Reklama
  • redakcja2010-08-07 16:36:45

    Założyłam wątek na temat waszych przeżyć po pierwszym upadku z konia, ponieważ dwa dni temu właśnie pierwszy raz w życiu spadłam. Jechałam kłusem, a klacz czegoś się wystraszyła i gwałtownie odskoczyła w bok. Ja po prostu wyleciałam z siodła. Mam mocno obite biodro i rękę obdartą to krwi ;)  W jakiej to sytuacji się stało w waszym wypadku? Co Wam się stało? Ile zwlekaliście z następną jazdą?

  • redakcja 2010-08-07 17:04:26

    Ja pierwszy raz spadłam z mojej klaczy Figi (2 lata temu-  wtedy nie była jeszcze moja). Było to w terenie. Była górka, dwie klaczki czegoś się spłoszyły. Cykada tylko rzuciła zadkiem, a Figa zaczęła strzelać barany i wierzgać (miała wtedy 4 lata). Ja w końcu się nie utrzymałam i spadłam. Na grzbiecie wierzchowca siedziałam już po kilku minutach ;-)

  • kiniak 2010-08-07 17:52:42

    Pierwszy upadek był nawet bez bolesny :) Jeździłam jeszcze na lonży na koniu o wdzięcznym imieniu Mafiozo :P. Na jeździe Mafiozo stwierdził, że będzie się zachowywać jak arabek. Pamiętam, że stanął dęba a jak upadł wywalił z zadu no a ja wtedy straciłam kontakt z siodłem :P Pozbierałam się wsiadłam spowrotem a na następną jazde przyniosłam czekolade :) 

  • segregacja 2010-08-07 19:35:35

    Ja spadłam po raz pierwszy z konia o imieniu Terminator. Haha. A był to śmieszny upadek dla tych co widzieli to z boku. Dlaczego? Wtedy uczyłam się dopiero pożądanego kłusa, jakieś moje początki. Jazda na ujeżdżalni. Nagle Terminator przestraszył się czegoś za oknem i z szybkiego kłusa nieoczekiwanie stanął jak wryty, a ja wyfrunęłam z siodła. xD Szybko musiałam się pozbierać (lekko zszokowana) i złapać konia. Po stwierdzeniu, że wszystko w porzadku wsiadłam i dalej ćwiczyłam kłusa. Nie zrobiłam sobie później żadnej przerwy. Strach może tylko rosnąć gdy się taką zrobi. Później spadłam jeszcze kilka razy, przestałam liczyć. xD Trzeba przywyknąć do takich możliwości. ;)

  • Reklama
  • Oczy Nocy 2010-08-07 20:07:36

    Mój pierwszy upadek (i jak do tej pory o zgrozo jedyny), był gdy miałam coś koło 7 lat. Jeździłam na lonży, i chyba uczyłam się anglezować, dlaczego spadłam, co i jak niestety już nie pamiętam. Ale na konia wsiadłam od razu po upadku.

  • redakcja 2010-08-07 20:34:09

    pierwszy raz (i również jedyny) spadłam gdy w lesie koń się spłoszył i ruszył cwałem w kierunku stajni.potem był zadek i upadek:)natychmiast wstałam i prawie od razu poprowadziłam konia na trawę i wsiadłam:)potem zsiadłam i znowu wsiadłam i pojechałam:)

  • Epoka 2010-08-07 22:48:44

    Ja mój pierwszy i jedyny upadek zaliczyłam na niejakiej Dafne ;) Konik nie lubi jak się ją kopnie czy coś w okolicach krzyża/nerek/zada. Ale do rzeczy ... Było po jeździe i mieliśmy zsiąść po ułańsku . No to lewa noga w strzemieniu,pochylam się, przekładam prawą nad zadem... Za słabo się pochyliłam co było przyczyną nie wystarczająco podniesionej nogi i puknięcia w krzyż konia. Baranka strzeliła. Ja zczaiłam się co się stało jak podnosiłam się z ziemi ;) Pamiętam, że jak spadałam to widziałam zsiadającą obok mnie Kasię. Wstałam, a Dafne stała w tym samym miejscu. Miała tylko przestawione tylne nogi w inne miejsce . Nie było po co wsiadać, bo wszyscy już strzemiona mieli po podciągane ;) Na jazdę pojechałam tydzień później ;)

  • Olka96 2010-08-07 22:59:03

    Hmm wsiadłam z powrotem na konia i śmiałam się xD

  • Reklama
  • becia 2010-08-08 10:17:04

    Pierwszy upadek taki na poważnie zaliczyłam w kłusie z 10 może więcej lat temu. Wtedy jeszcze kłus był dla mnie  potworny. Wybijanie, łapanie rytmu, kompletny brak panowania nad nogami. Koń po prostu sobie kłusował nagle skręcił w bok, a ześlizgnęłam się z siodła, nie miałam siły żeby się podciągnąć i już leżałam na piasku. Pamiętam, że plecy po tym upadku bolały mnie niemiłosiernie.  Na konia wsiadłam od razu po tym zdarzeniu

  • stysia 2010-08-08 18:52:52

    mój pierwszy upadek był jak na razie moim jedynym ;). przeszłam z galopu do kłusa, noga wypadła mi ze strzemienia, przechyliłam się na bok i nie miałam na czym się oprzeć, więc spadłam ;d. byłam potem trochę obolała, ale jeździłam już od razu na drugi dzień ;p.

