Taki smutny dział. Może pogadajmy coś o koniach które uciekły od tragedii i znalazły nowy dom :) Chodzi mi o konie w zwykłych stajniach (rekreacyjnych na przykład) a nie schroniskach stworzonych specjalnie w tym celu. Jak się sprawdzają, jakie są z nimi problemy?W mojej stajni są prawie tylko takie konie i jeździ się na nich naprawdę miło. A jakie grzeczne!Mają swoje "dziwności", nie zostaną nigdy sportowcami ale mimo to są bardzo szczęśliwe.
Bardzo fajny temat. :) U mnie w stajni jest tylko jeden taki koń, ale nie jeździ się na nim, bo ogólnie jest chory. Ale za to jaki śliczny ^^ Został odkupiony od jakiegoś handlarza koni, który w ogóle o niego nie dbał.
Jest u mnie w stajni jeszcze jeden koń, tez jest chory i się na nim nie jeździ, ale nie znam jego historii.
nom bardzo ciekawy temat :P w mojej starej stajni, w którejś kiedyś jeździłam był taki końnazywał się dream :Pbył on chyba na 100 % nie jestem pewna uratowany z rzeźi wcześniej zanim kupila go ta stajnia to stawal deba, nie dal sie poglaskac, i nie nawidzil ludzia teraz jest najspokojniejszym koniem dla poczatkujacych :D strasznie leniwi i powolny i temu jego imie do niego bardzo pasuje xd
u nas w stajni jest taki jeden koń. a mianowicie Mag. nie został uratowany z nie wiadomo jakiej stajni, że katowali go czy coś.ale Mag podobno jak go mój instruktor kupił był bardzo wychudzony. on go kupił, podpasł i ujeździł. teraz mag ma 7 lat. :) jest wspaniałym koniem i świetnie się na nim jeździ. to prawda, że ma swoje odchyly xd ale jest cudowny. :)a tak osobiście to znam jego matkę. ;]
Chyba każdy koń jak wy to piszecie ma swoje odchyły :)
Ja np. znam konika który ma zaburzenia równowagi i nie można na nim jeździć czyli kosiarko-przytulanka :), a tak to jakoś nic mi do głowy nie przychodzi. Sa np. konie którymi właściciele nie mogli sie zająć np. choroba i zostają w stajni.
w mojej stajni z czego się orientuje to jest jeden koń uratowany przed rzeźnią. Ma na imię Filaro nie wiem ile ma lat,ale wiem,że poprzedni właściciel chciał go za grosze sprzedać na mięso dlatego,że koń miał rozwalone kolano i nie było go stać na jego leczenie. odkupiła go pewna pani (konik stoi w stajni,w której się uczę) i jest w świetnej formie.!! jest radosny czasem rozbrykany.!jak każdy konik.żyje mu się idealnie.! jedzenie pod pysk woda też. na pastwisko wychodzi codziennie . nie wiem jak z jazdami ale starają się jeździć na nim codziennie choć godzinkę.:)jest grzecznym konikiem,który miękko nosi na swoim grzbiecie. wiem,bo na nim jeździłam tylko ma strasznie twardy pysk,ale to nic i tak jest kochany.!:)jest jednym z najfajniejszych koni w stajni według mnie.!
W stajni gdzie trzymam konia jeden był kupiony ponieważ poprzedni właściciel sobie nie radził z koniem bo był kiedyś bity. Tak że bał się włśanego wiaderka z owsem :( Teraz Kukiełka startuje w zawodach :)
W stajni "Qń" jest wiele koni uratowanych przed rzeźnią. Jadna klacz ,Kapriola, miała raka oka (może jeszcze ma) i właścicielka Qńa uratowała ją przed rzeźnią. Kapri miała jedną operację i teraz świetnie skacze i nieczego nie boi się w terenie:) Inne konie to np. Gracja ( miała iść na rzeź z powodu pęknięć kości), Śnieg i Hera ( nie wiem dlaczego ktoś chciał oddać je na rzeź :( oba są wyjątkowo piękne i co dziwne bardzo przyjazne do ludzi.
u mnie w stajni jest klacz zimnokrwista z fundacji. Została odebrana właścicielowi bo się nią nie zajmował. Ma ok 9 lat i jest gniada. Teraz ma wspaniałą opiekunkę, dobre jedzonko i towarzystwo innych koni. Opiekunka jej trochę jeździ na niej na oklep.
