Po zamieszczeniu swojego ostatniego posta w tym wątku (22. grudnia, g. 17.20) celowo nie wchodziłem do tego wątku aż po dzisiejszy ranek. Czemu? Warto zatruwać sobie ostatni dzień przed Wigilią, nią samą i święta lekturą postów, z których kapie żółć? Tak, Boże Narodzenie i przygotowania doń to wspaniały czas. Ludzie stają się dla siebie milsi itd. Fajnie - dzięki moim wypowiedziom kilku użytkowników mogło sobie ulżyć i wylać trochę złości i agresji. To tak w ramach tych przygotowań, tak? A potem wspólna kolacja przy wigilijnym stole, życzenia, może pasterka o północy. I prezenty! Może ktoś znalazł munsztuk pod choinką?Ja się nie obrażam. Nieraz zmieszano mnie z błotem na forach, bo ktoś akurat nie miał niczego lepszego do roboty. Bo ON wiedział najlepiej, co myślę, co robię i co mną kieruje. Łatwiej komuś nawrzucać, że "jest na bakier z ortografią", po czym, gdy okaże się że jest dokładniej na odwrót, przyznać się do błędu ale nie przeprosić tej osoby. Łatwiej uznać jakieś niemiłe, lecz prawdziwe stwierdzenie jako obrażanie ludzi, a nie wolność słowa. Łatwiej używać słów, których nie ma nawet w trzytomowym "Słowniku Języka Polskiego" PWN (Warszawa 1995) jak "morfemologia", niż takich, które każdy (lub prawie każdy) zrozumie. Łatwiej napisać komuś "bredzisz totalnie" i to potwierdzić, niż napisać "nie zgadzam się z Tobą", "to nie było tak" i na przykładach wyjaśnić. Ale w końcu 1/3 badanych niedawno nastolatków stwierdziła, że bardziej czuje się sobą w życiu realnym niż w rzeczywistym. Jestem ciekaw, ilu z moich oponentów/oponentek, powiedziałoby mi to samo w oczy, gdy spotkali mnie osobiście. A pod rozwagę (poświatecznie) zostawię Wam takie słowa: "Świat to nie tylko ja - to także inni ludzie". Ważniejsze jest bowiem od bycia dobrym jeźdźcem, bycie Człowiekiem...
"ja" to w wojsku d***nie jestem nastolatką - mam 40lata jak i ktoś bredzi,a jego brednie są przy tym szkodliwe - mówię prosto w oczy na żywo, czy on-line - bez różnicy
Droga Elizo!Zechcesz skonkretyzować, co nazywasz "bredniami" (bzdurami, niedorzecznościami etc.) w moim wykonaniu? To, że znalazłem takie informacje o munsztukach, jakie podałem, w dwu ww. książkach? Może chcesz polemizować ze ś.p. Wiesławem Mireckim? Albo ze starożytnymi Grekami używającymi munsztuka? A może jednak ze mną? Tylko powiedz - o czym?"Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia, Porzuć walkę niepotrzebną Porzuć miecz i włócznię swoją I jedź ze mną, i jedź ze mną Bo, gdy szlakiem ku północy Podążają hufce ludne Ja podnoszę dumnie głowę I odjeżdżam na południe."("Ballada o krzyżowcu", IV zwrotka).
Drogi hankenie walczę z Tobą tylko z TYM co możesz zasiać w umysłach ludzi - często albo niedoswiadczonych, albo młodych. Jestem ostatnio bardzo pod wpływem tematu wędzidła, bo od listopada mam klacz, która na ŻADNYM wedzidle nie chodzi. tak.. to zasługa ludzi - klacz ma bardzo delikatny pysk i jest wrażliwa. na moje szczescie chodzi doskonale na ... samym kantarze. na jej szczęście - nie walczyłam z nią na wędzidle, tylko uważnie przygladałam sie co ona robi po włożeniu kiełzna bez powodowania nim. No i pomyśl, ze kobyłkę kupiłby ktoś, kto uznałby, ze jak jej nie pasuje wędzidło, to ją może munsztukiem, bo już historycznie udowodniono, ze to budzi respekt!? Kto wie.. może kobyła aby unikajac strachu przed TAKIM argumentem zaniechałaby jakiejkolwiek walki, czyli wielu powiedziałoby "problem z głowy". Jeżeli przykład Agnieszki Cię nie przekonał /bo ja raczej ja przekonałam/ i nie widzisz nadal w swoim "historycznej zachęcie" niczego złego, to miej litosc nad takimi konmi jak moja nowa kobyła. Dalej wszystko ok? jak uważasz, że tak... to pisz... pisz... pisz...a propos - ładny utwór, ale wolę go w całości :)
własnie, to forum jeździeckie , na którym połowę stanowią 13-letnie dziewczynki, które piszą "bardzo kocham koniki i one też mnie kochają", a nie forum dla miłośników historii !takie historyczne wstawki mogą zdziałać tu więcej złego niż dobrego,
No i "stała się jasność"!Rumel - Ty cały czas sądziłaś, że te dwa historyczne "przypadki" wrzuciłem po to, by zachęcać ludzi do używania munsztuka? Jeśli tak - prostuję. Absolutnie nie było to moim zamiarem. Moim zamiarem było tylko pokazać, od jak dawna ludzie dążą do pełnej kontroli nad koniem za wszelką cenę. Osobiście mam do tego stosunek wysoce negatywny, a jeśli tego wyraźnie nie zaakcentowałem, jest to moja wina. Myślę, że jeśli ktoś (któraś) z Was śledziłaby wcześniejszy wątek o scence ze spotu reklamowego "Tajemniczy Dolny Śląsk", gdzie w dwóch migawkach byli jeźdźcy i jedna amazonka jechała na pelhamie, ciągnąc konia niemiłosiernie za pysk, ten (ta) by wiedział(-a), że jestem negatywnie ustosunkowany do tego typu "patentów"."Balladę o krzyżowcu" śpiewam często przy dźwiękach gitary. Też lubię całość, ale ta akurat ostatnia zwrotka pasowała mi do sytuacji, która się wytworzyła w tym wątku ;) Hippika napisała:"Argumenty historyczne to nie są żadne argumenty" oraz: "Tu chodzi o dobro konia, a nie pieprzenie o historii." Sądzę, że po lekturze początkowego ustępu tego posta skierowanego do Rumel zmienisz trochę zdanie. A przy okazji - o ludziach świadczą nie tylko ich czyny, ale też słowa. Twoje sporo mi o Tobie powiedziały... Zorkana napisała:"własnie, to forum jeździeckie , na którym połowę stanowią 13-letnie dziewczynki, które piszą "bardzo kocham koniki i one też mnie kochają", a nie forum dla miłośników historii !"Czyli nie mogę tu pisać, bo jestem historykiem, tak? Tak jakby historycy nie jeździli konno (podobnie jak postacie historyczne, którymi się zajmują). W minioną sobotę akurat jeździłem konno - po raz pierwszy samodzielnie w życiu. Wspaniałe uczucie! No, ale skoro mi odbierasz do niego prawo... To co, zostaje mi tylko pograć sobie na laptopie w "My horse od me" (polska wersja: "Kocham konie") - grę dla dzieci od lat 6? "takie historyczne wstawki mogą zdziałać tu więcej złego niż dobrego" Spoko. Chciałem podzielić się swoją wiedzą (niewiedzą?) na temat pośrednio związany z tematem wątku. Akurat tak się składa, że zbieram od dawna materiały do książki o roli konia w historii (pracochłonna zabawa). Skoro nie życzysz sobie wrzucania tego typu wiadomości tutaj, bo są tu 13-letnie dziewczynki, OK. Byłem kiedyś nauczycielem historii w gimnazjum i przy okazji starałem się akcentować różne wątki jeździeckie. Rozumiem, że według Ciebie zatruwałem umysły gimnazjalistek (w prawie każdej klasie, którą uczyłem, było kilka amazonek) opowieściami o tym, że "bicie konia wzmacnia krew - człowiek czuje się jak lew"? To ja dziękuję za takie forum!