  • redakcja 2010-08-08 19:34:41

    Widzę, że większość z Was wsiadła od razu po upadku. Ja chyba nie będę miała takiej możliwości, bo mój tata się boi mnie wsadzić na nowo na konia. Prawdopodobnie będę musiała pod przymusem pożegnać się z jazdą przynajmniej na pół roku. Nic mi się poważnego nie stało. Ryzyko jest takie samo, jak i przed upadkiem. Ja się nie boję, i nawet jutro bym mogła już jechać na jazdę. To nierealne i skończyłoby się awanturą. Kiedy to sobie przypominam, tracę cały humor...

  • ADI6464 2010-08-08 19:45:55

    ja jeszcze nie spadłem :)

  • Reklama
  • Epoka 2010-08-08 22:00:00

    miks2009 - współczuję ;) pogadaj z rodzicami i podaj np. taki przykład, że co oni by zrobili gdyby ich rodzice kazali przestać im zajmować się tym co kochają np. malarstwem, jazdą na rowerze . coś wymyśl ;)

  • Ranissimo 2010-08-08 22:03:16

    Ja spadłam tydzień temu. Z klaczy (Malina skj wesołe kopytko), było mokro po wczorajszej ulewie. Tej klaczy nigdy nie da się uruchomić. Jest leniwa i uparta. W końcu udało mi sie zagalopować na niej. Niestety przede mną jechała inna klacz (Budleja skj wesołe kopytko) i Malina nie mogła wyhamować. Poślizgnęła się na błocie i ugieła przednią prawą nogę. Jechałam akurat w półsiadzie. Nogi wypadły mi ze strzemion i automatycznie puściłam wodze. Zobaczyłam tylko tyłek Budi, szyję Maliny, a po chwili przywitałam się z ziemią obszernym fikołkiem. Trochę bolało. Siedziałam chcwilę na płocie, a potem otrzepałam się i znów wsiadłam na Malinę.Nie galopowałam do końca obozu na Malinie.

  • tala1992 2010-08-09 10:12:02

    Założyłam wątek na temat waszych przeżyć po pierwszym upadku z konia, ponieważ dwa dni temu właśnie pierwszy raz w życiu spadłam. Jechałam kłusem, a klacz czegoś się wystraszyła i gwałtownie odskoczyła w bok. Ja po prostu wyleciałam z siodła. Mam mocno obite biodro i rękę obdartą to krwi ;)  W jakiej to sytuacji się stało w waszym wypadku? Co Wam się stało? Ile zwlekaliście z następną jazdą?Ja też miałam taką sytuacje jak ty, też mi klacz odskoczyła w bok, tyle że ja sie utrzymałam na koniu, ale już wisiałam obok siodła na strzemieniu, musiałam sie wdrapać, ale gleby nie zaliczyłam Jak narazie ^^ ale wszystko przedemną, Potem jeszcze gwałtownie sie satrzymała a ja wylądowałam na jej szyi, i też udało mi sie nie spaść :)

  • tala1992 2010-08-09 10:15:47

    Widzę, że większość z Was wsiadła od razu po upadku. Ja chyba nie będę miała takiej możliwości, bo mój tata się boi mnie wsadzić na nowo na konia. Prawdopodobnie będę musiała pod przymusem pożegnać się z jazdą przynajmniej na pół roku. Nic mi się poważnego nie stało. Ryzyko jest takie samo, jak i przed upadkiem. Ja się nie boję, i nawet jutro bym mogła już jechać na jazdę. To nierealne i skończyłoby się awanturą. Kiedy to sobie przypominam, tracę cały humor...To ja mam taki problem że u mnie moja mama jeździ od 6lat i tak nie bardzo mnie widzi na koniu, ostatnio jak byłam na jeździe jechał samochód a te konie sie płoszą to podjechała do mnie i mi mówi co mam robić a na końcu stwierdziła że nie mam być taką amazonką, potem jak sie spytałam kiedy jedziemy na konie to usłyszałam "a ty może byś sie uspokoiła z tymi końmi", ale i tak jeźdżę z nią czy bez niej :) kase na konie mam z kieszonkowego :)

  • AgnesC 2010-08-09 18:04:33

    Widzę, że większość z Was wsiadła od razu po upadku. Ja chyba nie będę miała takiej możliwości, bo mój tata się boi mnie wsadzić na nowo na konia. Prawdopodobnie będę musiała pod przymusem pożegnać się z jazdą przynajmniej na pół roku. Nic mi się poważnego nie stało. Ryzyko jest takie samo, jak i przed upadkiem. Ja się nie boję, i nawet jutro bym mogła już jechać na jazdę. To nierealne i skończyłoby się awanturą. Kiedy to sobie przypominam, tracę cały humor...Radzę powiedzieć tacie, że przerwanie jazd po upadku to największy błąd jaki można zrobić. Wiem, bo sama taki popełniłam. Zaprzestanie jazdy konnej wzmogło u mnie strach i przez to nie jeździłam 4 lata. Kontakt z końmi nie bardzo mi wtedy pomagał, a tak naprawdę mogłam wsiąść w każdej chwili. Teraz nawet po upadku nie wyobrażam sobie nie jeździć. Wystarczy być upartym, jak osioł, a rodzice się w końcu ugną...:D

