Mam 2-letniego wałaszka i zastanawiam się nad powolnym wprowadzeniem go w naukę jazdy.Nie chcę mu jeszcze siodła na plecy zakładać,bo na to jest jeszcze przynajmniej rok czasu,ale czy mogę już go jakoś do tego przyuczać?Parę razy siedziałam sobie na nim ubranym w ogłowie i gdy chciałam skręcić w którąś stronę osoba z boku mi w tym pomagała-tzn naprowadzała go w lewo czy w prawo,żeby konisko skojarzyło pociągniecie wodzy z tym, czego się od niego oczekuje.Gdy siedziałam na nim sama,bez wsparcia,to nawet nie drgnął-ani do przodu ani w lewo czy w prawo.Po prostu sobie stał.Nie tworzył żadnych baranków ani nic w tym stylu.Dodam,że maluch wogóle jest dosyć oporny na "przestawianie" go gdziekolwiek,ciężko reaguje na "prośbę"przesunięcia się w boksie,chociaż robimy postępy-np nie wejdę do niego z owsem dopóki nie stanie"na miejscu",oduczyłam go gryzienia...ale to tzw ciężki typ :-)
Przede wszystkim dwulatek jest jeszcze za młody żeby na niego wsiadać choćby na siłę. Lepiej właśnie byś zrobiła gdybyś przyzwyczajała go do ciężaru ale przez założenie siodła i np. kilka kółek na lonży. Siodło waży w granicach 5-10 kg a Ty? To świetnie że reaguje dobrze na Twój ciężar na swoich plecach ale wierz mi że jego kręgosłup nie jest jeszcze przystosowany do ciężaru człowieka. Ogólnie zajeżdżanie młodych koni warto zacząć od pracy na lonży, wtedy koń uczy się przede wszystkim posłuszeństwa i komend słownych, które można wykorzystać przy uczeniu reagowania na łydki już z siodła. I nie próbuj go uczyć prawidłowych reakcji przez pociąganie za wodze, bo zyskasz tylko tyle że będzie sztywny w pysku. Wodzy jak najmniej żeby miał czas całkowicie oswoić się z tym żelastwem w pysku. I dla podsumowania:- przez najbliższy rok zajęłabym się tylko pracą na lonży w ogłowiu (nauczysz konia komend słownych, które z siodła wykorzystasz, ale przede wszystkim koń rozbuduje mięśnie grzbietu które ochronią mu kręgosłup jak już będziesz na niego wsiadać), najpierw z pasem do lonżowania później z siodłem- wsiadać zaczęłabym jak koń będzie miał już te trzy lata i to też nie na długo. Na początek po 10-15 minut i stopniowo wydłużać czas jazdy. Nie używać wodzy do zmian kierunków i uczenia reagowania na łydki bo znieczulisz konia w pysku, na początek jak najlżejszy kontakt.
Na razie tak jak wiolas22 radzi. nic na siłę. Skoro jest taki "ciężki typ" Popracuj z nim może troszkę z ziemi. Troszkę Naturala żeby go uwrażliwić na to że jak człowiek czegoś chce, to mu to "powie" dotknięciem np ręką w bok (w miejscu gdzie normalnie przyłożyło by się łydkę) i powiedzeniem "Na bok". U mojego to zdziałało cuda. Na początek zajeżdżania polecam zwykłe ogłowie ale z wędzidłem gumowym bądź innym o delikatnym działaniu.I nie ucz młodego konia na pociągnięcie za wodze, bo konisko wtedy może nie słuchać dosiadu i łydki + może być twardszy w pysku. Jak już za rok/rok i pół zaczniesz na niego wsiadać na kilka minut, to działaj raczej dosiadem. Dla konia jest to nowość że ma coś w pysku i musi się przyzwyczaić ;) Działanie wodzy wprowadzaj stopniowo. Pierwszą najważniejszą pomocą powinien być dosiad. Potem łydka, a na końcu wodza. (o innych patentach jak ostrogi i bat nie wspominam, bo jestem ich zagorzałą przeciwniczką. Racja, jeździłam niegdyś z batem, ale przejrzałam na oczy, kiedy widziałam jak dzieciaki traktują batem konie w agroturystyce. Od tamtego czasu notorycznie gubię palcaty w terenie ;) )
Nie chcę siodła zakładać, a wsiadam na konia ? Hmmm... co najmniej dziwne. Faktem jest, że jeśli ten koń nie jest do sportu i nie musi być zajeżdżony to lepiej zaczekać.Chociaż dużo osób, również tych co ja znam zajeżdżają konie w wieku 2 lat, oczywiście biorąc jeźdźca który jest lekki, ale sam fakt. No z tym że im chodzi o to żeby szybko zajeździć, zacząć porządny trening, zobaczyć czy się nadaje do sportu, jak nie to dać do rekreacji, a jak się nadaje do sportu, to tak żeby w młodych koniach już zawody poszedł. W stanach to tam są takie oszołomy że konie zajeżdżają w wieku 1,5 roku ;/ i to tak na szybkiego, patrzą że nic z niego nie będzie to do rekreacji, albo do rzeźni i następny ;/. Cóż tak to jest jak ktoś z tego trzepie kasę ;/. Ja osobiście uważam że pracować z ziemi z koniem najlepiej od roku, nawet można w wieku 6 m-cy się bawić z konikiem. Konkretny trening z siodłem i pasem do woltyżerki można zacząć w wieku 2 lat, w wieku 2,5 lat można spokojnie wsiadać na konia. Już w tym wieku, koń ma wystarczająco wykształcone kości kręgosłupa i żadna krzywda się nie stanie. A jak w wieku 2 lat wrzuca się siodło, to już widać czy ten koń ma sprawny kręgosłup czy też nie. Jak nie to należy przed wsiadaniem skonsultować się z weterynarzem czy można w ogóle dosiadać, czy jest to jedynie koń hodowlany. No ale wada kręgosłupa to już dużo wcześniej powinna wyjść.Jedno jest pewne, ja bym nie zajeżdżał konia bez pracy z nim z ziemi. Najpierw zdobyć jego zaufanie, pobawić się z nim, poznać charakter a dopiero wtedy wsiadać. No aczkolwiek wsiadałem na surowe z konie z którymi nic nie robiono, dlatego bo właściciel chciał żeby od razu zaczął chodzić pod jeźdźcem ;/, ale nie popieram tego, lecz jak mi za to płacą to już jest takowy mus :P.
Heh...wiedziałam,że się doczepicie stwierdzenia "pociągania za wodze" :-) Nawet chciałam do tego odpowiednią formułkę napisać,ale jak już ktoś zobaczy "pociąganie",to myśli,że ten koń jest szarpany :-/ Myślałam,że może jednak nie muszę dodatkowo tego pisywać...To były tylko delikatne próby reakcji konia na kierunki.Przy wsparciu łydki.Superhorse- Nie chcę siodła zakładać, a wsiadam na konia ? Hmmm... co najmniej dziwne. A co tu dziwnego? Na oklep nigdy na koniku nie siedziałeś? :-)I nie wierzę,że nikt,kto ma młodego konia nie właził na niego w boksie chociaż na chwilę,żeby zobaczyć,jak on zareaguje.Możecie pisać,że koń za młody itd itp- to jak najbardziej prawda,ale nie chodzi tu o jazdę na nim i ciskanie mu się swoim ciężarem po karku,tylko o posiedzenie sobie chwilkę.Przyznajcie się sami przed sobą-nie wchodziliście na niego?
Kręgoslup konia wykształca się dopiero po ukończeniu 5 lat. W wieku 2 lat co najwyżej za "wykształcone i dojrzałe" można uznać nieliczne krótkie, proste kości.Dla zainteresowanych bliżej szkieletową dojrzałością koni : http://www.konie.biz/modules.php?name=News&file=article&sid=560 lub bezpośrednio na stronie autorki , Dr. Deb Bennet : http://www.equinestudies.org/ranger_2008/ranger_piece_2008_pdf1.pdfOd siebie dodam, że dawniej konie dłużej pozostawiono luzem. W minionych wiekach szkolenie rozpoczynano przeciętnie w wieku 4 lat (w zależności od szkoły był to wiek od 3 do nawet 6 lat - pierwsze siodłanie). Dopiero rozwój sportu w wieku XIX i XX przyniósł nagły skok i układanie koni przed ukończeniem 3 roku życia. Przy czym nie należy porównywać jazdy wierzchem w rekreacji lub małym sporcie z wyścigami konnymi. Tam konie biegają z bardzo niewielkim obciążeniem i jedynym ich "celem" jest jak najszybsze dotarcie do tego celu. Treningi są bardziej ukierunkowane na poprawę kondycji niż współprace z człowiekiem i szukanie równowagi pod siodłem. Ma to oczywiście wady i to ogromne, ale "kariera" wyścigowa konia na ogół jest krótka - wiele koni mimo wszystko ma czas wrócić do równowagi psychicznej i fizycznej w ciągu reszty swojego życia (chyba, że mają pecha trafić do rekreacji). W klasyce, weście przed koniem stawia się dużo większe wymagania (również psychiczne). Większe jest obciążenie siodłem, wymaganie dłuższego skupienia na jeźdźcu, nauka odczytywania pomocy, itp. Dlatego uważam że nie należy się spieszyć :) Koń też ma prawo mieć choć trochę normalnego "dzieciństwa".
Dla większości zainteresowanych samodzielnym układaniem koni (choć lepiej to robić w towarzystwie doświadczonego berajtra i tak "śmiałków" nie zabraknie :) a berajtrów w sumie brakuje :(proponuję lekturę :http://forum.hipologia.pl/viewtopic.php?f=1&t=529wątek jest długi, ale w sieci raczej nić dokładniej opisującego cały "proces" krok po kroku nie znajdziecie. Koń "jest" (watek stale się rozwija od początku układania w 2009) układany zgodnie z kanonem Polskiej Szkoły Jazdy (przedwojenna Szkoła Grudziądzka).
