Ostatnio nie dopuszczono mnie do brazowej odznaki i mam teraz malo czasu na jazdy- koniec roku i takie tam, a w sierpniu znowu podchodze wiec musze sie do roboty wziasc
Spadłam dwa razy w terenie:) raz się czegoś przestraszył w krzakach, a za drugim razem na wsi dzieciaki go wystraszyły i fiknęłam koziołka do tyłu.... ale co mnie nie zabije to mnie wzmocni:):)
ja raz jeździłam na nowym ogłowiu ( nie wiem czy to przez to), zatrzymałam konia i chciałam go zebrać, zaczął się cofać, ja dodałam mu łydkę a on po prostu stanął dęba, ja zamiast zrobić półsiad poleciałam do tyłu i koń spadł na zad a potem na bok.... heh... a mówią żeby jak coś odchylać się do tyłu, bo o tyłu nie można spaść xD
Ja kiedyś jeździłam na 12-letniej klaczy - matce mojego konia na którym teraz jeżdżę ;DDGdy galopowałam ugryzł ją bąk i zaczęła szaleć ;)))Ja zamiast odchylić się do tyłu pochyliłam sie do przodu i spadłam ;//Ale nic się nie stało xD
Wy tu macie takie upadki z konia normalne, a mój jest wręcz idiotyczny i głupi ;// No więc było to na mojej pierwszej jeździe po 4 (chyba) latach i pierwszej w klubie, w którym jeżdżę. Dostałam konia o średnim wzroście. Ale do rzeczy... Koniec jazdy. Mieliśmy zsiąść "po ułańsku" . Instruktor nam wytłumaczył o co chodzi, więc do dzieła. Wyjmuję prawą nogę ze strzemienia, pochylam się do przodu, przekładam nogę nad zadem konia, ale nieeeeee... Ja jak to ja puknęłam konika w krzyż, czy nerki . Jak mi baranka wystrzeliła ! Ja nie przygotowana na to z dodatku z nogom już praktycznie przełożoną - pamiętam tylko koleżankę obok zsiadającą, wodzę i grzywę, no i spadłam na plecy bądź głowę - nie pamiętam dokładnie.
aha, no nie:) ja robiłam jazdę i moja koleżanka bardzo chciała na Bankiera wsiąść, więc no ok:)Bo ona niby jeździła kiedyś i max dobra była...Nie wspomnę że nie wiedziała jak wsiąść na konia, ale to nic...Siedziała na tym koniku moim biednym jak kwoka jakaś, a jak zsiadała to zleciała na plecy, ale z niej pompę miałam... HAHAHAHA!!!!
Moją najgłupszą porażką było, jak pierwszy raz przymierzałam nowe czapsy (na lewą stronę) obciach był jak nie wiem co... ;) Inna porażka to taka, jak kiedyś z dumą w nowej stajni powiedziałam, że lubię jeździć na trudnych koniach, a po 10 minutach jazdy ten oto trudny koń mnie wysadził z siodła i jeszcze potem podeptał ;)) Już nie powiem nigdy, że lubię ;)
ja na obozie w tamtym roku byłam w takim dłuższym terenie. jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy galopować. ja byłam 3 od końca, a jechaliśmy w siedmiokonnym zastępie. przede mną wszyscy już galopowali, a ja za nic nie mogłam popędzić Maga do galopu. xd gdy zaczął w końcu galopować to wyrwał mi do przodu, minął wszystkie konie . dwa się spłoszyły, a ja pogalopowałam jeszcze kilka metrów i Mag zatrzymał mi się przy drzewach. gwałtowne hamowanie, a ja znalazłam się przed siodłem na kłębie. xd
E, ja nie mam się czym pochwalić... ot, trzy razy zostałam nadepnięta, przy czym w dwóch przypadkach od razu konie zeszły, bo to były bardzo posłuszne konie, tylko jeden taki stary leniwiec z 10 sek. na mnie stał. Darłam się i darłam, aż w końcu "udało mi się" spłoszyć go. Oczywiście nie taki był mój zamiar... A co do upadków to raz spadłam, bo mi się konik dziwacznie spłoszył... to znaczy, zagalopował normalnie, a potem nagle w pewnym momencie przestał się mnie słuchać. Ja spanikowałam, pochyliłam się do przodu i fru! na ziemię. Ale nic mi się nie stało.
przypomniało mi się, że jak w tamtym roku byłam na wakacjach na obozie i pojechaliśmy w teren to po raz pierwszy w życiu koń się pode mną położył i zaczął się tarzać. oczywiście wcześniej z niego zeskoczyłam. xdjak wstawał to na mnie nadepnął. :) później noga bolała mnie do końca obozu.
Jeśli o mnie chodzi to cała moja jazda jest jadną wielką porażką... czasem tak bywa że zgram sie z koniem w kłusie a czasem nie mogę.
Ostatnio moja jazda była kompletną klapą, ja swoje koń swoje, belki do bani, kłus jeszcze gorzej, wierciła sie, próbowała zawracać zmieninach kierunek, nawet anglezowanie mi ie szło, zatrzymywała sie w kłusie :/ i jeszcze sie spłoszyła byłam juz obok siodła ale nie spadłam ^^ jedyny plus tej jazdy :)
Jeśli chodzi o porażki to ja debiutuje na tym forum, nikt nie ma chyba takiego pecha i beztalencia do jazdy jak ja, staram sie tym nie przejmować ale to mi nie wychodzi :(
Jeśli o mnie chodzi to cała moja jazda jest jadną wielką porażką... czasem tak bywa że zgram sie z koniem w kłusie a czasem nie mogę.
