Gdy zaczynałam moją przygodę z jeździectwem, miałam problem z łydką uciekającą do tyłu. Później było wprost (powiedzmy) idealnie. Ostatnio jednak, łydka ucieka mi za bardzo do przodu. Na górze siedzę prosto, więc dosiad fotelowy to to nie jest. Co zrobić, oprócz ciągłego poprawiania jej i kontrolowania? Jakieś patenty, ćwiczenia?
Najczęstszymi powodami łydki bd z przodu jest zazwyczaj zapieranie się w strzemionach, w kłusie anglezowanym to opadanie na tylny łęk co powoduje pchanie łydki do przodu + zapieranie się, no i nie wybijanie się z kolan, ogólnie co do patentów... to wydaje mi się, że po prostu musisz to kontrolować, skupiać się na tym, może jakaś lonża, żeby tylko temu poświęcić czas jazdy?
Czytałam kiedyś taką książkę i tam było napisane, że najlepiej w takich przypadkach (nie tylko) wykonywać właśnie skrajności- jak łydke masz za bardzo z przodu to ciągnij ja chwile do tyłu (na maxa), potem już normalnie. Rób to ćwiczenie, a po jakims czasie twoja noga będzie w odpowiednim miejscu zwisać. To się chyba robiło bez strzemion. :)
Czytałam kiedyś taką książkę i tam było napisane, że najlepiej w takich przypadkach (nie tylko) wykonywać właśnie skrajności- jak łydke masz za bardzo z przodu to ciągnij ja chwile do tyłu (na maxa), potem już normalnie. Rób to ćwiczenie, a po jakims czasie twoja noga będzie w odpowiednim miejscu zwisać. To się chyba robiło bez strzemion. :)
Gdy zaczynałam moją przygodę z jeździectwem, miałam problem z łydką uciekającą do tyłu. Później było wprost (powiedzmy) idealnie. Ostatnio jednak, łydka ucieka mi za bardzo do przodu. Na górze siedzę prosto, więc dosiad fotelowy to to nie jest. Co zrobić, oprócz ciągłego poprawiania jej i kontrolowania? Jakieś patenty, ćwiczenia?
Najczęstszymi powodami łydki bd z przodu jest zazwyczaj zapieranie się w strzemionach, w kłusie anglezowanym to opadanie na tylny łęk co powoduje pchanie łydki do przodu + zapieranie się, no i nie wybijanie się z kolan, ogólnie co do patentów... to wydaje mi się, że po prostu musisz to kontrolować, skupiać się na tym, może jakaś lonża, żeby tylko temu poświęcić czas jazdy?
Czytałam kiedyś taką książkę i tam było napisane, że najlepiej w takich przypadkach (nie tylko) wykonywać właśnie skrajności- jak łydke masz za bardzo z przodu to ciągnij ja chwile do tyłu (na maxa), potem już normalnie. Rób to ćwiczenie, a po jakims czasie twoja noga będzie w odpowiednim miejscu zwisać. To się chyba robiło bez strzemion. :)
Czytałam kiedyś taką książkę i tam było napisane, że najlepiej w takich przypadkach (nie tylko) wykonywać właśnie skrajności- jak łydke masz za bardzo z przodu to ciągnij ja chwile do tyłu (na maxa), potem już normalnie. Rób to ćwiczenie, a po jakims czasie twoja noga będzie w odpowiednim miejscu zwisać. To się chyba robiło bez strzemion. :)