Kraśki też jest wymowny. Konia trzeba było uśpić, a z tego co wiem, zawodniczka wróciła do zdrowia - i do sportowej jazdy konnej. Częściej to jeździec ściąga urazy na konia, niż na odwrót. A myśleć trzeba zawsze i wszędzie ;)
procentowo (w "koniogodzinach jazdy" ;) ) z pewnością częsciej dochodzi do wypadków na turniejach sportowych czy treningach sportowców, niż podcza rekreacyjnych jazd. Chyba raczej na odwrót. Powód jest prosty - sportowcy potrafią jeździć. Od pewnego momentu w "rozwoju jeździeckim" praktycznie przestaje się spadać. Nie całkowicie, ale nie jest to wydarzenie pospolite. Oczywiście pozostają wywrotki z koniem, upadki w sytuacjach ekstremalnych, ale ilościowo ani się to umywa do rekreacji. Poza tym jak ktoś już jeździ sportowo, to inwestuje w bezpieczeństwo - dobry kask, kamizelka, także jazda na dobrym podłożu. W rekreacji też są rozsądne osoby, ale całe rzesze jeżdżą w byle jakich toczkach albo galopują z gołą głową i rozwianym włosem (tak romantycznie, wow) po wertepach i skaczą przez co popadnie. Celują w tym wszystkowiedzące czternastki i panowie w średnim wieku (bez urazy dla nielicznych rozsądnych z tych grup).Zafrapowało mnie to co piszesz o igrzyskach w Sydney. Tradycyjnie spytam - podasz jakieś źródła? W skokach nie wystartowało tylko 13 par (to sporo, ale jednak nie 18, co najmniej jeden koń z tej trzynastki później startował), a na youtube można znaleźć retransmisję telewizyjną. Taka hekatomba powinna odbić się szerokim echem, nie tylko w środowisku jeździeckim, a jakoś sobie nie przypominam...
One horse, Bermuda"s Gold, was put down after it broke its left front leg a stride after successfully clearing the second fence. It was the first equine fatality in an Olympics since 1968.Źródło: http://sportsillustrated.cnn.com/Tyle znalazłam na ten temat, zauważam pewną rozbieżność ;)
spróbuj namówić rodziców na chociaż jedną jazdę, sami przekonają się, że to nie jest niebezpieczne, może instruktor też im coś powie i zmienią zdanie? jeżeli nie zabraknie ci podczas jazdy zdrowego rozsądku to nic się nie stanie :D u mnie też było ciężko ale udało się i jeżdżę :>
a jak pójdą i przekonają się , że to jest nawet bardziej niebezpieczne niż sądzili ? ;-Dprzeczytaj uważnie pierwszy post - autor tego wątku nie musi już przekonywać rodziców, żeby pozwolili mu pojeździć konno , chyba ..... ;-)
Z tego, co wiem to sytuacja z upadkami wygląda tak, że w rekreacji się spada, co chwila i nie jest to nic strasznego, bo zazwyczaj się kończy tym, że trzeba kupić flaszkę i powiedzieć, że jest się "dupa, a nie jeździec" (czy inne takie ceregiele). Za to w sporcie może zdarzyć się, że spadnie się raz i już na konia nie wsiądzie. Proste, gdy umie się jeździć to spada się tylko w wyjątkowych sytuacjach i to jest już wyjątkowo niebezpieczne. Zgadzam się w tym z jestemzlasu (właściwie to ja chyba zazwyczaj się zgadzam z jestemzlasu, ale spoko). Na początku częściej się spada, ale to dobrze. Spadać też się trzeba nauczyć. ;) Z własnego doświadczenia powiem, że miałam taki okres, gdy spadałam dosłownie co drugi dzień. Teraz trudno jest mi sobie przypomnieć kiedy ostatnio spadłam, bo po wyjeżdżeniu wielu godzin w siodle się trzymam mimo, że sportowo nie jeżdżę. Jazda konna bezpiecznym sportem nie jest, ale czy któryś sport jest tak naprawdę bezpieczny? Właściwie to nawet wychodzenie z domu też bezpieczne nie jest, bo może nas przejechać tramwaj, czy cokolwiek.
