Mam pewien dylemat odnośnie samotnego terenu, dlatego chcę się was poradzic, co o tym sądzicie. Za wszelkie przemądrzałe rady ( tych najlepiej znających się ) podziękuje, bo nie jestem laikiem ;) Aktualnie mam swojego młodego konia - 4 latka u siebie ( hotel jest 3 krotnie droższy ) Konik stoi u mnie już 1,5 roku jest sam, nie mam miejsca ani finansów na drugiego konia. Młodziak bardzo dobrze sobie radzi sam, kompletnie nie przeszkadza mu to, mogę nawet stwierdzic ,że dobrze mu to robi iż jest sam ponieważ to typ dominanta, nie przepada za innymi stworzonkami, ale nie w tym sęk. Chodzi mi o samotny teren na nim, czasem się zdarzyło ,że byliśmy na spacerach z ręki po okolicy, na krótkich spacerach stępem również. Konik jest odważniejszy z siodła niż z ręki, bardzo na mnie polega. Pod siodłem chodzi zaledwie od pół roku. Chciałabym zacząc wyjeżdżac na dłuższe tereny i w wyższych chodach. Co o tym sądzicie ? Boje się tylko tego żeby się nie spłoszył, poniósł - jak to koń, lub gdy poczuje przestrzeń w wyższym chodzie nie rozpędził się zbytnio. Rozważałam również aby znajoma z pobliskiej stajni wyjechała koniem i pojechac w dwójke, obawiam się tylko tego, że będzie bardziej podekscytowany i rozproszony obecnością drugiego konia niż jak bylibyśmy sami. Może po prostu wziąśc ze sobą kogoś z ziemi kto by tylko potowarzyszył. Jakieś rady ?
Pewnie zaraz wiele osób skrytykuje nas obie...że brak odpowiedzialności itd itp...ale co tam :-) Sama też na początku miałam jednego konisia i nie mogłam doczekać się wypadu w teren.Ale nie miałam możliwości,aby jechał ze mną drugi jeździec. W jazdach na terenie ogrodzonym towarzyszył nam mój mąż- dogrywałyśmy się z klaczą,poznawałyśmy,uczyłyśmy.A potem po prostu wsiadłam i pojechałyśmy do lasu.Ty dłużej znasz się ze swoim koniem- 1,5 roku to wg mnie dość czasu na wzajemne poznanie i zdobycie zaufania,w tym 6miesięcy razem w siodle-znasz "odchyły" swojego konia :-) Ja w krótkim czasie po zakupie konia byłam w lesie. Co do spłoszenia się- no to jest raczej gwarantowane- bo jeżeli jedziesz do lasu,to kiedyś jakaś sarenka wyskoczy Wam prawie spod końskich kopyt,albo straszny ptaszek przeleci- kwestia czy się utrzymasz w siodle.Możesz pierwszy taki wypad zrobić tylko w stępie- koń pozna nowy teren,a Ty zobaczysz,jak reaguje. Jeżeli masz kogoś,kto będzie Ci towarzyszył z ziemi,to fajnie- zawsze to jakieś dodatkowe zabezpieczenie. A spacer w towarzystwie drugiego jeźdźca wcale nie musi być stresującym przeżyciem.Jeżeli macie dość szerokie polne drogi,aby jechać obok siebie,to czemu nie.Konie ustalą swoje sprawy w ciągu paru pierwszych minut kontaktu :-) Co do ewentualnego poniesienia w terenie- to może się zdarzyć nie tylko podczas jazdy na młodym koniu,ale nawet tym tak zwanym jeźdźcom zaawansowanym,którzy pracują z koniem od dłuższego czasu (będąc na Hubertusie widziałam dziewczynę,która jechała na koniu,na którym podobno też startowała w jakiś zawodach z przeszkodami...hamowała konia stosując tzw "piłę"-wielka mi zawodniczka...). Uważam,że dużo zależy od Twojej odwagi,pewności siebie i umiejętności jazdy- jeżeli czujesz się na siłach- jedź i baw się dobrze; jeżeli nie- poczekaj jeszcze.