  • Reklama
  • KooniaraaxD 2010-08-10 09:28:38

    Pierwszy upadek jaki zaliczyłam to w galopie ;)Był to za razem jeden z moich najgorszych upadków ;/Gdy galopowałam to mój koń (kucyk:)) zrobił tzw.drifta na hali i gwałtownie się zatrzymał ;/Skutki: Cały obdarty nos i do tego obolałe nogi i ręce ;/

  • koniucha 2010-08-10 10:18:26

    Pierwszy raz spadłam rok temu. Błam na wakacjach. Jeździłam na najwyższej klaczy w stajni, która w kłusie skacze jak sprężynka. jechałam kłusem ćwiczebnym bez strzemion, na zakręcie, Aza (bo tak nazywał się ten koń) tak dziwnie podniosła wysoko nogę, ja nie utrzymałam równowagi, trzymałam się siodła i tak wisiałam, wkońcu nie miałam już siły i zjechałam na ziemię, wiem, ze spomiędzy końskich kopyt widziałam instruktorkę, która przestraszona biegnie do mnie i pyta się czy żyję XD Zaraz potem wsiadłam spowrotem i kłusowałam, ale już ze strzemionami :D NA tym koniu chyba już nigdy nie pojadę kłusa bez strzemion XD I już chyba takiej okazjimieć  nie będę, klacz została sprzedana :( Jak narazie był to mój pierwszy i jedyny upadek :D

  • becia 2010-08-10 15:14:51

    miks2009 nie miała sprawa. Zgadzam się z AgnesC. Przerwanie w tym momencie jazd jest najgorszym co możesz a raczej rodzice każą Ci cobyś zrobiła. Może kiedy będziesz z nimi rozmawiać to przedstaw im argumenty:1. Każdy musi spaść z konia (tak się mówi, żeby nie było). Prawdziwym jeźdźcem staje się po 7 upadku. Tak mi mówili i mówią ciągle. Nie znaczy to, że trzeba spadać. Jest to po prostu wpisane w te hobby/sport. Wyśmienici jezdzcy spadają z koni, to nie jest tak, że jak się wsiądzie na konia to będzie się bujać jak konik na biegunach.2. Jeździectwo jest, co tutaj ukrywać, ryzykownym zajęciem. Koń nawet przy przygotowywaniu do jazdy może się czegoś przestraszyć. Ale czy to tylko jeździectwo jest takie. Jak to mówią jak ma się coś stać to i w drewnianym kościele na głowę spadnie cegła. Nie trzeba wcale uprawiać ryzykownego sportu. Dobra to może nie są atuty, które by przekonały Twoich rodziców, ale taka jest prawda. Koń jest zwierzęciem płochliwym i to my musimy nauczyć się odczuwać ich intencję. Ale miłośnicy jazdy konnej potrafią się przemóc przez te niebezpieczeństwa. Kontakt z końmi jest nieoceniony. I jesteś na świeżym powietrzu i jesteś aktywna ruchowo i robisz to co lubisz. Przecież Ty to kochasz więc wydaje mi się, że tak łatwo nie odpuścisz rodzicom. Życzę powodzenia

  • becia 2010-08-10 15:20:33

    tala1992 a może po prostu mama Ci zazdrości, że tak dobrze jeździsz. A może tak się zakochałaś w jeździe, że wszystko inne może poczekać. Stałaś się prawdziwą miłośniczką koni nie tylko chcącą się pochwalić, że jeździsz konno dla szpanu, bo taka jest moda czy coś. Spotkałam się z takimi ludźmi, którzy w ogóle nie lubili nawet koni, a jeździli i mieli konie, bo wtedy zyskają w oczach innych. Więc brawa i ukłony dla prawdziwych miłośników.

  • paulinaizuzanna 2010-08-10 23:47:23

    ja pierwszy raz spadlam w wieku 7 lat,jezdzilam wtedy na lonzy na koniu o imieniu Bobo byl to smieszny upadek bo mojakolezanka siedziala na przeszkodzie i machala batem nagle przeszkoda spadta a boboodskoczyl gwaltownie a ja zlecialam plasko jak zaba glowa w piasek :))potem szybko wstalam i znow wsiadlam a moja instruktorka smiala sie, ze jestem pierwszym dzieckiem ktore spadlo u niej na jezdzie z lonzy.