Ostatnio moja jazda była kompletną klapą, ja swoje koń swoje, belki do bani, kłus jeszcze gorzej, wierciła sie, próbowała zawracać zmieninach kierunek, nawet anglezowanie mi ie szło, zatrzymywała sie w kłusie :/ i jeszcze sie spłoszyła byłam juz obok siodła ale nie spadłam ^^ jedyny plus tej jazdy :)
Jeśli chodzi o porażki to ja debiutuje na tym forum, nikt nie ma chyba takiego pecha i beztalencia do jazdy jak ja, staram sie tym nie przejmować ale to mi nie wychodzi :(Kobieto! Ja raz przez całą godzinę jazdy miałam tzw. "siad fotelowy"! Później się okazało, że przy puszczaniu koni na ujeżdżalni (hala była remontowana tlatego też konie musiały się oswoić) siodło się przesunęło, a ja tego nie zauważyłam ;// Na początku zawsze tak jest! Dla mnie co 2 jazda jeszcze 2 miesiące temu była klapą! Teraz każda jazda jest świetna! A co do tego ty swoje, koń swoje to bądź bardziej stanowcza. Radzę od czasu do czasu używać palcata ;)
W sumie może faktycznie, skupiam sie żeby wszystko było ok, i przez to nie dostrzegam jaka jazda konna jest wspaniała, chciałabym to jakoś pogodzić, ale wszystko w swoim czasie, mam taką nadzieje :)
No cóż, co do porażek to oczywiście upadek z mojej rozbrykanej Funki. To było w zimie. Gdy byłam mała nie umiałam także w strzemionie ustawić piętę w dół i to mi trochę zostało. To znaczy tracę nad nią kontrolę w kłusie. Niestety...
A ja właśnie kilka dni temu jeździłam konika którego niedawno oswajałam i jechałam w galopie, zamiast kasku miałam czapkę którą, zwiał wiatr z głowy i zaplątała się koniowi między tylnie nogi, zaczął sadzić takie barany, że nie byłam w stanie się utrzymać i spadłam na glebe...:) Totalnie spuchł mi kciuk (chyba jest wybity) a na dodatek przetarłam sobie palce od wodzy...: ) Ale pozbierałam się, zamoczyłam dłonie w zimnej wodzie i dokończyłam trening...;))
A drugą porażką było jak kulałam beczkę po padoku i się przewróciłam...Podniosłam głowę i zobaczyłam jak idzie na mnie źrebak...Totalnie mnie zamurowało i nie mogłam się ruszyć, zamknęłam tylko oczy, a gdy je otworzyłam zobaczyłam na mojej łydce odcisk małego kopyta ; ))
Dla mnie moimi największymi porażkami jest nie tyle brak pewnych umiejętności, ale to, kiedy pozwalam ponieść się emocjom. Zdarza się to każdemu, ale chciałabym to wyeliminować.Np. podczas jednej jazdy wszystko szło źle i nie tak. Byłam zła i zestresowana, koń też. Zamiast sobie odpuścić albo jakoś wyluzować jechałam dalej, co z rezultacie skończyło się bardzo przykro - porwanym ogłowiem.
tala1992 - gdybyś zobaczyła moje jazdy to byś ze śmiechu nie wyrobiła,a jeżdżę prawie 8 lat (z przerwami).Najgorsza porażka?Hmm... Cała moja jazda konna to jedna wielka porażka, np.1. skakałam jakąś pseudo stacjonatę 120cm wylądowałam obok konia na plecach,2. skakałam oksera 60cm na oklep i spadłam za nim w zaspę,3. 2 gleby na jednej jeździe kiedy pierwszy raz jeździłam na Brokacie,4. zakładałam koniowi ochraniacze i pomyliłam lewy z prawym (i w przodach i w tyłach),5. na pokazach obozowych najeżdżałam 5 razy na szereg i w końcu go nie skoczyłam6. Najlepszy przykład - jeżdżę na sekcji jeździeckiej 2 mies., a skoki mamy 2 razy w tyg. i za każdym razem wszyscy oprócz mnie jadą parę razy parkur (wys. 90-120cm) przeczytajcie to -> http://www.photoblog.pl/koza132/71623555/dall.html
ja ostatnio byłam u mojej koleżanki razem z taką Kamilą. i jeździłam na Pandi. przy skokach cały czas zrzucała poprzeczkę mimo, że przeszkoda była niska.podczas jednego galopu Pandi się potknęła a ja poleciałam lekko do przodu (nie spadłam) i wypadła mi noga ze strzemienia. stwierdziłam, że po co mam się zatrzymywać skoro mogę wyjąć drugą nogę i galopować. później do końca jazdy byłam bez strzemion. :)może to nie jest porażka, ale nie wiedziałam co napisać. :)
Dobra nie wiem czy to porażka, ale mało co spadłam z konia. Ostatnio miałam swoją 2 lekcję jazdy. Zaczął się kłus i siedziałam nie pewna siebie w siodle. Nagle koń gwałtownie zachamował a ja wypadłam ze strzemion i nie poleciałam w bok tylko do przodu na szyję konia. Zatrzymałam się dopiero przy samej głowie konika.
Moją porażką był cały pierwszy rok "nauki" jazdy - przynajmniej 2 upadki co jazdę (raz w tygodniu albo więcej jeździłam) w różnych stajniach oraz upadek przez wyłamki i stopy na magicznej stacjonacie 35cm i koniec przygody ze skokami. ; ) kolejna porażka - rok nauki siedzenia w galopie,która nie przyniosła żadnych rezultatów.