Nazywa się Kuba i jego wcześniejszy właściciel chciał go dać na rzeźnię, bo uważał, ze jest narowisty. Kuba nie pozwalał nikomu do siebie podejść. Gdy pan Michał (właściciel stajni do której jeżdżę) go kupił, wykastrował i odpowiednio zajął się nim Kuba się zmienił :) Kuba w paszporcie ma na imię Demon, bo kiedyś się tak zachowywał, a teraz zupełnie to imię do niego nie pasuje dlatego zostało zmienione. Na Kubie jeżdżą najmniejsze dzieci i jest świetnym koniem do nauki i dla początkujących :) Czasem trochę leniwy, ale bardzo kochany konik :)
Też bym chciała mieć jeszcze jednego konia, ale Tata się nie zgodzi, ale jak bym juz miała jakiegoś, to TYM razem na pewno uratowanego;D ;)U mnie w stajni koło mojego miasta facet ma stadninę, te konie hoduje tylko dla zysku i nic go nie obchodzą... wkurza mnie takie coś... konie są zawsze zadowolone, moim zdaniem dlatego, że są przyzwyczajone do takich warunków... (2 metry gnoju pod kopytami...) a może cieszą się, że w ogole ktoś do nich przychodzi...ma około 20 koni i żal mi ich trochę...kiedyś u niego jeździłam kilka razy, bo znajomy taty... ja nie byłam zadowolona, tym bardziej, że zboczeniec... <żal>I ten facet miała takiego konika-cielaczka;) miał około 2 metry;D był tak chudy, że kości i kłąb tak mu wystawały...i ten konik chciał się przekręcić (na leżąco) w boksie i głowa mu się zaklinowała pomiędzy takimi szczeblami i ten facet go zabił....(tak mówił, ale nie wiadomo)sam... ;./a to był taki fajny, siwy i kochany konik.... cielaczek mój [*]
U nas jest jedna kasztanka.
Kupiła ją koleżanka, od takiego faceta, któremu nie była potrzebna i długo nie umiał znaleźć kupca, więc chciał posłać na rzeź, bo nie chciał dłużej wydawać na jej utrzymanie... Totalne wariactwo, posłać na rzeź zdrowego konia...Brak mi słów...
Klacz jest spoko, chodzi też w szkółce i miałam okazję na niej jeździć. Bardzo ładnie skacze i nie stawia się, jest dobra dla początkujących. Pod koleżanką będzie chodzić kokursy L, narazie trenują, ale na hubertusie w kokursie skoków zajęły 3 miejsce. W boksie trochę biega zanim założy się jej kantar i czasem gryzie przy czyszczeniu. Pewnie dlatego, że wcześniej źle ją traktowano. Dodam jeszcze, że jest rasy małopolskiej i ma chyba 7 lat.
Ciesze się, że trafiła do naszej stajni
. U nas jest 26 letni wałach, który miał poważną kontuzję nogi. Weterynarz, powiedział, że wystarczyłoby pół godziny, a padł by, bo by się wykrwawił. Nikt nie myślał o tym, żeby go uśpić, każdy walczył o jego życie i udało się, dzisiaj nawet kłusował na lonży. I jeszcze jedna klacz u nas stoi, która ma bardzo dobry rodowód i kiedyś dobrze skakała, do czasu aż doznała poważnej kontuzji tylnych kończyn. Uratowano ją i stoi u nas mimo że nie może już skakać i tylko lekko pracować pod siodłem.
Toska(NA ZDJĘCIU) to uratowana klacz z rzeźni. Jej wlaściciel nie prowadzi stajni. Toska ma problemy z oddychaniem. Miała zostać uspiona, ale dzień przed została uratowana. Jest miła i ufna ;)
Himeneza http://www.ratujkonie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=200&Itemid=41 poznałam na Rancho Rumak. Przebywał tam w pensjonacie; później odnazał dom i już nigdy go pewnie nie zobacze. Jak widać jest piękny! Zapamiętałam go zawsze ,,uśmiechniętego"", chociaż nie wychodził z boksu z podowu swoich kończyn.
Koń mojej znajomej został uratowany od zostania kabanosem. Zanim jednak znalazł się w jej posiadaniu jego właścicielem był instruktor jazdy konnej, przodownik górskiej turystyki jeździeckiej, hipoterapeuta...zajmujący się głównie problematyką behawioryzmu koni(prowadził wykłady na ten temat i brał udział w pokazach, miał swój udział w powstawaniu niektórych artykułów w KP). Człowiek zakręcony, potrafiący zrozumieć język konia, wzorujący się również na najsłynniejszych zaklinaczach koni, zwolennik jazdy naturalnej. Konie wychodzące spod jego "skrzydeł" z pewnością są bardzo dobrze przygotowane do współpracy z człowiekiem i taki jest też ten koń. Zdarza mu się mieć humory, strasznie strzelają mu stawy...no ale konisko złote. Czasami zachowuje się jak osioł, ale no cóż ten typ tak ma. Jeździ się na nim całkiem przyjemnie. Takie zwierzę warto zapamiętać.