Karina83 nie przyszło mi nigdy do głowy żeby wchodzić na dwulatka choćby na chwilę, jeżeli źrebak nie był do tego przygotowany. Pomijając już fakt braku wypracowanych odpowiedni mięśni grzbietowych które mają za zadanie osłonić kręgosłup, nigdy nie wiadomo jak taki źrebak na którego ktoś się gramoli w boksie zareaguje. Ty miałaś dużego farta że konik spokojny i przyjął to spokojnie, ale trafiłabyś na innego konia który mógłby ze strachu zrobić krzywdę Tobie i sobie. (a możesz wierzyć lub nie ale takie nagłe wejście na konia który nie znał wcześniej nawet ciężaru siodła, może być dla konia dużym szokiem). Właśnie po to się młodego konia lonżuje, żeby wyrobić mu niezbędne mięśnie i przyzwyczaić do różnych dziwnych dla niego rzeczy jakie nakłada się na niego. Najpierw pas do lonżowania z niezbyt mocno dopiętym popręgiem, potem siodło. Wtedy koń jest przyzwyczajony że coś na tym grzbiecie jest. Szczerze mówiąc takie wsiadanie z nienacka choćby na chwilę uważam za szczyt głupoty i bardzo egoistyczne podejście do konia. Wam się nic nie stało, ale mogło być inaczej. Pominę już fakt "pociągania za wodzę" które starałaś się jakoś wytłumaczyć co i tak Ci nie wyszło. Potem dziwne skąd na rynku tyle znarowionych i zepsutych koni.
Karina83 - Mam młodego ogierka teraz ma 2,5 roku, jak go kupiłam miał 1,5. NIGDY nie przyszło mi do głowy na niego wsiąść w boksie!!! Owszem, czasem zakładałam mu jakiś koc, albo coś w tym stylu, żeby zobaczyć jak zareaguje i żeby przestał się niektórych rzeczy bać. Ale ten koc (cienki i mały) ważył jakieś 4kg najwyżej. Albo odczulałam na szelest folii itp. i też zakładałam mu plandekę foliową, bo duża i "dziwna". W efekcie konik nie boi się takich przedmiotów. Ale wsiadać na młodego konia jest nienormalne i egoistyczne. To tak jakbyś pięcioletniemu dziecku kazała pracować na budowie...
Konija z tym kręgosłupem to nie wiem, możliwe że masz rację, ale z dzieciństwem w wieku 5 lat troszkę przesadziłaś, bo konie 2 letnie mają praktycznie na ludzkie lata 18 lat więc stają się dorosłe. Ogiery w wieku 2 lat już mogą kryć i to bardzo skutecznie. A skoro ludzie mają kości wykształcone w wieku 21 lat to uważam że wiek 3 lat wystarczy by można było stwierdzić że tkanka kostna konia jest wystarczająco mocno. No ale jeśli masz sprawdzone źródło informacji na ten temat to zapewne masz rację z tymi 5 latami, jednak po pierwsze, od wielu lat konie są zajeżdżane w wieku max 3 lat i później gdy dochodzą do później starości mają po 17 albo 19 lat, w cale nie mają z tegoż tytułu problemów z kręgosłupem. Owszem zdarzą się konie co zaczną mieć problemy z kręgosłupem w wieku 5 lat, ale to nie koniecznie musi być spowodowane wczesnym zajeżdżaniem lecz po prostu słabszą budową układu kostnego. Tak samo jak z ludźmi. Jedni potrafią pracować ciężko fizycznie na budowie od lat 18 i mają się dobrze, inni pracują w biurze ciągle i mają problemy z kręgosłupem (faktem jest że niektórzy powiedzą że od tego że źle siedzą), ale są też ludzie którzy jeszcze dłużej za biurkiem siedzą i nic się nie dzieje z ich kręgosłupem. Wszystko zależy od układu kostnego. Niektórzy mają mocniejsze kości inni słabsze.Co do niespieszenia się, nie uważam żeby jeździec zajeżdżając konia wsiadając na niego w wieku 3 lat się spieszył, a komu chciałoby się czekać 5 lat na zajeżdżenie jak się ma tylko jednego konia, albo 2 konie ? Ja obecnie jeszcze sobie nie zakupiłem konia, ale jak będę kupował to raczej takiego co ma od 1,5 roku wzwyż, w najgorszym wypadku takiego rocznego, od razu zacznę z nim pracę z ziemi żeby się do mnie przyzwyczajał (oczywiście ta praca to taka lajtowa będzie, wręcz zabawa i rozrywka dla niego i dla mnie) a w wieku 2 - 2,5 wrzucać będę siodło z kolei w wieku 3 lat będę siadał. Po prostu mam zamiar kupić konia niezajeżdżonego oraz który nie ma jeszcze zrąbanej psychiki (bo z właścicielami różnie bywa ;/), a nie mam zamiaru inwestować full kasy w żarcie dla konia na którym nie mogę sobie pojeździć. Zresztą stajnie hodowlane wstępnie zajeżdżają konie w wieku 2,5 lat po to żeby chodził pod siodłem i móc za większą kasę sprzedać. Takie jest moje zdanie. Ale jeśli Ty wsiadasz na konie dopiero w wieku 5 lat, to zapewne w ten sposób na ich szkodę nie działasz, wręcz przeciwnie. No i zapewne daje to pozytywne skutki. Ale cóż szkół trenowania koni jest w Polsce wiele, jedne są gorsze inne lepsze i możliwe że ta Twoja jest lepsza, ale to nie znaczy że moja jest zła. A teraz słówko do Kariny83.Napisałaś " I nie wierzę,że nikt,kto ma młodego konia nie właził na niego w boksie chociaż na chwilę,żeby zobaczyć,jak on zareaguje."To powiem szczerze że w takim wypadku jesteś bardzo odważna. Jak ja mam pierwszy raz wsiadać na konia, to wolę wsiadać na nieco bardziej otwartym koniu. Jak napisałaś "zobaczyć, jak on zareaguje" czyli nie masz pojęcia jak zareaguje. A jeśli stanie dębem i uderzysz o coś głową ? A jeśli zrobi barana i zawiśniesz na kracie od boksu ? W boksie masz mało miejsca, więc koń nie może odbiec, zrzuci Ciebie i podepcze ? Ja miewałem z różnymi końmi do czynienia i to że są w boksie i mają małą klitkę zamkniętą, to nie znaczy, że będą stały spokojnie. Zresztą nie wsiada się na konia by sprawdzić jak zareaguje, jeśli nie chce się z nim pracować. Przynajmniej ja tego nigdy nie robię, aczkolwiek wiem że dużo osób to praktykuje, w szczególności z sadzaniem na konia małych dzieci. Dlaczego ja tego nie praktykuje ? Już mniejsza o ten kręgosłup, o który tutaj tak się rozchodzi, ale chociażby dlatego że skoro nie chcę z koniem pracować, a koń mnie zrzuci, to co wówczas zrobić ? Zostawić go ? Żeby wiedział że wystarczy mnie zrzucić i będzie miał święty spokój, czy dalej się męczyć i wgramolić się na siodło ? Co jak będzie urządzał rodeo itd. ? A skoro ma słaby kręgosłup jak to Konija powiedziała, to przy takim rodeo ze mną na grzbiecie, jak przebiegnie parę kółek brykając może sobie nawet bardzo zniszczyć kręgosłup.
" No ale jeśli masz sprawdzone źródło informacji na ten temat to zapewne masz rację z tymi 5 latami, jednak po pierwsze, od wielu lat konie są zajeżdżane w wieku max 3 lat i później gdy dochodzą do później starości mają po 17 albo 19 lat, w cale nie mają z tegoż tytułu problemów z kręgosłupem." Podałam źródło i mogę podać więcej, ale jak widzę dla superdorsepl autorytety z dziedzin weterynarii i hipologii są stanowczo za cienkie w uszach :) Wszak koń w wieku 2 lat jest pełnoletni - ech ... szkoda słów.
"Po prostu mam zamiar kupić konia niezajeżdżonego oraz który nie ma jeszcze zrąbanej psychiki (bo z właścicielami różnie bywa ;/), a nie mam zamiaru inwestować full kasy w żarcie dla konia na którym nie mogę sobie pojeździć. " Z takim podejściem lepiej się trzy razy zastanów. Hipotetycznie zapytam - gdyby Twój własny (kupiony) koń zerwał ścięgno ( wówczas prawidłowe leczenie i rehabilitacja wymagają czasem i rocznej przerwy w pracy pod siodłem ) - to co byś wtedy zrobił ? Sprzedał, bo nie możesz na nim pojeździć ? "Zresztą stajnie hodowlane wstępnie zajeżdżają konie w wieku 2,5 lat po to żeby chodził pod siodłem i móc za większą kasę sprzedać. " Owszem i mało ich obchodzi z jakimi problemami będzie się borykał przyszły właściciel. Kiedy wszyscy palą papierosy to Ty też musisz ? Ludzie dla zysku potrafią robić gorsze rzeczy niż ujeżdżać dwulatki. Do nas należy wybór czy robimy z naszymi końmi to co łasy na kasę "biznesmen" czy słuchamy weterynarzy i hipologów (w tym takich autorytetów jak dr.Miller, dr. Heuschmann czy wymieniona tu dr.Bennet).
Superhorsepl właśnie to miałam na myśli pisząc o wsiadaniu na nieprzygotowanego konia (oczywiście pomijając kwestie kręgosłupa). Po to się z koniem wcześniej pracuje z ziemi żeby powoli przyzwyczajać go pod kątem psychicznym do ciężaru człowieka. Dlatego nigdy nie przyszłoby mi do głowy tak z marszu dla zabawy czy z ciekawości wsiąść na surowego konia. Pracując z nim regularnie ustala się jakiś harmonogram zadań. Jak przychodzi czas na pierwszą próbę dosiadania młodziaka to jesteśmy nastawieni na to że mogą być komplikacje i trzeba będzie się trochę pomęczyć jak koń zacznie się stawiać. A w przypadku Kariny83 czy ona była na to gotowa? Nie sądzę. Gdyby tak jak piszesz koń odstawił jej rodeo w boksie to w najlepszym wypadku by spadła i co wtedy? Należałoby wsiadać do skutku i tu koło się zamyka. Bo jak bez wcześniejszego przygotowania można pracować z takim koniem? Dziewczyna miała duże szczęście że koń stał spokojnie, co nie zmienia faktu że to był przejaw głupoty w czystej postaci, braku wyobraźni i odpowiedzialności.