Ostatnio byłam w terenie. Mój koń ciągle wyprzedzał, więc trzymałam go na krótkich wodzach. Już prawie dojeżdżaliśmy do stajni. Przed nami była jeszcze do pokonania bardzo stroma górka. Ja nadal trzymałam konia na krótkich wodzach. Ten zgiął się do trawy, a ja głupia zrobiłam fikołka przez szyję. Dziwne bo jeżdżę już długo i dosiad mam dość dobry, no ale zdarza się ;-) Co lepsze zdrętwiała mi noga i gdy wstałam, glebnęłam jeszcze raz na ziemię. Instruktor myślał że zemdlałam ;-D
mialam kiedys zrobic wolte na treningu skokowym a stała tam moja kol. na innym koniu i nie chcialam w nią wiechac prubując ją ominąc kon Czarek na ktorym jechalam pojechal na szereg z krzyzaków poczym spadłam na jego szyję i skoczylam krzyrzaka siedząc mu na szyji drugie to dzierzawilam dosyc leniwego nawet bardzo leniwego konia i prubowalam ruszyc do galopu on jednak odmawial posłuszeństwa ... dostał bacikiem ujeżdżeniowym ale to nic nie dało .... potem moja kolezanka zobaczyla jak sie męcze i przyniosla bat do lązowania i zaczela go gonic i drzec sie na niego sypac w niego piaskiem i wgl poczym on zrobił 2 foule w galopie i znów przeszedl do klusa ludzie widzący to przedstawienie mieli z nas taki polew ze potem juz caly czas chodzilysmy jeździc na łąke zeby nikt nie widzial naszych mizernych prób zagalopowania na /Barthezie ;p
Moja kolejna porażka była na wczasach w agroturystyce z końmi.Każdego dnia tam jeździłam na ulubionym koniu Nestorze, jazdy na nim były całkowicie bezproblemowe i tak idealnie Nestor jeździł jak tylko zechciałam. Codziennie galopowałam i pokonywałam bez trudu cavaletti, a jazdy na Nestorze były najlepsze w moim życiu :)Któregoś dnia zaprosiłam na ujeżdżalnię moich znajomych (też byli tam na wczasach, ale w innym ośrodku bez jazdy konnej) żeby popatrzeli na moją jazdę. Jechałam tego dnia dla odmiany na klaczy Godemia, pierwszy raz na niej siedziałam. Na początku jazdy był stęp i wtedy do nich zawołałam "na razie się rozkręcam, potem będzie super!". No i było potem.... miałam przejść do kłusa i napotkałam taki opór, że w ogóle mi to nie wychodziło. Myślałam, że chyba jeździć nie potrafię jak takie coś mi się zdarzyło, a oni patrzeli i czekali na ten najważniejszy moment, na jakiś galop czy nawet skok przez przeszkodę...... :/ Obciach na całego!! Instruktor wziął mnie, (po latach nauki jazdy konnej) na lonżę :/ Oczywiście w tym momencie znajome mi towarzystwo wyszło z ujeżdżalni na grilla. Okazało się, że Godemia nawet na lonży stawiała opór i nie słuchała nikogo. Do tej pory nie wiem co to było, i czy może popełniłam jakiś błąd, ale moi znajomi oczywiście się nabijali "to co Ty przez te wszystkie lata robisz na tych jazdach...??". Musiałam pokazać potem zdjęcia z moich innych jazd, żeby mi choć trochę uwierzyli ;))
Ja jak byłam w terenie na takiej srokatej klaczy która bardzo ma wyciągnięty galop. Ciągle próbowała wyprzedzić konia jadącego przed mną i musiałam ją bardzo mocno trzymać i ściągać. W pewnym momencie w takim szybkim galopie wodza zaplątała mi się z grzywą i wyprzedziła konia jadącego przed mną. Galop zaczęła jeszcze bardziej wyciągać. W końcu udało odplątać mi się wodzę i jechałam już spokojniejszym galopem, bo ją przytrzymałam. Przed nami była górka i pomyślałam, że na tej górce na pewno uda mi się ją już zatrzymać. Nagle klacz skręciła mi w ścieżkę obok. Z trudnością utrzymałam się w siodle, bo to było nagle. Ja zamiast ją zatrzymać do kłusa, w galopie próbowałam ją nawrócić z powrotem co było moim błędem, ponieważ klacz skręciła mi w las a ja spadłam :P Teraz jak będę jechać na stajnię będę musiała kupić czekoladę :DJa mam jakiegoś pecha do srokatych koni, bo z każdego srokacza na jakim jechałam spadłam :D
ja miałam tyle nie najlepszych jazd że ciężko mi wyłonić jakieś konkretne:) moim zdaniem nie należy się przejmować takimi pseudo-porażkami...... jak sie nie przewrócisz to się nie nauczysz i koniec.... gdybym miała liczyć ile razy spadłam to ohoho!!!! zdarzyło mi się też kilka razy przewrócić się z koniem itd. ale jeśli ktoś rzeczywiście chce jeździć to nie powinien się zrażać:)
A ja znów miałam kolejną porażkę.... :/ Moja wczorajsza jazda była "do bani". Zawsze jeżdżę na koniach z zadowoleniem na twarzy, ale tym razem czułam jedynie przygnębienie. W kłusie klaczy nie mogłam ruszyć, ani o trochę nie przyspieszyła i wyglądało to tak jakby zaraz miała się pode mną położyć. Kilka razy się niebezpiecznie potknęła, że prawie wskakiwałam jej na szyję. Zamiast galop to po około 40 minutach jazdy był ledwo kłus wyciągnięty i jakieś nieudane zagalopowania. Naprawdę jeździłam jak laik, miałam totalnie zły dzień, porażka na całej linii - wpływ na to miał zapewne początek mojego dnia :( Po tej jeździe nawet nie wymieniałam z moją trenerką jakichkolwiek zdań, a zawsze wcześniej choć kilka się wymieniło, aż wstyd mi się tam znów pokazać ;/Chyba się mocno przejęłam, może "wrzucę na luz" ;))
y... ja dopiero po 2 miesiącach się nauczyłam zakładać ogłowie... o.O
kiedyś też zbyt lekko zapinałam popręg i pod koniec jazdy byłam na środku konia, zamiast na grzbiecie (nikt mi nie zwrócił na to uwagi, bo w Bieszczadach w wakacje jeździłam sama, bez instruktora)...