  • redakcja 2010-08-11 14:16:48

    Becia; pewnie, że nie odpuszczę ;) Ale wiem, że muszę poczekać aż (o zgrozo tata, a nie ja) ochłonie po tym upadku. Czekam cierpliwie. Jeśli zmieni zdanie do przyszłych wakacji to pomyślę nad obozem ;)

  • konikoowa14 2010-08-11 16:40:52

    Pojechałam do stajni Ornowia . I wzięłam na kłus w teren Hektora (Zimnokrwisty, wyścigowy) . Najpierw na zakręcie mi zagalopował, ale było ok bo sie utrzymałam . Później mieliśmy stępem z górki, a on mi kłusem . Z kolei jak mieliśmy kłusem to on mi galopem (A ja nie umiem galopować jeszcze) . I nie dość że on sie prawie przewrócił to i ja prawie zleciałam . Później okazało sie że cała stajnia jest na parkourze to i nasza trójka z kłusa pojechała na ten parkour . I ja tam sobie stępowałam bo coś mi sie z kostką stało i mnie bolała . Gdzieś tak po godzinie pani Ewa mnie zawołała że już będziemy jechać do stajni, to ja tam zawracam Hektora w ich strone stępem a on nagle do kłusa i nie mogłam go spowrotem do stępa powrócić, a że wszyscy na koniach byli dość daleko ode mnie to on postanowił dogalopować . No i do galopu i ja sie tak przez chwile na nim `telepałam` aż w końcu zleciałam przez szyje pod jego kopyta, później tylko zobaczyłam jego ogromne kopyto nad moją twarzą i ciemność, ale po chwili wstałam . Tyle że później rodzice stwierdzili że pojedziemy do szpitala . No i musiałam zostać trzy dni, bo mi sie coś z kością nosową stało i takie tam, a na dodatek prawie nie mogłam chodzić, mówili że to mogło sie skończyć śmiercią i miałam farta że tak lekko mnie nadepnął . Chociaż wiem że to pewnie moja wina bo sie oddaliłam od innych . A że moja mama jest przewrażliwiona na punkcie że jak coś mi sie stanie to ona panikuje, a ja tak strasznie ryczałam i mówiłam że przecież konia to większa część mojego życia a Oni nadal mówili że nie będe jeździć aż w końcu ich namówiłam .  = )

  • Reklama
  • Martunia15 2010-08-11 21:01:49

    Ja pierwszy raz spadlam, jak miałam 7 lat. Miałam się uczyc jeżdzi kłusem na lonży, ale konikowi(nie pamiętam juz jak się nazywał) nie chciało biegac szybciej niz stępem. Więc instruktorka uderzyła go batem po nogach. Ruszył do galopu. Wtedy spadłam;) Uderzyłam się mocno w plecy więc nie wstałam. Instruktorka była niedoświadczona i nie zdążyła zatrzymac konia. Skończyło się na wielkim siniaku na brzuchu i miesiącu w szpitalu. :D Najgorsze było to, że przewrażliwieni rodzice pozwolili mi wsiąsc na konia ponownie, dopiero po 5 latach. Teraz jeżdzę już od 4 lat i zaliczyłam parę upadków, naszczęście niegrożnych:D ostatni wczoraj:P Mam opuchniętą lewą stopę i obite biodro:) ale idę w piątek na jazdę:D

  • Epoka 2010-08-11 21:23:54

    O kurcze nieźle - Martunia15 . Instruktorka nie potrafiła konia zatrzymać na lonży? Przecież to nawet ja potrafię ! Mam nadzieję, że teraz masz lepszych instruktorów ;)

  • Zelatynka544 2010-08-11 22:05:22

    Ja spadłam jakiś miesiąc temu. Ja uwielbiam jeździć w tereny no to raz tak stoimy przed stajnią i czekamy na wyjazd i były dwie instruktorki jedna jechała na stęp-kłus a ja oczywiście z tą drugą na galop i cwał po ściernisku. no to se jedziemy wszystko okej i wjechaliśmy na ściernisko ja uradowana że będzie cwał . No to jedziemy ja na Piastunie .Jedziemy galopem a nagle czuje że podskakuje i już leże na ziemi. Plecy mnie bolały niemiłosiernie ledwo oddychałam.Dopiero wtedy instruktorka mówi mi że bryknął mi w galopie. No to wsiadam i jedziemy kłusem i znowu mi bryknął a ja leże na ziemi no to znowu wsiadam i już wyjeżdzamy ja uradowana a potem mówią mi że będzie dalej galop ja o nieeeeee!!!!!I się zamieniłam z koleżanką na konie(hucuły)to ja Remond a ona Piastun. No to jesteśmy jakieś 10 min. drogi do stajni znowu galop i nagle Remond łeb w dół a ja lece przez głowe i tak jakby "przeszedł po mnie" on jeszce leci galopem do pozostałych konia a ja leże patrze na łokieć i mam slad kopyta i wielki siniak a głowa mnie tez bolała no znowu wsiadam i znowu na Paistuna potem kawałek galopu i spoko. Potem na przestepowanie do lasu gdzie są górki wieeeeelkie a ja sie pytam czy moge już do stajni a instrutorka nie nie możesz. No to wchodzimy i schodzimy a ja taka że sie trochę bałam to źle mi to szło. Potem jedziemy już do stajni a taka happy.Zsiadam, rosiodłałam mojego konia i do boksu. Potem żałowałam że nie pojechałam na stęp-kłus.