jasne, że można pochwalić się swoją wiedza historyczną a przy okazji zaciekawić historią kilka 13-latek ;-) ale zostałeś tu zaatakowany, gdyż, w moim odczuciu, ton Twojego postu był zbyt autorytatywny i mógł wprowadzać w błąd, to wszystko,pisząc to co napisałeś na forum, gdzie połowę stanowią 13-latki należało zaznaczyć, że nie jest to jedna, jedyna prawda (bo tak wymyślili starożytni Grecy), tylko jest to rys historyczny, niekoniecznie przystający do współczesnej wiedzy na temat fizjologii, psychologii i anatomii konia,
Ja powiem tak. Jestem po liceum, w którym nie chcieli niczego zmieniać, bo "od 380 lata tak było i było dobrze" i właśnie tak odczytałam Twoje posty. Jeśli się myliłam, to przepraszam. Na historyków akurat jestem cięta, bo niestety jestem w trakcie kursu literatury staropolskiej i historii mam aż za dużo. ;) A w tym przypadku nie podkreślanie tego, że to nie jest zachęcanie do munsztuka, gdy jest niepotrzebny mogło spowodować opłakane skutki. Dla przykładu pracowałam kiedyś z koniem, który pojechał na Grundwald i w imię "odtwarzania historii" został tak poszarpany, że zwykłe wędzidło i lekka ręka sprawiała mu ból. Czy podczas jakiś pokazów kawalerii w Parku Jordana w Krakowie miałam ochotę podejść do żołnierza i sprzedać mu kopniaka między nogi, żeby poczuł porównywalny ból do tego, który sprawiał koniowi tym munsztukiem. PZJ mógłby się za to wreszcie wziać.
Przepraszam, że tak się wetnę w dyskusję, ale za co PZJ miałby się wziąć? Za Grunwald i kawalerię? Nawiasem mówiąc zdecydowana większość kawalerii ochotniczej nie używa munsztuków, tylko pelhamów. Tak dla porządku. hanke - to o innego konia chodzi ;) mam nadzieję, że o tym też nie opowiadałeś gimnazjalistkom...
Mógłby wprowadzić jakieś przepisy dotyczące takich "inscenizacji" czy tam pokazów, nie? To wszystkiego się czepiać może to i do tego też. Nie wgapiałam się na gościa co to tam było, ale zwykłe wędzidło to nie było na pewno, bo koń na szczęśliwego nie wyglądał jak obrywał po pysku.
Jak widzę, mroczna atmosfera (niczym zmierzch nad Mordorem ;) ) w tym wątku powoli ustępuje i bardzo mnie to cieszy. Nieporozumienia się wyjaśniają - "warto rozmawiać" :) Zorkana - oczywiście. Ale nie wszystko, co było w starożytnej Grecji, było złe. Patrz np.: podręcznik Ksenofonta ;) Zresztą w warunkach Hellady konie były nieliczne, a ich utrzymanie niesamowicie trudne i kosztowne, stąd kawaleria nie odgrywała (aż do czasów Aleksandra Wielkiego) większej roli.Hippika napisała: "Jestem po liceum, w którym nie chcieli niczego zmieniać, bo "od 380 lata tak było i było dobrze" i właśnie tak odczytałam Twoje posty."Wiesz, ja jestem po liceum, w którym w marcu 1998 r. uczeń zaatakował nożem i siekierą trzy nauczycielki, a kilka miesięcy po tym, jak opuściłem owe "szacowne" mury owego LO, jeden z pierwszaków popełnił samobóstwo. Oczywiście szkoła się od tego odcięła twierdząc, że "miał problemy w domu". No jasne! W każdej szkole co rok jakiś uczeń popełnia samobóstwo. Ja wiem swoje. W tej szkole była dziwna atmosfera... "Na historyków akurat jestem cięta, bo niestety jestem w trakcie kursu literatury staropolskiej i historii mam aż za dużo. ;)"Ale ja jestem takim pozytywnym, fajnym historykiem, a na dodatek nie jestem Twoim wykładowcą :P Teoretycznie - gdybyś studiowała polonistykę na UWr - miałabyś możliwość zetknąc się z moim ojcem, który wykłada w IFP UWr, ale on dopada swoje ofiary dopiero na III roku (HLP) :D "Dla przykładu pracowałam kiedyś z koniem, który pojechał na Grundwald i w imię "odtwarzania historii" został tak poszarpany, że zwykłe wędzidło i lekka ręka sprawiała mu ból. Czy podczas jakiś pokazów kawalerii w Parku Jordana w Krakowie miałam ochotę podejść do żołnierza i sprzedać mu kopniaka między nogi, żeby poczuł porównywalny ból do tego, który sprawiał koniowi tym munsztukiem."Byłem w Krakowie w zeszłym roku tuż przed rewią kawalerii i odwiedziłem m.in. obóz na Błoniach. Ułani tam ćwiczyli. Ja się nie znam, który jeździ dobrze, który źle, czego używali poszczególni jeźdźcy itp. Gdybyś Ty to zobaczyła, umiałabyś to ocenić (chyba że wspominając o Parku Jordana masz na myśli ten sam okres "okołorewiowy"). Przez 6 lat byłem za to rekonstruktorem drugowojennym po tzw. "niesłusznej" ("niemieckiej") stronie i stykałem się wtedy z "polską kawalerią". Generalnie owych jeźdźców można podzielić na "ułanów" i "ułanoidów". Parę razy miałem pecha natknąć się na tych drugich. Wyobrażacie sobie jeźdyić na rekonstrukcji w adidasach? Ja sobie to wyobrażam, bo to nie jest mój wymysł!