Karina83 ja nie uważam wcale,że to brak odpowiedzialności.. ;) Powiem tak, przez te 6 miesięcy jazdy i na padoku i na lonży na otwartym terenie mój koń jeszcze nie miał żadnego "odchyłu ";) koń bardzo pewnie i dobrze czuje się ze mną na grzbiecie, zajeżdżenie go również było dla nas zwykłą formalnościa, wypróbowałam go na moim ogrodzie gdzie jest duużo drzew i dośc gęsto - z siodła nie było problemu, z ziemi czuł się bardzo niepewnie i bał się. Z racji tego,że okolicach w jakich mieszkam w większości to pola i łąki, zero aut, do lasu ok.1 km, wolałabym pojeździc po łąkach czułabym się bezpieczniej niż w lesie ( tam jest więcej niespodzianek ) podziwiam Cię za odwage,że odrazu pojechałaś do lasu ;) Zapewne przed takim wypadem warto żeby koń wyładował energie na lonży czy też pod siodłem. W stępie byłam już na takim wypadzie co prawda nie za długi ani nie za krótki, chłopak trzymał mnie luźno na lonży i szedł obok. Koń spisał się doskonale, raz przestraszył się jakiś badyli które dotknęły go ale tylko lekko się zatrząsł i odskoczył ( bardzo łagodnie zareagował - czekał bardziej na to co ja zrobię ;) ) Wiem ,że sporo zależy ode mnie, bo przez to,że mamy dwuosobowe stado koń bardzo mi ufa i zawsze czeka na moją reakcję, dlatego trzeba przed takim wypadem zniwelowac stres ;) Jeśli chodzi o moje umiejętności gdyby poniósł utrzymam się w siodle bez problemu, boje sie tylko tego,że nie będe go w stanie opanowac i zatrzymac, zdarzyła mi się 2 razy sytuacja kiedy koń ze mną na grzbiecie tak się spłoszył,ze nie było go w stanie zatrzymac stąd moje obawy :/ Z drugiej strony to były obce konie, nie znałam ich dobrze. Może warto by założyc trochę ostrzejsze wędzidło lub wytok ?Karina83 dziękuje bardzo za rade, dodałaś mi otuchy ;)
Ja ci powiem tak:Nie ma nic wspanialszego niż teren tylko we dwójkę.I jeśli jesteś pewna swego wierzchowca to napisze ci krótko "go for it" bo przecież kiedyś trzeba zacząć.Ja zawsze zaczynałam od krótkich spacerów. Żeby w razie jakby się coś stało, to żebym była blisko a koniska wróciła do stajni. Z dnia na dzień wędrowałyśmy coraz dalej a co z tym idzie - coraz szybciej. Była wspaniała i trening jaki odbyłam z nią zamierzam odbyć z moim młodym [jeszcze za bardzo] ogierkiem.Co do twoich obaw - uważam ze wytok tutaj nie pomoże, a ostrzejsze wędzidło może zrobić więcej złego niż dobrego. Jak sie spłoszy i nie będziesz umiała go zatrzymać, to wyprowadź go na wolną przestrzeń i rób koła...zmniejszaj je. Nie znam konia którego by to nie zatrzymało.Przede wszystkim nie bój się w takiej sytuacji. Zachowaj spokój to i koń sie uspokoi. No i zawsze możesz pomagać sobie głosem. Byleby spokojnie.Wszystko jednak zależy od charakteru twojego i konia. Ja dla przykładu pozwoliłabym się rumakowi wyszaleć w kontrolowany sposób. W końcu mu się znudzi. Ale lonża nie będzie tutaj dobrym pomysłem chyba ze użyjesz jej naprawdę mądrze. Koń powinien się rozluźnić a nie zmęczyć.Tutaj pamiętaj że jak sie uśmiechniesz do konia, to i on sie "uśmiechnie" ;)Pozostaje mi życzyć ci powodzenia ;)