mi sie zdaje, ze jezdziectwo jest sportem ekstremalnym, jednym z najbardziej niebezpiecznych... Wiekszosc ludzi i tak nie ma swiadomosci, jakie wypadki zdarzaja sie podczas jazdy konnej. Podstawowym argumentem sa dane od ubezpieczycieli- stawka ubezpieczeniowa od intruktora rekeacji jezdziectwa jest najwyzsza sposród wszystkich innych instruktorów rekreacji, z czego nalezy wnioskowac, ze własnie w rekreacyjnym jezdziectwie dochodzi do najwiekszej ilosci wypadków. CZytalam tez , ze ilosc urazów glowy podczas jazdy konnej jest wieksza niz u motocyklistów... Tylko w moim rejonie- Poznan- słyszałam o co najmniej kilku wypadkach smiertelnych. Te 4 kregosłupy rocznie to pewnie były dane z jednego wiekszego osrodka jezdzieckiego, a nei całego swiata... :p Na poznańskiej Woli był chocby taki koń Dalivar, który dwóm osobom połamał kregosłup, po tym nadal chodził w szkołce...Podstawa powinna byc jazda w kasku, i najlepiej ochornnej kamizelce, co znacznie zredukuje to niebezpiczeństwo, to jest argument na korzysc. No i samochodami wiekszosc ludzi jednak jezdzi, a ilosc wypadków, to kazdy chyba wie
Hippika napisała: Jazda konna bezpiecznym sportem nie jest, ale czy któryś sport jest tak naprawdę bezpieczny?Owszem są takie - np. szachy albo brydż sporotowy. Słyszałem jednak, że przy tej pierwszej dyscyplinie wielu łamie sobie głowę :D izapyza napisała: mi sie zdaje, ze jezdziectwo jest sportem ekstremalnym, jednym z najbardziej niebezpiecznych... A mi się zdaje, że nie. Podstawowym argumentem sa dane od ubezpieczycieli- stawka ubezpieczeniowa od intruktora rekeacji jezdziectwa jest najwyzsza sposród wszystkich innych instruktorów rekreacji, z czego nalezy wnioskowac, ze własnie w rekreacyjnym jezdziectwie dochodzi do najwiekszej ilosci wypadków.Czemu podstawowym? Stawki są wyższe niż dla kierowców samochodów? Albo dla instruktorów wspinaczki (skałkowej, tatrzańskiej - whatever...)? Byłem związany swego czasu zawodowo z branżą ubezpieczeniową i jakoś nie mam takiego samego poglądu na zależność cena-niebezpieczeństwo jak Ty. "CZytalam tez , ze ilosc urazów glowy podczas jazdy konnej jest wieksza niz u motocyklistów..."A gdzie, jeśli można spytać?Bo ja z kolei zapoznałem się w książce Aleksandra Lwowa pt. "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" (Kraków 2014) z wykresem "Dzienne ryzyko uprawiania aktywności" sporządzonym przez Bruce"a Trempera i w ogóle jazdy konnej tam nie ma. Skala logarytmiczna w tym wykresie obrazuje "śmierci na milion dni". I tak (przykładowo):wstanie z łóżka - 1jazda na nartach - 2spadochroniarstwo - 8bieganie maratonu - 8jazda samochodem (8 h dziennie) - 16jazda motocyklem (1 h dziennie) - 60jazda motocyklem (8 h dziennie) - 605alpinizm - 650himalaizm na wys. pow. 8 tys. metrów - 12000
