HEJ!!!! Jestem Kinga i mam wielki problem. Otóż miałam w swoim życiu czterech instruktorów. Problem w tym, że każdy uczył inaczej. I dlatego chciałam się dowiedzieć, która wersja w zatrzymaniu konia jest najlepsza. Proszę o rady doświadczonych "odznakowiczów".Wersja 1. instruktorki Marty: Pierwsze lekkie pociągięcie wodzy do siebie by dać koniowi znak i drugie silniejsze.Wersja 2. instruktora Błażeja: Od razu ciągnięcie wodzy do siebie z całych sił (to znaczy dopóki się nie zatrzyma)Wersja 3. instruktorki Justyny (najbardziej różniąca się od pozostałych) : przeniesienie nóg najbardziej w tył i odchylenie siędo tyłu.Która jest naprawdę dobra? A może żadna z nich nie jest prawidłowa??
Nie jestem "doświadczonym odznakowiczem" , ale myślę, że mogę się wypowiedzieć ? :-)Mnie uczono, żeby pociągnąć konia z całych sił za wodze , chociaż dla mnie jest to trochę...dziwne - że tak się wyrażę.Postawmy się na miejscu konia - kłusujesz, na tobie siedzi jakieś...duże "stworzenie" i nagle, ni z tego , ni z owego ciągnie cię z całej siły za pysk...Jak już pisałam, nie jestem doświadczonym jeźdźcem i mogę się mylić ;-)P.
Z tego co mnie wiadomo to1. przed wykonaniem zatrzymania wykonuje się półparadę = niewielkie zwiększenie działania wszystkich pomocy - łydki (przyłożenie), dosiadu (odchylenie się) i ręki (większe napięcie na wodzach), a potem2. zatrzymanie: sygnał wodzami, ale przy zamkniętej łydce.Teraz praktyka, czyli dlaczego (prawdopodobnie, bo to tylko moje przypuszczenia) każdy z instruktorów miał rację.Weź pod uwagę, że:- dopiero się uczysz (tak napisałaś) i dlatego wykonanie półparady może być jeszcze za trudne- konie na których się uczysz to nie są konie idealnie ułożone i może niekoniecznie da sie na nich zastosować "książkowe" rozwiązanie (które działa u koni dobrze jeżdżonych). Także myślę, że instruktorzy znają swoje konie i wiedzą "jak to działa"Powodzenia w doskonaleniu umiejętności!
jak jest ta ostatnia "rada" to łydki do tyłu po to żeby obciążyć koniowi kręgosłup i go to zaboli i się zatrzyma, ja tak robie w sytuacjach gdy koń mnie np próbuje ponosić w terenie.a na placu zatrzymuję konia lekko za wodzę, i troszeczkę do tyłu się odchylam :)a jak ciągle mnie do przodu koń to próbujęsie własnie zatrzymać czekam 5 sekund i ruszam dopiero i tak za każdym razem :) wg mnie ta 2 rada jest najgorsza.