Renizi takie wypady sam na sam z koniem zdecydowanie zbliżają hehe ;) Metode z zataczaniem kół znam, i owszem pomaga :) Konia jestem pewna, ale towarzyszy mi przy tym odrazu myśl ,że to jest tylko koń i nie przewidzę tego co może zrobić...Co do patentów pewnie i tak wędzidła bym nie zmieniła, bardziej pomyślałabym nad wytokiem ( oczywiście lekko dopiętym ) zawsze to jakoś ogranicza konia tym bardziej młodego, z drugiej strony " na nacisk, koń odpowiada naciskiem " Zupełnie zapomniałam ,że jeszcze mam tak ważną pomoc jak głos, mój koń jest nauczony przez prace na lonży na zatrzymywanie się na " prrrr " w zasadzie nie mam z nim problemów jeśli chodzi o zatrzymanie, wystarczą lekkie pomoce. No cóż, dziękuje dziewczyny za wasze rady - naprawde pomogłyście :)Jak tylko poprawi się pogoda z pewnością się zdecyduje :)
Kiedy w teren jadą przynajmniej dwie osoby to jest on znacznie bezpieczniejszy. Ryzyko poniesienia i jakiegoś wypadku istnieje zawsze, choćby pojechało i dziesięć osób. Mimo to według mnie znacznie lepszym pomysłem jest wzięcie ze sobą tej znajomej, o której napisałaś :) Gdyby coś się wydarzyło, zawsze będziesz miała obok siebie kogoś, kto będzie mógł Ci pomóc.
Ja mam jeszcze jedną poradę ;) Przed tym pierwszym wyjazdem ustal sobie konkretną trasę i powiedz gdzie jedziesz rodzicom lub komuś. W razie czego będą wiedzieli gdzie Cię szukać ;) Oby nie musieli ale lepiej mieć bezpieczeństwo zapewnione ;)
Ja mam jeszcze jedną poradę ;) Przed tym pierwszym wyjazdem ustal sobie konkretną trasę i powiedz gdzie jedziesz rodzicom lub komuś. W razie czego będą wiedzieli gdzie Cię szukać ;) Oby nie musieli ale lepiej mieć bezpieczeństwo zapewnione ;)i pamiętaj o załadowanej komórce, kasku i kamizelce. nigdy nie wiadomo ;)
Mam pewien dylemat odnośnie samotnego terenu, dlatego chcę się was poradzic, co o tym sądzicie. Za wszelkie przemądrzałe rady ( tych najlepiej znających się ) podziękuje, bo nie jestem laikiem ;) Aktualnie mam swojego młodego konia - 4 latka u siebie ( hotel jest 3 krotnie droższy ) Konik stoi u mnie już 1,5 roku jest sam, nie mam miejsca ani finansów na drugiego konia. Młodziak bardzo dobrze sobie radzi sam, kompletnie nie przeszkadza mu to, mogę nawet stwierdzic ,że dobrze mu to robi iż jest sam ponieważ to typ dominanta, nie przepada za innymi stworzonkami, ale nie w tym sęk. Chodzi mi o samotny teren na nim, czasem się zdarzyło ,że byliśmy na spacerach z ręki po okolicy, na krótkich spacerach stępem również. Konik jest odważniejszy z siodła niż z ręki, bardzo na mnie polega. Pod siodłem chodzi zaledwie od pół roku. Chciałabym zacząc wyjeżdżac na dłuższe tereny i w wyższych chodach. Co o tym sądzicie ? Boje się tylko tego żeby się nie spłoszył, poniósł - jak to koń, lub gdy poczuje przestrzeń w wyższym chodzie nie rozpędził się zbytnio. Rozważałam również aby znajoma z pobliskiej stajni wyjechała koniem i pojechac w dwójke, obawiam się tylko tego, że będzie bardziej podekscytowany i rozproszony obecnością drugiego konia niż jak bylibyśmy sami. Może po prostu wziąśc ze sobą kogoś z ziemi kto by tylko potowarzyszył. Jakieś rady ?