No coś Ty hanke zostań :) Zawsze to fajnie posłuchać ciekawostek histerycznych - nie zgwywam sie, serio... Wprawdzie jak mawia mój mąż - stado bab bywa gorsze od zarazy - to jednak da się zdzierżyć ;)Co do tego "ułanopodobnego" w adidasach - to zapytam tak - z ostrogami, czy bez? Tu skutki nad-ożycia ostróg omal poczułam na własnej skórze - kupując jesienią tego roku konia - oglądałam m.in. piękna choć leciwa małopolanke, która chodzi na takie imprezki "para-ułanskie". Koń z ziemi - marzenie - po prostu anioł. w stajni - śpiewa jej odsadek, a ja na podwórzu robię z nią dosłownie co chcę. Jednak gdy przyszło do siodłania - jakoś tak - oko- ucho - i koń zrobił parę nerwowych dyskretnych ruchów. Stara a durna /to o mnie/ - zaczęłam już ładować nogę w strzemię - a tu "siurpryza" - kobyła stanęła dębę - oberwałam strzemieniem równie solidnym jak kulbaka - ale byłam konikowi za chwilę wdzięczna - kiedy właściciel dosiadł klaczy - ta od razu poszła z kopyta kręcąc ogonem młynka. Pytam żartem - a "jedynka " i "dwójka" gdzie? Na to Pan głupkowato - no, ale jak chodzi mimo swoich lat!!! Oczywiście przed oglądaniem konia były zapewnienia, ze koń jest jak spokojny i doskonały dla małych dzieci. A... argumentem było to, ze klacz chodzi nawet pod ich dziećmi - Pan zapomniał jednak dodać - jak później sprawdziłam w necie - ze córcia, którą mia na mysli przerzuciła już dwudziestkę i ujeżdża nawet ogiery... Jeszcze tak - dla hecy - napisałam do nich anonimowe zapytanie przez jeden z serwisów ogłoszeniowych, na którym ja wystawiali - czy koń nadaje się np do wsiadania dla dzieci, osób nieumiejętnych, hipoterapii itp - odpowiedź brzmiała - "Oczywiście, to jest koń profesor, hipoterapia - jak najbardziej.... "Dlatego hanke niech jeżdżą w adidasach, kapciach od babci pod choinkę, czy w skarpetkach - oby tylko bez nad-używania ostróg, by ktoś za kilka lat w ramach pozbycia się już mało wytrzymałej choć jeszcze dynamicznej i leciwej kobyły nie dawał ogłoszeń, że sprzeda konia profesora do hipoterapii, zapominając dodać, że chodzi o konia. dębujacego i uciekajacego przed łydką.
Mógłby wprowadzić jakieś przepisy dotyczące takich "inscenizacji" czy tam pokazów, nie? To wszystkiego się czepiać może to i do tego też. Ale co PZJ ma do pokazów, inscenizacji, rekonstrukcji, Grunwaldu i kawalerii? Nic. PZJ powinien zajmować się przede wszystkim sportem jeździeckim, jego organizacją, szkoleniem kadr, a nawet tego nie potrafi do końca ogarnąć.Zresztą co - powinien wprowadzić zakaz używania munsztuków? A z jakiej racji? Tylko munsztuków czy wszystkich kiełzn dźwigniowych? Albo za opłatą wydawać zezwolenia na używanie munsztuka - to by było działanie po linii PZJ...
rumel co mają ostrogi do opisanej sytuacji? Jeśli ktoś oprócz ostróg używa mózgu, to koniowi nie zaszkodzi. Jeśli mózgu nie używa, to i bez ostróg doprowadzi konia do stanu, w którym ucieka, staje dęba i rusza z miejsca galopem. Spotkałaś tego drugiego i założę się, że nie ostrogi były problemem. A wsiadanie na konia zanim uczyni to sprzedający zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem.
jestemzlasu - masz racje, to nie "broszka" PZJ-u, jednak Hippiece chodzi raczej o to, ze takie "hobby" są bez jakiejkolwiek kontroli, a skutki wyłażą później bokiem wszystkim, no.... ale czasami mam wrażenie, ze także nikt nie odpowiada za skutki marnowania koni źle użytymi pomocami i narażania przez to ludzkiego życia i zdrowia w szkółkach, klubach, u hodowców. Ustawą o ochronie zwierząt, to se można .. wiadomo co, jak jest w wersji papierowej i poleży przez kilka dni w "polowym kibelku"
ja to chyba w ogóle jakaś mało rozgarnięta jestem bo ciągle nie mogę pojąć dlaczego w zawodach ujeżdzeniowych wyższych poziomów używanie munsztuka jest obowiązkowe ,dlaczego nie może wjechać na czworobok jeździec na koniu bez ogłowia a tylko ze sznureczkiem na szyi i o ile wykona wszystkie elementy lepiej od innych , po prostu wygrać tych zawodów - to dopiero byłby powód do chwały i naśladowania :-)ale nie startuję w zawodach więc nie wiem czy to PZJ wymyśla takie durne zasady czy jakies organizacje międzynarodowe ?