Konija ja tutaj nie mówię o kontuzjach. Ja mówię o zdrowym, młodym koniu, a nie o koniu który ma problemy ze stawami lub ma naderwane ścięgno i inne tego typu rzeczy.Co do autorytetów, owszem dr Miller jest autorytetem oraz dr Bennet o tej trzeciej osobie nic nie słyszałem więc nie wiem. Tyle że wiesz, dużo osób pisze jedno a robi coś innego. To tak samo jak ktoś napisze że z koniem trzeba tak i tak postępować, nie wolno bić i opowiada o treningu koni, ale nigdy nie napisze o tym że konia uderzył, bo coś złego zrobił, bo to by było co najmniej nie etyczne. Zapewne słyszałaś o Monty"m Robertsie. Jest to jedna osoba, będąca autorytetem wśród naturalistów w szczególności. Dużo osób ogląda filmiki z jego udziałem jak zajeżdża "surowego konia". A jaka jest prawda ? Jak kręcono film o Shy Boy"u albo kręcono inne filmiki związane z trenowaniem młodych "surowych" koni, to te konie nie były tak w 100 % surowe. Monty Roberts dbał zawsze o swoje zaplecze i dawał wpierw te dzikie konie swoim ludziom, oni naskakiwali na te konie, spadali wiele razy i potem jak już jest konik troszkę spokojniejszy trafia w ręce Monty"ego Roberts"a. Potem on bierze i pokazuje jak dobry można osiągnąć z koniem kontakt pracując z ziemi i jak szybko można na niego wsiąść. Oczywiście nie podważam tego, że Monty Roberts zajeździł setki dzikich koni, samodzielnie. Ale jak już później się to przerodziło raczej w show biznes to się troszkę pozmieniało. Człowiekiem który faktycznie wszystko robi od początku jest Pat Parelli. U niego jak widzisz trening konia, to z reguły jest koń surowy, albo którego troszkę podreperował ale Pat a nie jacyś inni jeźdźcy. Możesz powiedzieć że to co napisałem o Monty"m nie jest prawdą, ale mam sprawdzone źródło informacji, jak nie wierzysz, to przejedź się do texasu i pogadaj z ludźmi w barze a się dowiesz na jego temat bardzo wielu rzeczy. Aczkolwiek oczywiste jest to, że nadal jest moim autorytetem i ta wiedza którą on pojął na temat koni, jest wiedzą ogromną i niepojętą dla mnie. Wręcz nieosiągalną, bo jednak przeczytanie książeczki nic nie daje, jedynie uświadamia mi jak wiele mi jeszcze brakuje, by móc powiedzieć że chociaż do pięt mu dorastam.Zresztą skoro nie wierzysz że Monty tak robi kręcąc filmy, to wyjaśnij mi dlaczego nigdy nie brał udziału w zawodach Broke Horse Riding ? Bo np Pat Parelli brał w nich udział nawet w 2009 roku. Nie wiem czy w 2010 roku też. Dlatego są różne szkoły, Ty zapewne byłaś wychowywana bardziej u naturalistów i dlatego masz takie a nie inne podejście do tematu zajeżdżania koni.
aha, jeszcze jedno.Ja nie neguję tego co napisałaś. Wręcz we wcześniejszym poście potwierdziłem że tak może być, nie wiem czy jest, ale wiem że może być to prawdą.Ja wiem że koń ma wystarczająco rozwinięty kręgosłup w wieku 3 lat od znajomego który skończył zootechnikę.
Żeby było śmiesznie nie jestem naturalsem - moim zdaniem za dużo w tym czaro-marów :) Jestem raczej klasykiem po starej szkole (z głębokimi korzeniami w kawalerii i ogólnie nucie wojskowej). Do dziś pamiętam, że przed czyszczeniem to koń jest brudny a jeździec czysty a po ma być odwrotnie! I białe rękawiczki na masztalerskiej ręce i broń boże, kurz na nich po poklepaniu konia :)Wtedy też nauczyli mnie że na konia wsiadasz jak skończy 3,5 roku a do sportu idzie rok lub dwa lata później (bo tyle zajmuje trening podstawowy). Na młodym koniu teren, teren i jeszcze raz teren - żadnego trzymania na wodzy i pompowania łydkami - sam luz i relaks. Nie to co obserwuję teraz w klubach i stajniach.Tematem źle i za szybko zajeżdżanych koni zajęłam się kilka lat temu, kiedy zaczęły pojawiać się konie z podobnymi, dość charakterystycznymi problemami. I stąd bogata kolekcja literatury i udział w wielu wykładach (koledze po zootechnice też polecam - teraz takie czasy że najlepiej jest się stale dokształcać a na studiach jak i w stajniach - nie brak ignorantów z papierami).Przyznam, że i mnie na początku zadziwiło że koń osiąga dojrzałość szkieletową w tak późnym wieku, ale kiedy weźmie się pod uwagę że kościec człowieka dojrzewa też dopiero 25-28 roku życia - to nie ma się co dziwić naturze, że tak duże zwierzę jak koń, potrzebuje trochę czasu. A co do Robertsa i Parellego - nie można im odmówić zasług, zapewne dzięki ich "rewolucji" w podejściu o konia do jeździeckiego świata ma szansę powrócić zdrowy rozsądek zamiast pogoni za forsą. Zdaję sobie sprawę, że w naturalu jest dużo za dużo showmeństwa i czarowania (a także wodzenia za nos troszeczkę ;) a większość tego co pokazują ludziom to doskonale wyreżyserowany teatr.Dobra dyskusja nie jest zła :)
wiolas22-" nie przyszło mi nigdy do głowy żeby wchodzić na dwulatka choćby na chwilę, jeżeli źrebak nie był do tego przygotowany"- czyli co rozumiesz przez takie przygotowanie?Praca na lonży?Praca z ziemi?Nad tym wszystkim pracujemy.Stępuje i kłusuje na komendy,zaczęliśmy galop,ale na razie niedużo.Konija wspomniała (chyba nie tu,tylko na innym poście),że są organizowane biegi dwulatków, a tu pisze -" Przy czym nie należy porównywać jazdy wierzchem w rekreacji lub małym sporcie z wyścigami konnymi. Tam konie biegają z bardzo niewielkim obciążeniem i jedynym ich "celem" jest jak najszybsze dotarcie do tego celu", czyli że wejście na dwulatka to nie jest sprawa karalna!Uważam Wasze reakcje za przesadzone.Przecież przeszkód na nim nie skakałam,a te kilka minut nic mu nie zrobi.Czy to był fart?Hm...mam go półtora roku,został uratowany od rzeźni.W przeciwieństwie do dużej części "galopujących", stajnię mam koło domu i sama zajmuję się końmi,nie stoją w jakimś pensjonacie,gdzie zajmuje się nimi pan stajenny,a właściciel przyjeżdża raz dziennie lub rzadziej,żeby wziąć na jazdę i wyczyścić.Więc nie trafiłam na "jakiegoś tam konia",który nie wiadomo,co zrobi.Chodząc obok swoich koni codziennie,spędzając z nim czas-poznajemy się.Masę czasu schodzi na samym szczotkowaniu-wtedy czasami się o siebie opieramy.Nawet przez takie oparcie się na koniu przekazujemy mu część swojego ciężaru.Co?To pewnie też zbrodnia?I nie można porównać konia do 5-letniego dziecka.Człowiek to zwierzę ułomne.Jako jeden z drapieżników wymaga najdłuższej opieki w przyrodzie.Może(ale tylko może,bo to od człowieka zależy) zwierzęta nie dorównują nam inteligencją,ale z racji tego,że żyły na wolności są sprawne wcześniej niż taki mały ludź.
Ale Ty zupełnie nie zrozumiałaś sensu mojej wypowiedzi. Pracujesz z ziemi i na lonży to świetnie. Ale to nie oznacza że koń jest gotowy na to żeby na niego siadać a już szczególnie siadać na wariata w boskie bo nagle taka wizja mi się przedstawiła. I nie ważne jak bardzo zaprzyjaźniona jesteś ze swoim koniem. Możesz z nim nawet z talerza razem jeść, ale to nie zmienia faktu że to tylko zwierze w dodatku bardzo płochliwe. A ciężar człowieka na grzbiecie jest na prawdę dużym zdziwieniem dla konia. I wracając do tego co napisał superhorsepl, czy byłaś przygotowana na to co się może stać? Co byś zrobiła jakby koń zaczął brykać w boksie? Co byś zrobiła gdyby Cię zwalił? I nie są to pytania retoryczne, oczekuję że na nie odpowiesz. Ja też mam konia którego można nazwać prawdziwym końskim przyjacielem. Ma do mnie duże zaufanie i pójdzie za mną w ogień. Ale pomimo tego jest jeszcze całe mnóstwo rzeczy które mogą go zaskoczyć i na które może zareagować bardzo różnie. Wyścigi to bardzo odrębna sprawa. Owszem już dwulatki biegają. Ale przede wszystkim są to araby i folbluty, które dojrzewają trochę szybciej niż inne konie. Poza tym zdajesz sobie sprawę ile ważą dżokeje? Mają określoną maksymalną wagę powyżej której człowiek nie może już wsiąść na konia. Kolejna sprawa to dosiad wyścigowy. On nie został wymyślony po to żeby tym biednym ludziom tak źle się siedziało, tylko po to żeby obciążenie grzbietu było jak najmniejsze.Posiadanie własnej stajni też nie jesteś wykładnikiem wiedzy i doświadczenia. Zbyt wiele rzeczy już widziałam żeby w to uwierzyć. I nie myl opierania się na koniu z wsiadaniem bo to jest ogromna różnica.