  • promise28 2010-08-13 20:41:25

    Ja pierwszy raz spadłam z konia w śmiesznych okolicznościach.Byłam w terenie, i podeszliśmy na górke na której była wycinka drzewa i było pełno pni.  Koń na którym jechałam (Laura) w STĘPIE :) wpadła przednimi nogami do jakiejś głębokiej dziury i chciała wyskoczyć i udało jej się wyciągnąć tylko jedną nogę a druga pozostawała w dole, a ja że nie miałam jej na kontakcie i zainteresowana byłam widokiem na jezioro zsunełam się z siodła na bok. A upadek był na tyle niebezpieczny że biodrem lekko walnełam o jakiś kamyk i sobie obdarłam a moja głowa i kark były jakieś 2 cm od pnia.  Gdybym upadła kawałeczek dalej to bym chyba teraz tego nie pisała. . .A na konia od razu wsiadłam i na loozie potem galopowałam. Tylko coś się we mnie na kolejnej jeździe zablokowało i  się bałam. Ale jakoś się przełamałam i jest ok.POzdrawiam:]

  • ZorKa 2010-08-19 13:45:34

    Ja nie pamiętam swojego pierwszego upadku, wiem że byłam bardzo mała miałam chyba z 5 lub 6 lat i było to na moim pierwszym, kasztanowatym koniu, co gdzie i jak niestety nie pamiętam ; pp

  • ZorKa 2010-08-19 13:45:34

    Ja nie pamiętam swojego pierwszego upadku, wiem że byłam bardzo mała miałam chyba z 5 lub 6 lat i było to na moim pierwszym, kasztanowatym koniu, co gdzie i jak niestety nie pamiętam ; pp

  • konik17 2010-08-19 14:37:06

    Ja pamietam moj pierwszy upadek. i pamietam ze kiedy juz wiedzialam ze bede spadac i ze kon mi sie sploszyl wtedy wszystko mi sie rozmazywalo i krecilo w glowie . nie wiedzilaam wogole co sie gdzieje . i kiedy spadlam zobaczylam ze leze w konskim lajnie :)

  • laura65 2010-08-19 18:56:00

    mój pierwszy upadek był jak nie umiałam jeszcze nawet kłusować i bałam się jechać stępem :P koń mi się spłoszył i zagalopował i wpadłam w błoto :D mój drugi upadek to był na trochę narowistym koniu i gdy go popędziłam do galopu on mi tak mocno skręcił na co przygotowana nie byłam i spadłam :D w ten sam dzień ja i moja przyjaciółka spadłyśmy na tej samej jeździe. po upadku bardzo bolała mnie głowa, ale przeżyłam :)

  • nostalgiaa 2010-09-05 14:23:36

    mój pierwszy upadek był zimą tego roku na obozie. drugiego dnia, gdy pojechaliśmy w teren ruszyliśmy drogą. przejechał koło nas traktor i konie się spłoszyły i zbiegły z szosy. na poboczach były wysokie zaspy śniegu, a konie rozbiegły się właśnie w nie. jechałam na Magu i konik zaczął się potykać a ja straciłam równowagę i spadłam. na szczęście miałam miękkie lądowanie xd. od razu podniosłam się i wsiadłam na konika.w drodze powrotnej wyprzedził nas samochód z plandeką. jechał szybko. ja jechałam druga za instruktorką, która jechała na klaczy która boi się głośnych samochodów i przy okazji była w ciąży. Retoryka poniosła Magdę, a Mag skoczył mi w bok. wtedy nie wiedziałam już co się dzieje. gdy spadłam zobaczyłam biel śniegu i kopyta Maga koło swojej głowy. ale na szczęście nic mi się nie stało konik po prostu skakał w śniegu żeby tylko się wydostać. gdy wstałam zobaczyłam, ze Mag czeka na mnie na drodze. xdbardzo się cieszę, że Mag nie poniósł mnie za Retoryką tylko zbiegł w zaspy, bo nie wiem czy bym to wytrzymała.do domku, w którym mieszkaliśmy na obozie wróciłam cała mokra, ale za to ze wspaniałymi wspomnieniami. następnego dnia byłam przeziębiona, ale i tak wsiadłam na konia. :)tego dnia kiedy spadłam były moje urodziny, które zapamiętam do końca życia. cieszę się, że to z Maga spadłam, bo to jego kocham najbardziej i z nim mam zawsze najwięcej przygód. :):)

  • werka wiki 2011-07-28 18:01:32

    Do tej pory spadłam tylko jeden raz.jechałam druga. Nagle czwarty koń zagalopował. Wyprzedził inne konie, które poszły w ślad za nim. Zsunęłam się na bok i wylądowałam na ziemi. Moja siostra, która jechała na Karze (czwartym i ostatnim koniu) też zaliczyła glebe. Zrobiłyśmy sobie krótką przerwę i dalej pojechałyśmy.

