Nie wiem jak to możliwe, ale moja koleżanka ze szkoły powiedziała mi kiedyś, że instruktor miał zajęcia z początkującym jeźdźcem. Dziewczynka spadła z konia i się przestraszyła tak, że krzyknęła. Dawno mnie to męczyło i nie mogłam znaleźć odpowiedniej odpowiedzi. Instruktorka uderzyła w dłonie dziewczynkę twierdząc, że źle robi, że krzyczy. To za takie coś się chłosta kogoś po rękach?! Proszę o konkretne odpowiedzi...No jak można coś takiego zrobić?!Tak ma wyglądać nauka jazdy konnej? Jak tak to ja dziękuję za taką naukę!
konie mają bardzo wrażliwy słuch i może oto jej chodziło ... ale nie rozumiem instruktorka napewno czegoś takiego nie zrobiła pewnie twoja koleżanka to zmyśliła a raczej nie pewnie tylko napewno ...
Przede wszystkim Nie bije się dzieci! Absolutnie instruktorka nie powinna tak zrobić! Bicie po łapach to jakieś przed potowe metody wychowawcze. Myślę że jeżeli dziewczynka by opowiedziała o tym rodzicom to by się rozmówili z instruktorką i więcej do niej na jazdę nie poszli. Jakaś chora sytuacja
Z pewnością nie chodzi o wrażliwy słuch konia, ale o jego wrażliwość na nagłe bodźce dźwiękowe wynikającą z natury zwierzęcia stepowego. Takiego nagłego krzyku koń może się zwyczajnie przestraszyć. Dochodzi też kwestia hierarhii stadnej. Człowiek jest drapieżnikiem i jest postawiony wyżej w naturalnym pożądku niż koń. Większość koni, w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak, jest świadoma tej wyższości. W sytuacji paniki jeźdźca w głowie konia pojawia się myśl : "ten na górze jest silniejszy i może mnie zjeść na śniadanie, skoro on się boi to mnie już dawno powinno tu nie być...", po czy zaczyna uciekać, próbując się pozbyć jeźdźca by to sobie ułatwić.Ja jestem zdania, że prawda jest zawsze po środku i nie zakładam, że instruktorka za takie zachowanie uderzyła jeźdźca, być może szarpnęła, lub klepnęła bardziej w geście pokazującym złe zachowanie niż mającym wywołać ból. Może faktycznie uderzyła, może nie zrobiłą nic z tych rzeczy... kto to wie? Jeżeli jednak..., to takie zachowanie instruktora i każdej innej osoby opiekującej się dzieckiem, czy to w szkole, czy na treningu, jest zabronione przez prawo i może podlegać karze więzienia. Jeżeli rodzice poszkodowanej uparliby się to z zapewne by takową karę wymusili, albo przynajmniej pozbawiliby ową panią prawa do wykonywania zawodu.Ja, kiedy uczczyłam się jeździć zostałam pozbawiona odruchu krzyczenia w nieco inny sposób. Po wcześniejszym upominaniu w końcu karą było zejście z konia i bieganie z nim do końca jazdy. Efekt poprawy bardzo szybki :)Pozdrawiam.
Mi się wydaje, że jak już Shango zauważył/a konie są wrażliwe na bodźce dźwiękowe, tzn. jeśli słyszą wycie kojotów itp. w pobliżu stada zrywają się do ucieczki więc inne konie na treningu mogły by się spłoszyć i zrobić krzywdę jeźdzcą (była to zapewne początkująca grupa, bo doświadczony jeździec powinien potrafić zapanować nad własnym głosem/emocjami w towarzystwie koni)
Nieważne o co chodziło, dziewczynka mogła zacząć krzyczeć w niebogołosy nawet instruktor i tak nie miał prawa jej uderzyć!! I tu nie ma co dyskutować. Chyba że było to bardziej przyjacielskie klepnięcie, ale to już zależy czy Gaba nam troche przekręciła czy nie
To jest możliwe ale nie do końca ...... Kiedyś jeździłam u pai Eweliny . Tosia ( jej są konie a nie pani Eweliny instruktorki bo ona tylko tam uczy ) z swoją koleżanką (P.S NIENAWIDZE TOSI !) bawiły się kto mocniej konia walnie palcatem ! Gupie ! I pani Ewelina zagroźiła że jak nie przestaną to tym palcatem dostaną ( Ona się po prostu o nie bała i je nastraszyła ) Kiedy pani E. Pojechała do domu Tosia powiedziała rodzicom że P.E skarciła je palcatem ! No ale to nie była prawda i Tosia musiała Panią Ewelinę Przeprosić. Konie mają B. wyostrzony słuch i na pewno koń się spłoszył. Tej twojej koleżance się coś w głowie poprzewracało ( pewnie szok ! ) i Ci tylko tak nagadała by Cię wystraszyć a o powody się mnie nie pytaj. ^^^ Mam nadzieje że pomogłam ; D