Konija napisała też : " Ma to oczywiście wady i to ogromne, ale "kariera" wyścigowa konia na ogół jest krótka - wiele koni mimo wszystko ma czas wrócić do równowagi psychicznej i fizycznej w ciągu reszty swojego życia (chyba, że mają pecha trafić do rekreacji). " Dała też kilka linków do poważnych publikacji z których jasno wynika, że może na chwilę obecną karalne to nie jest, ale raczej powinno być i jest wiele przesłanek mogących tę postać rzeczy zmienić na korzyść koni. Sama jestem zwolennikiem pierwszego obciążania grzbietu konia masą przekraczająca 10kg (czyli coś więcej niż zwykłe siodło) dopiero po ukończeniu 3 lat (bezwzględnie!) a nawet później (im później tym lepiej).Też mam stajnię i też chodzę przy wszystkim sama. Nie zgodzę się jednak z Kariną83, że codzienne karmienie i szczotkowanie wystarczy, żeby ładować się w boksie na młodego konia. Po pierwsze uczono mnie że koń w boksie ma czuć się bezpiecznie; dlatego w boksie : nie wsiadamy, nie krzyczymy, nie bijemy i najlepiej nie siodłamy. Jest to też podyktowane bezpieczeństwem (wychodząc z boksu z osiodłanym koniem zawsze można zaczepić o drzwi lub cokolwiek i nieszczęście gotowe). Po drugie ciężar kilkudziesięciu kilogramów może wystraszyć, ale może też być po prostu niewygodny - koń próbując się go pozbyć może zrobić krzywdę sobie i "ciężarowi" - szczególnie w ciasnym i niskim pomieszczeniu.Po trzecie konia o każdego zadania trzeba przygotować - robienie czegokolwiek znienacka, pod wpływem chwili jest tu niedopuszczalne. I nie chodzi tu o to, że koń się wystraszy i ucieknie. Konie wyścigowe własnie tak robią - uciekają, ku radości jokejów - naprawdę chcesz mieć TAKIEGO konia ? Konie nie lubią niespodzianek. Twój co prawda szybko nie pobiegnie, ale poczekaj "wymyśli" coś co będzie lepiej pasowało do jego możliwości - może zacznie napierać ciałem (być przyciśniętym przez kilkaset kg to naprawdę ożywcze doświadczenie), może będzie wyrywał wodze, gwałtownie unosił lub opuszczał głowę. Coś na pewno przyjdzie mu do głowy kiedy postanowi, że trzeba się przed Tobą jakoś bronić ...
Na początku konia powinno się uczyć podstaw. Można porównać to do budowy domu, zaczyna się od fundamentów. Bardzo łatwo jest zepsuć młodego konia, co jest później trudne do naprawy. Najpierw porób z nim ćwiczenia na szanowanie człowieka, żeby sie nie pchał na człowieka itp. stopniowo.Więcej informacji na priv.
Rozumiem Wasze podejście,jeżeli chodzi o wiek konia-powody są konkretne i logiczne-rozrost mięśni i kości.W większości przypadków do zajeżdżania trafiają konie w wieku 3,5lat, może 4.I tak jak wspomniałam w pierwszym wpisie- nie chcę jeszcze Młodego zajeżdżać, tylko przyzwyczajać do tego.Nie jeżdżę na nim,tylko 2 razy siedziałam.Przecież przyzwyczajenie konia do pracy pod jeźdźcem nie polega tylko na wskoczeniu na niego i wio!Tak jak zostało wspomniane-to praca z ziemi i na lonży.Spokojne przyjęcie wędzidła,którego nie wpychałam mu na siłę!-maczałam w kleiku z wody i cukru,powąchał, spróbował,potem zakładałam,ściągałam,aż sam brał je do pyska.Później nie miałam problemu z włożeniem tej paskudnej rzeczy do pysiaka.Sam bierze i memła.Dlaczego wsiadłam w boksie?Właśnie dlatego,że to dla konia miejsce bezpieczne,gdzie wie,że nic złego go nie spotka.Zna mnie i wie,że często się koło niego kręcę,zna mój dotyk,ufa mi.Ingrid Klimke w książce "Podstawowe szkolenie młodego konia"pisze,że właśnie w boksie można robić pierwsze dosiady,nawet zwracając konia w stronę żłobu,wykorzystując miłe dla niego doznania związane z jedzeniem.Oczywiście pisze o wieku konia do jazdy-3,5 roku.Ale jeszcze raz przypominam-nie chcę jeszcze na nim jeździć!Delikatnie wsiadłam,pogłaskałam,pogadałam do niego i zeszłam.Podobnie przy tej jeździe z moim błędnym "pociąganiem za wodze"-zrobiłam na nim małe kółko-czas ok.2minuty.Poza tym jestem zbliżona wagą do wagi dżokejów-o ile się orientuję,to ok.50kg,więc wcale nie taki znowu "niewielki" ciężar,jak piszecie.Te dwie minuty na pewno krzywdy żadnej mu nie zrobiły,bo nawet te konie młode,które mają "ukierunkowane i krótkie"treningi jakoś nie wierzę,że biorą tak prosto z pastwiska i liczą na to,że "będą uciekać przed ciężarem jeźdźca".Dlaczego wracam do biegów młodych koni?-bo skoro można na młodym koniu takie biegi robić,to spokojne siedzenie na nim przez chwilę krzywdy mu nie zrobi!Poza tym kolejny raz piszę-jeszcze na nim nie jeżdżę -w pierwszym poście wspomniałam,że mamy na to jeszcze czas.A Wy ubzduraliście sobie,ze ja już na pewno na nim cuda nie widy wyczyniam...Niestety nie jem z koniem z jednego talerza...A mąż pewnie by konia przytrzymał,wiec takie samobójcze to wcale nie było.Gdybym zaczęła się zastanawiać nad każdym ruchem,to pewnie nigdy bym na konia nie wsiadła,bo to grozi urazem kręgosłupa.Pomijając lonżę i prace z ziemi-co jeszcze doradzicie jako takie przyuczenie do pracy pod jeźdźcem.Czy podpowiecie jakieś takie domowe sposoby.Kazdy ma innego trenera,korzysta z innych materiałów.I każdy może wnieść do nauki coś nowego.Heh...no trochę chaotycznie,mam nadzieje,ze nikt niczego na opak nie zrozumie
Karina83 nie chcę cię urazić, ale wg mnie na konia to ty nie jesteś gotowa. W swoich postach pokazujesz, że jesteś na tą odpowiedzialność nieprzygotowana. Może warto 2-latka oddać komuś z większym doświadczeniem? A i jeśli myślisz, że ktoś doświadczony na forum ci powie, że wsiadania na 2-latka jest dobre, to zapomnij! <br>
Rozumiem Wasze podejście,jeżeli chodzi o wiek konia-powody są konkretne i logiczne-rozrost mięśni i kości.W większości przypadków do zajeżdżania trafiają konie w wieku 3,5lat, może 4.I tak jak wspomniałam w pierwszym wpisie- nie chcę jeszcze Młodego zajeżdżać, tylko przyzwyczajać do tego.Nie jeżdżę na nim,tylko 2 razy siedziałam.Przecież przyzwyczajenie konia do pracy pod jeźdźcem nie polega tylko na wskoczeniu na niego i wio!Tak jak zostało wspomniane-to praca z ziemi i na lonży.Spokojne przyjęcie wędzidła,którego nie wpychałam mu na siłę!-maczałam w kleiku z wody i cukru,powąchał, spróbował,potem zakładałam,ściągałam,aż sam brał je do pyska.Później nie miałam problemu z włożeniem tej paskudnej rzeczy do pysiaka.Sam bierze i memła.Dlaczego wsiadłam w boksie?Właśnie dlatego,że to dla konia miejsce bezpieczne,gdzie wie,że nic złego go nie spotka.Zna mnie i wie,że często się koło niego kręcę,zna mój dotyk,ufa mi.Ingrid Klimke w książce "Podstawowe szkolenie młodego konia"pisze,że właśnie w boksie można robić pierwsze dosiady,nawet zwracając konia w stronę żłobu,wykorzystując miłe dla niego doznania związane z jedzeniem.Oczywiście pisze o wieku konia do jazdy-3,5 roku.Ale jeszcze raz przypominam-nie chcę jeszcze na nim jeździć!Delikatnie wsiadłam,pogłaskałam,pogadałam do niego i zeszłam.Podobnie przy tej jeździe z moim błędnym "pociąganiem za wodze"-zrobiłam na nim małe kółko-czas ok.2minuty.Poza tym jestem zbliżona wagą do wagi dżokejów-o ile się orientuję,to ok.50kg,więc wcale nie taki znowu "niewielki" ciężar,jak piszecie.Te dwie minuty na pewno krzywdy żadnej mu nie zrobiły,bo nawet te konie młode,które mają "ukierunkowane i krótkie"treningi jakoś nie wierzę,że biorą tak prosto z pastwiska i liczą na to,że "będą uciekać przed ciężarem jeźdźca".Dlaczego wracam do biegów młodych koni?-bo skoro można na młodym koniu takie biegi robić,to spokojne siedzenie na nim przez chwilę krzywdy mu nie zrobi!Poza tym kolejny raz piszę-jeszcze na nim nie jeżdżę -w pierwszym poście wspomniałam,że mamy na to jeszcze czas.A Wy ubzduraliście sobie,ze ja już na pewno na nim cuda nie widy wyczyniam...Niestety nie jem z koniem z jednego talerza...A mąż pewnie by konia przytrzymał,wiec takie samobójcze to wcale nie było.Gdybym zaczęła się zastanawiać nad każdym ruchem,to pewnie nigdy bym na konia nie wsiadła,bo to grozi urazem kręgosłupa.Pomijając lonżę i prace z ziemi-co jeszcze doradzicie jako takie przyuczenie do pracy pod jeźdźcem.Czy podpowiecie jakieś takie domowe sposoby.Kazdy ma innego trenera,korzysta z innych materiałów.I każdy może wnieść do nauki coś nowego.Heh...no trochę chaotycznie,mam nadzieje,ze nikt niczego na opak nie zrozumie <br>Karina83 z twoich postów wynika że nie jesteś gotowa na konia. Taka prawda. Oddaj lepiej go komuś doświadczonemu.<br><br><br>
Mam 2-letniego wałaszka i zastanawiam się nad powolnym wprowadzeniem go w naukę jazdy.Nie chcę mu jeszcze siodła na plecy zakładać,bo na to jest jeszcze przynajmniej rok czasu,ale czy mogę już go jakoś do tego przyuczać?Parę razy siedziałam sobie na nim ubranym w ogłowie i gdy chciałam skręcić w którąś stronę osoba z boku mi w tym pomagała-tzn naprowadzała go w lewo czy w prawo,żeby konisko skojarzyło pociągniecie wodzy z tym, czego się od niego oczekuje.Gdy siedziałam na nim sama,bez wsparcia,to nawet nie drgnął-ani do przodu ani w lewo czy w prawo.Po prostu sobie stał.Nie tworzył żadnych baranków ani nic w tym stylu.Dodam,że maluch wogóle jest dosyć oporny na "przestawianie" go gdziekolwiek,ciężko reaguje na "prośbę"przesunięcia się w boksie,chociaż robimy postępy-np nie wejdę do niego z owsem dopóki nie stanie"na miejscu",oduczyłam go gryzienia...ale to tzw ciężki typ :-)
Przede wszystkim dwulatek jest jeszcze za młody żeby na niego wsiadać choćby na siłę. Lepiej właśnie byś zrobiła gdybyś przyzwyczajała go do ciężaru ale przez założenie siodła i np. kilka kółek na lonży. Siodło waży w granicach 5-10 kg a Ty? To świetnie że reaguje dobrze na Twój ciężar na swoich plecach ale wierz mi że jego kręgosłup nie jest jeszcze przystosowany do ciężaru człowieka. Ogólnie zajeżdżanie młodych koni warto zacząć od pracy na lonży, wtedy koń uczy się przede wszystkim posłuszeństwa i komend słownych, które można wykorzystać przy uczeniu reagowania na łydki już z siodła. I nie próbuj go uczyć prawidłowych reakcji przez pociąganie za wodze, bo zyskasz tylko tyle że będzie sztywny w pysku. Wodzy jak najmniej żeby miał czas całkowicie oswoić się z tym żelastwem w pysku. I dla podsumowania:- przez najbliższy rok zajęłabym się tylko pracą na lonży w ogłowiu (nauczysz konia komend słownych, które z siodła wykorzystasz, ale przede wszystkim koń rozbuduje mięśnie grzbietu które ochronią mu kręgosłup jak już będziesz na niego wsiadać), najpierw z pasem do lonżowania później z siodłem- wsiadać zaczęłabym jak koń będzie miał już te trzy lata i to też nie na długo. Na początek po 10-15 minut i stopniowo wydłużać czas jazdy. Nie używać wodzy do zmian kierunków i uczenia reagowania na łydki bo znieczulisz konia w pysku, na początek jak najlżejszy kontakt.
