wiem , że to przykry temat , ale mam do was pytanie. czy straciliście jakiegoś konia z którym byliście zżyci? np. został sprzedany, lub zdechł ?ja straciłam 2 . :(
Ja straciłam też 2 takie kochane koniki..
Pierwszy był wspaniałą klaczką.. Siwa maść, idealna budowa.. Hmm.. Miała na imię Persja. Zginęła, bo była bardzo uległa, w dniu jej śmierci uciekała przed przywódczynią stada i chciała przeskoczyć przez płot.. Niestety nie przeżyła tego skoku.. Ryczałam chyba z tydzień.. Drugim koniem był mój ukochany Fanatyk... Był idealny, piękny, reagował na najdrobniejszy sygnał ze strony jeźdźca.. Zabrała go bardzo ciężka kolka - serce nie wytrzymało.. ;( Ale teraz jest Kaszmir - najlepszy kumpel Fanatyka, zawsze trzymali się razem, przyjechali do nas z jednej stajni. Teraz skupiam się na Kaszmirku i nie pozwolę, by coś mu się stało. Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie tych, którzy takiej straty doświadczyli.. :)
Lakmus, nie jeździłam wtedy jeszcze konno, ale bardzo lubiłam siedzieć w stajni przy jego boksie, zawsze kładł mi głowę na ramię i sie przytulał, miał ok 180cm wzrostu, aż pewnego dnia został sprzedany :,(
Tak , ja też wiem coś o tym . straciłam 3 konie . : (( pierwszy , o imieniu Piorun , to mój pierwszy koń . gdy zaczęłam jeździć na stadninie , zawsze na nim mi kazali jeździć , zaopiekowałam się nim , pokochałam go i tak jakoś już zostało . byłam z nim przez cały rok , a teraz od pół roku już go nie ma . został sprzedany . : ( a raczej oddany , ale dokładnie nawet nie wiem . pamiętam ten dzień jak wyjeżdżał , do tej pory zawsze rano oglądam jego zdjęcia i przypominam sobie jak nam było razem dobrze . ale i tak spotkam się z nim jeszcze kiedyś . obiecałam sobie to i to jest tak jakby mój jeden cel życiowy . będę go szukać aż znajdę . : (( : *Drugi , ma na imię Erazm . nie ma już go ok 2 miesięcy . : (( sprzedali go , ale na szczęście jestem pewna że trafił w dobre ręce bo widziałam jego właścicieli . i byłam u niego i wiem że jest zadbany i ma dobra warunki . ale i tak strasznie tęsknie za nim . : ( Trzeci ma na imię Cardif , jego straciłam tak nie do końca . bo jest nie daleko i wróci jeszcze na trochę , ale później znów się z nim rozstanę . Cardif jest wyjątkowym koniem . Siwy ogier Arabski . jego właścicielem jest kolega właściciela stadniny w której jeżdżę . Cardif przyjechał kryć nasze klacze i stał troszkę u nas . opiekowałam się nim , i jeździłam na nim . byłam na nim na swoich pierwszych zawodach w życiu , sporo trenowaliśmy . ale nam nie wyszło . : (( ale i tak kocham go mocno i chcę żeby wrócił . chciałabym żeby został na zawsze , ale to jest chyba nie możliwe . Tęsknie bardzo za nimi wszystkimi . przeżyłam dużo takich strat . i właśnie uważam że lepiej mieć swojego własnego konia . teraz kupiłam Dolara , i wiem że on będzie ze mną zawsze ( chyba że stanie się najgorsze ) ale o to się nie martwię , bo nikt nie żyje wiecznie , a Dolar ma roczek i jeszcze całe życie przed nim . może nawet mnie przeżyje . :-D rozumiem was doskonale co czujecie . . . ja po stracie Pioruna uodporniłam się troszkę na to , nadal tęsknie i płacze za nimi tygodniami ( miesiącami ) ale pocieszam się że bez Pioruna przeżyłam to zniosę wszystko . :((