Taaaak....bo biedne dzieci są ze szkła i jak dostaną np w tyłek, to się zbiją... Tyle się teraz słyszy o tym bezstresowym wychowywaniu dzieci...a wszyscy wiedzą,jak to wychodzi potem...bachory są rozwydrzone, wrzaskliwe i nie mają szacunku ani do osób starszych ani do nikogo...A niby skąd filmiki, jak to banda uczniów nakłada nauczycielowi kosz na śmieci na głowę?To właśnie to całe bezstresowe wychowywanie. Są dzieciaki,które niczego nie potrafią zrozumieć,a takie trącenie ich szybko pomaga. Kiedyś przychodziła do mnie dziewczynka(miała chyba 14lat,więc to już wiek,kiedy się rozumie różne rzeczy),żeby popatrzeć na koniki i trochę posiedzieć w siodle.Zanim pozwoliłam się zbliżyć do konia wytłumaczyłam,jakich zachowań ma unikać,jak podchodzić do konia,gdzie może przy nich stawać... itp itd- nie było tego aż tak dużo,żeby miała problem z zapamiętaniem tych kilku podstawowych rad.Główny nacisk kładłam na odpowiednie podejście do konia,nie stawanie za nim i nie wydawanie niepotrzebnych dźwięków i unikanie nagłych szybkich ruchów.Cały czas te ostatnie rady powtarzałam... i co?Jak tylko się po coś odwróciłam,to tępe "zwierzę" stanęło przy zadzie konia i zaczęło krzyczeć i machać do koleżanki po drugiej stronie podwórka...ręce mi opadły i tylko dziękowałam mojej klaczy,że jest taka cierpliwa i nic nie zrobiła.A durnego dzieciaka miałam ochotę nie tylko klepnąć,ale wręcz potrząsnąć nim i walnąć w durny łeb albo porządnie przetrzepać skórę...to i tak lżejsza kara niż kopniak od konia,który może mieć gorsze konsekwencje niż pieczenie po porządnym klapsie.Dzieciaka wygoniłam i zabroniłam przychodzić do koni. U znajomej, kiedy chciała ukarać syna za pyskowanie do niej klapsem,chłopak powiedział,że niech nawet nie próbuje go uderzyć,bo on powie o tym w szkole i wsadzą ją do wiezienia... Podsumowując- jestem za tym,żeby do szkół wróciła linijka, którą dostawały po łapach dzieciaki za swoje przewinienia.A córkę,którą niedługo urodzę,będę lała w tyłek,aż będzie furczało,jeżeli na to zasłuży! Nawet,jeżeli pani instruktor rzeczywiście klepnęła dziewczynkę po ręku,to na pewno nie było to nic mocnego,a miało po prostu zwrócić uwagę dzieciaka na jej słowa,które zapewne instruktorka powtarzała i próbowała wbić do głowy któryś raz z kolei. Wrzask dzieciaka mógł przestraszyć konia (wypowiedzi powyżej już to przeanalizowały),a to mogło doprowadzić do nieszczęścia.Jeżeli jeździec nie chce bądź nie umie przyswoić sobie podstawowych zachowań z tymi zwierzętami,to lepiej,żeby zrezygnował z jazd i przebywania z nimi,aby móc dalej żyć z całym kręgosłupem i niepołamanymi innymi częściami ciała.
Karina83, to ja współczuję Twojemu dziecku i mam nadzieję, że szybko poradzi sobie z syndromem DDD, który między innymi w taki sposób można zabić. Jednak uleczalne do końca to nie jest. Jak dla mnie dzieci powinno się wychowywać, a nie tresować. Jeśli ktoś bije własne dziecko to zazwyczaj odreagowuje swoje stresy, sam był bity przez rodziców i podświadomie powiela ten wzorzec, albo jest po zwykły objaw niemocy. Radzę iść do terapeuty. On pomoże. W Polsce nikt nie może poddany torturom ani okrutnemu traktowaniu, nieludzkiemu traktowaniu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych. I to nawet w przypadku, gdy ktoś kogoś zamorduje to za niesłuchanie rodziców będzie kara cielesna? Co z nietykalnością osobistą, którą zapewnia się każdemu? Dziecko to nie człowiek? To tak już pomijając kwestie pedagogiczno-psychologiczne.
Ta instruktorka jest naprawdę świrnięta i ani ja, ani moja koleżanka nie zmyślałyśmy. W każdym bądź razie dziękuję za wszystkie dotychczasowe odpowiedzi;-)
Apropo twojej wypowiedzi. Zgadzam się z tobą, ale nie oto mi chodziło. Najpierw koń zrzucił dziewczynkę, a potem się przestraszyła i krzyknęła. Ale dzięki za odpowiedź;-) Z pewnością nie chodzi o wrażliwy słuch konia, ale o jego wrażliwość na nagłe bodźce dźwiękowe wynikającą z natury zwierzęcia stepowego. Takiego nagłego krzyku koń może się zwyczajnie przestraszyć. Dochodzi też kwestia hierarhii stadnej. Człowiek jest drapieżnikiem i jest postawiony wyżej w naturalnym pożądku niż koń. Większość koni, w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak, jest świadoma tej wyższości. W sytuacji paniki jeźdźca w głowie konia pojawia się myśl : "ten na górze jest silniejszy i może mnie zjeść na śniadanie, skoro on się boi to mnie już dawno powinno tu nie być...", po czy zaczyna uciekać, próbując się pozbyć jeźdźca by to sobie ułatwić.Ja jestem zdania, że prawda jest zawsze po środku i nie zakładam, że instruktorka za takie zachowanie uderzyła jeźdźca, być może szarpnęła, lub klepnęła bardziej w geście pokazującym złe zachowanie niż mającym wywołać ból. Może faktycznie uderzyła, może nie zrobiłą nic z tych rzeczy... kto to wie? Jeżeli jednak..., to takie zachowanie instruktora i każdej innej osoby opiekującej się dzieckiem, czy to w szkole, czy na treningu, jest zabronione przez prawo i może podlegać karze więzienia. Jeżeli rodzice poszkodowanej uparliby się to z zapewne by takową karę wymusili, albo przynajmniej pozbawiliby ową panią prawa do wykonywania zawodu.Ja, kiedy uczczyłam się jeździć zostałam pozbawiona odruchu krzyczenia w nieco inny sposób. Po wcześniejszym upominaniu w końcu karą było zejście z konia i bieganie z nim do końca jazdy. Efekt poprawy bardzo szybki :)Pozdrawiam.