Na razie tak jak wiolas22 radzi. nic na siłę. Skoro jest taki "ciężki typ" Popracuj z nim może troszkę z ziemi. Troszkę Naturala żeby go uwrażliwić na to że jak człowiek czegoś chce, to mu to "powie" dotknięciem np ręką w bok (w miejscu gdzie normalnie przyłożyło by się łydkę) i powiedzeniem "Na bok". U mojego to zdziałało cuda. Na początek zajeżdżania polecam zwykłe ogłowie ale z wędzidłem gumowym bądź innym o delikatnym działaniu.I nie ucz młodego konia na pociągnięcie za wodze, bo konisko wtedy może nie słuchać dosiadu i łydki + może być twardszy w pysku. Jak już za rok/rok i pół zaczniesz na niego wsiadać na kilka minut, to działaj raczej dosiadem. Dla konia jest to nowość że ma coś w pysku i musi się przyzwyczaić ;) Działanie wodzy wprowadzaj stopniowo. Pierwszą najważniejszą pomocą powinien być dosiad. Potem łydka, a na końcu wodza. (o innych patentach jak ostrogi i bat nie wspominam, bo jestem ich zagorzałą przeciwniczką. Racja, jeździłam niegdyś z batem, ale przejrzałam na oczy, kiedy widziałam jak dzieciaki traktują batem konie w agroturystyce. Od tamtego czasu notorycznie gubię palcaty w terenie ;) )
Nie chcę siodła zakładać, a wsiadam na konia ? Hmmm... co najmniej dziwne. Faktem jest, że jeśli ten koń nie jest do sportu i nie musi być zajeżdżony to lepiej zaczekać.Chociaż dużo osób, również tych co ja znam zajeżdżają konie w wieku 2 lat, oczywiście biorąc jeźdźca który jest lekki, ale sam fakt. No z tym że im chodzi o to żeby szybko zajeździć, zacząć porządny trening, zobaczyć czy się nadaje do sportu, jak nie to dać do rekreacji, a jak się nadaje do sportu, to tak żeby w młodych koniach już zawody poszedł. W stanach to tam są takie oszołomy że konie zajeżdżają w wieku 1,5 roku ;/ i to tak na szybkiego, patrzą że nic z niego nie będzie to do rekreacji, albo do rzeźni i następny ;/. Cóż tak to jest jak ktoś z tego trzepie kasę ;/. Ja osobiście uważam że pracować z ziemi z koniem najlepiej od roku, nawet można w wieku 6 m-cy się bawić z konikiem. Konkretny trening z siodłem i pasem do woltyżerki można zacząć w wieku 2 lat, w wieku 2,5 lat można spokojnie wsiadać na konia. Już w tym wieku, koń ma wystarczająco wykształcone kości kręgosłupa i żadna krzywda się nie stanie. A jak w wieku 2 lat wrzuca się siodło, to już widać czy ten koń ma sprawny kręgosłup czy też nie. Jak nie to należy przed wsiadaniem skonsultować się z weterynarzem czy można w ogóle dosiadać, czy jest to jedynie koń hodowlany. No ale wada kręgosłupa to już dużo wcześniej powinna wyjść.Jedno jest pewne, ja bym nie zajeżdżał konia bez pracy z nim z ziemi. Najpierw zdobyć jego zaufanie, pobawić się z nim, poznać charakter a dopiero wtedy wsiadać. No aczkolwiek wsiadałem na surowe z konie z którymi nic nie robiono, dlatego bo właściciel chciał żeby od razu zaczął chodzić pod jeźdźcem ;/, ale nie popieram tego, lecz jak mi za to płacą to już jest takowy mus :P.
Heh...wiedziałam,że się doczepicie stwierdzenia "pociągania za wodze" :-) Nawet chciałam do tego odpowiednią formułkę napisać,ale jak już ktoś zobaczy "pociąganie",to myśli,że ten koń jest szarpany :-/ Myślałam,że może jednak nie muszę dodatkowo tego pisywać...To były tylko delikatne próby reakcji konia na kierunki.Przy wsparciu łydki.Superhorse- Nie chcę siodła zakładać, a wsiadam na konia ? Hmmm... co najmniej dziwne. A co tu dziwnego? Na oklep nigdy na koniku nie siedziałeś? :-)I nie wierzę,że nikt,kto ma młodego konia nie właził na niego w boksie chociaż na chwilę,żeby zobaczyć,jak on zareaguje.Możecie pisać,że koń za młody itd itp- to jak najbardziej prawda,ale nie chodzi tu o jazdę na nim i ciskanie mu się swoim ciężarem po karku,tylko o posiedzenie sobie chwilkę.Przyznajcie się sami przed sobą-nie wchodziliście na niego?
Kręgoslup konia wykształca się dopiero po ukończeniu 5 lat. W wieku 2 lat co najwyżej za "wykształcone i dojrzałe" można uznać nieliczne krótkie, proste kości.Dla zainteresowanych bliżej szkieletową dojrzałością koni : http://www.konie.biz/modules.php?name=News&file=article&sid=560 lub bezpośrednio na stronie autorki , Dr. Deb Bennet : http://www.equinestudies.org/ranger_2008/ranger_piece_2008_pdf1.pdfOd siebie dodam, że dawniej konie dłużej pozostawiono luzem. W minionych wiekach szkolenie rozpoczynano przeciętnie w wieku 4 lat (w zależności od szkoły był to wiek od 3 do nawet 6 lat - pierwsze siodłanie). Dopiero rozwój sportu w wieku XIX i XX przyniósł nagły skok i układanie koni przed ukończeniem 3 roku życia. Przy czym nie należy porównywać jazdy wierzchem w rekreacji lub małym sporcie z wyścigami konnymi. Tam konie biegają z bardzo niewielkim obciążeniem i jedynym ich "celem" jest jak najszybsze dotarcie do tego celu. Treningi są bardziej ukierunkowane na poprawę kondycji niż współprace z człowiekiem i szukanie równowagi pod siodłem. Ma to oczywiście wady i to ogromne, ale "kariera" wyścigowa konia na ogół jest krótka - wiele koni mimo wszystko ma czas wrócić do równowagi psychicznej i fizycznej w ciągu reszty swojego życia (chyba, że mają pecha trafić do rekreacji). W klasyce, weście przed koniem stawia się dużo większe wymagania (również psychiczne). Większe jest obciążenie siodłem, wymaganie dłuższego skupienia na jeźdźcu, nauka odczytywania pomocy, itp. Dlatego uważam że nie należy się spieszyć :) Koń też ma prawo mieć choć trochę normalnego "dzieciństwa".
Dla większości zainteresowanych samodzielnym układaniem koni (choć lepiej to robić w towarzystwie doświadczonego berajtra i tak "śmiałków" nie zabraknie :) a berajtrów w sumie brakuje :(proponuję lekturę :http://forum.hipologia.pl/viewtopic.php?f=1&t=529wątek jest długi, ale w sieci raczej nić dokładniej opisującego cały "proces" krok po kroku nie znajdziecie. Koń "jest" (watek stale się rozwija od początku układania w 2009) układany zgodnie z kanonem Polskiej Szkoły Jazdy (przedwojenna Szkoła Grudziądzka).