Niedaleko mnie w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie są skanseny. Tam mają zagrody z owcami, kozami i również z końmi uratowanymi z transportu na rzeź. Ostatnio jak tam byłam to były tam cztery uratowane konie. Słyszałam, że się niedawno stadko koni powiększyło :D
U mojej znajomej gdzie teraz jeżdżę jest też uratowany kucyk, nikt nie wie jaka to rasa i ile ma lat. Maja jest bardzo przyjazna dla dzieci i wgl ;) całe dnie spędza z barankami i kozą na pastwisku i świetnie się czuje ;)
ps: Bradzo mnie to cieszy, że ludzie na tyle kochają te piękne zwierzęta i nie zależnie od ich stanu zdrowia im pomagają
Dziękuję ;*
ja sama kupiłam kuca minaturke, zupełnie przez przypadek. A przyjechał do mnie powycierany, zarobaczony, a kopyta w stanie masakrycznym.. ale za to teraz ma sie bardzo dobrze, odżył i ustawia sobie klacze ;)
W mojej stajni mieszka obecnie 8 uratowanych przeze mnie koni, spośród w sumie 17 sztuk. 12 koni z transportu, 4 z Kolibek, 1 od gospodarza. Kilka z nich znalazło domy u przyjaciół, kilka odeszło na wiecznie zielone pastwiska. Ale zanim to się stało, spędziły z nami dobry czas wypełniony troską i przyjaźnią. Te z nich które są w stanie, okazjonalnie pracują i z dużą chęcią poddają się naszym zabiegom zarówno pielęgnacyjnym jak i treningowym. Są znakomitymi towarzyszami i oddanymi przyjaciółmi. Łagodne, radosne i zadowolone są dla mnie źródłem wielu radości. W Naszej Stajni jest jeszcze świnka Lechia, 2 kozy Angela i Przekręt, króliki Pasztetowa i Potrawka oraz pies Budyń. Wszystkie trafiły do nas przypadkowo i miały podzielić smutny los wielu innych zwierząt. Oprócz uratowanych koni mam jeszcze 3 "zwykłe". Chętnie posłucham pozytywnych, budujących opowieści o przyjaźni człowieczo-końskiej. Zapraszam do Towarzystwa Opiekunów Koni i na stronę www.jednorozec.eu.
Pozdrawiam
Zwracam się do Was z prośbą o pomoc w uratowaniu kolejnego konia z rzezi. Wszystkie informacje na stronie http://allegro.pl/karusia-klacz-ktora-czeka-na-pomoc-i1430591283.htmlUratujmy Karusię - dwuletnią klacz którą czeka okropny los jeżeli fundacji Centaurus nie uda się zebrać odpowiedniej ilości pieniędzy. Naprawdę proszę o pomoc...Razem możemy wiele :)
U mnie w stajni była klacz kupiona za 1zł odeszła w wieku ok 31 lat. Z tego co wiem to w tej stajni jest więcej uratowanych koni bo kiedyś stadnina ta nosiła nazwę "Azyl Hucułek"
U mnie w stajni też był uratowany konik :)Źrebak, półtoraroczny wtedy był, mniej więcej :)Różne imiona miał, Kabanos, Wacek ;pAle w końcu dano mu na imię White Knight :)
Nie wiem, czy u nas są jakieś uratowane konie. Do niedawna była Agata, strasznie znerwicowana, gryzła kopała i stawała dęba- samo jej się to nie zrobiło. No i jest Fiorino. Wprawdzie nie z rzeźni, ale utrzymywany "z dobrego serca", prawie się nie da na nim jeździć, bo kuleje, a terapia trwała chyba z rok. Gdzie indziej Fior pewnie zostałby sprzedany, ale nikt nie chciał go oddawać, bo to taki misiek staruszek bez żadnych narowów, wszyscy go lubią.
Mam w domu dwa konie i jeden jest właśnie takim uratowanym.Zobaczyłam jego zdjęcie na stronie fundacji i wiedziałam,że się dogadamy :-) Stało takie małe rude coś i gdy spojrzałam w te oczka,to postanowiłam,że go wezmę.Miał niecałe pół roku,gdy do mnie trafił i już jako źrebak był tuczony na rzeź.Jechaliśmy po niego przez pół Polski.Na miejscu zobaczyłam małe wyleniałe coś z ogromnym brzuszkiem...ale oczy były te same :-) moje oczy! Zapakowaliśmy go do przyczepy i ruszyliśmy w drogę powrotną.Mały wierzgał w tej przyczepie,aż na światłach na skrzyżowaniu całym naszym zestawem rzucało.W sumie w samochodzie spędziliśmy 14godzin,a jeszcze trzeba było pędzić 70km,żeby zdążyć oddać przyczepę...Mąż pojechał,a ja zostałam z Maluchem.Trochę z nim podreptałam po nowym terenie i zaprowadziłam do nowego domu,gdzie moja klacz okazała ogromne zainteresowanie nowym stworzeniem.Przez pół roku była sama,więc teraz w końcu był ktoś do pogadania w boksie obok.Mały trochę pojadł sianka,pokręcił się i zwinął w małą rudą kuleczkę do spania.Przesłodki widok.To było ponad rok temu.Teraz,gdy koło niego staję,to zastanawiam się,czy to on był tym małym nie bardzo wiadomo czym,gdy go przywieźliśmy :-) Teraz to już spore konisko,okazało się,że wyrósł na bardzo zgrabnego konia.Po drodze mieliśmy trochę spięć, chciał stawiać na swoim i pokazywać,co to nie on.Ale teraz jest dobrze-wykonuje polecenia głosowe,chociaż zdarza mu się jeszcze starać wyłamywać lub kombinować.A widzieliście kiedyś