Jeśli metody tej instruktorki wam nie odpowiadają, to u niej nie jeździjcie.Jeśli robi coś, co może komuś zaszkodzić, to komuś zgłoście - jakiemuś dorosłemu, któremu ufacie.Ale zakładanie na forum wątku "koleżanka powiedziała, że jedna pani dała komuś po łapach, napiszcie, że jesteście tak samo oburzeni jak ja, och to potworne, ona jest świrnięta" jest bezsensowne. Jaki to ma mieć cel?
Hippika- no proszę,proszę, pani psycholog się znalazła...Widzę,że odniosłaś się do mojej wypowiedzi na temat klapsów (bo to chodzi o klapsy,a nie prawdziwe BICIE, czy torturowanie,które tak bardzo sobie do gustu przyłożyłaś,aby Twoja wypowiedź nabrała sensu w kontekście znęcania się nad innymi). Ale nie widzę Twojego psychologicznego wytłumaczenia dla rozwydrzonych dzieciaków w szkołach,którzy znęcają się nad nauczycielami,czy też takimi,które biją swoich rodziców,żeby coś dostać...Co?Zabrakło Ci polotu twórczego? Skoro uczepiłaś się torturowania i poniżającego traktowania,to trzeba było uchwycić i ten wątek. Zanim wyślesz kogoś do terapeuty i zabawisz się w psychologa,odnieś się do wszystkiego i postaraj się zrozumieć sens wypowiedzi ,np poprzez zadanie dodatkowych pytań (jeżeli jest coś dla Ciebie niejasne).
Nie ma sensu rozdrabniać się nad tym czy instruktorka postąpiła dobrze czy też źle. Jeśli rodzice dziewczynki nie interweniują, to znaczy że my tutaj tym bardziej nie powinniśmy się w to bawić. Nie wiemy jakie są układy pomiędzy instruktorką a rodzicami. Może oni o wszystkim wiedzą i sami polecili "uderzać dziewczynke w dłonie" żeby ją ogarnąć?Nie ma w tym temacie tutaj przy czym pomagać. W takiej sytuacji należy udać się prosto do instruktorki i powiedzieć jej że nie podobają wam się jej metody i źle postępuje. Jeśli to ją ruszy, to dobrze...Jak nie to trudno. Jest dorosła i raczej zna konsekwencje swoich czynów. Powinna też wiedzieć na co może sobie pozwolić.Jak najbardziej zgadzam się tutaj z Kariną jeśli chodzi o ten lekki offtop w temacie wychowywania.Jeśli klapsy czy potrząsanie mają być torturami, to może lepiej niech mnie zamkną zanim bede miała dzieci, bo bedą biedne.Sorki ale codziennie widzę wiele "ofiar" bezstresowego wychowania. Chodzą, ryczą, wrzeszczą po rodzicach i pyskują starszym. Za moich czasów w szkole nie było takich sytuacji jakie spotyka się dzisiaj. Dwóch synków sie biło, to wkraczał nauczyciel, łapał ich za uszy i zaraz był spokój. Teraz to sie dodatkowo nauczycielowi oberwie...No, ale to takie mocne zejście z tematu...
Owszem mogła to zmyślić,nie wiem. W każdym bądź razie nie zrezygnowałam i nie zrezygnuję z jazdy konnej! Absolutnie to nie wchodzi w grę!!! Oczywiście zrezygnowałam z tej stajni i ta stajnia to przeszłość! Dzięki za wszystkie dotychczasowe odpowiedzi!
A córkę,którą niedługo urodzę,będę lała w tyłek,aż będzie furczało,jeżeli na to zasłuży! W ostatniej wypowiedzi napisałaś o klaspsach a tu, że będziesz lała aż będzie furczało. Twoje wypowiedzi stają się coraz bardziej nielogiczne! A z drugiej strony nauczyciele są jak głupi jeźdzcy wszędzie szukają błędu tylko nie w sobie. Dzieci mojej koleżanki często opowiadają, że da się wyczuć słabość nauczyciela i na tym kożystać. Więc drodzy nauczyciele zróbcie coś z sobą
A ja popieram tu wypowiedź Hippiki. Trudno odebrać wyrażenie "lać w tyłek, aż będzie furczało" jako zwykły klaps. Niestety nie byłabym przeciwna karom cielesnym w szkole. Bo chyba nie ma innego sposobu, żeby skłonić dzieciaki do nauki. I żeby nie traktowały nauczycieli z wyższością, bo większość z nich to nastolatki bezczelne, ale z pustymi głowami. Uważam jednak, że poglądy Kariny83 są zbyt rygorystyczne. Nie można wrzucać całej dzisiejszej młodzieży do jednego worka. Niektórzy to całkiem przyzwoici ludzie. Chciałam się jeszcze odnieść do tego cytatu: " A niby skąd filmiki, jak to banda uczniów nakłada nauczycielowi kosz na śmieci na głowę?To właśnie to całe bezstresowe wychowywanie. ". Akurat tak się składa, że mieszkam w miejscowości, gdzie taki incydent miał miejsce i od czasu do czasu przebywam w tamtych okolicach. Okropna dzielnica. Stare śmierdzące kamiennice, wąskie ulice, chodniki pokryte psimi odchodami i niedopałkami papierosów, pijacy na podwórkach... Gdy ktoś kogoś nie lubi trzeba liczyć się z tym, że wyskoczy nagle z ciemnej klatki schodowej lub osikanej bramy i przywali w zęby, niektórzy mieszkają z patologicznymi rodzicami. To się nazywa bezstresowe wychowanie?