deHerblay- jak najbardziej popieram wykonanie :-)Ale dodam,że pomimo znania swojego konia,czy konia szkółkowego,to wersja instruktora Błażeja jest dla mnie taka typowo chłopska :-/ Ciągnąć z całej siły,aż się nie zatrzyma?!!!A co to ma być przestawianie wozu czy jazda na żywym stworzeniu,która ma być współpracą?Jak instruktorzy tak uczą,to nie dziw,że konie potem w pyskach pozaciągane :/Owszem, dla początkującego jeźdźca półparada może być nie lada wyzwaniem- no bo dopiero co się uczy łapać równowagę na koniu,a gdzie ma pomyśleć,żeby za jednym ruchem wykonać tyle czynności na raz :D Ale można wtedy uczyć,że zamiast zaciągania pyska do góry,można użyć głosu- zwykłe prrrr powinno wystarczyć.Do tego DELIKATNE zadziałanie wodzami,żeby konik załapał,że czegoś od niego oczekujemy.My mamy wstęp do nauki półparady,a konik nie cierpi
Ja także nie jestem doświadczonym "" odznakowcem "", wręcz przeciwnie. Ale mam co do tego swoje zdanie:Myślę, że pierwsza wersja jest kompletnie bez sensu, bynajmniej dla mnie. Niejednokrotnie próbowałem tej metody - nie wiem jak u was - ale u mnie ona jest mało skuteczna.Druga metoda jest chyba najbardziej powszechna i myślę, że jest najlepsza z tych trzech.Natomiast wersja trzecia także jest właściwa, gdyż odchylnie się do tyłu i przeniesienie nóg bliżej tyłu, daje znak koniu, żeby nie przyspieszać. Tak więc zatrzymać jest jeszcze trudniej, w kłusie nawet można mieć problem.Podsumowując: myślę, że najlepiej jest zastosować wersję 2 i 3 naraz. To znaczy, pochyl się do tyłu, nogi lekko do tyłu i pociągnij do siebie wodzę dość mocno. Powinno zadziałać.Powodzenia :)
Boże WIDZISZ, a nie GRZMISZ!
Ludzie, zatrzymanie jest figurą, którą powszechnie można nazwać paradą. Poprzedza się ją półparadami.
Czyli tłumacząc na prostszy język. Zatrzymanie powinno być poprzedzone sygnałem półparady, czyli łydki (zamknięcie konia w łydkach, tym samym danie infromacji "hej, uwaga coś będzie się działo"), ręką (lekkie zabranie koniu wodzy, LEKKIE, również z informacją, że coś od konia wymagamy), dosiadem (bardziej usiąść w siodło, odchylając się minimalnie do tyłu, tak by tym sposobem, na chwilę unieruchomić kręgosłup wzdłuż dolnej lini kręgosłupa, co koń wyczuje na swym grzbiecie w dość jednoznaczny sposób, niewygodny - tym samym ponglający do przyszłego zwolnienia tempa). Czyli ogólnie półparada jest sygnałem przed jakąkolwiek figurą inną niż jazda na wprost (nie zawsze off course), typu wolta, zatrzymanie, przyśpieszenie, zwolenienie tempa, zmiana kierunku itd.
Po półparadzie następuje parada, czyli zebranie mocniejszego kontaktu - i tu nie chodzi o zatrzymanie i szarpanie się z koniem na ryju! Nie. Tu trzeba mieć wyczucie, wiedzieć kiedy odpuścić, ale tak by zadziałało, to ma być chwilowy, stanowczy impuls - pamiętajcie, że jazda konna to nie jest walka z koniem na tak czułym dla nich pysku. Myślę, że wam nie byłoby miło, gdybyście zostały tak poraktowane... Wraz z takim zebraniem wodzy, następuje dojechanie zamkniętą łydką do ręki, by zatrzymanie było nie tylko w sensie wiszenia konia na ryju (bo tak działa wodza), ale również by koń do zatrzymania zaangażował zad, to jest prawidłowe zatrzymanie. I dodatkowo wspomniany wcześniej dosiad z odchyleniem do tyłu - tu też w wyczuciem, tu nie chodzi o kładzenie się na tylnim łęku, ale usztywnieniu dolnej partii kręgosłupa na chwilę. - BO prawdą jest, że zatrzymania ma być zrobione od razu, a nie jak to robi większość jeźdźców... Zaciągnięcie na ryju, tym samym siłowanie się w odchylaniu, łydki fruną do góry, a koń i tak wiezie jeźdźca jeszcze przez półkoła, bo nie wie o co chodzi temu u góry.
Czyli żadna z tych wersji nie jest bliska prawdzie.
Me.