Czemu podstawowym? Stawki są wyższe niż dla kierowców samochodów? Albo dla instruktorów wspinaczki (skałkowej, tatrzańskiej - whatever...)? Byłem związany swego czasu zawodowo z branżą ubezpieczeniową i jakoś nie mam takiego samego poglądu na zależność cena-niebezpieczeństwo jak Ty.xxNie umiesz czytac ze zrozumieniem, bo ja pisalam o rekreacji ruchowej, a ty piszesz o kierowcach samochodow... Stawki były wyzsze- przynajmniej z tego co słyszałam, od instruktora wspinaczki, przy niej z reguły nic sie nie dzieje, wprawdzie wypadek jak juz sie zdarza, jest najczesciej b powazny, moze dlatego ludzie sie tego boja. Tytuł ksiazki poszukam i podam pózniej... Ja jezdze juz kilkanascie lat, i praktycznie kazda osoba która znam z b długim stazem miała juz wypadek mniej lub bardziej powazny... Najczesciej to wstrzasnienia mózgu, złamane ręce, nogi... Znam z widzenia dwie osoby co jezdza na wózku inwalidzkim dzięki wieloletniemu uprawianiu jazdy konnej... POznałam niedawno goscia co sie zajmuje zajezdzaniem koni od ponad 30 lat i miał juz: kilka urazów głowy (powaznych), pekniety jeden z kregów w kregosłupie, złamany obojczyk, noge, i chyba to nawet nie wszystko... NAwet z ziemi, nie wsiadajac na konie jest masa urazów, jednej instruktorce co znalam koń odgryzł dolna warge ust... :( Sama juz raz zaliczyłam szpital zaraz po jezdzie, i lekarz jak mnie badał to mówił, ze jazda konna b niebezpieczna, ze widział po tym mase urazów. Przykłądy mogłabym mnozyc do poznej nocy, ale tylko poczatkujacy ignoranci twierdza, ze jazda konna jest bezpieczna, soryDlaczgo Tremper jazdy konnej nie wliczył? Pewnie nigdy na koniu nie siedział, i nie ma o tym bladego pojecia.
Stawki były wyzsze- przynajmniej z tego co słyszałam, od instruktora wspinaczki"Słyszałaś" czy "wiesz" (bo sama sprawdziłaś)? To różnica - dosyć zasadnicza. Słyszałem wiele dziwnych i nie mających nic wspólnego z rzeczywistością opowieści ;) przy niej z reguły nic sie nie dzieje, wprawdzie wypadek jak juz sie zdarza, jest najczesciej b powazny, moze dlatego ludzie sie tego boja. A znasz jakiegoś wspinacza osobiście lub sama uprawiałaś wspinaczkę, że takie opinie wygłaszasz? Chyba nie. Tak się składa, że znam osobiście iluś tam wspinaczy (w tym instruktorów) i oni pewnie by wybuchnęli śmiechem po lekturze zacytowanego przez Ciebie fragmentu... Ja jezdze juz kilkanascie lat, i praktycznie kazda osoba która znam z b długim stazem miała juz wypadek mniej lub bardziej powazny... Najczesciej to wstrzasnienia mózgu, złamane ręce, nogi... Znam z widzenia dwie osoby co jezdza na wózku inwalidzkim dzięki wieloletniemu uprawianiu jazdy konnej... POznałam niedawno goscia co sie zajmuje zajezdzaniem koni od ponad 30 lat i miał juz: kilka urazów głowy (powaznych), pekniety jeden z kregów w kregosłupie, złamany obojczyk, noge, i chyba to nawet nie wszystko... Twierdzisz, że Twoje osobiste doświadczenia i doświadczenia osób, które znasz/z którymi się stykałaś tworzą normę? Na jakiej podstawie, że tak spytam? "NAwet z ziemi, nie wsiadajac na konie jest masa urazów, jednej instruktorce co znalam koń odgryzł dolna warge ust... :("A ja z rodzinnych opowieści słyszałem o pewnym rolniku, który niegdyś na grzbiecie