" bachory są rozwydrzone, wrzaskliwe i nie mają szacunku ani do osób starszych " Obawiam się, że może się tak stać właśnie wtedy gdy rodzice będą stosować przemoc wobec dzieci. Sama miałam kiedyś w podstawówce taki przypadek: był chłopak, który dostawał od rodziców siniaki i miał charakter jak... Szarpał się z nauczycielami, bił się z rówieśnikami. Jeśli chodzi o naukę to w ogóle nawet spał na lekcjach. Może przypadek, który napisałaś wynikłby też z rozpieszczania "bachorów", a za tym też nie stoję. Jestem za tym, aby dziecko ponosiło konsekwencje za swoje złe czyny, ale nie w sposób "lania w tyłek aż będzie furczało". To tak na off-topic.
Tak mi się przypomniało... prowadziłąm keidyś jazdy w pewnej stajni, której postarchem był wnuk właściciela. Notorycznie zamykał wszystkich w boksach, a przecież czasem trzeba wejśc do boksu, choćby by wyczyścić i osiodłąć konia. Możliwości samodzielnego wyjścia z boksu nie było- krata do sufitu a zasuwa na zewnątrz. Straszenia jeżdzących tam dziewczynek, mniejwięcej jego rówieśnic. A miarka przebrała się, gdy podczas, gdy dzieci jeździły chłopak wtargnął na ujeżdzalnie i zaczął biegac bo niej z batem. Nie reagował nigdy na żadne słowne upomnienia. Nie pomagały też skargi kierowane do ojca czy dziadka dzieciaka. Co go uspokoiło? Gdy tak usiłował spłoszyć konie biegając po ujeżdzalni odebrałam mu ten palcat i wypróbowałam go na jego tyłku. Pomogło. Powiedziałam o incydencie opiekunom dziecka i przyznali mi racje. Trudno, teraz mnie ukamienujecie hehePozdrawiam!
Sfinka ma rację . T eż tak bym zrobiła. Dostał gagatek ! Dzięki za odpowiedzi, ale chyba za bardzo odchodzicie od tematu z śmietnikami na głowach nauczycieli i walnięciu dziecka aż terkocze. Chodziło o palcat nie klapsy itp.
Myślę, że dyskusja stoczyła się na dość ciekawy tor. Tym bardziej, że na podstawie podanych przez Ciebie informacji odnośnie pytania początkowego trudno dojść do jakiś konkretnych wniosków.Chciałam dodać coś, o czym nie wspomniałam w poprzednim poście. Nieodpowiednio zachowujące się dzieci można podzielić na dwie grupy: w pierwszej dzieci rozpieszczone; w drugiej młodzież "po przejściach", źle traktowana, z trudnym dzieciństwem. U każdej grupy niepoprawne zachowanie ma inne podłoże, więc wychowywanie też powinno wyglądać inaczej i nie powinno się ich sprowadzać do jednego mianownika.
Zejdę z tematu, ale nie mogę się powstrzymać od wypowiedzi. Oglądnijcie sobie to: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=WVAm2EfBz6MKarina83-szczerze to współczuję już Twojemu dziecku. Nie próbuj się wykręcać od wypowiedzi, bo "lanie w tyłek, aż będzie furczało" raczej zwykłym klapsem nie jest.Osoby, które są za przywróceniem bicia dzieci przez nauczycieli zwyczajnie nie radzą sobie z wychowaniem dziecka i same są jeszcze niedojrzałymi gówniarzami (obojętnie czy mają 20 czy 60lat, nie chodzi mi o pojęcie wieku, a psychiki).Takiej osoby nie powinny brać się za rodzenie dzieci skoro problemy by ręką lub pasem załatwiały.Skoro Ty karzesz dziecko (jesteś osobą "wyżej ustawioną") to nie masz prawa oburzać się gdy policja lub władza wyższa ukarze Ciebie za ten czyn :).I nie, nie jestem za bezstresowym wychowaniem, bo wiem, że istnieją dzieciaki na które nie działają większości kar (choć ZAWSZE jest jakieś inne wyjście i znajdzie się coś by je ukarać nie włączając przemocy) i czasem człowiek nie wytrzymuje i da klapsa w tyłek.A co do tego chłopaka co zamykał w boksach itp.Myślę, że lepszą karą byłoby zamknięcia go na godzinę, dwie w takim boksie, chyba by mu się na zawsze odechciało :). Chociaż w tamtej sytuacji rozumiem, bo sam stworzył dla siebie ogromne niebezpieczeństwo i naraził własne życie.