Dosiad ,zamknięcie łydkami ,napięcie wszystkich mięśni nóg ,odchylenie się do tyłu i dopiero na końcu działa ręka choć ona bywa zbędna jeśli jest mocny dosiad ;)
Me Gusta zgadzam się z tobą :-) ale jak wiem nie zawsze jest idealnie i często jeźdźcy nie tylko początkujący nie potrafią tego zrobić, jednak warto próbować -za 1000 razem się uda a wtedy koń będzie wam baardzo wdzięczny :-) i przy okazji - zatrzymanie bywa dość trudne
no i jeszcze jedna rzecz - NIGDY nie wolno ciągnąć za obie wodze na raz
Wiesz co to zalezy od tego jakiego masz konia jeśli koń jest uparty to mocne pociagnięcie do puki się nie zatżyma jeśli jest taki ze słucha lekkie pociągnięcie powinno wystarczyć
agnieszka - jak sądzę wypowiedź Me Gusta była około 5 razy za długa i 10 razy za trudna, żebyś mogła ją zrozumieć?A jak na mocne pociągnięcie koń też się nie zatrzyma, a mocniej już nie dasz rady? Piła w mordzie? Mocniejsze wędzidło? Czarna wodza?Ludzie, uczcie się jeździć, konie będą wam wdzięczne...
Czasem to zależy od konia jak najlepiej go zatrzymać, ale ogólnie to jest tak, że przed wykonaniem zatrzymania przygotowuje się konia do tego by się zatrzymał. Czyli daje mu się uprzednio znak, że coś się będzie dziać. Wykonanie dobrej półparady jest jedyną właściwą rzeczą, którą można wtedy zrobić - przyłożenie łydek, odchylenie się i delikatne pociągnięcie wodzy. Wiele osób już tu o tym pisało. Ale spotkałam się też z takimi końmi, na których półparadę wykonuje się z jedną różnicą - nie przykłada się łydek tylko trzeba odstawić je od boków konia, bo inaczej koń uznaje to jako dwa różne sygnały. Oczywiście takich koni jest zdecydowanie mniej, ale są, więc trzeba poznać też konia, żeby móc coś na nim zrobić.
Na czarnych wodzach? A na ilu?Jesteś pewna, że wiesz o czym mówisz? Jeśli ktoś ci faktycznie dał ci czarną wodzę do łapek, to znaczy, że jeździectwo w tym kraju stacza się coraz szybciej.
No nie jestem pewna, chyba, że na zapytaj.com dobrze odpowiedzieli to wtedy na pewno...A dla upewnienia to możecie mi podać zdjęcie, jak wygląda ta czarna wodza?
No to tak chyba na nich jeżdżę. Czytałam w internecie opinie innych koniarzy. jestemzlasu, nie to, że zmienię stadnine tylko po prostu poproszę, że tego nie chcęi tyle:)
Jeśli ty - początkująca - jeździsz na "ledwo zajeżdżonym koniu", dostajesz do ręki czarną wodzę, a instruktorzy dają takie porady, jak zacytowane w pierwszym poście, to to jest zły ośrodek, nie nauczysz się tam dobrze jeździć, jest to strata czasu i pieniędzy, a w dodatku nabierasz złych nawyków i krzywdzisz konie, na których jeździsz i na których będziesz jeździć w przyszłości.
fest;/ olać to co ona robi sobie (choć dla dobra koni, na których będzie jeżdzić w przyszłości przydałoby się żeby znała podstawy jazdy konnej) ale to co się dzieję z tym koniem woła o pomstwę do nieba! To jest wręcz nie do pomyślenia żeby ktoś niedoświadczony jeździł na "świeżym" koniu z takim patentami. Powodzenia dla tego kogoś kto będzie tego konia naprawiał... Głupota ludzka nie zna granic!
czytając takie historie zastanawiam się nad dwiema rzeczami:1. albo ktoś ma zbyt bujną wyobraźnię i wymyśla sobie problemy z końmi, tylko po to, żeby mieć o czym napisać na forum...2. bądź... czemu jeszcze nikt nie napisał do PZJ o sprawdzenie ośrodka i zweryfikowanie uprawnień pracujących tam instruktorów!!! moje zdanie jest takie, jeśli dalej nikt nie będzie interweniował i tak, nie donosił, na takie godne pożałowania "ośrodki jeździeckie", to krzywda jest zarówno dla jeźdźców i koni.... :(( zamiast obracać głowę i mówić "to nie moja sprawa" i jedyne co, to zmieniać ośrodek, KAŻDA z osób, która nazywa siebie miłośnikiem koni czy jeźdźcem powinna reagować...