obrażonego konia?Maluch(chyba zawsze będę tak do niego mówić)wpychał się pomiędzy mnie i klacz,gdy ją czesałam.Przerwałam zajęcie i trochę się nim zajęłam,uwielbia szczotkowanie,ale w końcu musiałam go pogonić,żeby skończyć pracę.Popatrzył na mnie smutnym wzrokiem,nabrał powietrza w pysk i poszedł sobie!!!Jak słowo daję,prawdziwy foch! :-)Przyznam,że czasami mam dość...dwa konie,3 psy(jeden też taki przygarnięty i bez oka),do tego praca,nadgodziny...człowiek czasami wysiada.Zamiast odpocząć po pracy pędzę do koni,żeby posprzątać,przygotować karmę,przeprowadzić jakiś trening...Ale gdyby nie moje zwierzaki,to nie byłabym sobą :-) Mimo,że ostatnio padam na pysk,to i tak jestem zadowolona,że wzięłam Rudzielca.Oba koniska to po prostu odbicie mnie.I chciałabym tu podziękować mojemu wspaniałemu mężowi,Jakubowi,dzięki któremu mogłam zaangażować się w moją pasję i miłość.Dziękuję Kochanie za pomoc przy tych wszystkich naszych paskudach :-)
Te konie trafiły do nas w czerwcu. Mam małe porównania jak wyglądały parę miesięcy temu a jak dziś :)http://wd1.photoblog.pl/np1/201109/0B/103914680.jpghttp://wd1.photoblog.pl/np1/201109/1C/103812300.jpghttp://wd10.photoblog.pl/np5/201109/9E/103752439.jpg
U nas w stajni od soboty jest nowy konik. Jest śliczny;) Taki bialuteńki kucyk...Tylko jest jedne problem. Konik nie ma oka, poniewaz jego były właściciel wbił mu w oko widły. Po czym konik poszedł na rzeź. Wykupiła go stamtąd P. weterynarz, która teraz go trzyma u nas w stajni ;)
Olleczka to jest arab, a nie kucyk xDKoń jest fajny, trochę nieufny, znaczy nie zna nas jeszcze i dopiero zaczyna się zapoznawać z otoczeniem, ale widać, że całkiem miły konik z niego będzie :)
w stajnia w której jeżdżę była kilka razy podpalana (raz się 9 koni zaczadziło ) jest koń który jako jedyny z pożaru wyszedł ma na imię Ford (pełna krew angielska) i jeździ teraz w rekreacji [obecnie skacze przez niskie przeszkody również]
Olleczka to jest arab, a nie kucyk xDKoń jest fajny, trochę nieufny, znaczy nie zna nas jeszcze i dopiero zaczyna się zapoznawać z otoczeniem, ale widać, że całkiem miły konik z niego będzie :)Nie bede sie tu o to kłocic, ale z tego co wiem jest arabokonikiem. I jak bylam u niego to juz wiem, ze to konik z charakterkiem ;)
Sajana jest klaczą, którą właścicielka stajni (w której jeżdżę) wyrwała z rąk jej poprzedniego właściciela, który znęcał się nad nią... klacz będąc już bezpieczna w stajni u nowej właścicielki była bardzo nieufna wobec ludzi, wręcz agresywna. Żeby ją wyczyścić trzeba było założyć zgrzebło na kij od szczotki, który Sajana wielokrotnie z wściekłością atakowała i łamała, było z nią sporo kłopotów, wielokrotnie gryzła bądź próbowała kopnąć, raz chwyciła zębami ramię właścicielki tak mocno, że ona nie mogła się wyrwać... wszyscy mówili jej, że powinna sprzedać takiego agresywnego konia na rzeź, że jest głupia i nie powinna jej trzymać, bo nie ma z niej korzyści, ale ona się nie ugięła i po pewnym czasie Sajana małymi kroczkami odzyskała ufność w ludzi ale tylko do pewnego stopnia, bo konie nigdy nie zapominają... a ona wciąż próbuje kopnąć bądź ugryźć przy czyszczeniu i czasem odwraca się tyłem gdy ktoś chce wejść do jej boksu. Do tej pory nie przepada też za obcymi osobami, które kręcą się po jej stajni np. ja, muszę sobie zasłużyć na jej ufność, ale pracuje nad tym
Ojejejejejciu, jakie to wzruszające buhahahahahahahaha !!!!! MAM TO W DUPIE !!!!! I niechby się znęcał dalej, no i co z tego - przeciez to koń, a nie kot !!!!!
odbiegnę od tematu (w ramach walki o szacunek dla konia.)Lubicie koty w sosie własnym? (bo mnie kociara osobiście wnerwia delikatnie mówiąc).pozdrawiam i sorry jeszcze raz za odbieganie od tematu ;)
U nas w stajni od niedawna jest Lotka, z moich obserwacji jest to hucuł, aczkolwiek pewności nie mam. Miała pojechać na rzeź, jednakże pewien człowiek ją uratował i trzyma u nas w stadninie. (; Klacz normalna, po żadnych przeżyciach. Jednakże ma pewne zastrzeżenia do co murków i przystanków autobusowych. Tak to jest miłym konikiem, ośmioletnim.
Taki smutny dział. Może pogadajmy coś o koniach które uciekły od tragedii i znalazły nowy dom :) Chodzi mi o konie w zwykłych stajniach (rekreacyjnych na przykład) a nie schroniskach stworzonych specjalnie w tym celu. Jak się sprawdzają, jakie są z nimi problemy?W mojej stajni są prawie tylko takie konie i jeździ się na nich naprawdę miło. A jakie grzeczne!Mają swoje "dziwności", nie zostaną nigdy sportowcami ale mimo to są bardzo szczęśliwe.