taak ... najgorsze uczucie na świecie, ale niestety u nas często zabierają konie, bo właściciele w większości tacy nie ten teges. ponad rok temu zabrali Bawarię - chyba najulubieńszego konia wszystkich. a teraz mojego łosia Witkowskiego. a tyle planów było - jego pierwsze zawody, odznaka na nim i po prostu zwykłe jazdy, galopy wieczorem w terenie, spacerki na uwiązie :(
Ja na szczęscie nie straciłam jeszcze własnego konia, ale wiem jakie to jest bolesne...Musiałam się pozegnac z trzema koniami, które kochałam...Najpierw odeszła Mirra, śliczna kasztanka, która miała zerwanie scięgna, z roku na rok było coraz gorzej i musieli ją uspic, aby juz nie cierpiała :(W wakacje odszedł koń, na którym kiedys jezdziłam i skakałam pierwszy raz... Miał kolkę:(Może znał ktoś Conusa B, słynnego ogiera holsztyńskiego? To on :(Dawno już, gdy zaczynałam jeździc sprzedano klacz, na niej pierwszy raz jezdziłam...Nie wie ktoś moze czegoś o niej? to kobyłka nazywa się Romantica, kara, świetny skoczek...Kochałam je wszystkie ;*
Ja nigdy nie miałam swojego konia, ale zżywam się momentalnie z obcymi końmi. Bardzo źle przeżyłam stratę Igrasi, pół konika polskiego ,pół araba . Była taka piękna i niedostępna... A ten charakterek... Nie jeździłam wtedy dobrze,(na lonży ;p) ale jakoś ją pokochałam. Zamiienili ją na 2 ogromne konie. Ja jeszcze jakoś przeżyłam, ale moja była instruktorka, która ją tak kochała, a Igracha tak jej ufała... To był jakiś koszmar. No i już nie ma naszej jedynej klaczy która miała coś z araba... Gdybym teraz straciła Basię... Nie, nie mogę o tym myśleć. Chyba zrezygnowałabym z jazdy. Taka szkoda, że ona nie jest tylko moja... A koleżankom powyżej strasznie współczuje.
Ja straciłam mojego jedynego kochanego konia, była nią klacz Norka (15 sierpnia została sprzedana). Napisałam to dziś na moim blogu. No ja w sumie na to wpływu nie miałam, ale nie mogę uwierzyć i ciągle. Ciągle płaczę za nią, ale mam nadzieję, że została sprzedana gdzieś blisko i że tam pojadę. ;(Ona była jedyna, najlepsza, najkochańsza i nie moja, więc wpływu na to nie miałam. ;(Mam jeszcze pieska Deksterka, który jest dla mnie w tej chwili najlepszym pocieszeniem, jest kochany :)*Ten wątek mnie jakoś podtrzymuje, bo wiem, ze nie jestem jedyna :(
piorunek- też mam cel, by znaleźć Norkę, pierwszą "poszlakę" powinnam mieć w sobotę, bo pojadę do stajni i się dopytam, chociażby, do jakiego miasta została sprzedana. :)
widze,że większość straciła aż 2 konie.jak dla mnie o 2 za dużo. !też straciłam 2 konie.klacz Galę,ale to właściciele ją przenieśli nie wiem czy chwilowo czy też na stałe do innej stajni.wałacha Wulkana ktoś kupił i postawił go gdzieś indziej.przykro jest zawsze,ale jakoś trzeba sobie z tym poradzić.czasem może to potrwać,ale może tak miało właśnie być . ! ?przecież przez cały czas nie może być z górki,kiedyś musi być pod górkę . !;)
Ale pomyślcie Wasze konie po prostu ktoś kupił lub je przeniesiono do innej stajni (w większości), wiem że boli i że smutno. Ale jaki to musi być ból jak ktoś ma konia od źrebaka i koń zdycha :/ to dopiero straszne musi być :( Wasze konie na pewno są szczęśliwe i ktoś je kocha, co prawda nie wy, ale ktoś inny :)
Jeden koń. Primawera. Została sprzedana. Znałam ją od jej urodzenia. Moja najlepsza przyjaciółka. Nie była moja należała do stadniny. Zawsze gdy wchodziłam na padok do koni podbiegała i się przytulała. Teraz bardzo mi jej brakuję. Mam nadzieję że tam gdzie przebywa jest szczęśliwa.