swego konia połamał widły. Pewnie świadczy to o tym, że wszyscy rolnicy posiadający konie są sadystami? [patrz moja uwaga akapit wyżej] "Sama juz raz zaliczyłam szpital zaraz po jezdzie, i lekarz jak mnie badał to mówił, ze jazda konna b niebezpieczna"Tak, a lekarze to sami prowadzą bardzo zdrowy tryb życia - wielu pali papierosy (mówiąc pacjentom, żeby nie palili), niektórzy piją alkohol nawet w czasie pełnienia dyżurów/przyjęć pacjentów w przychodni (ileż to doniesień o pijanych lekarzach) apelując do pacjentów, by nie pili, zalecają dużo ruchu samemu siedząc godzinami w gabinetach. Mógłbym podawać podobne uogólnienia co Ty całymi seriami...A właśnie - powiedziano mi kiedyś, żebym nie oddawał honorowo krwi, bo to niezdrowe, prowadzi do nadciśnienia itd. Jestem Zasłużonym Honorowym Dawcą Krwi i jakoś nie uskarżam się na nadciśnienie po 11 latach działalności. "Przykłądy mogłabym mnozyc do poznej nocy"Podobnie jak ja... "tylko poczatkujacy ignoranci twierdza, ze jazda konna jest bezpieczna, sory"A kto w tym wątku stwierdził, że nie ma bezpieczniejszego hobby na świecie niż jk, że tak spytam? Wymieniam owych "ignoratów" z nicka, proszę. "Dlaczgo Tremper jazdy konnej nie wliczył?"Najlepiej zapytaj go o to osobiście (wszak żyjemy w epoce internetu i na pewno da się go przez niego namierzyć), miast snuć swoje autorytatywne wizje. PS Przy okazji - byłoby miło, gdybyś bardziej dbała o stronę językową swych wypowiedzi (polskie znaki diakrytyczne itd.). To świadczy m.in. o szanowaniu czytelnika Twych wypowiedzi...
HAnke, a ty jak długo jezdzisz, sportowo czy rekreacyjnie? Ile razy spadłeś? Bo piszesz tak, jakbys jezdził tylko na koniu na biegunach...
Hanke, piszesz jakbys nie miał bladego pojecia o jezdzie konnej. Wypadki sie biora z upadków z konia głównie, kiedy sie spada z rozpedzonego konia z wysokosci 1,70 to nawet zderzenie z piaskiem czesto sie kończy np. złamaniem. Widziałam jak sie ludzie łamali, spadajac na piaseczek na swojej pierwszej jezdzie, czasem nawet były złamania otwarte, ze kosc przebijała skóre...Zgodze sie z jestemzlasu, ze najwiecej wypadków sie zdarza podczas poczatków jazdy konnej, kiedy się spada znacznie czesciej. Jedno czego nie widze, to uzywania kasków przez osoby co jezdza sportowo, poza zawodami, to sie zdarza b rzadko...Pierwszy raz spotykam sie z opinia, zeby jezdziectwo było bezpieczne, wiec dlatego mysle, ze ty Hanke nic z nim dotychczas nie miałes do czynienia, pewnie poza ksiazkami? LOLJuz nawet w wikipedii jezdziectwo figuruje jako sport tzw wysokiego ryzyka:"sporty wysokiego ryzyka - uważa się rafting i inne sporty wodne uprawiane na rzekach górskich, nurkowanie z wykorzystaniem aparatów oddechowych, wspinaczkę ,chodzenie po górach powyżej 1600m , Snurkowanie w rafach koralowych , loty na spadochronie nad motorówką ,sport spadochronowy i balonowy, paralotniarstwo, sztuki walki i wszelkiego rodzaju sporty obronne, myślistwo, jazdę konną, narciarstwo, snowboard, bobsleje, skoki narciarskie, surfing, windsurfing, jazdę na nartach wodnych oraz sporty, w których wykorzystywane są pojazdy przeznaczone do poruszania się po śniegu lub lodzie"Tutaj jakis profesor wyliczył, ze jazda konna odpowiada za wiecej zgonów niz ecstasy:http://kopalniawiedzy.pl/ecstasy-jazda-konna-David-Nutt-ACMD,6765Figuruje tez na wiekszosci list najbardziej niebezpiecznych sportów:http://listdose.com/top-10-most-dangerous-sports-in-the-world/