Bardzo fajny temat. :) U mnie w stajni jest tylko jeden taki koń, ale nie jeździ się na nim, bo ogólnie jest chory. Ale za to jaki śliczny ^^ Został odkupiony od jakiegoś handlarza koni, który w ogóle o niego nie dbał. Jest u mnie w stajni jeszcze jeden koń, tez jest chory i się na nim nie jeździ, ale nie znam jego historii.
nom bardzo ciekawy temat :P w mojej starej stajni, w którejś kiedyś jeździłam był taki końnazywał się dream :Pbył on chyba na 100 % nie jestem pewna uratowany z rzeźi wcześniej zanim kupila go ta stajnia to stawal deba, nie dal sie poglaskac, i nie nawidzil ludzia teraz jest najspokojniejszym koniem dla poczatkujacych :D strasznie leniwi i powolny i temu jego imie do niego bardzo pasuje xd
u nas w stajni jest taki jeden koń. a mianowicie Mag. nie został uratowany z nie wiadomo jakiej stajni, że katowali go czy coś.ale Mag podobno jak go mój instruktor kupił był bardzo wychudzony. on go kupił, podpasł i ujeździł. teraz mag ma 7 lat. :) jest wspaniałym koniem i świetnie się na nim jeździ. to prawda, że ma swoje odchyly xd ale jest cudowny. :)a tak osobiście to znam jego matkę. ;]
Miło mi słyszeć że ludzie kupują konie w kiepskim stanie i udaje im się doprowadzić je do takiego stanu :)
Chyba każdy koń jak wy to piszecie ma swoje odchyły :) Ja np. znam konika który ma zaburzenia równowagi i nie można na nim jeździć czyli kosiarko-przytulanka :), a tak to jakoś nic mi do głowy nie przychodzi. Sa np. konie którymi właściciele nie mogli sie zająć np. choroba i zostają w stajni.
w mojej stajni z czego się orientuje to jest jeden koń uratowany przed rzeźnią. Ma na imię Filaro nie wiem ile ma lat,ale wiem,że poprzedni właściciel chciał go za grosze sprzedać na mięso dlatego,że koń miał rozwalone kolano i nie było go stać na jego leczenie. odkupiła go pewna pani (konik stoi w stajni,w której się uczę) i jest w świetnej formie.!! jest radosny czasem rozbrykany.!jak każdy konik.żyje mu się idealnie.! jedzenie pod pysk woda też. na pastwisko wychodzi codziennie . nie wiem jak z jazdami ale starają się jeździć na nim codziennie choć godzinkę.:)jest grzecznym konikiem,który miękko nosi na swoim grzbiecie. wiem,bo na nim jeździłam tylko ma strasznie twardy pysk,ale to nic i tak jest kochany.!:)jest jednym z najfajniejszych koni w stajni według mnie.!
W stajni gdzie trzymam konia jeden był kupiony ponieważ poprzedni właściciel sobie nie radził z koniem bo był kiedyś bity. Tak że bał się włśanego wiaderka z owsem :( Teraz Kukiełka startuje w zawodach :) W stajni "Qń" jest wiele koni uratowanych przed rzeźnią. Jadna klacz ,Kapriola, miała raka oka (może jeszcze ma) i właścicielka Qńa uratowała ją przed rzeźnią. Kapri miała jedną operację i teraz świetnie skacze i nieczego nie boi się w terenie:) Inne konie to np. Gracja ( miała iść na rzeź z powodu pęknięć kości), Śnieg i Hera ( nie wiem dlaczego ktoś chciał oddać je na rzeź :( oba są wyjątkowo piękne i co dziwne bardzo przyjazne do ludzi.
N apoprzednim zdjęciu Śnieg, na poniższym Hera :)
Kapriola<333 (ma kantar bo zdjęcie przed rajdem robione :))
Gracja
Uta. Jest to bardzo stary kuc szentlandzki. Uratowana w pożarze wiele lat temu.Jest w naszej stajni bardzo ważna ;)
u mnie w stajni jest klacz zimnokrwista z fundacji. Została odebrana właścicielowi bo się nią nie zajmował. Ma ok 9 lat i jest gniada. Teraz ma wspaniałą opiekunkę, dobre jedzonko i towarzystwo innych koni. Opiekunka jej trochę jeździ na niej na oklep.