  • zuzineks 2011-07-29 14:33:17

    w listopadzie spadłąm z borduma w galopie. Kopnął mnie w kość policzkową i zmiażdżył kość paliczkową lewego małego palca. Niejeżdziłam przez cztery tygodnie bo nie mogłam i od listopada boję sie galopować :)

  • dora1121 2011-07-29 18:31:48

    ja swój 1 upadek pamiętam do dziś z resztą na moim obecnym koniu jeździłyśmy z koleżanką (właścicielką konia) ja ledwo kłusem i ona mnie namówiła do galopu w półsiadzie zagalopowałam 2 foule i gleba a spadłam kością ogonową na kamień nie mogłam siedzieć na zadku przez kolejny tydzień a konica stanęła i na mnie patrzyła z niedowieżaniem że już nie siedzę na jej grzbiecie :) kobyłka miała wtedy 3 lata i była dopiero 2 m-ce po zajeżdżaniu po roku kupiłam ją i jesteśmy nierozłączne aż do dziś często  mnie zadziwia, bo jak mam spaść to ona stara się mnie ratować wczoraj na treningu wisiałam jej na szyi 3x może mi się uda wstawić zdjęciehttp://jezdziectwomojehobby.blogspot.com/

  • Rokatynka 2011-07-29 22:37:28

    Ja spadłam ...hmmm... cztery razy . Mój pierwszy upadek wyglądał na początku komicznie ,następnie drastycznie ,a na koniec boleśnie . Jechałam wtedy na strrrrasznie wrednej i leniwej klaczy . Za żadne skarby świata nie mogłam nią zakłusować ,a bałam się jej dać bata na zad ,bo potrafi ona oddać o stokroć razy mocniej . Nikt nie mogł jej pogonić ,ani ja ,ani trenerka . W końcu trenerka poszła po bata do lonżowania i strzeliła nim z dwa razy w powietrzu . Kobyła ruszyła z miejsca pełnym galopem zrobiła chyba z dwa baranki w powietrzu i to wcale nie takie liche. Galopowałam bokiem ,wjechałam na środek ujeżdżalni ,krzyczałam jak opętana ,bo strasznie się bałam  . i na środku spadłam . Bolały mnie całe plecy i biodro. Przez pierwsze chwile nie mogłam złapać oddechu ,ani się podnieść. Zaraz po upadku jak trochę odetchnęłam i się ogarnęłam (wtedy trenerka jeździła na tej kobyle) wsiadłam znowu ,by nie mieć jakiegoś takiego złego wspomnienia . Od tego czasu zaliczyłam wiele pokazowych gleb ,niebezpiecznych ,ale tego już nie będę Wam opisywać .Dzięki tym upadkom coraz lepiej utrzymuję sie w siodle podczas brykania i innych tego typu buntów

  • M-koniara-29 2011-07-31 15:00:53

    Ja jeszcze nie spadłam z konia, ale kilka razy miałam okazję... Np. jak wyciągałam nogi w stępie i walnęłam stopą o ogrodzenie xD Prawie się ześlizgnęłam z siodła :)

  • superhorsepl 2011-07-31 21:47:45

    eeeeeeeeee taaaaaaaam.upadek jak upadek, pierwszy ale nie ostatni. Pamiętam pierwszy upadek, ale nie pamiętam biesiady która była po tym upadku i to mnie najbardziej boli. A upadków już sporo przeżyłem i powiem szczerze że każdy ma swój jakiś urok :).Kolega mi kiedyś mówił że umie się bardzo dobrze jeździć konno i można się zwać mianem jeźdźcem jak się spadnie z konia 176 razy. Nie wiem skąd ta liczba, on też nie wie, ale skądś się zapewne wzięła i tak po prostu jest :D. Oczywiście zapewne to się wiąże z jakimś żartem czy coś, ale jego również nie znamy. Może ktoś wie skąd to się wzięło ? W każdym bądź razie opowiem na tym forum o swoim 176 upadku, ale z racji że jeszcze dużo mi pozostało do tego upadku, to zapewne troszkę potrwa, mam nadzieję że dożyję do tegoż upadku :D. Jak na razie łącznie z konia spadłem 43 razy, pamiętam wszystkie upadki. Jak na razie jeszcze udaje mi się skutecznie je zliczać :D. Oczywiście mówię o takich upadkach rzeczywistych. Bo jakiegoś motywu że się zsunąłem i źle stanąłem się przewracając, albo takiego śmiesznego motywu że przeskoczyłem konia, to nie liczę, bo to był żal a nie upadek:D.Ale w sumie skoro o upadkach mowa to może opowiem o tym motywie :D. Kiedyś dawno temu za górami, za lasami mam jechać na koniku wielkim jak stodoła. Było to w Januszewie u Andrzeja Orłosia, o którym na łamach tego forum już wcześniej wspominałem. No a było to tak. Wtedy jeszcze nie wiedziałem że palcata lepiej nie używać, więc go używałem, jak każdy klasyczny jeździec. No i wsiadam na konia elegancko, no ale strzemiona okazały się być bardzo długie. Więc wziąłem palcat pod pachę, bo nie miał on sznurka by założyć na nadgarstek. No i reguluję sobie strzemiona. Jednak dziurek mi zabrakło, no to nawijam te strzemiona, nawijam, nawijam, w końcu się udało. Reguluję drugie, też się udało. Już mam wszytko ładnie przyszykowane do jazdy, nagle patrzę ... "kurcze, a palcat mi spadł i leży sobie na ziemi pod koniem ;/". No skoro wszyscy byli na koniach to nie będę prosił by ktoś z konia zsiadł aby mi palcat podać, trenera o coś takiego prosić nie wypada, no to trza sobie poradzić. Zsiadam z tego konia podnoszę palcat, ale strzemię mam prawie pod szyję, jak tam nogą sięgnąć? ;/ No cóż uznałem że nie będę od nowa regulował strzemion, więc poradzę bez tego. Palcat w zęby, podskoczyłem z całej siły, włożyłem nogę w strzemię, no i tak się na nim oparłem, że się od razu odbiłem i spadłem z drugiej strony :D, a trener do mnie: "A Ty co tam ćwiczysz ? Kaskaderem chcesz zostać ?" ja beka no i odpowiedziałem mu "nie tylko że palcat mi spadł" ale się okazało że on jednak całe zajście widział i wszystkim rozpowiedział że przeskoczyłem konia :D. Oczywiście każdy beka mimo że nie widział jak to było, i na nic te tłumaczenia były. Ale zawsze można było się pośmiać :D.Tylko szkoda, że wszyscy to uznali za upadek (ja się zastanawiałem, jak mogłem spaść z konia skoro na niego nawet nie usiadłem ;/), no ale im się nie wytłumaczyło i pół litra trzeba było postawić i wypić zdrowie konia :D. 