Jeszcze jedno co chciałam zauwazyc... ,my tu piszemy głónie o rekreacji, bo takie było pytanie w tytule postu, dziewczynka chciała przekonac rodziców zeby jej pozwolili jezdzic rekreacyjnie. Wiadomo, ze sa b niebezpieczne sporty, np. formula 1, albo himalaizm, ale nikt przeciez nie uprawia tego rekreacyjnie. Co do wspinaczki- podstawowa róznica miedzy nia a jazda konna jest taka, ze da sie ja uprawiac bezpiecznie, mozna isc do klubu na sztuczna sciane i byc asekurowanym przez instruktora lina, tak ze nic sie absolutnie nie moze stac, moze poza kontuzja palca... A przy jezdzie konnej nie da sie zapewnic bezpieczeństwa w zaden sposób. Na tej liscie jazda konna jest na drugiej pozycji:http://www.thetoptens.com/most-dangerous-sports/
cos mnie ta ostatnia lista nie przekonuje ... na pierwszym miejscu jest cheerleading :-D
Chyba cheerleading nie jest bezpieczny takze, co najwyzej sie tak wydaje... Póki człowiek czegos nie spróbuje, to nie ma sensu sie wypowiadac, ja cheerleaderka nie bylam. :)http://www.ciop.lodz.pl/sport/konie1.phptu znalazłam b ciekawy arrtykul o urazach
izapyza czy ja wiem czy to miarodajny ranking? Widziałaś co jest na pierwszym miejscu? Tak naprawdę możemy tylko przerzucać się własnymi obserwacjami, bo założę się, że nikt nie znajdzie wiarygodnych statystyk dotyczących wypadków w jeździectwie - całym, sporcie i rekreacji. Moje obserwacje nie są może bardzo obszerne, ale coś tam mogę zauważyć - obozy jeździeckie po około 50 osób, na różnym poziomie, około 70-80 koniogodzin dziennie, 5 turnusów - prawie 1000 koniogodzin - to w wakacje, dochodzą ferie, reszta roku, hubertusy, inne imprezy i tak dobrych parę lat. Można powiedzieć tyle, że wypadki są, całkiem sporo, od niegroźnych do złamań, wstrząśnień mózgu, jeden przypadek który wymagał transportu helikopterem do szpitala w mieście wojewódzkim. Tylko w rekreacji. Ale pozostaje kwestia, że nie mam z czym porównać. Nie prowadziłam statystyk, chociaż mogłabym od biedy oszacować częstotliwość wypadków w wakacje. Zostaje mi tylko subiektywna opinia.A jest ona taka, że lepiej nie ściemniać rodzicom, że to całkowicie bezpieczne i nieszkodliwe. Lepiej żeby wiedzieli z czym można się liczyć, żeby zadbali o bezpieczeństwo kupując dobry kask, wybierając dobrą stajnię, powierzając dziecko opiece instruktora. I mieli świadomość, że wypadki się zdarzają, często z niczyjej winy, bo konie są po prostu nieprzewidywalne. A nie mieli pretensji do instruktora, właściciela ośrodka, konia, pogody i nie wiadomo czego jeszcze, bo dziecko spadło i się potłukło.