A koleżanka kingarnek taka wrażliwa na cierpienia biednych konisiów, które krzywdzi ten okropny Lorenzo. Najtrudniej zauważyć belkę we własnym oku...Nene, ale powiedz proszę, gdzie można donieść i w jaki sposób zainterweniować? PZJ może w tej sprawie zrobić wielkie nic, nawet jeśli komuś by się chciało tym zainteresować. Komu byś to chciała zgłosić?
Komu? Jeśli PZJ nie chce się tym zajmować ani interweniować u odpowiednich władz, to można to zrobić samemu, taki ośrodek można zgłosić w UP, US, a tak naprawdę, to prowadzenie zajęć bez dokumentów instruktora jest łamaniem prawa:zgodnie z obowiązującą ustawą o sporcie (z dnia 25 czerwca 2010 roku) osoby, które chcą prowadzić „zorganizowane zajęcia w zakresie sportu w klubie sportowym uczestniczącym we współzawodnictwie organizowanym przez polski związek sportowy” muszą uzyskać tytuł instruktora sportu w danej dyscyplinie sportu" Prowadzenie zajęć bez uprawnień niesie za sobą poważne skutki prawne złamania ustawy i rozporządzeń, narażenie zdrowia i życia osób biorących udział w tych zajęciach (przepisy kodeksu cywilnego i karnego)." A skoro w grę wchodzi łamanie prawa, to najodpowiedniejszym organem jest Policja. A skąd wiesz, że PZJ nie chce interweniować w takich sprawach? Próbowałaś? Czy może zakładasz z góry, że tak będzie? Znam jeden ośrodek, który został zamknięty dlatego, że dziewczynka miała poważny wypadek w trakcie jazdy, a na terenie ośrodka nie był zatrudniony ani jeden instruktor z uprawnieniami. Więc jednak ktoś się tym interesuje... Tylko czy musi aż dojść do jakiegoś wypadku, żeby zaczęto interweniować?
Tyle, że ustawa o sporcie mówi o sporcie. Nie określa zasad prowadzenia zajęć rekreacyjnych.
W UP, US - na jakiej podstawie? Dawania czarnej wodzy dzieciom? Inne
podstawy może się znajdą, każdy ma coś za uszami, ale tutaj mówimy o
złej jakości prowadzenia nauki jazdy. Co ma do tego Urząd Pracy?
PZJ nie zainterweniuje, bo nie ma do tego podstaw. Polski Związek
Jeździecki tyle ma do szkółki za stodołą, co Polski Związek Piłki Nożnej
do biegania siedmiolatków za piłką na podwórku między blokami. Jak wybiją komuś okno to raczej PZPN nie interweniuje.
I tak, zazwyczaj musi dojść do wypadku.
Nie mówię, że ten stan rzeczy mi się podoba, ale w tym momencie nie ma
innego sposobu, jak po prostu zmienić ośrodek. Gdyby wszyscy przenieśli
się do lepszych, to te gorsze straciłyby źródło utrzymania. Co
oczywiście nie jest takie proste, bo nauka jazdy za stodołą bez
instruktora i kasku jest o wiele tańsza niż w porządnym ośrodku na
wyszkolonym koniu.
HEJ!!!! Jestem Kinga i mam wielki problem. Otóż miałam w swoim życiu czterech instruktorów. Problem w tym, że każdy uczył inaczej. I dlatego chciałam się dowiedzieć, która wersja w zatrzymaniu konia jest najlepsza. Proszę o rady doświadczonych "odznakowiczów".Wersja 1. instruktorki Marty: Pierwsze lekkie pociągięcie wodzy do siebie by dać koniowi znak i drugie silniejsze.Wersja 2. instruktora Błażeja: Od razu ciągnięcie wodzy do siebie z całych sił (to znaczy dopóki się nie zatrzyma)Wersja 3. instruktorki Justyny (najbardziej różniąca się od pozostałych) : przeniesienie nóg najbardziej w tył i odchylenie siędo tyłu.Która jest naprawdę dobra? A może żadna z nich nie jest prawidłowa??