Nazywa się Kuba i jego wcześniejszy właściciel chciał go dać na rzeźnię, bo uważał, ze jest narowisty. Kuba nie pozwalał nikomu do siebie podejść. Gdy pan Michał (właściciel stajni do której jeżdżę) go kupił, wykastrował i odpowiednio zajął się nim Kuba się zmienił :) Kuba w paszporcie ma na imię Demon, bo kiedyś się tak zachowywał, a teraz zupełnie to imię do niego nie pasuje dlatego zostało zmienione. Na Kubie jeżdżą najmniejsze dzieci i jest świetnym koniem do nauki i dla początkujących :) Czasem trochę leniwy, ale bardzo kochany konik :)
Też bym chciała mieć jeszcze jednego konia, ale Tata się nie zgodzi, ale jak bym juz miała jakiegoś, to TYM razem na pewno uratowanego;D ;)U mnie w stajni koło mojego miasta facet ma stadninę, te konie hoduje tylko dla zysku i nic go nie obchodzą... wkurza mnie takie coś... konie są zawsze zadowolone, moim zdaniem dlatego, że są przyzwyczajone do takich warunków... (2 metry gnoju pod kopytami...) a może cieszą się, że w ogole ktoś do nich przychodzi...ma około 20 koni i żal mi ich trochę...kiedyś u niego jeździłam kilka razy, bo znajomy taty... ja nie byłam zadowolona, tym bardziej, że zboczeniec... <żal>I ten facet miała takiego konika-cielaczka;) miał około 2 metry;D był tak chudy, że kości i kłąb tak mu wystawały...i ten konik chciał się przekręcić (na leżąco) w boksie i głowa mu się zaklinowała pomiędzy takimi szczeblami i ten facet go zabił....(tak mówił, ale nie wiadomo)sam... ;./a to był taki fajny, siwy i kochany konik.... cielaczek mój [*]
U nas jest jedna kasztanka. Kupiła ją koleżanka, od takiego faceta, któremu nie była potrzebna i długo nie umiał znaleźć kupca, więc chciał posłać na rzeź, bo nie chciał dłużej wydawać na jej utrzymanie... Totalne wariactwo, posłać na rzeź zdrowego konia...Brak mi słów... Klacz jest spoko, chodzi też w szkółce i miałam okazję na niej jeździć. Bardzo ładnie skacze i nie stawia się, jest dobra dla początkujących. Pod koleżanką będzie chodzić kokursy L, narazie trenują, ale na hubertusie w kokursie skoków zajęły 3 miejsce. W boksie trochę biega zanim założy się jej kantar i czasem gryzie przy czyszczeniu. Pewnie dlatego, że wcześniej źle ją traktowano. Dodam jeszcze, że jest rasy małopolskiej i ma chyba 7 lat. Ciesze się, że trafiła do naszej stajni . U nas jest 26 letni wałach, który miał poważną kontuzję nogi. Weterynarz, powiedział, że wystarczyłoby pół godziny, a padł by, bo by się wykrwawił. Nikt nie myślał o tym, żeby go uśpić, każdy walczył o jego życie i udało się, dzisiaj nawet kłusował na lonży. I jeszcze jedna klacz u nas stoi, która ma bardzo dobry rodowód i kiedyś dobrze skakała, do czasu aż doznała poważnej kontuzji tylnych kończyn. Uratowano ją i stoi u nas mimo że nie może już skakać i tylko lekko pracować pod siodłem.
Toska(NA ZDJĘCIU) to uratowana klacz z rzeźni. Jej wlaściciel nie prowadzi stajni. Toska ma problemy z oddychaniem. Miała zostać uspiona, ale dzień przed została uratowana. Jest miła i ufna ;) Himeneza http://www.ratujkonie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=200&Itemid=41 poznałam na Rancho Rumak. Przebywał tam w pensjonacie; później odnazał dom i już nigdy go pewnie nie zobacze. Jak widać jest piękny! Zapamiętałam go zawsze ,,uśmiechniętego"", chociaż nie wychodził z boksu z podowu swoich kończyn.
Toska
Koń mojej znajomej został uratowany od zostania kabanosem. Zanim jednak znalazł się w jej posiadaniu jego właścicielem był instruktor jazdy konnej, przodownik górskiej turystyki jeździeckiej, hipoterapeuta...zajmujący się głównie problematyką behawioryzmu koni(prowadził wykłady na ten temat i brał udział w pokazach, miał swój udział w powstawaniu niektórych artykułów w KP). Człowiek zakręcony, potrafiący zrozumieć język konia, wzorujący się również na najsłynniejszych zaklinaczach koni, zwolennik jazdy naturalnej. Konie wychodzące spod jego "skrzydeł" z pewnością są bardzo dobrze przygotowane do współpracy z człowiekiem i taki jest też ten koń. Zdarza mu się mieć humory, strasznie strzelają mu stawy...no ale konisko złote. Czasami zachowuje się jak osioł, ale no cóż ten typ tak ma. Jeździ się na nim całkiem przyjemnie. Takie zwierzę warto zapamiętać.
Niedaleko mnie w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie są skanseny. Tam mają zagrody z owcami, kozami i również z końmi uratowanymi z transportu na rzeź. Ostatnio jak tam byłam to były tam cztery uratowane konie. Słyszałam, że się niedawno stadko koni powiększyło :D
Oto te skanseny
W tle widać konie...
Oczywiście na tych koniach się nie jeździ, ale są przepiękną ozdobą skansenów. Niektóre nadają się do zaprzęgu. Są spokojne i pieszczotliwe.