  • Wikusioweziowata 2011-07-31 23:11:39

    superhorsepl - Szacun. Przeskoczenie konia ... ;)a ja spadłam pierwszy raz proszę was, z siwej klaczy, Sary (niegdyś Sarenki, ale jej się przytyło xd) jadę sobie kłusem, (pierwsze zakłusowania) i kobyłka idzie jakby chciała a nie mogła. No to dałam łydę, łydę , łydę. ona nic. no to dałam łydę i klepnęłam dla efektu palcatem. Tylko nie wiedziałam że ona na palcat reaguje barankiem bezwarunkowym. W kłusie strzeliła baranka, a ja niedoświadczona nowicjuszka, spadłam prosto na twarz. Wstałam, wyplułam piach i wsiadłam na nią ponownie. Mam jeszcze takie zdjęcie po pierwszym upadku, uśmiechnięta z piachem między zębami, na Sarze. Mam je oprawione w ramkę na biurku, żeby nie zapominać że każdy kiedyś zaczynał i mieć tę cierpliwość do znajomych którzy dopiero zaczynają przygodę z końmi ;)

  • superhorsepl 2011-08-01 01:26:14

    A ja nie mam żadnego zdjęcia z upadku z konia :(. Chyba sobie jakąś kamerę zamontuję na koniu między uszami :D. Kurcze ale mój przyszłościowy koń będzie zabudowany. Bo już zaczynam się zastanawiać jak tam między uszami odtwarzacz DVD zamontować :), w sumie to tak akurat by dobrze się oglądało :). W sumie może laptopa bym zamontował i kamerka i odtwarzacz w jednym :). A co do mojego przeskoczenia konia, to sam jestem dumny z siebie :). Pamiętam jak na lekcjach w-fu miałem problem żeby przez kozła skoczyć nie wspomnę już o skrzyniach a tutaj przeskoczyć konia co ma ponad 180 cm w kłębie. :)Wychodzi na to że dobrze bym wzwyż skakał :D. Chyba dziedzinę sportu powinienem zmienić i się przenieść na lekkoatletykę :D.

  • kasiulek9004 2011-08-01 11:30:38

    Ja pierwszy raz spadłam z Araba na jeździe w Stajni Mateo bo niedoświadczony trener dał mitego konia a Araby nie powinno się dawać moim zdaniem osobą ,które jeszcze nie umieją galopować. Po upadku bolała mnie trochę nogę. Dziewczyna sprawdzała czy dobrze widzę i czy nic mi nie jest. Potem od razu wsiadłam na konia z powrotem. Po miesiącu udałam się na obóz konny ,który skończył się w dwa tyg temu :(. Tam nauczyłam się galopować :D ale spadąłm dwa razy w galopie w terenie ;/ z mojej winy raz podczas galopu z górki nei zrobiłam półsiadu i mnie wybiło a drugi raz wypadły mi strzemiona i nie trzymałam łydek eh. Za pierwszym razem potwornie bolała mnie prawa część pleców i szczerze mówiąc plecy przy większym wysiłku do tej pory dają mi siwe znaki - wtedy ,aż ciężko było mi przez chwile oddychać. Drugi raz spadłam głową o kamień i dziewczyny mówiły ,że przez chwile byłam nei przytomna bo po minucie wstałam i wsiadłam na konia ale wodze trzymałam jedną ręką reszte drogi do stajni bo mnie druga bolała. I okazało się ,że mam skręconą szyje i cośz chrzątką w ręcę i przez tydzień wyglądałam tak jak na zdjęciu. Na szczęście upadek był dwa dni przed zakończeniem2tyg. obozu więc dużo nie ominęlam ....ale zawody i chrzest tak ;/

  • Wikusioweziowata 2011-08-01 11:59:50

    Superhorsepl:Haahha. Koń high-tech. To mogłoby ciekawie wyglądać .... Ja mam tylko z racji tego, że mama zawsze na jazdach siedziała i zdjęcia robiła, bo do stajni miałam 20km, więc nie opłacało jej się wrócić do domu, żebym zaraz do niej zadzwoniła że ma wracać bo ja już skończyłam jazdę. I filmiki kręciła, z których teraz się śmieję do rozpuku. Mój dosiad, szkoda gadać. No ale, z tych filmików zobaczyłam co źle robię i na kolejnych jazdach starałam się to poprawić.  Z zdjęciami było już trudniej. Ale to zdjęcie poupadkowe jest moim ulubionym  zdjęciem z końskich fotek :D