A ja znów miałam kolejną porażkę.... :/ Moja wczorajsza jazda była "do bani". Zawsze jeżdżę na koniach z zadowoleniem na twarzy, ale tym razem czułam jedynie przygnębienie. W kłusie klaczy nie mogłam ruszyć, ani o trochę nie przyspieszyła i wyglądało to tak jakby zaraz miała się pode mną położyć. Kilka razy się niebezpiecznie potknęła, że prawie wskakiwałam jej na szyję. Zamiast galop to po około 40 minutach jazdy był ledwo kłus wyciągnięty i jakieś nieudane zagalopowania. Naprawdę jeździłam jak laik, miałam totalnie zły dzień, porażka na całej linii - wpływ na to miał zapewne początek mojego dnia :( Po tej jeździe nawet nie wymieniałam z moją trenerką jakichkolwiek zdań, a zawsze wcześniej choć kilka się wymieniło, aż wstyd mi się tam znów pokazać ;/Chyba się mocno przejęłam, może "wrzucę na luz" ;))Ja wczoraj miałam podobnie, też Alaska nie chciała się ruszyć, kłus to było tak kilka kroków, potykała się, galopem zrobiła pół kółka...
Em po 2 miesiacach ( w ten piatek ) nauczylam sie zakladac kanta i oglowie hahaha ale idiota ze mnie :D
hahaha gratuluję, widzę, że taki sam szmat czasu potrzebujemy, żeby nauczyć się tak prostych czynności. xd ale grutnt, że już umiemy! :P
Moim zdaniem jazda konna nawet z stoma upadkami nie jest porażką! Bo każda chwila którą spędzamy w siodle nie jest zmarnowany, nawet gdy coś komuś nie wychodzi, czy instruktor go wkurza.
dla mnie porażką jest ostatni przejazd przez belki... najazd ładny w ćwiczebnym prosto na belki wodze ok ja w półsiad a Lolita w ostatniech chwili ciach i przeszła obok belek ^^ albo nasz balet na ujeżdżalni chce jechać prosto a Lolita tak sie fajnie wyginała że jak obruciła delikatnie głowe widziałam jej zad... Potem ugryzła mnie w buta bo pod moim butem miała muche ^^
moją największą porażką był upadek przy skoku. najeżdżałam na Palomie na przeszkodę na padoku (mój pierwszy skok na dużym padoku) najpierw najechałam na koziołki a po koziołkach miała być przeszkoda. Palomka przez koziołki przeszła pięknie, centralnie przez środek, a w ostatnim momencie w bok, a ja nie wyrobiłam wypadełam z siodła i przeleciałam nad przeszkodą. xd wylądowałam ponad metr za nią. xdale Palomka nie pobigła dalej tylko zatrzymała się koło mnie i czekała aż wstanę i na nią wsiądę.
moją największą porażką był upadek przy skoku. najeżdżałam na Palomie na przeszkodę na padoku (mój pierwszy skok na dużym padoku) najpierw najechałam na koziołki a po koziołkach miała być przeszkoda. Palomka przez koziołki przeszła pięknie, centralnie przez środek, a w ostatnim momencie w bok, a ja nie wyrobiłam wypadełam z siodła i przeleciałam nad przeszkodą. xd wylądowałam ponad metr za nią. xdale Palomka nie pobigła dalej tylko zatrzymała się koło mnie i czekała aż wstanę i na nią wsiądę.masz bardzo dobrze wychowanego konia, puszcze Cie przodem :)
Całe szczęście że nic Ci sie nie stało, a co do tego że koń podszedł do Ciebie i poczekał to właśnie kocham między innymi w konach
Moja porazkaLekcja zapowiadała się ciekawie, dostałam fajnego konia no i jeździłam z dziewczyną, która że tak powiem nie utrudniała jazdy. Wszystko fajnie, był już stęp, kłus, no i przyszedł czas na galop. No to galopujemy, galopujemy. A tu nagle coś mi się zsuwa.Okazało się, że zapomniałam dopiąć popręg i siodło mi na bok zjechało, na szczęście w miarę udało mi się przesunąć i nie skończyłam na brzuchu konia.
Jak wiadomo każdy odnosi sukcesy i porażki w jeździe konnej. Tym razem opisujemy swoje porażki.