Nie wiem jak to możliwe, ale moja koleżanka ze szkoły powiedziała mi kiedyś, że instruktor miał zajęcia z początkującym jeźdźcem. Dziewczynka spadła z konia i się przestraszyła tak, że krzyknęła. Dawno mnie to męczyło i nie mogłam znaleźć odpowiedniej odpowiedzi. Instruktorka uderzyła w dłonie dziewczynkę twierdząc, że źle robi, że krzyczy. To za takie coś się chłosta kogoś po rękach?! Proszę o konkretne odpowiedzi...No jak można coś takiego zrobić?!Tak ma wyglądać nauka jazdy konnej? Jak tak to ja dziękuję za taką naukę!
konie mają bardzo wrażliwy słuch i może oto jej chodziło ... ale nie rozumiem instruktorka napewno czegoś takiego nie zrobiła pewnie twoja koleżanka to zmyśliła a raczej nie pewnie tylko napewno ...
Przede wszystkim Nie bije się dzieci! Absolutnie instruktorka nie powinna tak zrobić! Bicie po łapach to jakieś przed potowe metody wychowawcze. Myślę że jeżeli dziewczynka by opowiedziała o tym rodzicom to by się rozmówili z instruktorką i więcej do niej na jazdę nie poszli. Jakaś chora sytuacja
Z pewnością nie chodzi o wrażliwy słuch konia, ale o jego wrażliwość na nagłe bodźce dźwiękowe wynikającą z natury zwierzęcia stepowego. Takiego nagłego krzyku koń może się zwyczajnie przestraszyć. Dochodzi też kwestia hierarhii stadnej. Człowiek jest drapieżnikiem i jest postawiony wyżej w naturalnym pożądku niż koń. Większość koni, w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak, jest świadoma tej wyższości. W sytuacji paniki jeźdźca w głowie konia pojawia się myśl : "ten na górze jest silniejszy i może mnie zjeść na śniadanie, skoro on się boi to mnie już dawno powinno tu nie być...", po czy zaczyna uciekać, próbując się pozbyć jeźdźca by to sobie ułatwić.Ja jestem zdania, że prawda jest zawsze po środku i nie zakładam, że instruktorka za takie zachowanie uderzyła jeźdźca, być może szarpnęła, lub klepnęła bardziej w geście pokazującym złe zachowanie niż mającym wywołać ból. Może faktycznie uderzyła, może nie zrobiłą nic z tych rzeczy... kto to wie? Jeżeli jednak..., to takie zachowanie instruktora i każdej innej osoby opiekującej się dzieckiem, czy to w szkole, czy na treningu, jest zabronione przez prawo i może podlegać karze więzienia. Jeżeli rodzice poszkodowanej uparliby się to z zapewne by takową karę wymusili, albo przynajmniej pozbawiliby ową panią prawa do wykonywania zawodu.Ja, kiedy uczczyłam się jeździć zostałam pozbawiona odruchu krzyczenia w nieco inny sposób. Po wcześniejszym upominaniu w końcu karą było zejście z konia i bieganie z nim do końca jazdy. Efekt poprawy bardzo szybki :)Pozdrawiam.
Mi się wydaje, że jak już Shango zauważył/a konie są wrażliwe na bodźce dźwiękowe, tzn. jeśli słyszą wycie kojotów itp. w pobliżu stada zrywają się do ucieczki więc inne konie na treningu mogły by się spłoszyć i zrobić krzywdę jeźdzcą (była to zapewne początkująca grupa, bo doświadczony jeździec powinien potrafić zapanować nad własnym głosem/emocjami w towarzystwie koni)
Nieważne o co chodziło, dziewczynka mogła zacząć krzyczeć w niebogołosy nawet instruktor i tak nie miał prawa jej uderzyć!! I tu nie ma co dyskutować. Chyba że było to bardziej przyjacielskie klepnięcie, ale to już zależy czy Gaba nam troche przekręciła czy nie
To jest możliwe ale nie do końca ...... Kiedyś jeździłam u pai Eweliny . Tosia ( jej są konie a nie pani Eweliny instruktorki bo ona tylko tam uczy ) z swoją koleżanką (P.S NIENAWIDZE TOSI !) bawiły się kto mocniej konia walnie palcatem ! Gupie ! I pani Ewelina zagroźiła że jak nie przestaną to tym palcatem dostaną ( Ona się po prostu o nie bała i je nastraszyła ) Kiedy pani E. Pojechała do domu Tosia powiedziała rodzicom że P.E skarciła je palcatem ! No ale to nie była prawda i Tosia musiała Panią Ewelinę Przeprosić. Konie mają B. wyostrzony słuch i na pewno koń się spłoszył. Tej twojej koleżance się coś w głowie poprzewracało ( pewnie szok ! ) i Ci tylko tak nagadała by Cię wystraszyć a o powody się mnie nie pytaj. ^^^ Mam nadzieje że pomogłam ; D