wiem , że to przykry temat , ale mam do was pytanie. czy straciliście jakiegoś konia z którym byliście zżyci? np. został sprzedany, lub zdechł ?ja straciłam 2 . :(
Ja straciłam też 2 takie kochane koniki.. Pierwszy był wspaniałą klaczką.. Siwa maść, idealna budowa.. Hmm.. Miała na imię Persja. Zginęła, bo była bardzo uległa, w dniu jej śmierci uciekała przed przywódczynią stada i chciała przeskoczyć przez płot.. Niestety nie przeżyła tego skoku.. Ryczałam chyba z tydzień.. Drugim koniem był mój ukochany Fanatyk... Był idealny, piękny, reagował na najdrobniejszy sygnał ze strony jeźdźca.. Zabrała go bardzo ciężka kolka - serce nie wytrzymało.. ;( Ale teraz jest Kaszmir - najlepszy kumpel Fanatyka, zawsze trzymali się razem, przyjechali do nas z jednej stajni. Teraz skupiam się na Kaszmirku i nie pozwolę, by coś mu się stało. Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie tych, którzy takiej straty doświadczyli.. :)
Lakmus, nie jeździłam wtedy jeszcze konno, ale bardzo lubiłam siedzieć w stajni przy jego boksie, zawsze kładł mi głowę na ramię i sie przytulał, miał ok 180cm wzrostu, aż pewnego dnia został sprzedany :,(
Tak , ja też wiem coś o tym . straciłam 3 konie . : (( pierwszy , o imieniu Piorun , to mój pierwszy koń . gdy zaczęłam jeździć na stadninie , zawsze na nim mi kazali jeździć , zaopiekowałam się nim , pokochałam go i tak jakoś już zostało . byłam z nim przez cały rok , a teraz od pół roku już go nie ma . został sprzedany . : ( a raczej oddany , ale dokładnie nawet nie wiem . pamiętam ten dzień jak wyjeżdżał , do tej pory zawsze rano oglądam jego zdjęcia i przypominam sobie jak nam było razem dobrze . ale i tak spotkam się z nim jeszcze kiedyś . obiecałam sobie to i to jest tak jakby mój jeden cel życiowy . będę go szukać aż znajdę . : (( : *Drugi , ma na imię Erazm . nie ma już go ok 2 miesięcy . : (( sprzedali go , ale na szczęście jestem pewna że trafił w dobre ręce bo widziałam jego właścicieli . i byłam u niego i wiem że jest zadbany i ma dobra warunki . ale i tak strasznie tęsknie za nim . : ( Trzeci ma na imię Cardif , jego straciłam tak nie do końca . bo jest nie daleko i wróci jeszcze na trochę , ale później znów się z nim rozstanę . Cardif jest wyjątkowym koniem . Siwy ogier Arabski . jego właścicielem jest kolega właściciela stadniny w której jeżdżę . Cardif przyjechał kryć nasze klacze i stał troszkę u nas . opiekowałam się nim , i jeździłam na nim . byłam na nim na swoich pierwszych zawodach w życiu , sporo trenowaliśmy . ale nam nie wyszło . : (( ale i tak kocham go mocno i chcę żeby wrócił . chciałabym żeby został na zawsze , ale to jest chyba nie możliwe . Tęsknie bardzo za nimi wszystkimi . przeżyłam dużo takich strat . i właśnie uważam że lepiej mieć swojego własnego konia . teraz kupiłam Dolara , i wiem że on będzie ze mną zawsze ( chyba że stanie się najgorsze ) ale o to się nie martwię , bo nikt nie żyje wiecznie , a Dolar ma roczek i jeszcze całe życie przed nim . może nawet mnie przeżyje . :-D rozumiem was doskonale co czujecie . . . ja po stracie Pioruna uodporniłam się troszkę na to , nadal tęsknie i płacze za nimi tygodniami ( miesiącami ) ale pocieszam się że bez Pioruna przeżyłam to zniosę wszystko . :((
Tak.. Opisałam to u mnie na blogu.Nie był mój ,ale.. Zżułam się i obiecali ,że nie sprzedadzą... A jeszcze nawet nie wiadomo gdzie sprzedali.