Rumel napisała:"Wprawdzie jak mawia mój mąż - stado bab bywa gorsze od zarazy - to jednak da się zdzierżyć ;)"A ja znam taki cytat: "Z babami trudno, lecz bez nich - nudno" :) "Co do tego "ułanopodobnego" w adidasach - to zapytam tak - z ostrogami, czy bez?"Tego akurat nie wiem - sytuację opisał mi kolega odtwarzający polskiego piechura. Bardziej tu chodzi o coś takiego jak "fason" i "realizm" - gość w mundurze z września 1939 r. (oczywiście kopia) i ... adidasach. Tak pojechał na inscenizację! Osobiście widziałem polskiego piechura (też a la wrzesień "39) w... dredach. Tak, to była bardzo modna fryzura przed wojną w Polsce :PCo się tyczy ostróg i ułanów oraz ułanoidów - znów nie jestem ekspertem, żeby się wypowiadać. Jak wiadomo - ostroga ostrodze nierówna, bo są różne ich typy. Generalnie należałoby założyć osobny wątek konnej rekonstrukcji, żeby pogadać na takie tematy ;) Co do historycznych aspektów munsztuków - widziałem w listopadzie w muzeum w Kaliszu munsztuki średniowieczne. Brrrrr... Wydały mi się wielkie i bardzo, bardzo "ostre w działaniu". Ale nie jestem fachowcem - mówię teraz o odczuciach. Zorkana napisała: "ja to chyba w ogóle jakaś mało rozgarnięta jestem bo ciągle nie mogę pojąć dlaczego w zawodach ujeżdzeniowych wyższych poziomów używanie munsztuka jest obowiązkowe ,dlaczego nie może wjechać na czworobok jeździec na koniu bez ogłowia a tylko ze sznureczkiem na szyi i o ile wykona wszystkie elementy lepiej od innych , po prostu wygrać tych zawodów - to dopiero byłby powód do chwały i naśladowania :-)"Jako zagorzały kibic zawodów jeździeckich w skokach przez przeszkody oglądałem wielokrotnie w niemieckiej TV (bo polskie jeździectwo "skokowe", z całym szacunkiem, to zabawa w porównaniu z "Springreiten" w Niemczech) turnieje i dziwi mnie, czemu aż tylu jeźdźców z Reichu (czy ogólnie - z Zachodu) używa munsztuków i pelhamów. Pamiętam za to ciekawy wyjątek. Na którymś z CSI przed laty (nie pamiętam gdzie dokładnie) w Niemczech jeden z zawodników jechał właśnie na sznurku. Coś tam strącił, ale inni, z normalnymi kiełznami/munsztukami też strącali. Potem robili z tym zawodnikiem wywiad. Niestety, nie znałem wtedy niemieckiego tak dobrze jak teraz, a i upływ lat zrobił swoje. Na koniec trzy słowa o Meredith Michaels-Beerbaum. To czołowa zawodniczka niemiecka w skokach przez przeszkody. Wielokrotnie zastanawiało mnie takie zestawienie - po prawie każdym przejeździe okazywała wdzięczność wierzchowcowi klepiąc go po szyi, i prawie zawsze ów rumak miał munsztuk (dodać też należy, że często też wstążeczkę w ogonie, co sugerowało możliwość oberwania z kopyta). I jeszcze w ramach dyskusji o ostrogach - Rumel napisała: "Dlatego hanke niech jeżdżą w adidasach, kapciach od babci pod choinkę, czy w skarpetkach - oby tylko bez nad-używania ostróg"W 2003 r. byłem jako kibic na zawodach CSI we Wrocławiu w skokach przez przeszkody. Pewien jeździec, mój równolatek, siedzący na trybunie niedaleko mnie i rozmawiający z kolegami/koleżankami "po fachu" w pewnym momencie wyraził zdziwienie, że jego kolega (wymienił personalia, ale ich już nie pamiętam) "skacze zawsze tylko w butach" (tj. bez ostróg). Wygłaszający tę przemowę miał takowe ostrogi oczywiście przypięte.
jestemzlasu - " co mają ostrogi do opisanej sytuacji? Jeśli ktoś oprócz ostróg używa mózgu, to koniowi nie zaszkodzi. Jeśli mózgu nie używa, to i bez ostróg doprowadzi konia do stanu, w którym ucieka, staje dęba i rusza z miejsca galopem. Spotkałaś tego drugiego i założę się, że nie ostrogi były problemem."Zgadza się - nie w ostrogach problem, tylko w poje****m gościu, który ich używał - koń stoi rzut beretem przez Bugiem, a świat jest mały - zasięgnęłam więc języka co i jak, bo kobyłka nie powiem - wpadła mi w oko i urodą i charakterem - tym większy żal, że dostała się w ręce - jak to określiłaś bezmózgich... Tak dla jasności - ja wcale nie jestem za tym, aby z jeździectwa usunąć WŁAŚCIWEGO używanie pomocy takich jak munsztuk, czy ostrogi - tylko niech ich ożywają Ci, którzy mają ku temu predyspozycje i umiejętności. Dla mnie one nie istnieją - bo mnie "kury szczać prowadzać" przy tych, co ich ożywają należycie. "A wsiadanie na konia zanim uczyni to sprzedający zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem."No... tak jak już to pisałam i zawsze to powtarzam - tylko jak stoisz przy cacy klaczce, a za plecami Cię podgadują no wsiadaj, wsiadaj, właściciel zapewnia.... - to zamiast myśleć pchasz nogę w strzemię - dlatego napisałam j/w stara-durnowata...
hanke "W 2003 r. byłem jako kibic na zawodach CSI we Wrocławiu w skokach przez przeszkody. Pewien jeździec, mój równolatek, siedzący na trybunie niedaleko mnie i rozmawiający z kolegami/koleżankami "po fachu" w pewnym momencie wyraził zdziwienie, że jego kolega (wymienił personalia, ale ich już nie pamiętam) "skacze zawsze tylko w butach" (tj. bez ostróg). Wygłaszający tę przemowę miał takowe ostrogi oczywiście przypięte." Jeżeli używa ostróg jako pomocy ok - ale niestety w większości staja się modą idiotów i zwyczajnym narzędziem tortur... Oczywiście nie generalizuje i nie nie obrażam Twego znajomego, bo może należy do tej grupy wytrawnych jeźdźców, którym dane jest korzystać z tych pomocy należycie...