Pewnie zaraz wiele osób skrytykuje nas obie...że brak odpowiedzialności itd itp...ale co tam :-) Sama też na początku miałam jednego konisia i nie mogłam doczekać się wypadu w teren.Ale nie miałam możliwości,aby jechał ze mną drugi jeździec. W jazdach na terenie ogrodzonym towarzyszył nam mój mąż- dogrywałyśmy się z klaczą,poznawałyśmy,uczyłyśmy.A potem po prostu wsiadłam i pojechałyśmy do lasu.Ty dłużej znasz się ze swoim koniem- 1,5 roku to wg mnie dość czasu na wzajemne poznanie i zdobycie zaufania,w tym 6miesięcy razem w siodle-znasz "odchyły" swojego konia :-) Ja w krótkim czasie po zakupie konia byłam w lesie. Co do spłoszenia się- no to jest raczej gwarantowane- bo jeżeli jedziesz do lasu,to kiedyś jakaś sarenka wyskoczy Wam prawie spod końskich kopyt,albo straszny ptaszek przeleci- kwestia czy się utrzymasz w siodle.Możesz pierwszy taki wypad zrobić tylko w stępie- koń pozna nowy teren,a Ty zobaczysz,jak reaguje. Jeżeli masz kogoś,kto będzie Ci towarzyszył z ziemi,to fajnie- zawsze to jakieś dodatkowe zabezpieczenie. A spacer w towarzystwie drugiego jeźdźca wcale nie musi być stresującym przeżyciem.Jeżeli macie dość szerokie polne drogi,aby jechać obok siebie,to czemu nie.Konie ustalą swoje sprawy w ciągu paru pierwszych minut kontaktu :-) Co do ewentualnego poniesienia w terenie- to może się zdarzyć nie tylko podczas jazdy na młodym koniu,ale nawet tym tak zwanym jeźdźcom zaawansowanym,którzy pracują z koniem od dłuższego czasu (będąc na Hubertusie widziałam dziewczynę,która jechała na koniu,na którym podobno też startowała w jakiś zawodach z przeszkodami...hamowała konia stosując tzw "piłę"-wielka mi zawodniczka...). Uważam,że dużo zależy od Twojej odwagi,pewności siebie i umiejętności jazdy- jeżeli czujesz się na siłach- jedź i baw się dobrze; jeżeli nie- poczekaj jeszcze.
Karina83 ja nie uważam wcale,że to brak odpowiedzialności.. ;) Powiem tak, przez te 6 miesięcy jazdy i na padoku i na lonży na otwartym terenie mój koń jeszcze nie miał żadnego "odchyłu ";) koń bardzo pewnie i dobrze czuje się ze mną na grzbiecie, zajeżdżenie go również było dla nas zwykłą formalnościa, wypróbowałam go na moim ogrodzie gdzie jest duużo drzew i dośc gęsto - z siodła nie było problemu, z ziemi czuł się bardzo niepewnie i bał się. Z racji tego,że okolicach w jakich mieszkam w większości to pola i łąki, zero aut, do lasu ok.1 km, wolałabym pojeździc po łąkach czułabym się bezpieczniej niż w lesie ( tam jest więcej niespodzianek ) podziwiam Cię za odwage,że odrazu pojechałaś do lasu ;) Zapewne przed takim wypadem warto żeby koń wyładował energie na lonży czy też pod siodłem. W stępie byłam już na takim wypadzie co prawda nie za długi ani nie za krótki, chłopak trzymał mnie luźno na lonży i szedł obok. Koń spisał się doskonale, raz przestraszył się jakiś badyli które dotknęły go ale tylko lekko się zatrząsł i odskoczył ( bardzo łagodnie zareagował - czekał bardziej na to co ja zrobię ;) ) Wiem ,że sporo zależy ode mnie, bo przez to,że mamy dwuosobowe stado koń bardzo mi ufa i zawsze czeka na moją reakcję, dlatego trzeba przed takim wypadem zniwelowac stres ;) Jeśli chodzi o moje umiejętności gdyby poniósł utrzymam się w siodle bez problemu, boje sie tylko tego,że nie będe go w stanie opanowac i zatrzymac, zdarzyła mi się 2 razy sytuacja kiedy koń ze mną na grzbiecie tak się spłoszył,ze nie było go w stanie zatrzymac stąd moje obawy :/ Z drugiej strony to były obce konie, nie znałam ich dobrze. Może warto by założyc trochę ostrzejsze wędzidło lub wytok ?Karina83 dziękuje bardzo za rade, dodałaś mi otuchy ;)