Karina83 nie przyszło mi nigdy do głowy żeby wchodzić na dwulatka choćby na chwilę, jeżeli źrebak nie był do tego przygotowany. Pomijając już fakt braku wypracowanych odpowiedni mięśni grzbietowych które mają za zadanie osłonić kręgosłup, nigdy nie wiadomo jak taki źrebak na którego ktoś się gramoli w boksie zareaguje. Ty miałaś dużego farta że konik spokojny i przyjął to spokojnie, ale trafiłabyś na innego konia który mógłby ze strachu zrobić krzywdę Tobie i sobie. (a możesz wierzyć lub nie ale takie nagłe wejście na konia który nie znał wcześniej nawet ciężaru siodła, może być dla konia dużym szokiem). Właśnie po to się młodego konia lonżuje, żeby wyrobić mu niezbędne mięśnie i przyzwyczaić do różnych dziwnych dla niego rzeczy jakie nakłada się na niego. Najpierw pas do lonżowania z niezbyt mocno dopiętym popręgiem, potem siodło. Wtedy koń jest przyzwyczajony że coś na tym grzbiecie jest. Szczerze mówiąc takie wsiadanie z nienacka choćby na chwilę uważam za szczyt głupoty i bardzo egoistyczne podejście do konia. Wam się nic nie stało, ale mogło być inaczej. Pominę już fakt "pociągania za wodzę" które starałaś się jakoś wytłumaczyć co i tak Ci nie wyszło. Potem dziwne skąd na rynku tyle znarowionych i zepsutych koni.
Karina83 - Mam młodego ogierka teraz ma 2,5 roku, jak go kupiłam miał 1,5. NIGDY nie przyszło mi do głowy na niego wsiąść w boksie!!! Owszem, czasem zakładałam mu jakiś koc, albo coś w tym stylu, żeby zobaczyć jak zareaguje i żeby przestał się niektórych rzeczy bać. Ale ten koc (cienki i mały) ważył jakieś 4kg najwyżej. Albo odczulałam na szelest folii itp. i też zakładałam mu plandekę foliową, bo duża i "dziwna". W efekcie konik nie boi się takich przedmiotów. Ale wsiadać na młodego konia jest nienormalne i egoistyczne. To tak jakbyś pięcioletniemu dziecku kazała pracować na budowie...
Konija z tym kręgosłupem to nie wiem, możliwe że masz rację, ale z dzieciństwem w wieku 5 lat troszkę przesadziłaś, bo konie 2 letnie mają praktycznie na ludzkie lata 18 lat więc stają się dorosłe. Ogiery w wieku 2 lat już mogą kryć i to bardzo skutecznie. A skoro ludzie mają kości wykształcone w wieku 21 lat to uważam że wiek 3 lat wystarczy by można było stwierdzić że tkanka kostna konia jest wystarczająco mocno. No ale jeśli masz sprawdzone źródło informacji na ten temat to zapewne masz rację z tymi 5 latami, jednak po pierwsze, od wielu lat konie są zajeżdżane w wieku max 3 lat i później gdy dochodzą do później starości mają po 17 albo 19 lat, w cale nie mają z tegoż tytułu problemów z kręgosłupem. Owszem zdarzą się konie co zaczną mieć problemy z kręgosłupem w wieku 5 lat, ale to nie koniecznie musi być spowodowane wczesnym zajeżdżaniem lecz po prostu słabszą budową układu kostnego. Tak samo jak z ludźmi. Jedni potrafią pracować ciężko fizycznie na budowie od lat 18 i mają się dobrze, inni pracują w biurze ciągle i mają problemy z kręgosłupem (faktem jest że niektórzy powiedzą że od tego że źle siedzą), ale są też ludzie którzy jeszcze dłużej za biurkiem siedzą i nic się nie dzieje z ich kręgosłupem. Wszystko zależy od układu kostnego. Niektórzy mają mocniejsze kości inni słabsze.Co do niespieszenia się, nie uważam żeby jeździec zajeżdżając konia wsiadając na niego w wieku 3 lat się spieszył, a komu chciałoby się czekać 5 lat na zajeżdżenie jak się ma tylko jednego konia, albo 2 konie ? Ja obecnie jeszcze sobie nie zakupiłem konia, ale jak będę kupował to raczej takiego co ma od 1,5 roku wzwyż, w najgorszym wypadku takiego rocznego, od razu zacznę z nim pracę z ziemi żeby się do mnie przyzwyczajał (oczywiście ta praca to taka lajtowa będzie, wręcz zabawa i rozrywka dla niego i dla mnie) a w wieku 2 - 2,5 wrzucać będę siodło z kolei w wieku 3 lat będę siadał. Po prostu mam zamiar kupić konia niezajeżdżonego oraz który nie ma jeszcze zrąbanej psychiki (bo z właścicielami różnie bywa ;/), a nie mam zamiaru inwestować full kasy w żarcie dla konia na którym nie mogę sobie pojeździć. Zresztą stajnie hodowlane wstępnie zajeżdżają konie w wieku 2,5 lat po to żeby chodził pod siodłem i móc za większą kasę sprzedać. Takie jest moje zdanie. Ale jeśli Ty wsiadasz na konie dopiero w wieku 5 lat, to zapewne w ten sposób na ich szkodę nie działasz, wręcz przeciwnie. No i zapewne daje to pozytywne skutki. Ale cóż szkół trenowania koni jest w Polsce wiele, jedne są gorsze inne lepsze i możliwe że ta Twoja jest lepsza, ale to nie znaczy że moja jest zła. A teraz słówko do Kariny83.Napisałaś " I nie wierzę,że nikt,kto ma młodego konia nie właził na niego w boksie chociaż na chwilę,żeby zobaczyć,jak on zareaguje."To powiem szczerze że w takim wypadku jesteś bardzo odważna. Jak ja mam pierwszy raz wsiadać na konia, to wolę wsiadać na nieco bardziej otwartym koniu. Jak napisałaś "zobaczyć, jak on zareaguje" czyli nie masz pojęcia jak zareaguje. A jeśli stanie dębem i uderzysz o coś głową ? A jeśli zrobi barana i zawiśniesz na kracie od boksu ? W boksie masz mało miejsca, więc koń nie może odbiec, zrzuci Ciebie i podepcze ? Ja miewałem z różnymi końmi do czynienia i to że są w boksie i mają małą klitkę zamkniętą, to nie znaczy, że będą stały spokojnie. Zresztą nie wsiada się na konia by sprawdzić jak zareaguje, jeśli nie chce się z nim pracować. Przynajmniej ja tego nigdy nie robię, aczkolwiek wiem że dużo osób to praktykuje, w szczególności z sadzaniem na konia małych dzieci. Dlaczego ja tego nie praktykuje ? Już mniejsza o ten kręgosłup, o który tutaj tak się rozchodzi, ale chociażby dlatego że skoro nie chcę z koniem pracować, a koń mnie zrzuci, to co wówczas zrobić ? Zostawić go ? Żeby wiedział że wystarczy mnie zrzucić i będzie miał święty spokój, czy dalej się męczyć i wgramolić się na siodło ? Co jak będzie urządzał rodeo itd. ? A skoro ma słaby kręgosłup jak to Konija powiedziała, to przy takim rodeo ze mną na grzbiecie, jak przebiegnie parę kółek brykając może sobie nawet bardzo zniszczyć kręgosłup.
" No ale jeśli masz sprawdzone źródło informacji na ten temat to zapewne masz rację z tymi 5 latami, jednak po pierwsze, od wielu lat konie są zajeżdżane w wieku max 3 lat i później gdy dochodzą do później starości mają po 17 albo 19 lat, w cale nie mają z tegoż tytułu problemów z kręgosłupem." Podałam źródło i mogę podać więcej, ale jak widzę dla superdorsepl autorytety z dziedzin weterynarii i hipologii są stanowczo za cienkie w uszach :) Wszak koń w wieku 2 lat jest pełnoletni - ech ... szkoda słów.
"Po prostu mam zamiar kupić konia niezajeżdżonego oraz który nie ma jeszcze zrąbanej psychiki (bo z właścicielami różnie bywa ;/), a nie mam zamiaru inwestować full kasy w żarcie dla konia na którym nie mogę sobie pojeździć. " Z takim podejściem lepiej się trzy razy zastanów. Hipotetycznie zapytam - gdyby Twój własny (kupiony) koń zerwał ścięgno ( wówczas prawidłowe leczenie i rehabilitacja wymagają czasem i rocznej przerwy w pracy pod siodłem ) - to co byś wtedy zrobił ? Sprzedał, bo nie możesz na nim pojeździć ? "Zresztą stajnie hodowlane wstępnie zajeżdżają konie w wieku 2,5 lat po to żeby chodził pod siodłem i móc za większą kasę sprzedać. " Owszem i mało ich obchodzi z jakimi problemami będzie się borykał przyszły właściciel. Kiedy wszyscy palą papierosy to Ty też musisz ? Ludzie dla zysku potrafią robić gorsze rzeczy niż ujeżdżać dwulatki. Do nas należy wybór czy robimy z naszymi końmi to co łasy na kasę "biznesmen" czy słuchamy weterynarzy i hipologów (w tym takich autorytetów jak dr.Miller, dr. Heuschmann czy wymieniona tu dr.Bennet).
Późna starość u konia, który miał dobrą opiekę to 25 i więcej :) 17-19 to wiek w którym odchodzą "zajeżdżone i chore" konie a nie zdrowe i szczęśliwe.
Superhorsepl właśnie to miałam na myśli pisząc o wsiadaniu na nieprzygotowanego konia (oczywiście pomijając kwestie kręgosłupa). Po to się z koniem wcześniej pracuje z ziemi żeby powoli przyzwyczajać go pod kątem psychicznym do ciężaru człowieka. Dlatego nigdy nie przyszłoby mi do głowy tak z marszu dla zabawy czy z ciekawości wsiąść na surowego konia. Pracując z nim regularnie ustala się jakiś harmonogram zadań. Jak przychodzi czas na pierwszą próbę dosiadania młodziaka to jesteśmy nastawieni na to że mogą być komplikacje i trzeba będzie się trochę pomęczyć jak koń zacznie się stawiać. A w przypadku Kariny83 czy ona była na to gotowa? Nie sądzę. Gdyby tak jak piszesz koń odstawił jej rodeo w boksie to w najlepszym wypadku by spadła i co wtedy? Należałoby wsiadać do skutku i tu koło się zamyka. Bo jak bez wcześniejszego przygotowania można pracować z takim koniem? Dziewczyna miała duże szczęście że koń stał spokojnie, co nie zmienia faktu że to był przejaw głupoty w czystej postaci, braku wyobraźni i odpowiedzialności.