To od razu wyjaśnię, że to nie był mój znajomy, a że równolatek, wiedziałem po tym, że powiedział o zdawaniu matury, a ja wtedy też zdawałem (pojechałem z zeszytem do niemieckiego, bo czekał mnie po weekendzie ustny egzamin z języka obcego) :)
Po zamieszczeniu swojego ostatniego posta w tym wątku (22. grudnia, g. 17.20) celowo nie wchodziłem do tego wątku aż po dzisiejszy ranek. Czemu? Warto zatruwać sobie ostatni dzień przed Wigilią, nią samą i święta lekturą postów, z których kapie żółć? Tak, Boże Narodzenie i przygotowania doń to wspaniały czas. Ludzie stają się dla siebie milsi itd. Fajnie - dzięki moim wypowiedziom kilku użytkowników mogło sobie ulżyć i wylać trochę złości i agresji. To tak w ramach tych przygotowań, tak? A potem wspólna kolacja przy wigilijnym stole, życzenia, może pasterka o północy. I prezenty! Może ktoś znalazł munsztuk pod choinką?Ja się nie obrażam. Nieraz zmieszano mnie z błotem na forach, bo ktoś akurat nie miał niczego lepszego do roboty. Bo ON wiedział najlepiej, co myślę, co robię i co mną kieruje. Łatwiej komuś nawrzucać, że "jest na bakier z ortografią", po czym, gdy okaże się że jest dokładniej na odwrót, przyznać się do błędu ale nie przeprosić tej osoby. Łatwiej uznać jakieś niemiłe, lecz prawdziwe stwierdzenie jako obrażanie ludzi, a nie wolność słowa. Łatwiej używać słów, których nie ma nawet w trzytomowym "Słowniku Języka Polskiego" PWN (Warszawa 1995) jak "morfemologia", niż takich, które każdy (lub prawie każdy) zrozumie. Łatwiej napisać komuś "bredzisz totalnie" i to potwierdzić, niż napisać "nie zgadzam się z Tobą", "to nie było tak" i na przykładach wyjaśnić. Ale w końcu 1/3 badanych niedawno nastolatków stwierdziła, że bardziej czuje się sobą w życiu realnym niż w rzeczywistym. Jestem ciekaw, ilu z moich oponentów/oponentek, powiedziałoby mi to samo w oczy, gdy spotkali mnie osobiście. A pod rozwagę (poświatecznie) zostawię Wam takie słowa: "Świat to nie tylko ja - to także inni ludzie". Ważniejsze jest bowiem od bycia dobrym jeźdźcem, bycie Człowiekiem...
"ja" to w wojsku d***nie jestem nastolatką - mam 40lata jak i ktoś bredzi,a jego brednie są przy tym szkodliwe - mówię prosto w oczy na żywo, czy on-line - bez różnicy
Droga Elizo!Zechcesz skonkretyzować, co nazywasz "bredniami" (bzdurami, niedorzecznościami etc.) w moim wykonaniu? To, że znalazłem takie informacje o munsztukach, jakie podałem, w dwu ww. książkach? Może chcesz polemizować ze ś.p. Wiesławem Mireckim? Albo ze starożytnymi Grekami używającymi munsztuka? A może jednak ze mną? Tylko powiedz - o czym?"Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia, Porzuć walkę niepotrzebną Porzuć miecz i włócznię swoją I jedź ze mną, i jedź ze mną Bo, gdy szlakiem ku północy Podążają hufce ludne Ja podnoszę dumnie głowę I odjeżdżam na południe."("Ballada o krzyżowcu", IV zwrotka).
Drogi hankenie walczę z Tobą tylko z TYM co możesz zasiać w umysłach ludzi - często albo niedoswiadczonych, albo młodych. Jestem ostatnio bardzo pod wpływem tematu wędzidła, bo od listopada mam klacz, która na ŻADNYM wedzidle nie chodzi. tak.. to zasługa ludzi - klacz ma bardzo delikatny pysk i jest wrażliwa. na moje szczescie chodzi doskonale na ... samym kantarze. na jej szczęście - nie walczyłam z nią na wędzidle, tylko uważnie przygladałam sie co ona robi po włożeniu kiełzna bez powodowania nim. No i pomyśl, ze kobyłkę kupiłby ktoś, kto uznałby, ze jak jej nie pasuje wędzidło, to ją może munsztukiem, bo już historycznie udowodniono, ze to budzi respekt!? Kto wie.. może kobyła aby unikajac strachu przed TAKIM argumentem zaniechałaby jakiejkolwiek walki, czyli wielu powiedziałoby "problem z głowy". Jeżeli przykład Agnieszki Cię nie przekonał /bo ja raczej ja przekonałam/ i nie widzisz nadal w swoim "historycznej zachęcie" niczego złego, to miej litosc nad takimi konmi jak moja nowa kobyła. Dalej wszystko ok? jak uważasz, że tak... to pisz... pisz... pisz...a propos - ładny utwór, ale wolę go w całości :)
Argumenty historyczne to nie są żadne argumenty. I tyle. Finite. Tu chodzi o dobro konia, a nie pieprzenie o historii.