No własnie, ja tez uwazam, ze wypadków jest duzo. Poczytałam wypowiedzi tego Hanke, i on nigdy nie siedział na koniu! LOL Super jak sie ludzie wypowiadaja na tematy, o których nie maja pojecia. Wypalił z tymi czterema złamanymi kregosłupami jak gajowy o sosne, na co tak ogłupiac ludzi? Jak w tym artykule o ecstasy pisze, z ew wyniku jezdziectwa umiera 100 osób rocznie, niestety nie pisza czy tylko w Wielkiej Brytanii, czy na całym swiecie, ale gdyby to był cały swiat, to liczba zlamanych kregosłupów pewnie siega tysiecy, jesli zgonów jest 100..Ja uwazam takie gadanie bzdur za szkodliwe, nie to, ze chce ludzi zniechcecac do jezdziectwa, ale gadanie, ze to bezpieczne moze spowodowac, ze ludzie nie beda zakładac kasków, albo kamizelek i tragedia gotowa.
http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/magazine/8339097.stmTu tez znalazłam dla Hanke artykuł o niebezpieczeństwach jazdy konnej, z porównaniem do jazdy motocyklem, oto fragment:"In his paper Hazards of Horse-riding as a Popular Sport, Dr Silver cited a study from 1985 that suggested motorcyclists suffered a serious accident once every 7,000 hours but a horse rider could expect a serious incident once in every 350 hours."Jak ktos nie zna angielskiego to w skrócie: wg danych od roku 1985 motocyklista moze sie spodziewac wypadku średnio co 7 tys godzin, a jezdziec co 350... masakra
http://www.nature.com/sc/journal/v40/n6/full/3101280a.htmltu sa w miare kompletne statystyki... wyglądaja niewesoło:It is a dangerous recreation as a large number of accidents occur; the British Horse Society is made aware of eight accidents per day involving horses and over one-third may result in head injuries. In 1992 the Office of Population Census listed 12 equestrian related fatalities in 2.87 million participants.2 In a study of medical examiner reports from 10 states in the USA it was found that as many as 217 deaths per year were attributable to horseback riding.
izapyza - czytam i oczom nie wierzę. Zadałem bardzo konkretne pytania i na część z nich nie doczekałem się odpowiedzi. Czemu ich unikasz? To "pierwsze primo". Secundo: siedziałem na koniu i to nie raz, nawet jeśli Ty autorytatywnie stwierdzasz inaczej. To teraz ja Cię spytam: ile razy byłaś na ścianie wspinaczkowej, ile razy wspinałaś się w skałkach a ile razy w Tatrach, że takie niemające nic wspólnego z rzeczywistością opinie wygłaszasz. Bo ja pójdę w Twoje "wszewiedzące" ślady i stwierdzę: ANI RAZU. Masz jednak na ten temat dużo do powiedzenia... Tertioiza pyza napisała: Wiadomo, ze sa b niebezpieczne sporty, np. formula 1, albo himalaizm, ale nikt przeciez nie uprawia tego rekreacyjnie Patrz punkt 2. Ale coś dodam. "Nikt nie uprawia tego rekreacyjnie"? Otóż zdecydowana większość himalaistów jeździ w najwyższe góry świata w wolnym czasie, więc robi to poniekąd rekreacyjnie. Mają pracę "na dole" (najczęściej w biznesie, gdzie sami sobie są szefami). Nie żyją z himalaizmu (choć jest garstka "zawodowych" himalaistów, jak Simone Moro). Wyjaśnij mi, kim są ludzie z "kolejki" na Mount Everest (dosłownie - w sezonie robią się tam kolejki!)