Konija ja tutaj nie mówię o kontuzjach. Ja mówię o zdrowym, młodym koniu, a nie o koniu który ma problemy ze stawami lub ma naderwane ścięgno i inne tego typu rzeczy.Co do autorytetów, owszem dr Miller jest autorytetem oraz dr Bennet o tej trzeciej osobie nic nie słyszałem więc nie wiem. Tyle że wiesz, dużo osób pisze jedno a robi coś innego. To tak samo jak ktoś napisze że z koniem trzeba tak i tak postępować, nie wolno bić i opowiada o treningu koni, ale nigdy nie napisze o tym że konia uderzył, bo coś złego zrobił, bo to by było co najmniej nie etyczne. Zapewne słyszałaś o Monty"m Robertsie. Jest to jedna osoba, będąca autorytetem wśród naturalistów w szczególności. Dużo osób ogląda filmiki z jego udziałem jak zajeżdża "surowego konia". A jaka jest prawda ? Jak kręcono film o Shy Boy"u albo kręcono inne filmiki związane z trenowaniem młodych "surowych" koni, to te konie nie były tak w 100 % surowe. Monty Roberts dbał zawsze o swoje zaplecze i dawał wpierw te dzikie konie swoim ludziom, oni naskakiwali na te konie, spadali wiele razy i potem jak już jest konik troszkę spokojniejszy trafia w ręce Monty"ego Roberts"a. Potem on bierze i pokazuje jak dobry można osiągnąć z koniem kontakt pracując z ziemi i jak szybko można na niego wsiąść. Oczywiście nie podważam tego, że Monty Roberts zajeździł setki dzikich koni, samodzielnie. Ale jak już później się to przerodziło raczej w show biznes to się troszkę pozmieniało. Człowiekiem który faktycznie wszystko robi od początku jest Pat Parelli. U niego jak widzisz trening konia, to z reguły jest koń surowy, albo którego troszkę podreperował ale Pat a nie jacyś inni jeźdźcy. Możesz powiedzieć że to co napisałem o Monty"m nie jest prawdą, ale mam sprawdzone źródło informacji, jak nie wierzysz, to przejedź się do texasu i pogadaj z ludźmi w barze a się dowiesz na jego temat bardzo wielu rzeczy. Aczkolwiek oczywiste jest to, że nadal jest moim autorytetem i ta wiedza którą on pojął na temat koni, jest wiedzą ogromną i niepojętą dla mnie. Wręcz nieosiągalną, bo jednak przeczytanie książeczki nic nie daje, jedynie uświadamia mi jak wiele mi jeszcze brakuje, by móc powiedzieć że chociaż do pięt mu dorastam.Zresztą skoro nie wierzysz że Monty tak robi kręcąc filmy, to wyjaśnij mi dlaczego nigdy nie brał udziału w zawodach Broke Horse Riding ? Bo np Pat Parelli brał w nich udział nawet w 2009 roku. Nie wiem czy w 2010 roku też. Dlatego są różne szkoły, Ty zapewne byłaś wychowywana bardziej u naturalistów i dlatego masz takie a nie inne podejście do tematu zajeżdżania koni.
aha, jeszcze jedno.Ja nie neguję tego co napisałaś. Wręcz we wcześniejszym poście potwierdziłem że tak może być, nie wiem czy jest, ale wiem że może być to prawdą.Ja wiem że koń ma wystarczająco rozwinięty kręgosłup w wieku 3 lat od znajomego który skończył zootechnikę.
Żeby było śmiesznie nie jestem naturalsem - moim zdaniem za dużo w tym czaro-marów :) Jestem raczej klasykiem po starej szkole (z głębokimi korzeniami w kawalerii i ogólnie nucie wojskowej). Do dziś pamiętam, że przed czyszczeniem to koń jest brudny a jeździec czysty a po ma być odwrotnie! I białe rękawiczki na masztalerskiej ręce i broń boże, kurz na nich po poklepaniu konia :)Wtedy też nauczyli mnie że na konia wsiadasz jak skończy 3,5 roku a do sportu idzie rok lub dwa lata później (bo tyle zajmuje trening podstawowy). Na młodym koniu teren, teren i jeszcze raz teren - żadnego trzymania na wodzy i pompowania łydkami - sam luz i relaks. Nie to co obserwuję teraz w klubach i stajniach.Tematem źle i za szybko zajeżdżanych koni zajęłam się kilka lat temu, kiedy zaczęły pojawiać się konie z podobnymi, dość charakterystycznymi problemami. I stąd bogata kolekcja literatury i udział w wielu wykładach (koledze po zootechnice też polecam - teraz takie czasy że najlepiej jest się stale dokształcać a na studiach jak i w stajniach - nie brak ignorantów z papierami).Przyznam, że i mnie na początku zadziwiło że koń osiąga dojrzałość szkieletową w tak późnym wieku, ale kiedy weźmie się pod uwagę że kościec człowieka dojrzewa też dopiero 25-28 roku życia - to nie ma się co dziwić naturze, że tak duże zwierzę jak koń, potrzebuje trochę czasu. A co do Robertsa i Parellego - nie można im odmówić zasług, zapewne dzięki ich "rewolucji" w podejściu o konia do jeździeckiego świata ma szansę powrócić zdrowy rozsądek zamiast pogoni za forsą. Zdaję sobie sprawę, że w naturalu jest dużo za dużo showmeństwa i czarowania (a także wodzenia za nos troszeczkę ;) a większość tego co pokazują ludziom to doskonale wyreżyserowany teatr.Dobra dyskusja nie jest zła :)
wiolas22-" nie przyszło mi nigdy do głowy żeby wchodzić na dwulatka choćby na chwilę, jeżeli źrebak nie był do tego przygotowany"- czyli co rozumiesz przez takie przygotowanie?Praca na lonży?Praca z ziemi?Nad tym wszystkim pracujemy.Stępuje i kłusuje na komendy,zaczęliśmy galop,ale na razie niedużo.Konija wspomniała (chyba nie tu,tylko na innym poście),że są organizowane biegi dwulatków, a tu pisze -" Przy czym nie należy porównywać jazdy wierzchem w rekreacji lub małym sporcie z wyścigami konnymi. Tam konie biegają z bardzo niewielkim obciążeniem i jedynym ich "celem" jest jak najszybsze dotarcie do tego celu", czyli że wejście na dwulatka to nie jest sprawa karalna!Uważam Wasze reakcje za przesadzone.Przecież przeszkód na nim nie skakałam,a te kilka minut nic mu nie zrobi.Czy to był fart?Hm...mam go półtora roku,został uratowany od rzeźni.W przeciwieństwie do dużej części "galopujących", stajnię mam koło domu i sama zajmuję się końmi,nie stoją w jakimś pensjonacie,gdzie zajmuje się nimi pan stajenny,a właściciel przyjeżdża raz dziennie lub rzadziej,żeby wziąć na jazdę i wyczyścić.Więc nie trafiłam na "jakiegoś tam konia",który nie wiadomo,co zrobi.Chodząc obok swoich koni codziennie,spędzając z nim czas-poznajemy się.Masę czasu schodzi na samym szczotkowaniu-wtedy czasami się o siebie opieramy.Nawet przez takie oparcie się na koniu przekazujemy mu część swojego ciężaru.Co?To pewnie też zbrodnia?I nie można porównać konia do 5-letniego dziecka.Człowiek to zwierzę ułomne.Jako jeden z drapieżników wymaga najdłuższej opieki w przyrodzie.Może(ale tylko może,bo to od człowieka zależy) zwierzęta nie dorównują nam inteligencją,ale z racji tego,że żyły na wolności są sprawne wcześniej niż taki mały ludź.
Ale Ty zupełnie nie zrozumiałaś sensu mojej wypowiedzi. Pracujesz z ziemi i na lonży to świetnie. Ale to nie oznacza że koń jest gotowy na to żeby na niego siadać a już szczególnie siadać na wariata w boskie bo nagle taka wizja mi się przedstawiła. I nie ważne jak bardzo zaprzyjaźniona jesteś ze swoim koniem. Możesz z nim nawet z talerza razem jeść, ale to nie zmienia faktu że to tylko zwierze w dodatku bardzo płochliwe. A ciężar człowieka na grzbiecie jest na prawdę dużym zdziwieniem dla konia. I wracając do tego co napisał superhorsepl, czy byłaś przygotowana na to co się może stać? Co byś zrobiła jakby koń zaczął brykać w boksie? Co byś zrobiła gdyby Cię zwalił? I nie są to pytania retoryczne, oczekuję że na nie odpowiesz. Ja też mam konia którego można nazwać prawdziwym końskim przyjacielem. Ma do mnie duże zaufanie i pójdzie za mną w ogień. Ale pomimo tego jest jeszcze całe mnóstwo rzeczy które mogą go zaskoczyć i na które może zareagować bardzo różnie. Wyścigi to bardzo odrębna sprawa. Owszem już dwulatki biegają. Ale przede wszystkim są to araby i folbluty, które dojrzewają trochę szybciej niż inne konie. Poza tym zdajesz sobie sprawę ile ważą dżokeje? Mają określoną maksymalną wagę powyżej której człowiek nie może już wsiąść na konia. Kolejna sprawa to dosiad wyścigowy. On nie został wymyślony po to żeby tym biednym ludziom tak źle się siedziało, tylko po to żeby obciążenie grzbietu było jak najmniejsze.Posiadanie własnej stajni też nie jesteś wykładnikiem wiedzy i doświadczenia. Zbyt wiele rzeczy już widziałam żeby w to uwierzyć. I nie myl opierania się na koniu z wsiadaniem bo to jest ogromna różnica.