  • majka505 2011-08-01 13:23:41

    O ile pamiętam to coś mnie strasznie uwierało w siodle. Kłusowałam bez strzemion i zakręciłam trochę za blisko przeszkody. Klacz nie chciała o nią zahaczyć, więc odskoczyła zadem, a ja zmieniając miejsce nogi trochę do tyłu żeby nic mnie nie uwierało właściwie się zsunęłam. XD Później miałam tylko obity tyłek i obolałą rękę. :)

  • superhorsepl 2011-08-01 14:07:12

    hehe ;d Wikusioweziowata (boże dlaczego taki trudny i długi ten nick ? :P).Wiesz ja nawet się zastanawiałem nad tuningiem bryczki :D. Chciałem do bryczki wstawić tubę (ale samemu bym ją zrobił), takie mega basy, no i żeby pod mp4 ją podłączyć, już nawet się zastanawiałem jak podłączyć do akumulatora i czy by prostownik wstawić czy jakoś inaczej to rozwiązać :).Kto wie może kiedyś zrobię sobie bryczkę z niskim zawieszeniem, z tubą, na alufelgach i jeszcze do tego z halogenami i neonami pod spodem :D.Wiesz grunt to pomysłowość :).

  • superhorsepl 2011-08-01 14:08:00

    aha a koniowi na uszach zamontuję nadajnik wi-fi :D.

  • Wikusioweziowata 2011-08-01 17:17:43

    superhorsepl - jak chcesz pisz Wikusiowata, krócej jest. A Wikusioweziowata - Bo Wiking i Wezio. Ciesz się że nie jest WikingowoWezuwiuszowata hahha ;) Też chcę taką bryczkę!!! Haha i jeszcze powinieneś ją na jakiś fajny kolor pomalować do tego. Już widzę miny tych wszystkich "słitaśnych Qniarek" których się pełno panoszy, jak przejeżdżasz taką "Bryką". O, a ja bym sobie do tego kupiła zielony dres (Zieleń to taki kolor pasujący jak nic do Wikinga. Ze względu na to że są we dwóch, on ma wszystko zielone, a Weziek czarne. Wezio jest dosyć słaby i zdarza mu się choroby łapać. A żeby nie było potem że dwóch trzeba leczyć... ) z kilkoma paskami. hahah albo uprząż w  białe paski. to by śmiesznie wyglądało. Dresiarski wóz.  ;) I potem na wyścigi nocne ! Koniecznie! hah ;)

  • kara190597 2011-08-03 13:18:35

    Mój pierwszy upadek wyglądał tak:(chyba druga lekcja galopu)Jadę ,jadę galopem po ujeżdżalni a wredna Wercia zamachnęła głową w prawo a potem w dół. Ja miałam trochę za długie strzemiona i wyleciała mi noga... a potem wszystko działo się w zwolnionym tempie,przełożyłam nogę przez konia(bo nie złapałam utraconego strzemienia) i spadłam sobie na nogi i jakoś potem siedziałam na ziemi .Na szczęście Wera się zatrzymała a ja szybko na nią wsiadłam z powrotem i było po sprawie  :))

  • redakcja 2011-08-03 13:33:08

    hm w sumie zaliczyłam go niedawno,bo jakoś pod koniec czerwca,ale nie wiem jakie mam wrażenia  !spadłam bez kamizelki na żebra-bolało ze 3 dni,ale potem samo przestało no i jeszcze głową walnęłam w ziemię,ale miałam kaskotoczek więc nic się nie stało.z początku myślałam,że się rozpadnie na kawałki,ale jednak nie . !:D

  • redakcja 2011-08-09 16:46:06

    Ja gdy poraz 1 spadłam z konia , miałam 9 lat , i jeszcze nie umiałam dobrze jeździć .Spadłam chyba w listopadzie . Henna , stara poczciwa klacz na zasłużonej emeryturze Potknęła się ( było w tedy niezłe błoto ) , mi wypadło prawe strzemię , później lewe a że jeszcze nie umiałam dobrze się trzymać w siodle , niemal natychmiast wyleciałam z siodła .Miałam nieźle obity kręgosłup i nie mogłam się podnieść , a Henna nagle się zatrzymała ,wraca się do mnie , pochyla się na de mną i gapi co jej z grzbietu spadło XD .Ja przez ok. tydzień ( do następnej jazdy ) nie mogłam się schylać ani nic podnosić , bo mnie rwało w okolicach krzyża . Ale na pogotowiu na szczęście nie wylądowałam .

  • TheKarolinka 2011-08-09 22:55:39

    Haha. Ja jak narazie spadlam tylko 3 razy (jezdze od maja). Te dwa pierwsze to spadlam na kolana "z dala" od konia wiec nie bylo jakis szczegulnych wrazen. Ale trzeci raz byl super szunelam sie z konia i pierwsze co zobaczylam po upadku to sliczny pyszczek ktory myzia mnie po twarzy.xD



Reklama
Reklama