własnie, to forum jeździeckie , na którym połowę stanowią 13-letnie dziewczynki, które piszą "bardzo kocham koniki i one też mnie kochają", a nie forum dla miłośników historii !takie historyczne wstawki mogą zdziałać tu więcej złego niż dobrego,
No i "stała się jasność"!Rumel - Ty cały czas sądziłaś, że te dwa historyczne "przypadki" wrzuciłem po to, by zachęcać ludzi do używania munsztuka? Jeśli tak - prostuję. Absolutnie nie było to moim zamiarem. Moim zamiarem było tylko pokazać, od jak dawna ludzie dążą do pełnej kontroli nad koniem za wszelką cenę. Osobiście mam do tego stosunek wysoce negatywny, a jeśli tego wyraźnie nie zaakcentowałem, jest to moja wina. Myślę, że jeśli ktoś (któraś) z Was śledziłaby wcześniejszy wątek o scence ze spotu reklamowego "Tajemniczy Dolny Śląsk", gdzie w dwóch migawkach byli jeźdźcy i jedna amazonka jechała na pelhamie, ciągnąc konia niemiłosiernie za pysk, ten (ta) by wiedział(-a), że jestem negatywnie ustosunkowany do tego typu "patentów"."Balladę o krzyżowcu" śpiewam często przy dźwiękach gitary. Też lubię całość, ale ta akurat ostatnia zwrotka pasowała mi do sytuacji, która się wytworzyła w tym wątku ;) Hippika napisała:"Argumenty historyczne to nie są żadne argumenty" oraz: "Tu chodzi o dobro konia, a nie pieprzenie o historii." Sądzę, że po lekturze początkowego ustępu tego posta skierowanego do Rumel zmienisz trochę zdanie. A przy okazji - o ludziach świadczą nie tylko ich czyny, ale też słowa. Twoje sporo mi o Tobie powiedziały... Zorkana napisała:"własnie, to forum jeździeckie , na którym połowę stanowią 13-letnie dziewczynki, które piszą "bardzo kocham koniki i one też mnie kochają", a nie forum dla miłośników historii !"Czyli nie mogę tu pisać, bo jestem historykiem, tak? Tak jakby historycy nie jeździli konno (podobnie jak postacie historyczne, którymi się zajmują). W minioną sobotę akurat jeździłem konno - po raz pierwszy samodzielnie w życiu. Wspaniałe uczucie! No, ale skoro mi odbierasz do niego prawo... To co, zostaje mi tylko pograć sobie na laptopie w "My horse od me" (polska wersja: "Kocham konie") - grę dla dzieci od lat 6? "takie historyczne wstawki mogą zdziałać tu więcej złego niż dobrego" Spoko. Chciałem podzielić się swoją wiedzą (niewiedzą?) na temat pośrednio związany z tematem wątku. Akurat tak się składa, że zbieram od dawna materiały do książki o roli konia w historii (pracochłonna zabawa). Skoro nie życzysz sobie wrzucania tego typu wiadomości tutaj, bo są tu 13-letnie dziewczynki, OK. Byłem kiedyś nauczycielem historii w gimnazjum i przy okazji starałem się akcentować różne wątki jeździeckie. Rozumiem, że według Ciebie zatruwałem umysły gimnazjalistek (w prawie każdej klasie, którą uczyłem, było kilka amazonek) opowieściami o tym, że "bicie konia wzmacnia krew - człowiek czuje się jak lew"? To ja dziękuję za takie forum!
jasne, że można pochwalić się swoją wiedza historyczną a przy okazji zaciekawić historią kilka 13-latek ;-) ale zostałeś tu zaatakowany, gdyż, w moim odczuciu, ton Twojego postu był zbyt autorytatywny i mógł wprowadzać w błąd, to wszystko,pisząc to co napisałeś na forum, gdzie połowę stanowią 13-latki należało zaznaczyć, że nie jest to jedna, jedyna prawda (bo tak wymyślili starożytni Grecy), tylko jest to rys historyczny, niekoniecznie przystający do współczesnej wiedzy na temat fizjologii, psychologii i anatomii konia,
Ja powiem tak. Jestem po liceum, w którym nie chcieli niczego zmieniać, bo "od 380 lata tak było i było dobrze" i właśnie tak odczytałam Twoje posty. Jeśli się myliłam, to przepraszam. Na historyków akurat jestem cięta, bo niestety jestem w trakcie kursu literatury staropolskiej i historii mam aż za dużo. ;) A w tym przypadku nie podkreślanie tego, że to nie jest zachęcanie do munsztuka, gdy jest niepotrzebny mogło spowodować opłakane skutki. Dla przykładu pracowałam kiedyś z koniem, który pojechał na Grundwald i w imię "odtwarzania historii" został tak poszarpany, że zwykłe wędzidło i lekka ręka sprawiała mu ból. Czy podczas jakiś pokazów kawalerii w Parku Jordana w Krakowie miałam ochotę podejść do żołnierza i sprzedać mu kopniaka między nogi, żeby poczuł porównywalny ból do tego, który sprawiał koniowi tym munsztukiem. PZJ mógłby się za to wreszcie wziać.
Przepraszam, że tak się wetnę w dyskusję, ale za co PZJ miałby się wziąć? Za Grunwald i kawalerię? Nawiasem mówiąc zdecydowana większość kawalerii ochotniczej nie używa munsztuków, tylko pelhamów. Tak dla porządku. hanke - to o innego konia chodzi ;) mam nadzieję, że o tym też nie opowiadałeś gimnazjalistkom...
Mógłby wprowadzić jakieś przepisy dotyczące takich "inscenizacji" czy tam pokazów, nie? To wszystkiego się czepiać może to i do tego też. Nie wgapiałam się na gościa co to tam było, ale zwykłe wędzidło to nie było na pewno, bo koń na szczęśliwego nie wyglądał jak obrywał po pysku.
Jak widzę, mroczna atmosfera (niczym zmierzch nad Mordorem ;) ) w tym wątku powoli ustępuje i bardzo mnie to cieszy. Nieporozumienia się wyjaśniają - "warto rozmawiać" :) Zorkana - oczywiście. Ale nie wszystko, co było w starożytnej Grecji, było złe. Patrz np.: podręcznik Ksenofonta ;) Zresztą w warunkach Hellady konie były nieliczne, a ich utrzymanie niesamowicie trudne i kosztowne, stąd kawaleria nie odgrywała (aż do czasów Aleksandra Wielkiego) większej roli.Hippika napisała: "Jestem po liceum, w którym nie chcieli niczego zmieniać, bo "od 380 lata tak było i było dobrze" i właśnie tak odczytałam Twoje posty."Wiesz, ja jestem po liceum, w którym w marcu 1998 r. uczeń zaatakował nożem i siekierą trzy nauczycielki, a kilka miesięcy po tym, jak opuściłem owe "szacowne" mury owego LO, jeden z pierwszaków popełnił samobóstwo. Oczywiście szkoła się od tego odcięła twierdząc, że "miał problemy w domu". No jasne! W każdej szkole co rok jakiś uczeń popełnia samobóstwo. Ja wiem swoje. W tej szkole była dziwna atmosfera... "Na historyków akurat jestem cięta, bo niestety jestem w trakcie kursu literatury staropolskiej i historii mam aż za dużo. ;)"Ale ja jestem takim pozytywnym, fajnym historykiem, a na dodatek nie jestem Twoim wykładowcą :P Teoretycznie - gdybyś studiowała polonistykę na UWr - miałabyś możliwość zetknąc się z moim ojcem, który wykłada w IFP UWr, ale on dopada swoje ofiary dopiero na III roku (HLP) :D "Dla przykładu pracowałam kiedyś z koniem, który pojechał na Grundwald i w imię "odtwarzania historii" został tak poszarpany, że zwykłe wędzidło i lekka ręka sprawiała mu ból. Czy podczas jakiś pokazów kawalerii w Parku Jordana w Krakowie miałam ochotę podejść do żołnierza i sprzedać mu kopniaka między nogi, żeby poczuł porównywalny ból do tego, który sprawiał koniowi tym munsztukiem."Byłem w Krakowie w zeszłym roku tuż przed rewią kawalerii i odwiedziłem m.in. obóz na Błoniach. Ułani tam ćwiczyli. Ja się nie znam, który jeździ dobrze, który źle, czego używali poszczególni jeźdźcy itp. Gdybyś Ty to zobaczyła, umiałabyś to ocenić (chyba że wspominając o Parku Jordana masz na myśli ten sam okres "okołorewiowy"). Przez 6 lat byłem za to rekonstruktorem drugowojennym po tzw. "niesłusznej" ("niemieckiej") stronie i stykałem się wtedy z "polską kawalerią". Generalnie owych jeźdźców można podzielić na "ułanów" i "ułanoidów". Parę razy miałem pecha natknąć się na tych drugich. Wyobrażacie sobie jeźdyić na rekonstrukcji w adidasach? Ja sobie to wyobrażam, bo to nie jest mój wymysł!