Konija napisała też : " Ma to oczywiście wady i to ogromne, ale "kariera" wyścigowa konia na ogół jest krótka - wiele koni mimo wszystko ma czas wrócić do równowagi psychicznej i fizycznej w ciągu reszty swojego życia (chyba, że mają pecha trafić do rekreacji). " Dała też kilka linków do poważnych publikacji z których jasno wynika, że może na chwilę obecną karalne to nie jest, ale raczej powinno być i jest wiele przesłanek mogących tę postać rzeczy zmienić na korzyść koni. Sama jestem zwolennikiem pierwszego obciążania grzbietu konia masą przekraczająca 10kg (czyli coś więcej niż zwykłe siodło) dopiero po ukończeniu 3 lat (bezwzględnie!) a nawet później (im później tym lepiej).Też mam stajnię i też chodzę przy wszystkim sama. Nie zgodzę się jednak z Kariną83, że codzienne karmienie i szczotkowanie wystarczy, żeby ładować się w boksie na młodego konia. Po pierwsze uczono mnie że koń w boksie ma czuć się bezpiecznie; dlatego w boksie : nie wsiadamy, nie krzyczymy, nie bijemy i najlepiej nie siodłamy. Jest to też podyktowane bezpieczeństwem (wychodząc z boksu z osiodłanym koniem zawsze można zaczepić o drzwi lub cokolwiek i nieszczęście gotowe). Po drugie ciężar kilkudziesięciu kilogramów może wystraszyć, ale może też być po prostu niewygodny - koń próbując się go pozbyć może zrobić krzywdę sobie i "ciężarowi" - szczególnie w ciasnym i niskim pomieszczeniu.Po trzecie konia o każdego zadania trzeba przygotować - robienie czegokolwiek znienacka, pod wpływem chwili jest tu niedopuszczalne. I nie chodzi tu o to, że koń się wystraszy i ucieknie. Konie wyścigowe własnie tak robią - uciekają, ku radości jokejów - naprawdę chcesz mieć TAKIEGO konia ? Konie nie lubią niespodzianek. Twój co prawda szybko nie pobiegnie, ale poczekaj "wymyśli" coś co będzie lepiej pasowało do jego możliwości - może zacznie napierać ciałem (być przyciśniętym przez kilkaset kg to naprawdę ożywcze doświadczenie), może będzie wyrywał wodze, gwałtownie unosił lub opuszczał głowę. Coś na pewno przyjdzie mu do głowy kiedy postanowi, że trzeba się przed Tobą jakoś bronić ...
Na początku konia powinno się uczyć podstaw. Można porównać to do budowy domu, zaczyna się od fundamentów. Bardzo łatwo jest zepsuć młodego konia, co jest później trudne do naprawy. Najpierw porób z nim ćwiczenia na szanowanie człowieka, żeby sie nie pchał na człowieka itp. stopniowo.Więcej informacji na priv.
Rozumiem Wasze podejście,jeżeli chodzi o wiek konia-powody są konkretne i logiczne-rozrost mięśni i kości.W większości przypadków do zajeżdżania trafiają konie w wieku 3,5lat, może 4.I tak jak wspomniałam w pierwszym wpisie- nie chcę jeszcze Młodego zajeżdżać, tylko przyzwyczajać do tego.Nie jeżdżę na nim,tylko 2 razy siedziałam.Przecież przyzwyczajenie konia do pracy pod jeźdźcem nie polega tylko na wskoczeniu na niego i wio!Tak jak zostało wspomniane-to praca z ziemi i na lonży.Spokojne przyjęcie wędzidła,którego nie wpychałam mu na siłę!-maczałam w kleiku z wody i cukru,powąchał, spróbował,potem zakładałam,ściągałam,aż sam brał je do pyska.Później nie miałam problemu z włożeniem tej paskudnej rzeczy do pysiaka.Sam bierze i memła.Dlaczego wsiadłam w boksie?Właśnie dlatego,że to dla konia miejsce bezpieczne,gdzie wie,że nic złego go nie spotka.Zna mnie i wie,że często się koło niego kręcę,zna mój dotyk,ufa mi.Ingrid Klimke w książce "Podstawowe szkolenie młodego konia"pisze,że właśnie w boksie można robić pierwsze dosiady,nawet zwracając konia w stronę żłobu,wykorzystując miłe dla niego doznania związane z jedzeniem.Oczywiście pisze o wieku konia do jazdy-3,5 roku.Ale jeszcze raz przypominam-nie chcę jeszcze na nim jeździć!Delikatnie wsiadłam,pogłaskałam,pogadałam do niego i zeszłam.Podobnie przy tej jeździe z moim błędnym "pociąganiem za wodze"-zrobiłam na nim małe kółko-czas ok.2minuty.Poza tym jestem zbliżona wagą do wagi dżokejów-o ile się orientuję,to ok.50kg,więc wcale nie taki znowu "niewielki" ciężar,jak piszecie.Te dwie minuty na pewno krzywdy żadnej mu nie zrobiły,bo nawet te konie młode,które mają "ukierunkowane i krótkie"treningi jakoś nie wierzę,że biorą tak prosto z pastwiska i liczą na to,że "będą uciekać przed ciężarem jeźdźca".Dlaczego wracam do biegów młodych koni?-bo skoro można na młodym koniu takie biegi robić,to spokojne siedzenie na nim przez chwilę krzywdy mu nie zrobi!Poza tym kolejny raz piszę-jeszcze na nim nie jeżdżę -w pierwszym poście wspomniałam,że mamy na to jeszcze czas.A Wy ubzduraliście sobie,ze ja już na pewno na nim cuda nie widy wyczyniam...Niestety nie jem z koniem z jednego talerza...A mąż pewnie by konia przytrzymał,wiec takie samobójcze to wcale nie było.Gdybym zaczęła się zastanawiać nad każdym ruchem,to pewnie nigdy bym na konia nie wsiadła,bo to grozi urazem kręgosłupa.Pomijając lonżę i prace z ziemi-co jeszcze doradzicie jako takie przyuczenie do pracy pod jeźdźcem.Czy podpowiecie jakieś takie domowe sposoby.Kazdy ma innego trenera,korzysta z innych materiałów.I każdy może wnieść do nauki coś nowego.Heh...no trochę chaotycznie,mam nadzieje,ze nikt niczego na opak nie zrozumie
Karina83 nie chcę cię urazić, ale wg mnie na konia to ty nie jesteś gotowa. W swoich postach pokazujesz, że jesteś na tą odpowiedzialność nieprzygotowana. Może warto 2-latka oddać komuś z większym doświadczeniem? A i jeśli myślisz, że ktoś doświadczony na forum ci powie, że wsiadania na 2-latka jest dobre, to zapomnij! <br>
Rozumiem Wasze podejście,jeżeli chodzi o wiek konia-powody są konkretne i logiczne-rozrost mięśni i kości.W większości przypadków do zajeżdżania trafiają konie w wieku 3,5lat, może 4.I tak jak wspomniałam w pierwszym wpisie- nie chcę jeszcze Młodego zajeżdżać, tylko przyzwyczajać do tego.Nie jeżdżę na nim,tylko 2 razy siedziałam.Przecież przyzwyczajenie konia do pracy pod jeźdźcem nie polega tylko na wskoczeniu na niego i wio!Tak jak zostało wspomniane-to praca z ziemi i na lonży.Spokojne przyjęcie wędzidła,którego nie wpychałam mu na siłę!-maczałam w kleiku z wody i cukru,powąchał, spróbował,potem zakładałam,ściągałam,aż sam brał je do pyska.Później nie miałam problemu z włożeniem tej paskudnej rzeczy do pysiaka.Sam bierze i memła.Dlaczego wsiadłam w boksie?Właśnie dlatego,że to dla konia miejsce bezpieczne,gdzie wie,że nic złego go nie spotka.Zna mnie i wie,że często się koło niego kręcę,zna mój dotyk,ufa mi.Ingrid Klimke w książce "Podstawowe szkolenie młodego konia"pisze,że właśnie w boksie można robić pierwsze dosiady,nawet zwracając konia w stronę żłobu,wykorzystując miłe dla niego doznania związane z jedzeniem.Oczywiście pisze o wieku konia do jazdy-3,5 roku.Ale jeszcze raz przypominam-nie chcę jeszcze na nim jeździć!Delikatnie wsiadłam,pogłaskałam,pogadałam do niego i zeszłam.Podobnie przy tej jeździe z moim błędnym "pociąganiem za wodze"-zrobiłam na nim małe kółko-czas ok.2minuty.Poza tym jestem zbliżona wagą do wagi dżokejów-o ile się orientuję,to ok.50kg,więc wcale nie taki znowu "niewielki" ciężar,jak piszecie.Te dwie minuty na pewno krzywdy żadnej mu nie zrobiły,bo nawet te konie młode,które mają "ukierunkowane i krótkie"treningi jakoś nie wierzę,że biorą tak prosto z pastwiska i liczą na to,że "będą uciekać przed ciężarem jeźdźca".Dlaczego wracam do biegów młodych koni?-bo skoro można na młodym koniu takie biegi robić,to spokojne siedzenie na nim przez chwilę krzywdy mu nie zrobi!Poza tym kolejny raz piszę-jeszcze na nim nie jeżdżę -w pierwszym poście wspomniałam,że mamy na to jeszcze czas.A Wy ubzduraliście sobie,ze ja już na pewno na nim cuda nie widy wyczyniam...Niestety nie jem z koniem z jednego talerza...A mąż pewnie by konia przytrzymał,wiec takie samobójcze to wcale nie było.Gdybym zaczęła się zastanawiać nad każdym ruchem,to pewnie nigdy bym na konia nie wsiadła,bo to grozi urazem kręgosłupa.Pomijając lonżę i prace z ziemi-co jeszcze doradzicie jako takie przyuczenie do pracy pod jeźdźcem.Czy podpowiecie jakieś takie domowe sposoby.Kazdy ma innego trenera,korzysta z innych materiałów.I każdy może wnieść do nauki coś nowego.Heh...no trochę chaotycznie,mam nadzieje,ze nikt niczego na opak nie zrozumie <br>Karina83 z twoich postów wynika że nie jesteś gotowa na konia. Taka prawda. Oddaj lepiej go komuś doświadczonemu.<br><br><br>