? Tłumem himalistów. Jako zadanie domowe zadaję Ci przeczytania książki Krakauera "Wszystko za Everest". Autor jest dzinnikarzem i chciał wejść na Everest. No i wszedł. Pewnie zrobił to z musu, wg Ciebie? Quarto"Juz nawet w wikipedii jezdziectwo figuruje jako sport tzw wysokiego ryzyka"Wikipedia nie jest dla mnie żadnym argumentem. Pełna jest bzdur porównywalnych z tymi, które Ty wypisujesz o wspinaczce. Poszukaj też (już nie mówię o wiki) czegoś bardziej wiarygodnego niż rankingi niebezpiecznych zajęć, gdzie na 1. miejscu są panie machające pomponami :P:P:P:P Quinto"Super jak sie ludzie wypowiadaja na tematy, o których nie maja pojecia"Z ust mi to wyjęłaś (a propos wspinaczki) "podstawowa róznica miedzy nia a jazda konna jest taka, ze da sie ja uprawiac bezpiecznie, mozna isc do klubu na sztuczna sciane i byc asekurowanym przez instruktora lina, tak ze nic sie absolutnie nie moze stac, moze poza kontuzja palca... "Kolejna opinia "wybirtnej znawczyni wspinaczki" izypyzy. Sam zleciałem kiedyś z 3 metrów ze sztucznej ścianki, bo się nie zdążyłem wpiąć w drugi przelot (nie doszedłem do niego), a wspinałem się z dolną asekuracją. Spadłem z wysokości 3 m -dwa razy wyżej, niż z końskiego grzbietu. I co? Bezpiecznie? A rąbnęłaś kiedyś w ściankę wspinaczkową po wahadle? A o tatrzański granit? W Twoich wypowiedziach wyczuwam wyjątkowo mentorski ton, tyle że niczym nie poparty. Wyluzuj trochę. Ja rozumiem, że Twoja wizja jest najsłuszniejsza, bo "najtwojsza", ale świat to nie tylko Ty - inni też mają swoje zdanie i wcale przy tym nie akcentują swego monopolu na jedynie słuszną wiedzę o jeździectwie. jestem z lasu napisała: " Moje obserwacje nie są może bardzo obszerne, ale coś tam mogę zauważyć - obozy jeździeckie po około 50 osób, na różnym poziomie, około 70-80 koniogodzin dziennie" Ta dane o "koniogodzinach" to w przeliczeniu na jedną osobę czy statystyka dla całej grupy. Bo doba ma tylko 24 h ;)
nie odpowiadam Hanke na wszystkie twoje pytania, bo wg piszesz mało konstruktywnie i sensownie, idac w zaparte, bez zwazania na logiczne argumenty brniesz, sam nie odpowiadajac na pytania, bo pytałam ile jezdziłes, a ty napisałes, ze nieraz siedziałeś na koniu... Tak, byłam na scianie wspinaczkowej, i czułam sie znacznie pewniej niz podczas moich poczatków jazdy konnej, i znam osoby co sie zajmuja wspinaczka... Ale nie ma sensu tu pisac o wspinaczce. Jednak takie sporty jak chocby jazda na nartach czy wspinaczka to sporty, w których prawie wszystko zalezy od samego człowieka, tak powodem wypadku sa jego błedy, a podczas jazdy konnej wystarczy ze sie koń spłoszy i moze cie np. rozgniesc o sciane, moze sie urwac popreg, siodło zsunac, a wytraszony kon cie jeszcze pokopie, kazda najlepiej jezdzaca osoba moze miec pecha i spasc z noga w strzemieniu, wtedy koń pedzi i cie wlecze, bo to tepe zwierze, które jest tak głupie ze potrafi sie wystraszyc własnego cienia. Góra jest przynajmniej nieruchoma... Ty po prostu nie masz pojecia o jezdzie konnej i tylko dlatego tak piszesz. Ja kiedys jadac ulica na kobyle, zaliczyłam zderzenie z samochodem ciezarowym, koń sie grzał i byl podniecony, podstawił sie zadem w ostatniej chwili pod ten samochód jak przejezdzał
to zależy od tego jakie masz relacje z rodzicami i nagle sie nic nie zmieni.Jesli przez cale dotychczasowe zycie oni byli nadopiekuńczy, a ty nie robiłaś też nic żeby wzbudzac ich zaufanie i uspokajac ich obawy,czyli jednym slowem jesli nie sprawialas wrazenie rozsadnej, to na nic sie zda teraz zabieranie ich na wybieg - nic ich nie przekona.
ło matko z ojcem :-( chyba przestanę jeździć konno i jeszcze zabronię jazdy konnej moim dzieciom !