taak ... najgorsze uczucie na świecie, ale niestety u nas często zabierają konie, bo właściciele w większości tacy nie ten teges. ponad rok temu zabrali Bawarię - chyba najulubieńszego konia wszystkich. a teraz mojego łosia Witkowskiego. a tyle planów było - jego pierwsze zawody, odznaka na nim i po prostu zwykłe jazdy, galopy wieczorem w terenie, spacerki na uwiązie :(
Ja na szczęscie nie straciłam jeszcze własnego konia, ale wiem jakie to jest bolesne...Musiałam się pozegnac z trzema koniami, które kochałam...Najpierw odeszła Mirra, śliczna kasztanka, która miała zerwanie scięgna, z roku na rok było coraz gorzej i musieli ją uspic, aby juz nie cierpiała :(W wakacje odszedł koń, na którym kiedys jezdziłam i skakałam pierwszy raz... Miał kolkę:(Może znał ktoś Conusa B, słynnego ogiera holsztyńskiego? To on :(Dawno już, gdy zaczynałam jeździc sprzedano klacz, na niej pierwszy raz jezdziłam...Nie wie ktoś moze czegoś o niej? to kobyłka nazywa się Romantica, kara, świetny skoczek...Kochałam je wszystkie ;*
nie rozmawiajmy o takich smutnych rzeczach. :(
Ja nigdy nie miałam swojego konia, ale zżywam się momentalnie z obcymi końmi. Bardzo źle przeżyłam stratę Igrasi, pół konika polskiego ,pół araba . Była taka piękna i niedostępna... A ten charakterek... Nie jeździłam wtedy dobrze,(na lonży ;p) ale jakoś ją pokochałam. Zamiienili ją na 2 ogromne konie. Ja jeszcze jakoś przeżyłam, ale moja była instruktorka, która ją tak kochała, a Igracha tak jej ufała... To był jakiś koszmar. No i już nie ma naszej jedynej klaczy która miała coś z araba... Gdybym teraz straciła Basię... Nie, nie mogę o tym myśleć. Chyba zrezygnowałabym z jazdy. Taka szkoda, że ona nie jest tylko moja... A koleżankom powyżej strasznie współczuje.
Ja straciłam mojego jedynego kochanego konia, była nią klacz Norka (15 sierpnia została sprzedana). Napisałam to dziś na moim blogu. No ja w sumie na to wpływu nie miałam, ale nie mogę uwierzyć i ciągle. Ciągle płaczę za nią, ale mam nadzieję, że została sprzedana gdzieś blisko i że tam pojadę. ;(Ona była jedyna, najlepsza, najkochańsza i nie moja, więc wpływu na to nie miałam. ;(Mam jeszcze pieska Deksterka, który jest dla mnie w tej chwili najlepszym pocieszeniem, jest kochany :)*Ten wątek mnie jakoś podtrzymuje, bo wiem, ze nie jestem jedyna :(
piorunek- też mam cel, by znaleźć Norkę, pierwszą "poszlakę" powinnam mieć w sobotę, bo pojadę do stajni i się dopytam, chociażby, do jakiego miasta została sprzedana. :)
widze,że większość straciła aż 2 konie.jak dla mnie o 2 za dużo. !też straciłam 2 konie.klacz Galę,ale to właściciele ją przenieśli nie wiem czy chwilowo czy też na stałe do innej stajni.wałacha Wulkana ktoś kupił i postawił go gdzieś indziej.przykro jest zawsze,ale jakoś trzeba sobie z tym poradzić.czasem może to potrwać,ale może tak miało właśnie być . ! ?przecież przez cały czas nie może być z górki,kiedyś musi być pod górkę . !;)
Ale pomyślcie Wasze konie po prostu ktoś kupił lub je przeniesiono do innej stajni (w większości), wiem że boli i że smutno. Ale jaki to musi być ból jak ktoś ma konia od źrebaka i koń zdycha :/ to dopiero straszne musi być :( Wasze konie na pewno są szczęśliwe i ktoś je kocha, co prawda nie wy, ale ktoś inny :)
Jeden koń. Primawera. Została sprzedana. Znałam ją od jej urodzenia. Moja najlepsza przyjaciółka. Nie była moja należała do stadniny. Zawsze gdy wchodziłam na padok do koni podbiegała i się przytulała. Teraz bardzo mi jej brakuję. Mam nadzieję że tam gdzie przebywa jest szczęśliwa.