Mnie w każdej stajni uczono że trzeba pociągnąć wodze do siebie i lekko odchylić się do tyłu :)
Nie jestem "doświadczonym odznakowiczem" , ale myślę, że mogę się wypowiedzieć ? :-)Mnie uczono, żeby pociągnąć konia z całych sił za wodze , chociaż dla mnie jest to trochę...dziwne - że tak się wyrażę.Postawmy się na miejscu konia - kłusujesz, na tobie siedzi jakieś...duże "stworzenie" i nagle, ni z tego , ni z owego ciągnie cię z całej siły za pysk...Jak już pisałam, nie jestem doświadczonym jeźdźcem i mogę się mylić ;-)P.
Z tego co mnie wiadomo to1. przed wykonaniem zatrzymania wykonuje się półparadę = niewielkie zwiększenie działania wszystkich pomocy - łydki (przyłożenie), dosiadu (odchylenie się) i ręki (większe napięcie na wodzach), a potem2. zatrzymanie: sygnał wodzami, ale przy zamkniętej łydce.Teraz praktyka, czyli dlaczego (prawdopodobnie, bo to tylko moje przypuszczenia) każdy z instruktorów miał rację.Weź pod uwagę, że:- dopiero się uczysz (tak napisałaś) i dlatego wykonanie półparady może być jeszcze za trudne- konie na których się uczysz to nie są konie idealnie ułożone i może niekoniecznie da sie na nich zastosować "książkowe" rozwiązanie (które działa u koni dobrze jeżdżonych). Także myślę, że instruktorzy znają swoje konie i wiedzą "jak to działa"Powodzenia w doskonaleniu umiejętności!
jak jest ta ostatnia "rada" to łydki do tyłu po to żeby obciążyć koniowi kręgosłup i go to zaboli i się zatrzyma, ja tak robie w sytuacjach gdy koń mnie np próbuje ponosić w terenie.a na placu zatrzymuję konia lekko za wodzę, i troszeczkę do tyłu się odchylam :)a jak ciągle mnie do przodu koń to próbujęsie własnie zatrzymać czekam 5 sekund i ruszam dopiero i tak za każdym razem :) wg mnie ta 2 rada jest najgorsza.
to co napisała DeHeblay jest jak najbardziej poprawne ;)
deHerblay- jak najbardziej popieram wykonanie :-)Ale dodam,że pomimo znania swojego konia,czy konia szkółkowego,to wersja instruktora Błażeja jest dla mnie taka typowo chłopska :-/ Ciągnąć z całej siły,aż się nie zatrzyma?!!!A co to ma być przestawianie wozu czy jazda na żywym stworzeniu,która ma być współpracą?Jak instruktorzy tak uczą,to nie dziw,że konie potem w pyskach pozaciągane :/Owszem, dla początkującego jeźdźca półparada może być nie lada wyzwaniem- no bo dopiero co się uczy łapać równowagę na koniu,a gdzie ma pomyśleć,żeby za jednym ruchem wykonać tyle czynności na raz :D Ale można wtedy uczyć,że zamiast zaciągania pyska do góry,można użyć głosu- zwykłe prrrr powinno wystarczyć.Do tego DELIKATNE zadziałanie wodzami,żeby konik załapał,że czegoś od niego oczekujemy.My mamy wstęp do nauki półparady,a konik nie cierpi
Najlepsza jest 3. Bo niektóre konie mają tzw. twarde pyski i niedziała na nich tarmoszenie wodzy.
Tak też myślałam.
