Reklama
  • sroczka2012-02-19 12:17:17

    Witam.Znajomi mają młodą (6lat) klacz - arabkę z domieszką konia małopolskiego. Koń został ujeżdżony niespełna rok temu i do tej pory chodził bez zarzutu. W czasie wakacji, właściciele musieli wyjechać za granicę w sprawie rodzinnej i oddali konia pod opiekę do znajomej stajni. W wyniku niedomówienia, klacz trafiła do szkółki. Miesiąc wystarczył, żeby koń stał się sztywny, zszarpany w pysku i olewający działanie łydki. Z prawidłowym reagowaniem na łydkę i dosiad uporałyśmy się dość szybko. Natomiast nadal pozostaje kwestia rozluźnienia. Klacz ewidentnie boi się o swój pysk. Nie akceptuje kontaktu, wszelka próba ustawienia głowy kończy się paniką i jeszcze większym usztywnieniem. Pracę z nią zaczęłam od lonży, na wypinaczu trójkątnym. W siodle staram się pilnować rytmu, pracy zadu - zgodnie z zasadą: od tyłu do przodu. Używam delikatnego, gumowego wędzidła. Problemy zdrowotne zostały wykluczone.Jakieś pomysły?

  • Hrenna 2012-02-19 11:50:59

    hm... trzeba by było ją jakoś delikatnie i stopniowo przyzwyczajac do kontaktu, pokazac jej że absolutnie nie bd jej szarpac ani nic takiego. Jeżeli dałoby radę, to zacząc od jeżdżenia na luźnej wodzy, albo jeżeli masz to na sidepullu (ogłowie bezwędzidłowe). To może też by pomogło... Na usztywnienie mozesz dużo cwiczeń rozciągających, tak żeby sie powyginała, jakieś wolty, ósemki... Ja bym chyba pozabijała tych wszystkich ludzi ze znajomej stajni, jakby mój koń poszedł do szkółki. A tak wgl nie mogło by niedomówienia, bo na pewno każdy instruktor wiedział, że ten akurat koń to jest prywatny! Nie wiem jak właściciele konia, ale ja bym tam taką aferę zrobiła, że aż by się kurzyło -.- . Mam nadzieję, że nie odbiło się to na psychice konia i na siodłaniu i kiełznaniu...

  • sroczka 2012-02-19 12:33:03

    Jazda na luźnej wodzy nic nie da. Można na niej jeździć na halterku i będzie super - koń na łydki, dosiad, głos reaguje podręcznikowo. Ale dziękuję.Sytuacja była dość pokręcona. Szereg niefortunnych wypadków - nie będę pisała, co się stało, bo to nic nie zmieni. Stało się, jak się stało i nie warto do tego wracać. Teraz trzeba się skupić na klaczy.

  • SrokatyArab 2012-02-19 12:45:54

    Dokładnie, jazda na luźnej wodzy, bez ogłowia czy wędzidła nie wyeliminuje problemu. Wydaje mi się, że masz bardzo dobre podejście, tylko możliwe, że po prostu potrzeba więcej czasu, aby klacz nabrała zaufania do jeźdźca. Ja bym wywaliła wpinacze, a spróbowała z czambonem. Lonża z pewnością pozwoli jej się rozluźnić, ale pod jeźdźcem problem może wracać. Zostawiłabym na razie ustawianie głowy, a skupiła się na samym ustabilizowaniu kontaktu. Dużo zgięć i pracy na woltach pozwoli jej trochę odpuścić. Eksperymentowałaś może trochę z wędzidłami? Wbrew pozorom to najdelikatniejsze wędzidło wcale nie musi być najlepsze dla takiego konia.

  • Reklama
  • sroczka 2012-02-19 15:57:35

    Żeby skupić się na kontakcie, trzeba ten kontakt mieć. Kobyła albo leci z głową w chmurach, albo chowa się za wędzidłem. Dlatego pomyślałam o żuciu z ręki, żeby ją ustawić niejako "przed sobą". Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Z czambonem nie próbowałam. Spróbuję przy najbliższej okazji. Może akurat się uda. Co do wędzidła: większość życia jeździłam na lekkich, podwójnie łamanych, poza nielicznymi przypadkami gdzie jeździłam na pelhamie bądź munsztunku. Także tutaj prosiłabym o pomoc, bo zwyczajnie nie wiem, na jakie mogłabym wymienić.

  • SrokatyArab 2012-02-19 16:18:54

    Tak rozumiem i myślę że może to być dobry kierunek. Próbuj. Jeśli chodzi o wędzidła to dużo zależy też od budowy anatomicznej konia. Różnym koniom pasują różne wędzidła. Znam przypadki, w których koń na grubym i delikatnym wędzidle uciekał od kontaktu i buntował się, a na cienkim potrafił ten kontakt znaleźć. To kwestia indywidualna, także trzeba trochę pokombinować.

  • Me Gusta 2012-02-19 19:04:11

    Ja osobiście ostatnio jestem wniebowzięta działaniem podwójnie łamanego, cienkiego wędzidła z niemieckiego srebra. Konie mi bardzo fajnie przyjmują to wędzidło. Jeżeli chodzi o kontakt. Taa, szkółka potrafi zdziałać "cuda" z końmi. W każdym bądź razie ja czasami w bardzo niefortunnych wypadkach, na początek brałam konia na gumy, jadąc na zwykłym kontakcie, i nie dając koniu po zębach - oto chodzi w gumach, że koń ma stabilny kontakt, jedynie jeżeli się podszarpuje to czuje opór na nim. Jeżeli odpuści, będzie miał luz (dlatego tu potrzeba jak najmniej działającej ręki). Parę jazd pojeździć tak, aż poczujesz poprawę, a potem zdjąć i próbować jeździć z kontaktem delikatnym i powolnym skróceniem. Chyba, że nie jesteś zwolenniczką dodatków, choć ja akurat gumy polecam; oczywiście w delikatną rękę i w miarę doświadczoną.   Me.



Reklama
Reklama