...miało być drugie zdjęcie, ale nie dało się tu wrzucić ;) sorki
U mojej znajomej gdzie teraz jeżdżę jest też uratowany kucyk, nikt nie wie jaka to rasa i ile ma lat. Maja jest bardzo przyjazna dla dzieci i wgl ;) całe dnie spędza z barankami i kozą na pastwisku i świetnie się czuje ;) ps: Bradzo mnie to cieszy, że ludzie na tyle kochają te piękne zwierzęta i nie zależnie od ich stanu zdrowia im pomagają Dziękuję ;*
ja sama kupiłam kuca minaturke, zupełnie przez przypadek. A przyjechał do mnie powycierany, zarobaczony, a kopyta w stanie masakrycznym.. ale za to teraz ma sie bardzo dobrze, odżył i ustawia sobie klacze ;)
W mojej stajni mieszka obecnie 8 uratowanych przeze mnie koni, spośród w sumie 17 sztuk. 12 koni z transportu, 4 z Kolibek, 1 od gospodarza. Kilka z nich znalazło domy u przyjaciół, kilka odeszło na wiecznie zielone pastwiska. Ale zanim to się stało, spędziły z nami dobry czas wypełniony troską i przyjaźnią. Te z nich które są w stanie, okazjonalnie pracują i z dużą chęcią poddają się naszym zabiegom zarówno pielęgnacyjnym jak i treningowym. Są znakomitymi towarzyszami i oddanymi przyjaciółmi. Łagodne, radosne i zadowolone są dla mnie źródłem wielu radości. W Naszej Stajni jest jeszcze świnka Lechia, 2 kozy Angela i Przekręt, króliki Pasztetowa i Potrawka oraz pies Budyń. Wszystkie trafiły do nas przypadkowo i miały podzielić smutny los wielu innych zwierząt. Oprócz uratowanych koni mam jeszcze 3 "zwykłe". Chętnie posłucham pozytywnych, budujących opowieści o przyjaźni człowieczo-końskiej. Zapraszam do Towarzystwa Opiekunów Koni i na stronę www.jednorozec.eu. Pozdrawiam
Zwracam się do Was z prośbą o pomoc w uratowaniu kolejnego konia z rzezi. Wszystkie informacje na stronie http://allegro.pl/karusia-klacz-ktora-czeka-na-pomoc-i1430591283.htmlUratujmy Karusię - dwuletnią klacz którą czeka okropny los jeżeli fundacji Centaurus nie uda się zebrać odpowiedniej ilości pieniędzy. Naprawdę proszę o pomoc...Razem możemy wiele :)
U mnie w stajni była klacz kupiona za 1zł odeszła w wieku ok 31 lat. Z tego co wiem to w tej stajni jest więcej uratowanych koni bo kiedyś stadnina ta nosiła nazwę "Azyl Hucułek"
Sporo. Może dlatego, że kiedyś w naszym pensjonacie konie trzymała fundacja ;].
U mnie w stajni też był uratowany konik :)Źrebak, półtoraroczny wtedy był, mniej więcej :)Różne imiona miał, Kabanos, Wacek ;pAle w końcu dano mu na imię White Knight :)
Nie wiem, czy u nas są jakieś uratowane konie. Do niedawna była Agata, strasznie znerwicowana, gryzła kopała i stawała dęba- samo jej się to nie zrobiło. No i jest Fiorino. Wprawdzie nie z rzeźni, ale utrzymywany "z dobrego serca", prawie się nie da na nim jeździć, bo kuleje, a terapia trwała chyba z rok. Gdzie indziej Fior pewnie zostałby sprzedany, ale nikt nie chciał go oddawać, bo to taki misiek staruszek bez żadnych narowów, wszyscy go lubią.
Mam w domu dwa konie i jeden jest właśnie takim uratowanym.Zobaczyłam jego zdjęcie na stronie fundacji i wiedziałam,że się dogadamy :-) Stało takie małe rude coś i gdy spojrzałam w te oczka,to postanowiłam,że go wezmę.Miał niecałe pół roku,gdy do mnie trafił i już jako źrebak był tuczony na rzeź.Jechaliśmy po niego przez pół Polski.Na miejscu zobaczyłam małe wyleniałe coś z ogromnym brzuszkiem...ale oczy były te same :-) moje oczy! Zapakowaliśmy go do przyczepy i ruszyliśmy w drogę powrotną.Mały wierzgał w tej przyczepie,aż na światłach na skrzyżowaniu całym naszym zestawem rzucało.W sumie w samochodzie spędziliśmy 14godzin,a jeszcze trzeba było pędzić 70km,żeby zdążyć oddać przyczepę...Mąż pojechał,a ja zostałam z Maluchem.Trochę z nim podreptałam po nowym terenie i zaprowadziłam do nowego domu,gdzie moja klacz okazała ogromne zainteresowanie nowym stworzeniem.Przez pół roku była sama,więc teraz w końcu był ktoś do pogadania w boksie obok.Mały trochę pojadł sianka,pokręcił się i zwinął w małą rudą kuleczkę do spania.Przesłodki widok.To było ponad rok temu.Teraz,gdy koło niego staję,to zastanawiam się,czy to on był tym małym nie bardzo wiadomo czym,gdy go przywieźliśmy :-) Teraz to już spore konisko,okazało się,że wyrósł na bardzo zgrabnego konia.Po drodze mieliśmy trochę spięć, chciał stawiać na swoim i pokazywać,co to nie on.Ale teraz jest dobrze-wykonuje polecenia głosowe,chociaż zdarza mu się jeszcze starać wyłamywać lub kombinować.A