Ostatnio nie dopuszczono mnie do brazowej odznaki i mam teraz malo czasu na jazdy- koniec roku i takie tam, a w sierpniu znowu podchodze wiec musze sie do roboty wziasc
Spadłam dwa razy w terenie:) raz się czegoś przestraszył w krzakach, a za drugim razem na wsi dzieciaki go wystraszyły i fiknęłam koziołka do tyłu.... ale co mnie nie zabije to mnie wzmocni:):)
ja raz jeździłam na nowym ogłowiu ( nie wiem czy to przez to), zatrzymałam konia i chciałam go zebrać, zaczął się cofać, ja dodałam mu łydkę a on po prostu stanął dęba, ja zamiast zrobić półsiad poleciałam do tyłu i koń spadł na zad a potem na bok.... heh... a mówią żeby jak coś odchylać się do tyłu, bo o tyłu nie można spaść xD
Ja kiedyś jeździłam na 12-letniej klaczy - matce mojego konia na którym teraz jeżdżę ;DDGdy galopowałam ugryzł ją bąk i zaczęła szaleć ;)))Ja zamiast odchylić się do tyłu pochyliłam sie do przodu i spadłam ;//Ale nic się nie stało xD
Wy tu macie takie upadki z konia normalne, a mój jest wręcz idiotyczny i głupi ;// No więc było to na mojej pierwszej jeździe po 4 (chyba) latach i pierwszej w klubie, w którym jeżdżę. Dostałam konia o średnim wzroście. Ale do rzeczy... Koniec jazdy. Mieliśmy zsiąść "po ułańsku" . Instruktor nam wytłumaczył o co chodzi, więc do dzieła. Wyjmuję prawą nogę ze strzemienia, pochylam się do przodu, przekładam nogę nad zadem konia, ale nieeeeee... Ja jak to ja puknęłam konika w krzyż, czy nerki . Jak mi baranka wystrzeliła ! Ja nie przygotowana na to z dodatku z nogom już praktycznie przełożoną - pamiętam tylko koleżankę obok zsiadającą, wodzę i grzywę, no i spadłam na plecy bądź głowę - nie pamiętam dokładnie.
aha, no nie:) ja robiłam jazdę i moja koleżanka bardzo chciała na Bankiera wsiąść, więc no ok:)Bo ona niby jeździła kiedyś i max dobra była...Nie wspomnę że nie wiedziała jak wsiąść na konia, ale to nic...Siedziała na tym koniku moim biednym jak kwoka jakaś, a jak zsiadała to zleciała na plecy, ale z niej pompę miałam... HAHAHAHA!!!!
Jak raz bylam zaspana założyłam na odrotnie czaprak:P
O! A ja po jeździe, byłam zmęczona i odwrotnie kantar koniowi ubrałam ; DD
Moją najgłupszą porażką było, jak pierwszy raz przymierzałam nowe czapsy (na lewą stronę) obciach był jak nie wiem co... ;) Inna porażka to taka, jak kiedyś z dumą w nowej stajni powiedziałam, że lubię jeździć na trudnych koniach, a po 10 minutach jazdy ten oto trudny koń mnie wysadził z siodła i jeszcze potem podeptał ;)) Już nie powiem nigdy, że lubię ;)
ja na obozie w tamtym roku byłam w takim dłuższym terenie. jak wracaliśmy to na takiej łące mieliśmy galopować. ja byłam 3 od końca, a jechaliśmy w siedmiokonnym zastępie. przede mną wszyscy już galopowali, a ja za nic nie mogłam popędzić Maga do galopu. xd gdy zaczął w końcu galopować to wyrwał mi do przodu, minął wszystkie konie . dwa się spłoszyły, a ja pogalopowałam jeszcze kilka metrów i Mag zatrzymał mi się przy drzewach. gwałtowne hamowanie, a ja znalazłam się przed siodłem na kłębie. xd
Nie wyszła mi wolta w kłusie :(:(
E, ja nie mam się czym pochwalić... ot, trzy razy zostałam nadepnięta, przy czym w dwóch przypadkach od razu konie zeszły, bo to były bardzo posłuszne konie, tylko jeden taki stary leniwiec z 10 sek. na mnie stał. Darłam się i darłam, aż w końcu "udało mi się" spłoszyć go. Oczywiście nie taki był mój zamiar... A co do upadków to raz spadłam, bo mi się konik dziwacznie spłoszył... to znaczy, zagalopował normalnie, a potem nagle w pewnym momencie przestał się mnie słuchać. Ja spanikowałam, pochyliłam się do przodu i fru! na ziemię. Ale nic mi się nie stało.
przypomniało mi się, że jak w tamtym roku byłam na wakacjach na obozie i pojechaliśmy w teren to po raz pierwszy w życiu koń się pode mną położył i zaczął się tarzać. oczywiście wcześniej z niego zeskoczyłam. xdjak wstawał to na mnie nadepnął. :) później noga bolała mnie do końca obozu.
Jeśli o mnie chodzi to cała moja jazda jest jadną wielką porażką... czasem tak bywa że zgram sie z koniem w kłusie a czasem nie mogę. Ostatnio moja jazda była kompletną klapą, ja swoje koń swoje, belki do bani, kłus jeszcze gorzej, wierciła sie, próbowała zawracać zmieninach kierunek, nawet anglezowanie mi ie szło, zatrzymywała sie w kłusie :/ i jeszcze sie spłoszyła byłam juz obok siodła ale nie spadłam ^^ jedyny plus tej jazdy :) Jeśli chodzi o porażki to ja debiutuje na tym forum, nikt nie ma chyba takiego pecha i beztalencia do jazdy jak ja, staram sie tym nie przejmować ale to mi nie wychodzi :(
Weź przestań, jak teraz Ci nie wyjdzie to następm razem, raz jesteśmy na dole , raz na górze ;) P.S gdybyś zobaczyła moje lekcje xP
Jeśli o mnie chodzi to cała moja jazda jest jadną wielką porażką... czasem tak bywa że zgram sie z koniem w kłusie a czasem nie mogę. Ostatnio moja jazda była kompletną klapą, ja swoje koń swoje, belki do bani, kłus jeszcze gorzej, wierciła sie, próbowała zawracać zmieninach kierunek, nawet anglezowanie mi ie szło, zatrzymywała sie w kłusie :/ i jeszcze sie spłoszyła byłam juz obok siodła ale nie spadłam ^^ jedyny plus tej jazdy :) Jeśli chodzi o porażki to ja debiutuje na tym forum, nikt nie ma chyba takiego pecha i beztalencia do jazdy jak ja, staram sie tym nie przejmować ale to mi nie wychodzi :(Kobieto! Ja raz przez całą godzinę jazdy miałam tzw. "siad fotelowy"! Później się okazało, że przy puszczaniu koni na ujeżdżalni (hala była remontowana tlatego też konie musiały się oswoić) siodło się przesunęło, a ja tego nie zauważyłam ;// Na początku zawsze tak jest! Dla mnie co 2 jazda jeszcze 2 miesiące temu była klapą! Teraz każda jazda jest świetna! A co do tego ty swoje, koń swoje to bądź bardziej stanowcza. Radzę od czasu do czasu używać palcata ;)
W sumie może faktycznie, skupiam sie żeby wszystko było ok, i przez to nie dostrzegam jaka jazda konna jest wspaniała, chciałabym to jakoś pogodzić, ale wszystko w swoim czasie, mam taką nadzieje :)
No cóż, co do porażek to oczywiście upadek z mojej rozbrykanej Funki. To było w zimie. Gdy byłam mała nie umiałam także w strzemionie ustawić piętę w dół i to mi trochę zostało. To znaczy tracę nad nią kontrolę w kłusie. Niestety...