Taaaak....bo biedne dzieci są ze szkła i jak dostaną np w tyłek, to się zbiją... Tyle się teraz słyszy o tym bezstresowym wychowywaniu dzieci...a wszyscy wiedzą,jak to wychodzi potem...bachory są rozwydrzone, wrzaskliwe i nie mają szacunku ani do osób starszych ani do nikogo...A niby skąd filmiki, jak to banda uczniów nakłada nauczycielowi kosz na śmieci na głowę?To właśnie to całe bezstresowe wychowywanie. Są dzieciaki,które niczego nie potrafią zrozumieć,a takie trącenie ich szybko pomaga. Kiedyś przychodziła do mnie dziewczynka(miała chyba 14lat,więc to już wiek,kiedy się rozumie różne rzeczy),żeby popatrzeć na koniki i trochę posiedzieć w siodle.Zanim pozwoliłam się zbliżyć do konia wytłumaczyłam,jakich zachowań ma unikać,jak podchodzić do konia,gdzie może przy nich stawać... itp itd- nie było tego aż tak dużo,żeby miała problem z zapamiętaniem tych kilku podstawowych rad.Główny nacisk kładłam na odpowiednie podejście do konia,nie stawanie za nim i nie wydawanie niepotrzebnych dźwięków i unikanie nagłych szybkich ruchów.Cały czas te ostatnie rady powtarzałam... i co?Jak tylko się po coś odwróciłam,to tępe "zwierzę" stanęło przy zadzie konia i zaczęło krzyczeć i machać do koleżanki po drugiej stronie podwórka...ręce mi opadły i tylko dziękowałam mojej klaczy,że jest taka cierpliwa i nic nie zrobiła.A durnego dzieciaka miałam ochotę nie tylko klepnąć,ale wręcz potrząsnąć nim i walnąć w durny łeb albo porządnie przetrzepać skórę...to i tak lżejsza kara niż kopniak od konia,który może mieć gorsze konsekwencje niż pieczenie po porządnym klapsie.Dzieciaka wygoniłam i zabroniłam przychodzić do koni. U znajomej, kiedy chciała ukarać syna za pyskowanie do niej klapsem,chłopak powiedział,że niech nawet nie próbuje go uderzyć,bo on powie o tym w szkole i wsadzą ją do wiezienia... Podsumowując- jestem za tym,żeby do szkół wróciła linijka, którą dostawały po łapach dzieciaki za swoje przewinienia.A córkę,którą niedługo urodzę,będę lała w tyłek,aż będzie furczało,jeżeli na to zasłuży! Nawet,jeżeli pani instruktor rzeczywiście klepnęła dziewczynkę po ręku,to na pewno nie było to nic mocnego,a miało po prostu zwrócić uwagę dzieciaka na jej słowa,które zapewne instruktorka powtarzała i próbowała wbić do głowy któryś raz z kolei. Wrzask dzieciaka mógł przestraszyć konia (wypowiedzi powyżej już to przeanalizowały),a to mogło doprowadzić do nieszczęścia.Jeżeli jeździec nie chce bądź nie umie przyswoić sobie podstawowych zachowań z tymi zwierzętami,to lepiej,żeby zrezygnował z jazd i przebywania z nimi,aby móc dalej żyć z całym kręgosłupem i niepołamanymi innymi częściami ciała.
Karina83, to ja współczuję Twojemu dziecku i mam nadzieję, że szybko poradzi sobie z syndromem DDD, który między innymi w taki sposób można zabić. Jednak uleczalne do końca to nie jest. Jak dla mnie dzieci powinno się wychowywać, a nie tresować. Jeśli ktoś bije własne dziecko to zazwyczaj odreagowuje swoje stresy, sam był bity przez rodziców i podświadomie powiela ten wzorzec, albo jest po zwykły objaw niemocy. Radzę iść do terapeuty. On pomoże. W Polsce nikt nie może poddany torturom ani okrutnemu traktowaniu, nieludzkiemu traktowaniu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych. I to nawet w przypadku, gdy ktoś kogoś zamorduje to za niesłuchanie rodziców będzie kara cielesna? Co z nietykalnością osobistą, którą zapewnia się każdemu? Dziecko to nie człowiek? To tak już pomijając kwestie pedagogiczno-psychologiczne.
Ta instruktorka jest naprawdę świrnięta i ani ja, ani moja koleżanka nie zmyślałyśmy. W każdym bądź razie dziękuję za wszystkie dotychczasowe odpowiedzi;-)
Apropo twojej wypowiedzi. Zgadzam się z tobą, ale nie oto mi chodziło. Najpierw koń zrzucił dziewczynkę, a potem się przestraszyła i krzyknęła. Ale dzięki za odpowiedź;-) Z pewnością nie chodzi o wrażliwy słuch konia, ale o jego wrażliwość na nagłe bodźce dźwiękowe wynikającą z natury zwierzęcia stepowego. Takiego nagłego krzyku koń może się zwyczajnie przestraszyć. Dochodzi też kwestia hierarhii stadnej. Człowiek jest drapieżnikiem i jest postawiony wyżej w naturalnym pożądku niż koń. Większość koni, w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak, jest świadoma tej wyższości. W sytuacji paniki jeźdźca w głowie konia pojawia się myśl : "ten na górze jest silniejszy i może mnie zjeść na śniadanie, skoro on się boi to mnie już dawno powinno tu nie być...", po czy zaczyna uciekać, próbując się pozbyć jeźdźca by to sobie ułatwić.Ja jestem zdania, że prawda jest zawsze po środku i nie zakładam, że instruktorka za takie zachowanie uderzyła jeźdźca, być może szarpnęła, lub klepnęła bardziej w geście pokazującym złe zachowanie niż mającym wywołać ból. Może faktycznie uderzyła, może nie zrobiłą nic z tych rzeczy... kto to wie? Jeżeli jednak..., to takie zachowanie instruktora i każdej innej osoby opiekującej się dzieckiem, czy to w szkole, czy na treningu, jest zabronione przez prawo i może podlegać karze więzienia. Jeżeli rodzice poszkodowanej uparliby się to z zapewne by takową karę wymusili, albo przynajmniej pozbawiliby ową panią prawa do wykonywania zawodu.Ja, kiedy uczczyłam się jeździć zostałam pozbawiona odruchu krzyczenia w nieco inny sposób. Po wcześniejszym upominaniu w końcu karą było zejście z konia i bieganie z nim do końca jazdy. Efekt poprawy bardzo szybki :)Pozdrawiam.