Ja także nie jestem doświadczonym "" odznakowcem "", wręcz przeciwnie. Ale mam co do tego swoje zdanie:Myślę, że pierwsza wersja jest kompletnie bez sensu, bynajmniej dla mnie. Niejednokrotnie próbowałem tej metody - nie wiem jak u was - ale u mnie ona jest mało skuteczna.Druga metoda jest chyba najbardziej powszechna i myślę, że jest najlepsza z tych trzech.Natomiast wersja trzecia także jest właściwa, gdyż odchylnie się do tyłu i przeniesienie nóg bliżej tyłu, daje znak koniu, żeby nie przyspieszać. Tak więc zatrzymać jest jeszcze trudniej, w kłusie nawet można mieć problem.Podsumowując: myślę, że najlepiej jest zastosować wersję 2 i 3 naraz. To znaczy, pochyl się do tyłu, nogi lekko do tyłu i pociągnij do siebie wodzę dość mocno. Powinno zadziałać.Powodzenia :)
Boże WIDZISZ, a nie GRZMISZ! Ludzie, zatrzymanie jest figurą, którą powszechnie można nazwać paradą. Poprzedza się ją półparadami. Czyli tłumacząc na prostszy język. Zatrzymanie powinno być poprzedzone sygnałem półparady, czyli łydki (zamknięcie konia w łydkach, tym samym danie infromacji "hej, uwaga coś będzie się działo"), ręką (lekkie zabranie koniu wodzy, LEKKIE, również z informacją, że coś od konia wymagamy), dosiadem (bardziej usiąść w siodło, odchylając się minimalnie do tyłu, tak by tym sposobem, na chwilę unieruchomić kręgosłup wzdłuż dolnej lini kręgosłupa, co koń wyczuje na swym grzbiecie w dość jednoznaczny sposób, niewygodny - tym samym ponglający do przyszłego zwolnienia tempa). Czyli ogólnie półparada jest sygnałem przed jakąkolwiek figurą inną niż jazda na wprost (nie zawsze off course), typu wolta, zatrzymanie, przyśpieszenie, zwolenienie tempa, zmiana kierunku itd. Po półparadzie następuje parada, czyli zebranie mocniejszego kontaktu - i tu nie chodzi o zatrzymanie i szarpanie się z koniem na ryju! Nie. Tu trzeba mieć wyczucie, wiedzieć kiedy odpuścić, ale tak by zadziałało, to ma być chwilowy, stanowczy impuls - pamiętajcie, że jazda konna to nie jest walka z koniem na tak czułym dla nich pysku. Myślę, że wam nie byłoby miło, gdybyście zostały tak poraktowane... Wraz z takim zebraniem wodzy, następuje dojechanie zamkniętą łydką do ręki, by zatrzymanie było nie tylko w sensie wiszenia konia na ryju (bo tak działa wodza), ale również by koń do zatrzymania zaangażował zad, to jest prawidłowe zatrzymanie. I dodatkowo wspomniany wcześniej dosiad z odchyleniem do tyłu - tu też w wyczuciem, tu nie chodzi o kładzenie się na tylnim łęku, ale usztywnieniu dolnej partii kręgosłupa na chwilę. - BO prawdą jest, że zatrzymania ma być zrobione od razu, a nie jak to robi większość jeźdźców... Zaciągnięcie na ryju, tym samym siłowanie się w odchylaniu, łydki fruną do góry, a koń i tak wiezie jeźdźca jeszcze przez półkoła, bo nie wie o co chodzi temu u góry. Czyli żadna z tych wersji nie jest bliska prawdzie. Me.
Dosiad ,zamknięcie łydkami ,napięcie wszystkich mięśni nóg ,odchylenie się do tyłu i dopiero na końcu działa ręka choć ona bywa zbędna jeśli jest mocny dosiad ;)
Me Gusta zgadzam się z tobą :-) ale jak wiem nie zawsze jest idealnie i często jeźdźcy nie tylko początkujący nie potrafią tego zrobić, jednak warto próbować -za 1000 razem się uda a wtedy koń będzie wam baardzo wdzięczny :-) i przy okazji - zatrzymanie bywa dość trudne no i jeszcze jedna rzecz - NIGDY nie wolno ciągnąć za obie wodze na raz
Irys - to co ciągniesz raz jedną raz drugą?