A ja właśnie kilka dni temu jeździłam konika którego niedawno oswajałam i jechałam w galopie, zamiast kasku miałam czapkę którą, zwiał wiatr z głowy i zaplątała się koniowi między tylnie nogi, zaczął sadzić takie barany, że nie byłam w stanie się utrzymać i spadłam na glebe...:) Totalnie spuchł mi kciuk (chyba jest wybity) a na dodatek przetarłam sobie palce od wodzy...: ) Ale pozbierałam się, zamoczyłam dłonie w zimnej wodzie i dokończyłam trening...;))
A drugą porażką było jak kulałam beczkę po padoku i się przewróciłam...Podniosłam głowę i zobaczyłam jak idzie na mnie źrebak...Totalnie mnie zamurowało i nie mogłam się ruszyć, zamknęłam tylko oczy, a gdy je otworzyłam zobaczyłam na mojej łydce odcisk małego kopyta ; ))
Dla mnie moimi największymi porażkami jest nie tyle brak pewnych umiejętności, ale to, kiedy pozwalam ponieść się emocjom. Zdarza się to każdemu, ale chciałabym to wyeliminować.Np. podczas jednej jazdy wszystko szło źle i nie tak. Byłam zła i zestresowana, koń też. Zamiast sobie odpuścić albo jakoś wyluzować jechałam dalej, co z rezultacie skończyło się bardzo przykro - porwanym ogłowiem.
tala1992 - gdybyś zobaczyła moje jazdy to byś ze śmiechu nie wyrobiła,a jeżdżę prawie 8 lat (z przerwami).Najgorsza porażka?Hmm... Cała moja jazda konna to jedna wielka porażka, np.1. skakałam jakąś pseudo stacjonatę 120cm wylądowałam obok konia na plecach,2. skakałam oksera 60cm na oklep i spadłam za nim w zaspę,3. 2 gleby na jednej jeździe kiedy pierwszy raz jeździłam na Brokacie,4. zakładałam koniowi ochraniacze i pomyliłam lewy z prawym (i w przodach i w tyłach),5. na pokazach obozowych najeżdżałam 5 razy na szereg i w końcu go nie skoczyłam6. Najlepszy przykład - jeżdżę na sekcji jeździeckiej 2 mies., a skoki mamy 2 razy w tyg. i za każdym razem wszyscy oprócz mnie jadą parę razy parkur (wys. 90-120cm) przeczytajcie to -> http://www.photoblog.pl/koza132/71623555/dall.html
ja ostatnio byłam u mojej koleżanki razem z taką Kamilą. i jeździłam na Pandi. przy skokach cały czas zrzucała poprzeczkę mimo, że przeszkoda była niska.podczas jednego galopu Pandi się potknęła a ja poleciałam lekko do przodu (nie spadłam) i wypadła mi noga ze strzemienia. stwierdziłam, że po co mam się zatrzymywać skoro mogę wyjąć drugą nogę i galopować. później do końca jazdy byłam bez strzemion. :)może to nie jest porażka, ale nie wiedziałam co napisać. :)
Dobra nie wiem czy to porażka, ale mało co spadłam z konia. Ostatnio miałam swoją 2 lekcję jazdy. Zaczął się kłus i siedziałam nie pewna siebie w siodle. Nagle koń gwałtownie zachamował a ja wypadłam ze strzemion i nie poleciałam w bok tylko do przodu na szyję konia. Zatrzymałam się dopiero przy samej głowie konika.
Moją porażką był cały pierwszy rok "nauki" jazdy - przynajmniej 2 upadki co jazdę (raz w tygodniu albo więcej jeździłam) w różnych stajniach oraz upadek przez wyłamki i stopy na magicznej stacjonacie 35cm i koniec przygody ze skokami. ; ) kolejna porażka - rok nauki siedzenia w galopie,która nie przyniosła żadnych rezultatów.