No coś Ty hanke zostań :) Zawsze to fajnie posłuchać ciekawostek histerycznych - nie zgwywam sie, serio... Wprawdzie jak mawia mój mąż - stado bab bywa gorsze od zarazy - to jednak da się zdzierżyć ;)Co do tego "ułanopodobnego" w adidasach - to zapytam tak - z ostrogami, czy bez? Tu skutki nad-ożycia ostróg omal poczułam na własnej skórze - kupując jesienią tego roku konia - oglądałam m.in. piękna choć leciwa małopolanke, która chodzi na takie imprezki "para-ułanskie". Koń z ziemi - marzenie - po prostu anioł. w stajni - śpiewa jej odsadek, a ja na podwórzu robię z nią dosłownie co chcę. Jednak gdy przyszło do siodłania - jakoś tak - oko- ucho - i koń zrobił parę nerwowych dyskretnych ruchów. Stara a durna /to o mnie/ - zaczęłam już ładować nogę w strzemię - a tu "siurpryza" - kobyła stanęła dębę - oberwałam strzemieniem równie solidnym jak kulbaka - ale byłam konikowi za chwilę wdzięczna - kiedy właściciel dosiadł klaczy - ta od razu poszła z kopyta kręcąc ogonem młynka. Pytam żartem - a "jedynka " i "dwójka" gdzie? Na to Pan głupkowato - no, ale jak chodzi mimo swoich lat!!! Oczywiście przed oglądaniem konia były zapewnienia, ze koń jest jak spokojny i doskonały dla małych dzieci. A... argumentem było to, ze klacz chodzi nawet pod ich dziećmi - Pan zapomniał jednak dodać - jak później sprawdziłam w necie - ze córcia, którą mia na mysli przerzuciła już dwudziestkę i ujeżdża nawet ogiery... Jeszcze tak - dla hecy - napisałam do nich anonimowe zapytanie przez jeden z serwisów ogłoszeniowych, na którym ja wystawiali - czy koń nadaje się np do wsiadania dla dzieci, osób nieumiejętnych, hipoterapii itp - odpowiedź brzmiała - "Oczywiście, to jest koń profesor, hipoterapia - jak najbardziej.... "Dlatego hanke niech jeżdżą w adidasach, kapciach od babci pod choinkę, czy w skarpetkach - oby tylko bez nad-używania ostróg, by ktoś za kilka lat w ramach pozbycia się już mało wytrzymałej choć jeszcze dynamicznej i leciwej kobyły nie dawał ogłoszeń, że sprzeda konia profesora do hipoterapii, zapominając dodać, że chodzi o konia. dębujacego i uciekajacego przed łydką.
Mógłby wprowadzić jakieś przepisy dotyczące takich "inscenizacji" czy tam pokazów, nie? To wszystkiego się czepiać może to i do tego też. Ale co PZJ ma do pokazów, inscenizacji, rekonstrukcji, Grunwaldu i kawalerii? Nic. PZJ powinien zajmować się przede wszystkim sportem jeździeckim, jego organizacją, szkoleniem kadr, a nawet tego nie potrafi do końca ogarnąć.Zresztą co - powinien wprowadzić zakaz używania munsztuków? A z jakiej racji? Tylko munsztuków czy wszystkich kiełzn dźwigniowych? Albo za opłatą wydawać zezwolenia na używanie munsztuka - to by było działanie po linii PZJ...
rumel co mają ostrogi do opisanej sytuacji? Jeśli ktoś oprócz ostróg używa mózgu, to koniowi nie zaszkodzi. Jeśli mózgu nie używa, to i bez ostróg doprowadzi konia do stanu, w którym ucieka, staje dęba i rusza z miejsca galopem. Spotkałaś tego drugiego i założę się, że nie ostrogi były problemem. A wsiadanie na konia zanim uczyni to sprzedający zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem.
jestemzlasu - masz racje, to nie "broszka" PZJ-u, jednak Hippiece chodzi raczej o to, ze takie "hobby" są bez jakiejkolwiek kontroli, a skutki wyłażą później bokiem wszystkim, no.... ale czasami mam wrażenie, ze także nikt nie odpowiada za skutki marnowania koni źle użytymi pomocami i narażania przez to ludzkiego życia i zdrowia w szkółkach, klubach, u hodowców. Ustawą o ochronie zwierząt, to se można .. wiadomo co, jak jest w wersji papierowej i poleży przez kilka dni w "polowym kibelku"
ja to chyba w ogóle jakaś mało rozgarnięta jestem bo ciągle nie mogę pojąć dlaczego w zawodach ujeżdzeniowych wyższych poziomów używanie munsztuka jest obowiązkowe ,dlaczego nie może wjechać na czworobok jeździec na koniu bez ogłowia a tylko ze sznureczkiem na szyi i o ile wykona wszystkie elementy lepiej od innych , po prostu wygrać tych zawodów - to dopiero byłby powód do chwały i naśladowania :-)ale nie startuję w zawodach więc nie wiem czy to PZJ wymyśla takie durne zasady czy jakies organizacje międzynarodowe ?