Wiesz co to zalezy od tego jakiego masz konia jeśli koń jest uparty to mocne pociagnięcie do puki się nie zatżyma jeśli jest taki ze słucha lekkie pociągnięcie powinno wystarczyć
najlpeiej na prr zatrzymać
agnieszka - jak sądzę wypowiedź Me Gusta była około 5 razy za długa i 10 razy za trudna, żebyś mogła ją zrozumieć?A jak na mocne pociągnięcie koń też się nie zatrzyma, a mocniej już nie dasz rady? Piła w mordzie? Mocniejsze wędzidło? Czarna wodza?Ludzie, uczcie się jeździć, konie będą wam wdzięczne...
Czasem to zależy od konia jak najlepiej go zatrzymać, ale ogólnie to jest tak, że przed wykonaniem zatrzymania przygotowuje się konia do tego by się zatrzymał. Czyli daje mu się uprzednio znak, że coś się będzie dziać. Wykonanie dobrej półparady jest jedyną właściwą rzeczą, którą można wtedy zrobić - przyłożenie łydek, odchylenie się i delikatne pociągnięcie wodzy. Wiele osób już tu o tym pisało. Ale spotkałam się też z takimi końmi, na których półparadę wykonuje się z jedną różnicą - nie przykłada się łydek tylko trzeba odstawić je od boków konia, bo inaczej koń uznaje to jako dwa różne sygnały. Oczywiście takich koni jest zdecydowanie mniej, ale są, więc trzeba poznać też konia, żeby móc coś na nim zrobić.
To znaczy, że taki koń źle reaguje na pomoce, a taka półparada jest źle wykonana.
W poprzedniej stadninie nie jeździłam na czarnych wodzach - teraz jeżdżę nie wiem czemu.
Na czarnych wodzach? A na ilu?Jesteś pewna, że wiesz o czym mówisz? Jeśli ktoś ci faktycznie dał ci czarną wodzę do łapek, to znaczy, że jeździectwo w tym kraju stacza się coraz szybciej.
No nie jestem pewna, chyba, że na zapytaj.com dobrze odpowiedzieli to wtedy na pewno...A dla upewnienia to możecie mi podać zdjęcie, jak wygląda ta czarna wodza?
Podobno można ją zapiąć na dwa sposoby: tak jak wypinacze i między przednimi nogami.
deHerblay rzeczywiście nie jeżdżę teraz na zbyt dobrych koniach. Jamajka jest ledwo zajeżdżona.
Wystarczy wpisać w grafikę google i kliknąć w pierwszy lepszy obrazek. I nie, nie zrobię tego za ciebie. I chyba powinnaś pomyśleć o zmianie ośrodka.
No to tak chyba na nich jeżdżę. Czytałam w internecie opinie innych koniarzy. jestemzlasu, nie to, że zmienię stadnine tylko po prostu poproszę, że tego nie chcęi tyle:)
Jeśli ty - początkująca - jeździsz na "ledwo zajeżdżonym koniu", dostajesz do ręki czarną wodzę, a instruktorzy dają takie porady, jak zacytowane w pierwszym poście, to to jest zły ośrodek, nie nauczysz się tam dobrze jeździć, jest to strata czasu i pieniędzy, a w dodatku nabierasz złych nawyków i krzywdzisz konie, na których jeździsz i na których będziesz jeździć w przyszłości.
fest;/ olać to co ona robi sobie (choć dla dobra koni, na których będzie jeżdzić w przyszłości przydałoby się żeby znała podstawy jazdy konnej) ale to co się dzieję z tym koniem woła o pomstwę do nieba! To jest wręcz nie do pomyślenia żeby ktoś niedoświadczony jeździł na "świeżym" koniu z takim patentami. Powodzenia dla tego kogoś kto będzie tego konia naprawiał... Głupota ludzka nie zna granic!