Ostatnio byłam w terenie. Mój koń ciągle wyprzedzał, więc trzymałam go na krótkich wodzach. Już prawie dojeżdżaliśmy do stajni. Przed nami była jeszcze do pokonania bardzo stroma górka. Ja nadal trzymałam konia na krótkich wodzach. Ten zgiął się do trawy, a ja głupia zrobiłam fikołka przez szyję. Dziwne bo jeżdżę już długo i dosiad mam dość dobry, no ale zdarza się ;-) Co lepsze zdrętwiała mi noga i gdy wstałam, glebnęłam jeszcze raz na ziemię. Instruktor myślał że zemdlałam ;-D
Moim zdaniem, żadna jazda nawet nie wiem z iloma upadkami nie jest porażką! Bo żaden czas w siodle nie jest zmarnowany!
mialam kiedys zrobic wolte na treningu skokowym a stała tam moja kol. na innym koniu i nie chcialam w nią wiechac prubując ją ominąc kon Czarek na ktorym jechalam pojechal na szereg z krzyzaków poczym spadłam na jego szyję i skoczylam krzyrzaka siedząc mu na szyji drugie to dzierzawilam dosyc leniwego nawet bardzo leniwego konia i prubowalam ruszyc do galopu on jednak odmawial posłuszeństwa ... dostał bacikiem ujeżdżeniowym ale to nic nie dało .... potem moja kolezanka zobaczyla jak sie męcze i przyniosla bat do lązowania i zaczela go gonic i drzec sie na niego sypac w niego piaskiem i wgl poczym on zrobił 2 foule w galopie i znów przeszedl do klusa ludzie widzący to przedstawienie mieli z nas taki polew ze potem juz caly czas chodzilysmy jeździc na łąke zeby nikt nie widzial naszych mizernych prób zagalopowania na /Barthezie ;p
Moja kolejna porażka była na wczasach w agroturystyce z końmi.Każdego dnia tam jeździłam na ulubionym koniu Nestorze, jazdy na nim były całkowicie bezproblemowe i tak idealnie Nestor jeździł jak tylko zechciałam. Codziennie galopowałam i pokonywałam bez trudu cavaletti, a jazdy na Nestorze były najlepsze w moim życiu :)Któregoś dnia zaprosiłam na ujeżdżalnię moich znajomych (też byli tam na wczasach, ale w innym ośrodku bez jazdy konnej) żeby popatrzeli na moją jazdę. Jechałam tego dnia dla odmiany na klaczy Godemia, pierwszy raz na niej siedziałam. Na początku jazdy był stęp i wtedy do nich zawołałam "na razie się rozkręcam, potem będzie super!". No i było potem.... miałam przejść do kłusa i napotkałam taki opór, że w ogóle mi to nie wychodziło. Myślałam, że chyba jeździć nie potrafię jak takie coś mi się zdarzyło, a oni patrzeli i czekali na ten najważniejszy moment, na jakiś galop czy nawet skok przez przeszkodę...... :/ Obciach na całego!! Instruktor wziął mnie, (po latach nauki jazdy konnej) na lonżę :/ Oczywiście w tym momencie znajome mi towarzystwo wyszło z ujeżdżalni na grilla. Okazało się, że Godemia nawet na lonży stawiała opór i nie słuchała nikogo. Do tej pory nie wiem co to było, i czy może popełniłam jakiś błąd, ale moi znajomi oczywiście się nabijali "to co Ty przez te wszystkie lata robisz na tych jazdach...??". Musiałam pokazać potem zdjęcia z moich innych jazd, żeby mi choć trochę uwierzyli ;))
A ja Spadłam z koni 35 razy w tym 22 z jednego ^^
Ja jak byłam w terenie na takiej srokatej klaczy która bardzo ma wyciągnięty galop. Ciągle próbowała wyprzedzić konia jadącego przed mną i musiałam ją bardzo mocno trzymać i ściągać. W pewnym momencie w takim szybkim galopie wodza zaplątała mi się z grzywą i wyprzedziła konia jadącego przed mną. Galop zaczęła jeszcze bardziej wyciągać. W końcu udało odplątać mi się wodzę i jechałam już spokojniejszym galopem, bo ją przytrzymałam. Przed nami była górka i pomyślałam, że na tej górce na pewno uda mi się ją już zatrzymać. Nagle klacz skręciła mi w ścieżkę obok. Z trudnością utrzymałam się w siodle, bo to było nagle. Ja zamiast ją zatrzymać do kłusa, w galopie próbowałam ją nawrócić z powrotem co było moim błędem, ponieważ klacz skręciła mi w las a ja spadłam :P Teraz jak będę jechać na stajnię będę musiała kupić czekoladę :DJa mam jakiegoś pecha do srokatych koni, bo z każdego srokacza na jakim jechałam spadłam :D
Moja porażka to chyba to że nie umiem trzymać się dobrze łydkami, boję się galopować(kiedyś spadłam w galopie ...) cóż ...
ja miałam tyle nie najlepszych jazd że ciężko mi wyłonić jakieś konkretne:) moim zdaniem nie należy się przejmować takimi pseudo-porażkami...... jak sie nie przewrócisz to się nie nauczysz i koniec.... gdybym miała liczyć ile razy spadłam to ohoho!!!! zdarzyło mi się też kilka razy przewrócić się z koniem itd. ale jeśli ktoś rzeczywiście chce jeździć to nie powinien się zrażać:)
A ja znów miałam kolejną porażkę.... :/ Moja wczorajsza jazda była "do bani". Zawsze jeżdżę na koniach z zadowoleniem na twarzy, ale tym razem czułam jedynie przygnębienie. W kłusie klaczy nie mogłam ruszyć, ani o trochę nie przyspieszyła i wyglądało to tak jakby zaraz miała się pode mną położyć. Kilka razy się niebezpiecznie potknęła, że prawie wskakiwałam jej na szyję. Zamiast galop to po około 40 minutach jazdy był ledwo kłus wyciągnięty i jakieś nieudane zagalopowania. Naprawdę jeździłam jak laik, miałam totalnie zły dzień, porażka na całej linii - wpływ na to miał zapewne początek mojego dnia :( Po tej jeździe nawet nie wymieniałam z moją trenerką jakichkolwiek zdań, a zawsze wcześniej choć kilka się wymieniło, aż wstyd mi się tam znów pokazać ;/Chyba się mocno przejęłam, może "wrzucę na luz" ;))
y... ja dopiero po 2 miesiącach się nauczyłam zakładać ogłowie... o.O kiedyś też zbyt lekko zapinałam popręg i pod koniec jazdy byłam na środku konia, zamiast na grzbiecie (nikt mi nie zwrócił na to uwagi, bo w Bieszczadach w wakacje jeździłam sama, bez instruktora)...