Ja ci powiem tak:Nie ma nic wspanialszego niż teren tylko we dwójkę.I jeśli jesteś pewna swego wierzchowca to napisze ci krótko "go for it" bo przecież kiedyś trzeba zacząć.Ja zawsze zaczynałam od krótkich spacerów. Żeby w razie jakby się coś stało, to żebym była blisko a koniska wróciła do stajni. Z dnia na dzień wędrowałyśmy coraz dalej a co z tym idzie - coraz szybciej. Była wspaniała i trening jaki odbyłam z nią zamierzam odbyć z moim młodym [jeszcze za bardzo] ogierkiem.Co do twoich obaw - uważam ze wytok tutaj nie pomoże, a ostrzejsze wędzidło może zrobić więcej złego niż dobrego. Jak sie spłoszy i nie będziesz umiała go zatrzymać, to wyprowadź go na wolną przestrzeń i rób koła...zmniejszaj je. Nie znam konia którego by to nie zatrzymało.Przede wszystkim nie bój się w takiej sytuacji. Zachowaj spokój to i koń sie uspokoi. No i zawsze możesz pomagać sobie głosem. Byleby spokojnie.Wszystko jednak zależy od charakteru twojego i konia. Ja dla przykładu pozwoliłabym się rumakowi wyszaleć w kontrolowany sposób. W końcu mu się znudzi. Ale lonża nie będzie tutaj dobrym pomysłem chyba ze użyjesz jej naprawdę mądrze. Koń powinien się rozluźnić a nie zmęczyć.Tutaj pamiętaj że jak sie uśmiechniesz do konia, to i on sie "uśmiechnie" ;)Pozostaje mi życzyć ci powodzenia ;)
Renizi takie wypady sam na sam z koniem zdecydowanie zbliżają hehe ;) Metode z zataczaniem kół znam, i owszem pomaga :) Konia jestem pewna, ale towarzyszy mi przy tym odrazu myśl ,że to jest tylko koń i nie przewidzę tego co może zrobić...Co do patentów pewnie i tak wędzidła bym nie zmieniła, bardziej pomyślałabym nad wytokiem ( oczywiście lekko dopiętym ) zawsze to jakoś ogranicza konia tym bardziej młodego, z drugiej strony " na nacisk, koń odpowiada naciskiem " Zupełnie zapomniałam ,że jeszcze mam tak ważną pomoc jak głos, mój koń jest nauczony przez prace na lonży na zatrzymywanie się na " prrrr " w zasadzie nie mam z nim problemów jeśli chodzi o zatrzymanie, wystarczą lekkie pomoce. No cóż, dziękuje dziewczyny za wasze rady - naprawde pomogłyście :)Jak tylko poprawi się pogoda z pewnością się zdecyduje :)
Kiedy w teren jadą przynajmniej dwie osoby to jest on znacznie bezpieczniejszy. Ryzyko poniesienia i jakiegoś wypadku istnieje zawsze, choćby pojechało i dziesięć osób. Mimo to według mnie znacznie lepszym pomysłem jest wzięcie ze sobą tej znajomej, o której napisałaś :) Gdyby coś się wydarzyło, zawsze będziesz miała obok siebie kogoś, kto będzie mógł Ci pomóc.
Ja mam jeszcze jedną poradę ;) Przed tym pierwszym wyjazdem ustal sobie konkretną trasę i powiedz gdzie jedziesz rodzicom lub komuś. W razie czego będą wiedzieli gdzie Cię szukać ;) Oby nie musieli ale lepiej mieć bezpieczeństwo zapewnione ;)
Ja mam jeszcze jedną poradę ;) Przed tym pierwszym wyjazdem ustal sobie konkretną trasę i powiedz gdzie jedziesz rodzicom lub komuś. W razie czego będą wiedzieli gdzie Cię szukać ;) Oby nie musieli ale lepiej mieć bezpieczeństwo zapewnione ;)i pamiętaj o załadowanej komórce, kasku i kamizelce. nigdy nie wiadomo ;)