Polecam odchylić się do tyłu, pięty w dół , zaciągnąć wodze i może głos ( prrrr, stój- tylko zdecydowanie!)
czytając takie historie zastanawiam się nad dwiema rzeczami:1. albo ktoś ma zbyt bujną wyobraźnię i wymyśla sobie problemy z końmi, tylko po to, żeby mieć o czym napisać na forum...2. bądź... czemu jeszcze nikt nie napisał do PZJ o sprawdzenie ośrodka i zweryfikowanie uprawnień pracujących tam instruktorów!!! moje zdanie jest takie, jeśli dalej nikt nie będzie interweniował i tak, nie donosił, na takie godne pożałowania "ośrodki jeździeckie", to krzywda jest zarówno dla jeźdźców i koni.... :(( zamiast obracać głowę i mówić "to nie moja sprawa" i jedyne co, to zmieniać ośrodek, KAŻDA z osób, która nazywa siebie miłośnikiem koni czy jeźdźcem powinna reagować...
A koleżanka kingarnek taka wrażliwa na cierpienia biednych konisiów, które krzywdzi ten okropny Lorenzo. Najtrudniej zauważyć belkę we własnym oku...Nene, ale powiedz proszę, gdzie można donieść i w jaki sposób zainterweniować? PZJ może w tej sprawie zrobić wielkie nic, nawet jeśli komuś by się chciało tym zainteresować. Komu byś to chciała zgłosić?
Komu? Jeśli PZJ nie chce się tym zajmować ani interweniować u odpowiednich władz, to można to zrobić samemu, taki ośrodek można zgłosić w UP, US, a tak naprawdę, to prowadzenie zajęć bez dokumentów instruktora jest łamaniem prawa:zgodnie z obowiązującą ustawą o sporcie (z dnia 25 czerwca 2010 roku) osoby, które chcą prowadzić „zorganizowane zajęcia w zakresie sportu w klubie sportowym uczestniczącym we współzawodnictwie organizowanym przez polski związek sportowy” muszą uzyskać tytuł instruktora sportu w danej dyscyplinie sportu" Prowadzenie zajęć bez uprawnień niesie za sobą poważne skutki prawne złamania ustawy i rozporządzeń, narażenie zdrowia i życia osób biorących udział w tych zajęciach (przepisy kodeksu cywilnego i karnego)." A skoro w grę wchodzi łamanie prawa, to najodpowiedniejszym organem jest Policja. A skąd wiesz, że PZJ nie chce interweniować w takich sprawach? Próbowałaś? Czy może zakładasz z góry, że tak będzie? Znam jeden ośrodek, który został zamknięty dlatego, że dziewczynka miała poważny wypadek w trakcie jazdy, a na terenie ośrodka nie był zatrudniony ani jeden instruktor z uprawnieniami. Więc jednak ktoś się tym interesuje... Tylko czy musi aż dojść do jakiegoś wypadku, żeby zaczęto interweniować?
Tyle, że ustawa o sporcie mówi o sporcie. Nie określa zasad prowadzenia zajęć rekreacyjnych. W UP, US - na jakiej podstawie? Dawania czarnej wodzy dzieciom? Inne podstawy może się znajdą, każdy ma coś za uszami, ale tutaj mówimy o złej jakości prowadzenia nauki jazdy. Co ma do tego Urząd Pracy? PZJ nie zainterweniuje, bo nie ma do tego podstaw. Polski Związek Jeździecki tyle ma do szkółki za stodołą, co Polski Związek Piłki Nożnej do biegania siedmiolatków za piłką na podwórku między blokami. Jak wybiją komuś okno to raczej PZPN nie interweniuje. I tak, zazwyczaj musi dojść do wypadku. Nie mówię, że ten stan rzeczy mi się podoba, ale w tym momencie nie ma innego sposobu, jak po prostu zmienić ośrodek. Gdyby wszyscy przenieśli się do lepszych, to te gorsze straciłyby źródło utrzymania. Co oczywiście nie jest takie proste, bo nauka jazdy za stodołą bez instruktora i kasku jest o wiele tańsza niż w porządnym ośrodku na wyszkolonym koniu.