Em po 2 miesiacach ( w ten piatek ) nauczylam sie zakladac kanta i oglowie hahaha ale idiota ze mnie :D
A ja znów miałam kolejną porażkę.... :/ Moja wczorajsza jazda była "do bani". Zawsze jeżdżę na koniach z zadowoleniem na twarzy, ale tym razem czułam jedynie przygnębienie. W kłusie klaczy nie mogłam ruszyć, ani o trochę nie przyspieszyła i wyglądało to tak jakby zaraz miała się pode mną położyć. Kilka razy się niebezpiecznie potknęła, że prawie wskakiwałam jej na szyję. Zamiast galop to po około 40 minutach jazdy był ledwo kłus wyciągnięty i jakieś nieudane zagalopowania. Naprawdę jeździłam jak laik, miałam totalnie zły dzień, porażka na całej linii - wpływ na to miał zapewne początek mojego dnia :( Po tej jeździe nawet nie wymieniałam z moją trenerką jakichkolwiek zdań, a zawsze wcześniej choć kilka się wymieniło, aż wstyd mi się tam znów pokazać ;/Chyba się mocno przejęłam, może "wrzucę na luz" ;))Ja wczoraj miałam podobnie, też Alaska nie chciała się ruszyć, kłus to było tak kilka kroków, potykała się, galopem zrobiła pół kółka...
Ja wczoraj miałam podobnie, też Alaska nie chciała się ruszyć, kłus to było tak kilka kroków, potykała się, galopem zrobiła pół kółka...
Em po 2 miesiacach ( w ten piatek ) nauczylam sie zakladac kanta i oglowie hahaha ale idiota ze mnie :D hahaha gratuluję, widzę, że taki sam szmat czasu potrzebujemy, żeby nauczyć się tak prostych czynności. xd ale grutnt, że już umiemy! :P
Jestem pelna podziwu trzeba tylko nas nasladowac :D
Moim zdaniem jazda konna nawet z stoma upadkami nie jest porażką! Bo każda chwila którą spędzamy w siodle nie jest zmarnowany, nawet gdy coś komuś nie wychodzi, czy instruktor go wkurza.
no masz racje :P nigdy nie jest to porazka : )
dla mnie porażką jest ostatni przejazd przez belki... najazd ładny w ćwiczebnym prosto na belki wodze ok ja w półsiad a Lolita w ostatniech chwili ciach i przeszła obok belek ^^ albo nasz balet na ujeżdżalni chce jechać prosto a Lolita tak sie fajnie wyginała że jak obruciła delikatnie głowe widziałam jej zad... Potem ugryzła mnie w buta bo pod moim butem miała muche ^^
Wodze na kontakt... A przed belkami łydka i pilnowac konia.
Super, dugi post na drugiej stronie to prawda...
moją największą porażką był upadek przy skoku. najeżdżałam na Palomie na przeszkodę na padoku (mój pierwszy skok na dużym padoku) najpierw najechałam na koziołki a po koziołkach miała być przeszkoda. Palomka przez koziołki przeszła pięknie, centralnie przez środek, a w ostatnim momencie w bok, a ja nie wyrobiłam wypadełam z siodła i przeleciałam nad przeszkodą. xd wylądowałam ponad metr za nią. xdale Palomka nie pobigła dalej tylko zatrzymała się koło mnie i czekała aż wstanę i na nią wsiądę.
To tak jakbys ty miala skakac moze specjalnie ci cos takiego zrobila zebys zobaczyla jak to jest xDD:d ( bez obrazy ) xD
moją największą porażką był upadek przy skoku. najeżdżałam na Palomie na przeszkodę na padoku (mój pierwszy skok na dużym padoku) najpierw najechałam na koziołki a po koziołkach miała być przeszkoda. Palomka przez koziołki przeszła pięknie, centralnie przez środek, a w ostatnim momencie w bok, a ja nie wyrobiłam wypadełam z siodła i przeleciałam nad przeszkodą. xd wylądowałam ponad metr za nią. xdale Palomka nie pobigła dalej tylko zatrzymała się koło mnie i czekała aż wstanę i na nią wsiądę.masz bardzo dobrze wychowanego konia, puszcze Cie przodem :) Całe szczęście że nic Ci sie nie stało, a co do tego że koń podszedł do Ciebie i poczekał to właśnie kocham między innymi w konach
no to jest bardzo mile jak kon czeka a nie spierdziela w dluga xDD
Moja porazkaLekcja zapowiadała się ciekawie, dostałam fajnego konia no i jeździłam z dziewczyną, która że tak powiem nie utrudniała jazdy. Wszystko fajnie, był już stęp, kłus, no i przyszedł czas na galop. No to galopujemy, galopujemy. A tu nagle coś mi się zsuwa.Okazało się, że zapomniałam dopiąć popręg i siodło mi na bok zjechało, na szczęście w miarę udało mi się przesunąć i nie skończyłam na brzuchu konia.