Rumel napisała:"Wprawdzie jak mawia mój mąż - stado bab bywa gorsze od zarazy - to jednak da się zdzierżyć ;)"A ja znam taki cytat: "Z babami trudno, lecz bez nich - nudno" :) "Co do tego "ułanopodobnego" w adidasach - to zapytam tak - z ostrogami, czy bez?"Tego akurat nie wiem - sytuację opisał mi kolega odtwarzający polskiego piechura. Bardziej tu chodzi o coś takiego jak "fason" i "realizm" - gość w mundurze z września 1939 r. (oczywiście kopia) i ... adidasach. Tak pojechał na inscenizację! Osobiście widziałem polskiego piechura (też a la wrzesień "39) w... dredach. Tak, to była bardzo modna fryzura przed wojną w Polsce :PCo się tyczy ostróg i ułanów oraz ułanoidów - znów nie jestem ekspertem, żeby się wypowiadać. Jak wiadomo - ostroga ostrodze nierówna, bo są różne ich typy. Generalnie należałoby założyć osobny wątek konnej rekonstrukcji, żeby pogadać na takie tematy ;) Co do historycznych aspektów munsztuków - widziałem w listopadzie w muzeum w Kaliszu munsztuki średniowieczne. Brrrrr... Wydały mi się wielkie i bardzo, bardzo "ostre w działaniu". Ale nie jestem fachowcem - mówię teraz o odczuciach. Zorkana napisała: "ja to chyba w ogóle jakaś mało rozgarnięta jestem bo ciągle nie mogę pojąć dlaczego w zawodach ujeżdzeniowych wyższych poziomów używanie munsztuka jest obowiązkowe ,dlaczego nie może wjechać na czworobok jeździec na koniu bez ogłowia a tylko ze sznureczkiem na szyi i o ile wykona wszystkie elementy lepiej od innych , po prostu wygrać tych zawodów - to dopiero byłby powód do chwały i naśladowania :-)"Jako zagorzały kibic zawodów jeździeckich w skokach przez przeszkody oglądałem wielokrotnie w niemieckiej TV (bo polskie jeździectwo "skokowe", z całym szacunkiem, to zabawa w porównaniu z "Springreiten" w Niemczech) turnieje i dziwi mnie, czemu aż tylu jeźdźców z Reichu (czy ogólnie - z Zachodu) używa munsztuków i pelhamów. Pamiętam za to ciekawy wyjątek. Na którymś z CSI przed laty (nie pamiętam gdzie dokładnie) w Niemczech jeden z zawodników jechał właśnie na sznurku. Coś tam strącił, ale inni, z normalnymi kiełznami/munsztukami też strącali. Potem robili z tym zawodnikiem wywiad. Niestety, nie znałem wtedy niemieckiego tak dobrze jak teraz, a i upływ lat zrobił swoje. Na koniec trzy słowa o Meredith Michaels-Beerbaum. To czołowa zawodniczka niemiecka w skokach przez przeszkody. Wielokrotnie zastanawiało mnie takie zestawienie - po prawie każdym przejeździe okazywała wdzięczność wierzchowcowi klepiąc go po szyi, i prawie zawsze ów rumak miał munsztuk (dodać też należy, że często też wstążeczkę w ogonie, co sugerowało możliwość oberwania z kopyta). I jeszcze w ramach dyskusji o ostrogach - Rumel napisała: "Dlatego hanke niech jeżdżą w adidasach, kapciach od babci pod choinkę, czy w skarpetkach - oby tylko bez nad-używania ostróg"W 2003 r. byłem jako kibic na zawodach CSI we Wrocławiu w skokach przez przeszkody. Pewien jeździec, mój równolatek, siedzący na trybunie niedaleko mnie i rozmawiający z kolegami/koleżankami "po fachu" w pewnym momencie wyraził zdziwienie, że jego kolega (wymienił personalia, ale ich już nie pamiętam) "skacze zawsze tylko w butach" (tj. bez ostróg). Wygłaszający tę przemowę miał takowe ostrogi oczywiście przypięte.
jestemzlasu - " co mają ostrogi do opisanej sytuacji? Jeśli ktoś oprócz ostróg używa mózgu, to koniowi nie zaszkodzi. Jeśli mózgu nie używa, to i bez ostróg doprowadzi konia do stanu, w którym ucieka, staje dęba i rusza z miejsca galopem. Spotkałaś tego drugiego i założę się, że nie ostrogi były problemem."Zgadza się - nie w ostrogach problem, tylko w poje****m gościu, który ich używał - koń stoi rzut beretem przez Bugiem, a świat jest mały - zasięgnęłam więc języka co i jak, bo kobyłka nie powiem - wpadła mi w oko i urodą i charakterem - tym większy żal, że dostała się w ręce - jak to określiłaś bezmózgich... Tak dla jasności - ja wcale nie jestem za tym, aby z jeździectwa usunąć WŁAŚCIWEGO używanie pomocy takich jak munsztuk, czy ostrogi - tylko niech ich ożywają Ci, którzy mają ku temu predyspozycje i umiejętności. Dla mnie one nie istnieją - bo mnie "kury szczać prowadzać" przy tych, co ich ożywają należycie. "A wsiadanie na konia zanim uczyni to sprzedający zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem."No... tak jak już to pisałam i zawsze to powtarzam - tylko jak stoisz przy cacy klaczce, a za plecami Cię podgadują no wsiadaj, wsiadaj, właściciel zapewnia.... - to zamiast myśleć pchasz nogę w strzemię - dlatego napisałam j/w stara-durnowata...
hanke "W 2003 r. byłem jako kibic na zawodach CSI we Wrocławiu w skokach przez przeszkody. Pewien jeździec, mój równolatek, siedzący na trybunie niedaleko mnie i rozmawiający z kolegami/koleżankami "po fachu" w pewnym momencie wyraził zdziwienie, że jego kolega (wymienił personalia, ale ich już nie pamiętam) "skacze zawsze tylko w butach" (tj. bez ostróg). Wygłaszający tę przemowę miał takowe ostrogi oczywiście przypięte." Jeżeli używa ostróg jako pomocy ok - ale niestety w większości staja się modą idiotów i zwyczajnym narzędziem tortur... Oczywiście nie generalizuje i nie nie obrażam Twego znajomego, bo może należy do tej grupy wytrawnych jeźdźców, którym dane jest korzystać z tych pomocy należycie...
To od razu wyjaśnię, że to nie był mój znajomy, a że równolatek, wiedziałem po tym, że powiedział o zdawaniu matury, a ja wtedy też zdawałem (pojechałem z zeszytem do niemieckiego, bo czekał mnie po weekendzie ustny egzamin z języka obcego) :)