widzieliście kiedyś obrażonego konia?Maluch(chyba zawsze będę tak do niego mówić)wpychał się pomiędzy mnie i klacz,gdy ją czesałam.Przerwałam zajęcie i trochę się nim zajęłam,uwielbia szczotkowanie,ale w końcu musiałam go pogonić,żeby skończyć pracę.Popatrzył na mnie smutnym wzrokiem,nabrał powietrza w pysk i poszedł sobie!!!Jak słowo daję,prawdziwy foch! :-)Przyznam,że czasami mam dość...dwa konie,3 psy(jeden też taki przygarnięty i bez oka),do tego praca,nadgodziny...człowiek czasami wysiada.Zamiast odpocząć po pracy pędzę do koni,żeby posprzątać,przygotować karmę,przeprowadzić jakiś trening...Ale gdyby nie moje zwierzaki,to nie byłabym sobą :-) Mimo,że ostatnio padam na pysk,to i tak jestem zadowolona,że wzięłam Rudzielca.Oba koniska to po prostu odbicie mnie.I chciałabym tu podziękować mojemu wspaniałemu mężowi,Jakubowi,dzięki któremu mogłam zaangażować się w moją pasję i miłość.Dziękuję Kochanie za pomoc przy tych wszystkich naszych paskudach :-)
Te konie trafiły do nas w czerwcu. Mam małe porównania jak wyglądały parę miesięcy temu a jak dziś :)http://wd1.photoblog.pl/np1/201109/0B/103914680.jpghttp://wd1.photoblog.pl/np1/201109/1C/103812300.jpghttp://wd10.photoblog.pl/np5/201109/9E/103752439.jpg
U nas w stajni od soboty jest nowy konik. Jest śliczny;) Taki bialuteńki kucyk...Tylko jest jedne problem. Konik nie ma oka, poniewaz jego były właściciel wbił mu w oko widły. Po czym konik poszedł na rzeź. Wykupiła go stamtąd P. weterynarz, która teraz go trzyma u nas w stajni ;)
Olleczka to jest arab, a nie kucyk xDKoń jest fajny, trochę nieufny, znaczy nie zna nas jeszcze i dopiero zaczyna się zapoznawać z otoczeniem, ale widać, że całkiem miły konik z niego będzie :)
w stajnia w której jeżdżę była kilka razy podpalana (raz się 9 koni zaczadziło ) jest koń który jako jedyny z pożaru wyszedł ma na imię Ford (pełna krew angielska) i jeździ teraz w rekreacji [obecnie skacze przez niskie przeszkody również]
Olleczka to jest arab, a nie kucyk xDKoń jest fajny, trochę nieufny, znaczy nie zna nas jeszcze i dopiero zaczyna się zapoznawać z otoczeniem, ale widać, że całkiem miły konik z niego będzie :)Nie bede sie tu o to kłocic, ale z tego co wiem jest arabokonikiem. I jak bylam u niego to juz wiem, ze to konik z charakterkiem ;)
Olleczka - to straszne!!! Wbił mu w oko widły???!!! Ci ludzie w ogóle nie mają serca dla koni!!!!
U mnie w stajni też jest kucyk o imieniu Maja i wszystkie konie w stajni się jej boją ha ha ha
A to jest Sajana wyrwana z rąk człowieka który się nad nią znecał
Sajana jest klaczą, którą właścicielka stajni (w której jeżdżę) wyrwała z rąk jej poprzedniego właściciela, który znęcał się nad nią... klacz będąc już bezpieczna w stajni u nowej właścicielki była bardzo nieufna wobec ludzi, wręcz agresywna. Żeby ją wyczyścić trzeba było założyć zgrzebło na kij od szczotki, który Sajana wielokrotnie z wściekłością atakowała i łamała, było z nią sporo kłopotów, wielokrotnie gryzła bądź próbowała kopnąć, raz chwyciła zębami ramię właścicielki tak mocno, że ona nie mogła się wyrwać... wszyscy mówili jej, że powinna sprzedać takiego agresywnego konia na rzeź, że jest głupia i nie powinna jej trzymać, bo nie ma z niej korzyści, ale ona się nie ugięła i po pewnym czasie Sajana małymi kroczkami odzyskała ufność w ludzi ale tylko do pewnego stopnia, bo konie nigdy nie zapominają... a ona wciąż próbuje kopnąć bądź ugryźć przy czyszczeniu i czasem odwraca się tyłem gdy ktoś chce wejść do jej boksu. Do tej pory nie przepada też za obcymi osobami, które kręcą się po jej stajni np. ja, muszę sobie zasłużyć na jej ufność, ale pracuje nad tym
Ojejejejejciu, jakie to wzruszające buhahahahahahahaha !!!!! MAM TO W DUPIE !!!!! I niechby się znęcał dalej, no i co z tego - przeciez to koń, a nie kot !!!!!
odbiegnę od tematu (w ramach walki o szacunek dla konia.)Lubicie koty w sosie własnym? (bo mnie kociara osobiście wnerwia delikatnie mówiąc).pozdrawiam i sorry jeszcze raz za odbieganie od tematu ;)
U nas w stajni od niedawna jest Lotka, z moich obserwacji jest to hucuł, aczkolwiek pewności nie mam. Miała pojechać na rzeź, jednakże pewien człowiek ją uratował i trzyma u nas w stadninie. (; Klacz normalna, po żadnych przeżyciach. Jednakże ma pewne zastrzeżenia do co murków i przystanków autobusowych. Tak to jest miłym konikiem, ośmioletnim.