Jeśli metody tej instruktorki wam nie odpowiadają, to u niej nie jeździjcie.Jeśli robi coś, co może komuś zaszkodzić, to komuś zgłoście - jakiemuś dorosłemu, któremu ufacie.Ale zakładanie na forum wątku "koleżanka powiedziała, że jedna pani dała komuś po łapach, napiszcie, że jesteście tak samo oburzeni jak ja, och to potworne, ona jest świrnięta" jest bezsensowne. Jaki to ma mieć cel?
Chciałam poprostu żebyście mi pomogły, bo to jest masakryczna sytuacja. W każdym bądź razie dzięki za pomoc!
Hippika- no proszę,proszę, pani psycholog się znalazła...Widzę,że odniosłaś się do mojej wypowiedzi na temat klapsów (bo to chodzi o klapsy,a nie prawdziwe BICIE, czy torturowanie,które tak bardzo sobie do gustu przyłożyłaś,aby Twoja wypowiedź nabrała sensu w kontekście znęcania się nad innymi). Ale nie widzę Twojego psychologicznego wytłumaczenia dla rozwydrzonych dzieciaków w szkołach,którzy znęcają się nad nauczycielami,czy też takimi,które biją swoich rodziców,żeby coś dostać...Co?Zabrakło Ci polotu twórczego? Skoro uczepiłaś się torturowania i poniżającego traktowania,to trzeba było uchwycić i ten wątek. Zanim wyślesz kogoś do terapeuty i zabawisz się w psychologa,odnieś się do wszystkiego i postaraj się zrozumieć sens wypowiedzi ,np poprzez zadanie dodatkowych pytań (jeżeli jest coś dla Ciebie niejasne).
Nie ma sensu rozdrabniać się nad tym czy instruktorka postąpiła dobrze czy też źle. Jeśli rodzice dziewczynki nie interweniują, to znaczy że my tutaj tym bardziej nie powinniśmy się w to bawić. Nie wiemy jakie są układy pomiędzy instruktorką a rodzicami. Może oni o wszystkim wiedzą i sami polecili "uderzać dziewczynke w dłonie" żeby ją ogarnąć?Nie ma w tym temacie tutaj przy czym pomagać. W takiej sytuacji należy udać się prosto do instruktorki i powiedzieć jej że nie podobają wam się jej metody i źle postępuje. Jeśli to ją ruszy, to dobrze...Jak nie to trudno. Jest dorosła i raczej zna konsekwencje swoich czynów. Powinna też wiedzieć na co może sobie pozwolić.Jak najbardziej zgadzam się tutaj z Kariną jeśli chodzi o ten lekki offtop w temacie wychowywania.Jeśli klapsy czy potrząsanie mają być torturami, to może lepiej niech mnie zamkną zanim bede miała dzieci, bo bedą biedne.Sorki ale codziennie widzę wiele "ofiar" bezstresowego wychowania. Chodzą, ryczą, wrzeszczą po rodzicach i pyskują starszym. Za moich czasów w szkole nie było takich sytuacji jakie spotyka się dzisiaj. Dwóch synków sie biło, to wkraczał nauczyciel, łapał ich za uszy i zaraz był spokój. Teraz to sie dodatkowo nauczycielowi oberwie...No, ale to takie mocne zejście z tematu...
To jakiś absurd !!! Twoja koleżanka pewnie wszystko zmyśliła, by Cb odrzuciło od jazdy konnej :(Nie daj się dziewczyno tak omamiać !;)
Owszem mogła to zmyślić,nie wiem. W każdym bądź razie nie zrezygnowałam i nie zrezygnuję z jazdy konnej! Absolutnie to nie wchodzi w grę!!! Oczywiście zrezygnowałam z tej stajni i ta stajnia to przeszłość! Dzięki za wszystkie dotychczasowe odpowiedzi!
A córkę,którą niedługo urodzę,będę lała w tyłek,aż będzie furczało,jeżeli na to zasłuży! W ostatniej wypowiedzi napisałaś o klaspsach a tu, że będziesz lała aż będzie furczało. Twoje wypowiedzi stają się coraz bardziej nielogiczne! A z drugiej strony nauczyciele są jak głupi jeźdzcy wszędzie szukają błędu tylko nie w sobie. Dzieci mojej koleżanki często opowiadają, że da się wyczuć słabość nauczyciela i na tym kożystać. Więc drodzy nauczyciele zróbcie coś z sobą
A ja popieram tu wypowiedź Hippiki. Trudno odebrać wyrażenie "lać w tyłek, aż będzie furczało" jako zwykły klaps. Niestety nie byłabym przeciwna karom cielesnym w szkole. Bo chyba nie ma innego sposobu, żeby skłonić dzieciaki do nauki. I żeby nie traktowały nauczycieli z wyższością, bo większość z nich to nastolatki bezczelne, ale z pustymi głowami. Uważam jednak, że poglądy Kariny83 są zbyt rygorystyczne. Nie można wrzucać całej dzisiejszej młodzieży do jednego worka. Niektórzy to całkiem przyzwoici ludzie. Chciałam się jeszcze odnieść do tego cytatu: " A niby skąd filmiki, jak to banda uczniów nakłada nauczycielowi kosz na śmieci na głowę?To właśnie to całe bezstresowe wychowywanie. ". Akurat tak się składa, że mieszkam w miejscowości, gdzie taki incydent miał miejsce i od czasu do czasu przebywam w tamtych okolicach. Okropna dzielnica. Stare śmierdzące kamiennice, wąskie ulice, chodniki pokryte psimi odchodami i niedopałkami papierosów, pijacy na podwórkach... Gdy ktoś kogoś nie lubi trzeba liczyć się z tym, że wyskoczy nagle z ciemnej klatki schodowej lub osikanej bramy i przywali w zęby, niektórzy mieszkają z patologicznymi rodzicami. To się nazywa bezstresowe wychowanie?
" bachory są rozwydrzone, wrzaskliwe i nie mają szacunku ani do osób starszych " Obawiam się, że może się tak stać właśnie wtedy gdy rodzice będą stosować przemoc wobec dzieci. Sama miałam kiedyś w podstawówce taki przypadek: był chłopak, który dostawał od rodziców siniaki i miał charakter jak... Szarpał się z nauczycielami, bił się z rówieśnikami. Jeśli chodzi o naukę to w ogóle nawet spał na lekcjach. Może przypadek, który napisałaś wynikłby też z rozpieszczania "bachorów", a za tym też nie stoję. Jestem za tym, aby dziecko ponosiło konsekwencje za swoje złe czyny, ale nie w sposób "lania w tyłek aż będzie furczało". To tak na off-topic.
Tak mi się przypomniało... prowadziłąm keidyś jazdy w pewnej stajni, której postarchem był wnuk właściciela. Notorycznie zamykał wszystkich w boksach, a przecież czasem trzeba wejśc do boksu, choćby by wyczyścić i osiodłąć konia. Możliwości samodzielnego wyjścia z boksu nie było- krata do sufitu a zasuwa na zewnątrz. Straszenia jeżdzących tam dziewczynek, mniejwięcej jego rówieśnic. A miarka przebrała się, gdy podczas, gdy dzieci jeździły chłopak wtargnął na ujeżdzalnie i zaczął biegac bo niej z batem. Nie reagował nigdy na żadne słowne upomnienia. Nie pomagały też skargi kierowane do ojca czy dziadka dzieciaka. Co go uspokoiło? Gdy tak usiłował spłoszyć konie biegając po ujeżdzalni odebrałam mu ten palcat i wypróbowałam go na jego tyłku. Pomogło. Powiedziałam o incydencie opiekunom dziecka i przyznali mi racje. Trudno, teraz mnie ukamienujecie hehePozdrawiam!
Sfinka ma rację . T eż tak bym zrobiła. Dostał gagatek ! Dzięki za odpowiedzi, ale chyba za bardzo odchodzicie od tematu z śmietnikami na głowach nauczycieli i walnięciu dziecka aż terkocze. Chodziło o palcat nie klapsy itp.
Myślę, że dyskusja stoczyła się na dość ciekawy tor. Tym bardziej, że na podstawie podanych przez Ciebie informacji odnośnie pytania początkowego trudno dojść do jakiś konkretnych wniosków.Chciałam dodać coś, o czym nie wspomniałam w poprzednim poście. Nieodpowiednio zachowujące się dzieci można podzielić na dwie grupy: w pierwszej dzieci rozpieszczone; w drugiej młodzież "po przejściach", źle traktowana, z trudnym dzieciństwem. U każdej grupy niepoprawne zachowanie ma inne podłoże, więc wychowywanie też powinno wyglądać inaczej i nie powinno się ich sprowadzać do jednego mianownika.
Zejdę z tematu, ale nie mogę się powstrzymać od wypowiedzi. Oglądnijcie sobie to: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=WVAm2EfBz6MKarina83-szczerze to współczuję już Twojemu dziecku. Nie próbuj się wykręcać od wypowiedzi, bo "lanie w tyłek, aż będzie furczało" raczej zwykłym klapsem nie jest.Osoby, które są za przywróceniem bicia dzieci przez nauczycieli zwyczajnie nie radzą sobie z wychowaniem dziecka i same są jeszcze niedojrzałymi gówniarzami (obojętnie czy mają 20 czy 60lat, nie chodzi mi o pojęcie wieku, a psychiki).Takiej osoby nie powinny brać się za rodzenie dzieci skoro problemy by ręką lub pasem załatwiały.Skoro Ty karzesz dziecko (jesteś osobą "wyżej ustawioną") to nie masz prawa oburzać się gdy policja lub władza wyższa ukarze Ciebie za ten czyn :).I nie, nie jestem za bezstresowym wychowaniem, bo wiem, że istnieją dzieciaki na które nie działają większości kar (choć ZAWSZE jest jakieś inne wyjście i znajdzie się coś by je ukarać nie włączając przemocy) i czasem człowiek nie wytrzymuje i da klapsa w tyłek.A co do tego chłopaka co zamykał w boksach itp.Myślę, że lepszą karą byłoby zamknięcia go na godzinę, dwie w takim boksie, chyba by mu się na zawsze odechciało :). Chociaż w tamtej sytuacji rozumiem, bo sam stworzył dla siebie ogromne niebezpieczeństwo i naraził własne życie.
To prawda karina, że koń ma wrażliwy słuch ale za co to bicie? I dont know ( po angielsku nie wiem)
i tak KoniaraGaba.. piszesz ze koń zrzucił dziewczynke , ze krzykneła to krzyknęła jak leżała na ziemi?? czy w trakcie spadania?Nie rozumiem...